grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem

O tacie

Dodaj komentarz

Dorota Wolanin zaprosiła mnie na fejsbuku do zabawy, która miałaby polegać na tym, że przez kolejne pięć dni mam zamieszczać po jednym (w sumie pięć)  swoich czarno- białych zdjęć. Pięć zdjęć to pięć różnych historii, pięć odmiennych światów, które się kryją się za obrazkiem. Czwartego dnia przypomniało mi się zdjęcie, które zrobiłam kilka lat temu. Towarzyszył mu tekst o ojcu, samotnie wychowującym dziecko…

ojciecByli już po obiedzie u Banasiów. Dłużej niż zwykle. Lolek przejęty szeptał o czymś z Bogusiem, więc Karolowi żal było im przerywać. Myślał teraz o tym, jak dobrze, że Maria traktuje tak serdecznie tę jego półsierotę. Bez matki bidulek…dobrze, że są kobiety, co mają serce. No, dosyć, dosyć! – zganił się zaraz. –  Nie co się roztkliwiać, nie taka sierota, skoro ma mnie.

Już byli prawie w domu.

– Pochwalony – przywitali na dziedzińcu sąsiadkę i weszli szybko na górę. Ich raźne kroki zadudniły wzdłuż całego długiego balkonu. Karol zamoczył w progu domu palce w malej kropielnicy z majoliki, jak robił to od lat, i przeżegnał się. Dokładnie ten sam gest powtórzył wchodzący za nim chłopiec. Zaraz też spojrzał prosząco na ojca odkładając książki –  Tato… umówiłem się z Jurkiem, no z chłopakami, na piłkę, pozwóóól.

Skinął spokojnie głową, tak ma być. – Musisz odetchnąć przed nauką, leć! – i jak każdy rodzic, nie musiał tego dwa razy powtarzać – Tylko żebyś mi nie pobłądził tam gdzie, wróć na czas! – dodał z rozpędu, nie wiadomo właściwie po co, bo Lolek przecież był słowny.

Stał jeszcze nad prasowaniem, gdy wpadli obaj. Widać, że zahaczyli o dom Jerzego, bo już umyci, napojeni a kolega nawet niósł zeszyty. Lubił, jak wchodzili radośnie,ciesząc się z wygranej. Widział wynik, zanim jeszcze cokolwiek wspomnieli, a dziś taka tryskała z nich duma!

Lubił też, że przychodzili odrabiać lekcje właśnie tu, prosząc go potem, żeby coś poczytał.

Panie Kapitanie, panie kapitanie, poprosimy dziś ten wiersz Norwida o Szopenie.

„Fortepian Szopena”– uściślił Lolek.

-A koniugacje łacińskie napisane?– niby opierał się, ale sięgał już do biblioteczki.

Napisane! – roześmieli się obaj.

Pokażcie czy porządnie – nie odpuszczał szybko – i wyrecytujcie.

Opłacało się, bo potem już mogli się zasłuchać:

Patrz!… z zaułków w zaułki

Kaukaskie się konie rwą-

Jak przed burzą jaskółki,

Wyśmigając przed pułki…

A potem to już sączyła się opowieść o dawnych czasach, o roku 1863. Aż do wieczora. Karol poczuł się winny, że trochę się zagadał – Dzień upłynął. A czy żeśmy coś dobrego chłopcy zrobili? Późno. Na dziś starczy już.

Jurek wymknął się szybko do siebie na kolację.

A oni zostali sami. Ręce ojca kroiły kromki chleba tak sprawnie, że syn nie mógł się nadziwić. Starając się pomóc, nakładał na nie trochę nieudolnie ser. Tato nie złościł się, gdy coś się nie udawało, jak inni ojcowie, a to ośmielało Lolka nie tylko do działania, ale i do dalszej konwersacji. Posypały się pytania o Polskę, o dziadków. Jakie masz szczęście, że urodziłeś się w wolnym kraju. Nie pamiętasz, jak było, nie pamiętasz.– westchnął Karol.

Razem zasiadali do kolacji.

Razem się modlili. Długo i solidnie.

A potem… gdy syn zasypiał, Karol zostawał sam. Sam ze swoimi myślami.. Starał się na klęczkach jakoś je, porozrzucane bezwładnie, pozbierać…

Panie! Czy jestem dobrym ojcem? Jak tu być naraz ojcem i matką? Czasem chyba za   bardzo jestem surowy… Czy wszystko, co trzeba widzę? Jak go wychować, tego mojego Lolka, na dobrego, solidnego mężczynę? Jaka jego przyszłość? Aby nie skończył mi źle . Dałeś mi go, a myslisz, że to tak łatwo… Sam jestem słaby… Nawet koszuli uprasować porządnie nie umie. To moja wina pewnie!-rozniosło się ciężkie westchnienie.- Kto mu te koszule prasował będzie? Proszę pozwól mi zyć tak długo, żeby mnie dla niego starczyło. Żeby nie został sam. Całkiem sam. Bądź przy nim Panie zawsze, gdy mnie nie już nie będzie. W Twoich Rękach nasze życie.

Składał je tak w te Ręce z ufnością i nadzieją. Długo chyba klęczał, bo usłyszał bicie zegara na północ.

Już 2 kwietnia. Starzejesz się. Nie roztkliwiaj się tak, wciąż jestes żołnierzem! Już nowy dzień,a ty nie spałeś jeszcze. Nie będzie sił. – Podniósł się –  Spać!

„Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca. […] Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków”. -napisał o Nim Jan Paweł II po latach.

Reklamy

Autor: Grand Mader

I like talking to people. I love gardening and playing with children

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s