grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem

Wyhodowałyśmy motyla :)

2 komentarze

Wszystko zaczęło się od tej książki

 

ksiazkablog

A może nie,  być może zaczęło się jeszcze wcześniej, gdy kilka dni temu mój Mąż westchnął

– Mała Dziewczynka niedużo ostatnio jest w domu… A to w przedszkolu, a to na zajęciach, czy spacerach z Mamą. Brakuje mi jej.

– Hmmm… To dobrze. Jest zdrowa, szczęśliwa i zajęta- rzuciłam zadowolona.

– Ale trochę jej brak- Mąż uparł się w tak zwaną złą godzinę, bo już w nocy Mała dostała gorączki.

I potem, następnego dnia koło południa, gdy Mama biegła po lekarstwa i inne brakujące rzeczy, pojawiła się ta książeczka. Mała Dziewczynka świetnie pamięta motyle z pobytu na wsi, więc chętnie przystała na czytanie  o tym, skąd się biorą. Książeczkę zdjęłyśmy ot tak, z półki- bo w rodzinach, gdzie jest od lat jakieś małe dziecko, książki czy zabawki „są”, „pojawiają się” i „znajdują się” tak po prostu i nikt już nie pamięta skąd się wzięły. Tego popołudnia Mała Dziewczynka miała jednak tylko na tyle siły, żeby wysłuchać całej historii, czasem przerywając ją uwagą „Nie lubie gosienić!”…

Ale już dziś… Ledwo za Mamą zatrzasnęły się drzwi, Mała Dziewczynka przyniosła z powrotem ledwie muśniętą (skrzydłem wiedzy:) lekturę. A ja kartkę z bloku, klej, trochę ziarenek kaszy jęczmiennej, zielony i żółty papier kolorowy, kredki, które były pod ręką, pewną włochatą włóczkę i krepinę w jedynym kolorze, który uchował się w pokoju Z. – czyli  nastolatka. Wycięłyśmy łodyżkę i trochę listków. Jeden z nich posmarowałyśmy klejem i Mała Dziewczynka z dużą przyjemnością nakładała ziarenka kaszki, udające motyle jajeczka. Ja przez ten czas cięłam włóczkę na kawałeczki… „O, zobacz! Z jednego jajeczka wykluła się już gąsienica!”- uznałam, że już wystarczająco dużo kaszy wala się po stole. Dziewczynka bardzo się ucieszyła, ale postanowiła trochę poprawić moją koncepcję „A gdzie mają główki? Muszą mieć główki!” Wprawdzie zajrzałyśmy do książki i tam jeszcze raz przeczytałyśmy, jak są zbudowane, ale… co nam szkodziło, żeby na końcach włóczek zrobić uśmiechnięte okrągłe buzie? W ten sposób siostry i bracia zaczęli nie tylko się do siebie uśmiechać, ale i ze sobą rozmawiać. I dużo jeść-  przygotowanych wcześniej liści 😀

2jajeczkaigasienice

„A może, może one chciałyby już się zamienić w motyle?” – „TAK! TAK”- Dziewczynka zareagowała bardzo żywiołowo. I wtedy się zaczęło wycinanie z krepiny długich pasków, którymi miała potem owijać  gąsienice, a ja przez ten czas, gdy będzie bardzo, bardzo zajęta, niepostrzeżenie stworzyć i zakokonić motyla. Niestety „Babciu, pomóż!” pojawiało się tak samo często jak chichot, gdy gąsienica wymykała się spod kontroli palców. Wkładałyśmy maluchy, gadałyśmy o nieposłuszeństwie i o tym, dlaczego muszą być zawinięte i co „tam” w tych kokonach się dzieje.

No widziała, widziała niestety, jak zawijam motylka (trzeba było go przygotować wcześniej!), ale okazało się, że rozrywanie krepiny i wydobywanie go i tak jej się spodobało… Teraz już tylko wystarczy pokolorować skrzydła i niech sobie leci. Ale to już innym razem.

– Mama! Mama wróciła- zerwała się z krzesła i podbiegła do drzwi. Mama podniosła ją do góry, przytuliła i znad małej główki spojrzała na bałagan na stole. – Wyhodowałyśmy z babcią w domu motyla, wiesz?

motyleblog

Advertisements

Autor: Grand Mader

I like talking to people. I love gardening and playing with children

2 thoughts on “Wyhodowałyśmy motyla :)

  1. Takiej babci tylko pozazdrościć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s