grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem

Historia babeczek

4 Komentarze

Podobno te akurat poprawiają nastrój 🙂

lawenda1

Tym razem miałyśmy piec lawendowe babeczki, więc skoro tylko dojechaliśmy na wieś, padło pytanie:

– Gdzie są foremki do babeczek?

– W szufladzie, w komodzie.

Usłyszałam trzaskanie szufladkami komody, potem szafki, przeciągłe westchnienia i wreszcie

– Pewnie zostały w Warszawie!

Ilekroć czegoś nie można znaleźć na wsi, pada ten magiczny tekst. Chwila rozczarowania: „No być może, że tam są. Nie będzie ciastek w niedzielę”, ale potem zastanowiłam się, czy zimą, gdy myszy włamały się do komody w poszukiwaniu jedzenia, nie wyciągnęłam brudnych (zasikanych!!!) foremek i nie wrzuciłam ich ze wstrętem na samo dno kosza? Trzymając przez rękawiczkę, oczywiście (którą też wyrzuciłam!)? Usiłowałam sobie przypomnieć tę scenę, ale nawet jeżeli tak było, też ją szybko wyrzuciłam, ale z pamięci. Może na szczęście…

Tymczasem jednak poszłam do ogrodu z nożyczkami, bo trzeba było ususzyć kwiatki do tych babeczek. Nawet gdyby zostały upieczone dopiero w Warszawie.

 

Tak, przyznaję, że chciałabym, bardzo bym chciała, pojechać do Prowansji, albo przynajmniej na lawendową wyspę Hvar. W lawendzie podoba mi się wszystko: kolor, zapach, kształt. Na razie lawendowe pola widziałam tylko na zdjęciach, ale kilka krzaczków mam we własnym ogrodzie. Wyobraziłam sobie kiedyś, że będzie ładnie wyglądała w kompozycji z różami. Ona jednak zdecydowała inaczej, lepiej poczuła się obok borówek, wrzosów i goździków na niskim klombie. Niby taka skromna, a sama zdecydowała, z kim żyć. Rozumna babka z tej lawendy!

Ucięłam więc, ususzyłam i o dziwo, nie zapomnieliśmy jej ze sobą zabrać.

lawenda2

 

Ledwie dojechaliśmy do Warszawy, M. po wstępnym przegrzebaniu szafek zapytała:

– To gdzie są te foremki do babeczek? Bo nigdzie nie widzę?

– Pewnie zostały… – tak, tak zgadliście, jak nie możemy czegoś znaleźć w Warszawie, uważamy, że jest na wsi.

Ale tutaj mamy przynajmniej bogatsze możliwości uzupełnienia zapasów. Nieraz zdarzało się w domu z półkami zapełnionymi książkami, że ktoś wędrował do biblioteki po konieczną lekturę, „bo nie mógł znaleźć” czegoś co stało bardzo blisko. Teraz dziewczyny wyruszyły do supermarketu po foremki… A my po syna, do jego kolegi.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie ( z synem, który na szczęście był tam, gdzie się spodziewaliśmy) zamiast lawendowych babeczek, na tacy podano nam lawendowe owady- żeby nie napisać: robaczki.

– W sklepie też nie było?- zapytałam ze śmiechem

– A nie, tam były. Ale Mała Dziewczynka zobaczyła te… motylki i biedronki i już o babeczkach nie było mowy.

Z pewnością lawendzie się to też bardziej spodobało. Może skromnie wygląda, ale charakterek ma!

lawenda3

 

Autorkami ciastek są M. i Mała Dziewczynka. Pyszne. A taka lawenda koi nerwy i poprawia nastrój.

 

 

 

Reklamy

Autor: Grand Mader

I like talking to people. I love gardening and playing with children

4 thoughts on “Historia babeczek

  1. O ja też mam w ogrodzie lawendę i chętnie bym skosztowała takiej babeczki . Jeśli to nie rodzinny sekret poproszę o przepis.
    A odnośnie rzeczy, to te których nie mam w domu, to są w pracy i na odwrót, a gdzie naprawdę są Bóg raczy wiedzieć…:)

  2. Pingback: Na gorąco o wychowaniu | grand Mader

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s