grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem

Małe działania: Pomarańczowy, żółty i czekoladowy

5 Komentarzy

Dla tych, którzy przerażeni doniesieniami o wojnie, przetrwali jakoś lato, na jesień i całą resztę roku szkolnego.

sliwki

Nie wiem, co sobie myślał na mój widok ten malutki ślimak, który wspiął się na drzewo i tam objadał  śliwkę. Jesteśmy przecież wrogami. Niby to szkodnik, ale rozczulił mnie trochę, jak to maleństwo. Darowałam mu życie, a nawet dodałam i śliwkę, bo mamy ich w tym roku pod dostatkiem…

Resztę zapakowałam do miski i zabrałam do domu. Zważyłam je, tym razem doniosłam (choć po drodze zjadłam małe conieco) dwa kilo. Przekroiłam je na pół, wyjęłam pestki- Teściowa zjadła kilka połówek- i wrzuciłam do garnka. Dolałam jakieś pół szklanki wody. Postawiłam na kozie (czyli kominku) a tam już to się powoli smażyło. Co jakiś czas ktoś podchodził, mieszał i próbował ździebko wcale się tym nie przejmując, bo śliwki jeszcze bez dodatku cukru, nietuczące. Zapach, mimo wszystko słodki, unosił się w salonie, a owoce nie sprawiały kłopotu, bo ani myślały przywierać. Dorzuciłam 5 goździków, dwie szczypty imbiru i zajęłam się innymi pracami. Następnego dnia po krótkiej rodzinnej naradzie zdecydowaliśmy, że nie będziemy śliwek miksować. W konfiturach lubimy czuć ich kawałki. Wtedy wzięłam szklankę cukru, zmieszałam ją z dwiema pełnymi łyżkami kakao i powoli, pilnując, by się rozpuściła, dosypałam do śliwek. Moim starczyło, ale mogło się okazać, gdyby były mniej dojrzałe, że musiałabym dodać jeszcze trochę cukru, albo i cukru i kakao, albo tylko tego drugiego. Gdy garnek postał, pilnowany przeze mnie, jeszcze pół dnia na piecyku, wszystko co miało się połączyć, rozpuścić, zesmażyć, już to zrobiło, przeszłam „rundę z łyżką”.

Domownicy próbowali, przymykali oczy i mówili: „Pycha”.

sliwki

Na ciężką jesień mam już trochę zamkniętych w słoikach śliwek w kakao. W torebkach przyprawy: szafran, kurkumę a nawet i nagietek (niech będzie, że nie barwi tak ładnie, jak myślałam, ale przynajmniej poprawia nastrój). To wszystko dodawane do potraw będzie działać antydepresyjnie. Pomarańczowe pulpeciki rozweselą, brązowa śliwka zadziała jak pigułka na złe samopoczucie, a czuły dotyk przekona, że warto żyć.

 

To prawda, że świat, w którym żyjemy nie jest nam dany na zawsze, jeżeli o to nie zadbamy. A czasem nawet gdy o niego zadbamy, pomimo modlitw, jako bezpieczne miejsce do życia może zniknąć jednego dnia, w ciągu jednej godziny. Drzewa, które mijamy bez zastanowienia, trawa, słoneczniki i astry, skrzeczące coś sroki, mogą przestać być jego częścią. Dlatego tego lata dotykałam, nim minęłam, starałam się pogłaskać, gdy przechodziłam obok. Wtulałam twarz w płatki kwiatów. Chłonęłam zapachy.

Wejdźmy głębiej w alejkę parkową, zostawiając za sobą film, program, dyskusję w Internecie. Pomarańczowy, żółty, brązowy to kolory konfitur i przypraw. Jesiennych liści i wiewiórek. To kolory szczęścia.

„Małe działania zmieniają świat” usłyszałam kiedyś od młodych wolontariuszy. Rozmawiałam z nimi wtedy i spodobał mi się ich entuzjazm. Tak, jak Synafia uważam, że to, co mogę zrobić tej jesieni, póki jeszcze nic się nie zmieniło na gorsze, to kochać świat i ludzi wokół siebie. Nie wystarczy przetrwać, przeczekać, jakoś ten lęk znieść, trzeba w ten świat wlać tyle miłości, ile się da, póki się da, póki się JEST a może zło nie znajdzie już dla siebie miejsca.

 

A żeby nie było tak łzawo, zobaczcie, co wyczytałam w Wikipedii

św. Hildegarda z Bingen w swej recepcie na zatrucie z roku 1150 pisze: kto by zjadł truciznę, albo gdy kogoś chciano otruć, niech zaparzy nagietka w wodzie, wyciśnie go i ciepły położy na żołądek. Nagietek truciznę rozrzedzi i wypędzi z wnętrzności. Potem niech chory zagotuje wino i wrzuci doń trochę nagietka, a to znowu zagotuje i wypije. W ten sposób z jego ciała wyjdzie wszystko, co było trucizną, albo przez nos, albo w ślinie wykasłanej i wyplutej.

W ten sposób… w ten sposób  można się pozbyć wszystkiego, co zatruwa, może i strachu J

Reklamy

Autor: Grand Mader

I like talking to people. I love gardening and playing with children

5 thoughts on “Małe działania: Pomarańczowy, żółty i czekoladowy

  1. Uderzyło mnie stwierdzenie „ciężka jesień”
    Dlaczego? Bo bardzo kontrastowało z tytułem – który przypomina o tym,
    że jesień to również wszystkie kolory tęczy które zachwycają nasze oczy
    I ze słowem, które zostało we mnie po szybkim przeczytaniu tekstu – owoc
    Jesień to czas zbierania owoców
    Owoców zimy, wiosny i lata w naszym życiu.
    Taka sobie śliwka – a ile pokazuje….
    Nawet bez dodatku cukru roztacza piękny zapach, przyciąga innych, domaga się degustacji
    Cała rodzina zbiera się wokół owocu, uśmiecha się, współpracuje żeby doprowadzić smak do perfekcji
    To dobro, które przyszło tak zwyczajnie, pakujemy w słoiki
    Żeby w trudnych chwilach pozwoliło wrócić do…owocu, do źródła
    I jeszcze ten ślimak…. bo On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi
    Jaki owoc wydało moje lato? Potrzebny cukier?

    • Tak, jesień jest specyficzna. Bo tak po Bożemu jest piękna- ciepłe kolory, szeleszczenie i zimne wieczory, zbieranie owoców, praca przy tym aż zachęca bliskich do wspóldziałania. Z drugiej strony jesień w szkołach jest wiosną- to dopiero teraz się sieje, pracuje, by na wiosnę (!!!) zebrać owoce. A wiosna ciężka jest i wtedy wszystko sprzyja- coraz dłuższy dzień, coraz mocniejsze słońce dodaje optymizmu i chęci do pracy. No i TA jesień jest specyficzna- zatruwanie myśli, duszy lekiem przed wojną, Do coraz krótszych dni, przyszłej szarowki, gdy dodaje się lęk, który pojawia się wraz z czytaniem doniesień prasowych- robi się cieżko. Tu trzeba dużo miłości, kurkumy, szafranu, śliwek w czekoladzie 🙂

  2. Zauważyłaś piękną rzecz, mianowicie…w różnych dziedzinach naszego życia
    pory roku przypadają w innym czasie roku kalendarzowego
    To oznacza, że zawsze jest dobry czas na jakieś owoce, które mogą nas ucieszyć
    I tylko od nas zależy jakie te owoce będą, dojrzałe i słodkie czy cierpkie potrzebujące „cukru”
    A TA jesień….ta jesień niech zaowocuje Nadzieją
    „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”

  3. Pingback: Zamiast nalewki, ciąg dalszy | grand Mader

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s