grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem

Żywe miasto 4

16 Komentarzy

W Warszawie jest dużo parków, skwerów i placyków dla dzieci. Jednak przy odrobinie (nie) szczęścia można zamieszkać z dzieckiem w samym ruchliwym centrum miasta i mieć daleko do jakiegokolwiek parku, ogródka, czy czegokolwiek innego zielonego, oprócz zasikanego przez psy trawnika. Co się wtedy dzieje? Czy malec staje się obojętny na piękno otaczającego świata?

trawki kopia

 

Kilka lat temu takie miejsca, które świadczą o zaniedbaniu i nie powinno ich być w stolicy sporego kraju, były dla nas… pomocą. Pamiętam podróże z moją najstarszą córką najbrzydszym odcinkiem ulicy Chłodnej – kto tam mieszkał, to wie – w kierunku jakiegoś parku czy choćby placyku. Łatwo nie było. Mijałyśmy po drodze szare pawilony, idąc po rozwalonych płytkach chodnikowych. Każda z nich dla małego dziecka była potencjalną pułapką i spotkanie z nią mogło zakończyć się obtarciem czy nową ranką na kolanie. Mogło. Ale kończyło się obserwacjami przyrody. Zaciekawiona dziewczynka przystawała przy każdej trawce, dopytywała o jej rodzaj, zauważała codzienne zmiany. Miałyśmy rozpoznanego każdego chrząszcza, wiedziałyśmy, gdzie lubi spać biedronka i w pod którą wyszczerbioną płytą jest mrowisko. A gdy trafił się taki rarytas, jak nie zadeptana i nie zerwana stokrotka, musiałyśmy się z nią koniecznie zaprzyjaźnić. Dostawała imię. Prowadzona przez córeczkę, czułam się jak w baśni Andersena. Wiedziałam, że nawet w miejskiej dzielnicy takiego dużego, zatłoczonego miasta, jak Warszawa, dziecko nie musi stracić wrażliwości na piękno.

trawka1

Zanim przeszłyśmy jeden lub dwa przystanki dzielące nas od miejskiego ogródka, byłyśmy już nieźle zmachane. W sam raz, żeby – zależnie od pogody – zjeść kulkę lodów, czy wypić gorącą czekoladę.

Byle donice, krytykowane przez koneserów, zdawały się nam rajem. Zwłaszcza, że gdy udało się do nich dojść…

trawka2

 

… w zasięgu stopy było dużo parków, a w nich takie wspaniałości:

trawka3

I do tego piaskownice, huśtawki, kaczki i fontanny. Trzeba się było tylko zastanowić, jak do domu wrócić 😉 bo do domu było daleko 😉

Reklamy

Autor: Grand Mader

I like talking to people. I love gardening and playing with children

16 thoughts on “Żywe miasto 4

  1. Kiedy zostałam mamą , też robiłam obowiązkowy dzienny rajd po okolicznościach osiedlowej przyrody. Teraz jest pięknie ale wówczas trzeba było sobie znaleźć coś zielonego i zarazem bezpiecznego -boisko szkolne, alejkę ogródków działkowych z ławką dla złażonej, a z czasem ubieganej mamy …Codziennie ta sama droga, jak rytuał : kurkom trawkę, kaczuchom chlebek, a i nazwać z moimi ludzikami (jak w raju ) drzewa , roślinki-uporządkować świat. Każda gąsieniczka, mrówka, biedronka , ślimaczek dopatrzone uwagą i zachwytem. I przy tych ludzikach sama poznawałam świat na nowo . Tak sobie myślę, że wtedy nie potrafiłam docenić swojej roli, a dziś patrzę na tamten obrazek z historii z zachwytem i wzruszeniem.

    • Tak było.Pamiętam, jak wyglądał placyk, który był dwa przystanki od domu- miał dwie huśtawki i zawsze kilkoro dzieci w kolejce 😉 I wszystko to moje dziecko zachwycało 🙂

  2. I znowu powrócił temat: być dzieckiem
    Dać się dziecku poprowadzić, spojrzeć jego oczami, zachwycić się dziecięcym sercem…

    • Tak, wcześniej wydawało mi się, że „przyrody” w sensie tej całej wiedzy na jej temat- nie lubię. A potem znalazłam te pokłady, które były we mnie- dziecięcego zachwytu. Do tej pory daje mi to dużo radości, bo nie dałam już sobie tego odebrać.

  3. Bo przyroda, to nie wykute na pamieć systematyki, ale wiedza o tym na co patrzysz i co z tym można zrobić:)

  4. Niewiastę dzielną któż znajdzie?
    Taką, która…nie dała już sobie tego odebrać 🙂

    • Wczoraj ksiądz w czasie kazania mówił taki „dowcip”. ze było czytanie o niewieście dzielnej (jak wczoraj), ksiądz, który był w odwiedzinach nie miał przygotowanych tekstów, speszył się, Ale znał początek i zaczął gromko „Niewiastę dzielną któż znajdzie…” i szpera, i szuka, powtórzył dla zyskania na czasie : „Niewiastę dzielną któż znajdzie…” i ciągle szuka tekstu, potem jeszcze raz „Niewiastę…” wreszcie zniechęcony patrzy na ministranta i rzuca w mikrofon „Nie znalazłem”

  5. Bo szukał w niewłaściwym miejscu. Jakby tu zajrzał to by znalazł 🙂

  6. chyba każdy rodzic zalicza takie obchody rewiru 🙂
    nie wiem jak inni, ale ja podczas takich spacerów nagle uświadomiłem sobie że dostrzegam rzeczy na które wcześniej nie zwracałem uwagi. i to właśnie dzięki „młodemu” udaje mi sie je odkrywać

    • Tak jest. Kiedyś droga do przedszkola została nazwana „kocią dróżką”, choć biegła przez dość ruchliwe ulice, ponieważ jeden odcinek sobie skracałyśmy, przechodząc przez podwórko, na którym właśnie rano karmiono koty. Kocia dróżka… 😉

  7. Miasto żyje, ba, Miasto oddycha, wystarczy dobrze się rozejrzeć.

  8. kiedyś powstał nawet taki przewodnik.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s