grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


2 Komentarze

Szczęśliwego Nowego Roku !

Jest Sylwester 2014. Ostatnie godziny starego roku. On umiera, a tu tak zwyczajnie. Na kuchni gotuje się kwaśnica.  

– Dobrze- ucieszyła się teściowa- Spróbuję kwaśnicę, bo nigdy nie jadłam…

– Już trzeci rok jesz u nas kwaśnicę – słabo oponuję. Słabo, bo wiem, jak będą brzmiały następne słowa

– Nie pamiętam.

Pieką się ciasteczka maślane, potem dom będzie pachniał ziołami i pieczonym boczkiem. Kwaśnicę zjemy w kubkach na dworze, spoglądając na fajerwerki

Nie wiadomo, skąd mogę przyjść z następną opowieścią. Może tędy

Sylwester1

albo tędy

sylwester2 kopia

Przywitam się, zamienimy pierwsze słowo i to będzie błąd. Moje opowieści ciągną się długo. Wejdziemy do domu. Wszystko jedno, czyjego. Zapachnie ciasteczkami. Może powiem o najnudniejszym Sylwestrze spędzonym u Ważnych Opozycjonistów. Widziałam tam samego biskupa! 😉 O Sylwestrach w strasznych latach osiemdziesiątych, kiedy brakowało wszystkiego (także papieru toaletowego), ale dziewczyny miały suknie z jedwabiu 😉 Albo o szalonym Sylwestrowym kuligu na Kalatówki z 2,5 letnią córką, zakończonym wejściem na piękny bal, na którym wystąpiliśmy w spodniach i swetrach narciarskich 😉 Te opowieści długo trwają, więc to nie dziś

sylwester4

Uciekam, a wy bawcie się dobrze.

sylwester3

Życzę szampańskiego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku!


6 Komentarzy

W podróży

Już po Bożym Narodzeniu. Wydawało się, jak to zawsze w ostatnich tygodniach i godzinach oczekiwania na Dziecko, że one są najcięższe, a potem się odpocznie. Ale z Dzieckiem nie ma żartów.

Już po Świętach. „Komu w drogę…”. „Soczek?”- Mała Dziewczynka pomaga w pakowaniu, jak umie – „A koniki spakowałaś? Te od tatusia? Do toreby!” Torebie puszcza zameczek, nie spodziewała się, że będzie służyć za stajnię. „Do twojego plecaka! Konie do plecaka” buntuje się mama w imieniu toreby. Wreszcie wychodzą. Samochód, którym dziadek ma podwieźć dziewczyny do autokaru wprawdzie zapala, ale tylne drzwi nie chcą się otworzyć. Za zimno. Trudno, trzeba wsiadać przez przednie siedzenia. Mała Dziewczynka aż piszczy z zachwytu na taką atrakcję. Toreba jest. Walizka jest. Koniki są.

pendolino2

fot. M. Deresz

Na rynek miasteczka podjeżdża po pasażerów mały busik, a nie duży autokar i wszystkie miejsca ma już zajęte. Kierowca rozkłada bezradnie ręce. Mała Dziewczynka z walizką i mamą się nie zmieści (nic nie wie o stajni w plecaku). Żadnego dziecka. Co dalej? Może pociąg. Dziewczyny patrzą na dziadka prosząco. „Następny autobus tak późnooo, a pociąg dla odmiany za chwilę…”

Samochód dojeżdża pod stację, na którą już wtacza się pociąg. Trzeba się wygramolić z tylnego siedzenia przez przednie drzwi ( tylne ciągle nie działają) i podbiec spory kawałek po oblodzonym chodniku. A jeszcze walizka! I toreba i plecak z konikami. Wszyscy szarpią się, biegną pokracznie przez tory, po lodzie. Pociąg jeszcze stoi ! Zawiadowca uśmiecha się przyjaźnie na widok dziecka. A bo on wie, co to za dziecko jest? Dopiero co po Bożym Narodzeniu. Z matką jakieś ! Za nimi mężczyzna biegnie z bagażem. W drodze są. Trzeba pomóc. Kierownik pociągu i zawiadowca czekają. „Proszę, szybciutko, szybciutko, poczekamy”. Biorą dziecko, torebę, walizkę i plecak, który jest stajnią. Pomagają mamie: „Daleko pani jedzie z tym dzieckiem?”

Ale to nie koniec podróży. Jest jeszcze jej ostatnia część. Ta najdroższa, najłatwiejsza i najpewniejsza. Drugi pociąg zarezerwowany już od tygodni, bilety dawno kupione. Zaplanowany każdy szczegół. Mama i Mała Dziewczynka siadają w mięciutkich fotelach. Na stoliczku goszczą się koniki. Można wyjąć książki. Jest ciepło i przytulnie. I nagle słyszą za plecami oburzony kobiecy głos „Kto to słyszał, żeby pociągami  klasy PREMIUM jechało jakieś DZIECKO???”

W sumie po Świętach już. A kto to wie, co to za dziecko jest?

pendolino

fot. M. Deresz


3 Komentarze

Z Dzieckiem

W tym roku na Wigilii było więcej babć, niż mężczyzn w domu. Dużo też było dzieci. To zaleta, gdy oczekuje się Maleńkiego. Jedno niestety chore. Wszystko wypadło inaczej, niż myśleliśmy, ale jak zwykle się udało. Urodził się 🙂

Długo gotowaliśmy, długo sprzątaliśmy, stroiliśmy dom, nakrywaliśmy do stołu. Przygotowania ciągnęły się w nieskończoność, szczególnie dla najmłodszych i najstarszych. Obrus, sianko pod obrus, opłatek, figurki Świętej Rodziny (na instagramie są zdjęcia), Pismo Święte… Serwetki, półmiski… Kompot z suszu, którego tak nie lubiłam w dzieciństwie. Instrumenty ustawione. Tylko choinka, do ostatniej chwili bezwstydnie nieubrana, zemdlała z wrażenia

wigilia

Znaleźliśmy sposób na łańcuchy- węże. Ten łańcuch sprowadził do nas Anioły. Prawda, że pomysłowy?

wigilia4

Potem już wszystko poszło prawie dobrze. Była góra upominków, bo każdy chciał pomagać Świętemu Mikołajowi, który w naszym domu przynosi prezenty w Wigilię Bożego Narodzenia. Tylko najmniej świadomi, nie przygotowują ich – kiedyś wydawało mi się, że będą to zawsze najmniejsze dzieci, dziś wiem też, że i najstarsi. Dostają je natomiast wszyscy: dzieci, rodzice, żona i mąż, mamy, tatusiowie, babcie i dziadkowie. Szeleściły więc papiery, słychać było westchnienia, a od uśmiechów robiło się aż gorąco.  Dziewczynki pierwsze zaśpiewały Dzieciątku „Do stajenki, do stajenki przyszły razem dziś…”

wigilia5

I potem już wszyscy kolędowali. Mniej lub bardziej czysto, czasem zaśmiewając się z tego, jak niezgrane są nasze głosy. Myślę, ze wygralibyśmy konkurs na najbardziej fałszowaną „Gdy Śliczną Pannę”. Na szczęście Krysia i Melania dały się namówić też na mocną „Północ już była” .Uwielbiam ją. Dopiero Pasterka zakończyła koncert.

I choć spodziewaliśmy się, że całe Święta Bożego Narodzenia będziemy biegać w gustownych kaloszkach, spadł śnieg 🙂

zima1

Myślę, że… zawsze, zawsze gdy rodzi się dziecko, gdy przychodzi ono na świat, wszystko się zmienia. Życie (świat) nie jest już takie samo. Mama i cała rodzina, pełna radości i niewyobrażalnego szczęścia, choć często zmęczona, ma nowe zadania, nowe obowiązki i także… nieznane trudności. Po okresie świętowania, jej życie nabiera rytmu, ale jest to rytm zupełnie odmienny od dotychczasowego. To Dziecię, na które czekaliśmy, JEST z nami. A skoro JEST, świat nie powinien pozostać taki sam.


2 Komentarze

Życzenia

Ciasta, uszka, barszcze, karpie i śledzie są na swoim miejscu. Dziś ostatni dzień czekania, wspólnej Wigilii. Wigilii w tym roku… w gumiakach.

Do sklepu po sól, gripex w saszetkach i marchewkę poszłam w kurtce i gumiakach. Leje od kilku dni i naprawdę nie pamiętam takiej Wigilii. „Obyśmy powodzi nie mieli” – zażyczył sobie mąż. I to życzenie się spełniło. Na dobry początek 😀

rodzina1

Dużo radości, spokoju i pokoju w te Święta Bożego Narodzenia życzę Wam z całego serca !

I pamiętając, że za plecami syczą nam węże, nie poświęcajmy im zbyt dużo czasu 

Gdyby, gdyby jednak ktoś miał czas, może przeczytać o Świętach Małej Dziewczynki, gdy miała zaledwie rok:

W ten sposób, jakże wielkimi uczynił małych i dzieci!

Mała Dziewczynka jest bardzo zdziwiona. Przyzwyczaiła się już do kalendarza adwentowego i lampionu na roraty. Nawet zapalanie kolejnej świeczki w wieńcu przestało na niej robić wrażenie… Ale sprzątanie? Kto słyszał wywalać wszystko? Te piękne rzeczy, które tak świetnie nadają się do podarcia, noszenia i gięcia? Tato biegający z mopem… Porządek rodzący się wśród chaosu. Ganiają i pokrzykują, więc nikt nie ma czasu – można niepostrzeżenie dotrzeć w najbardziej zakazane kąty domu 🙂 A nawet… na SCHODY!

Złotka, papierki… Drzewka, które normalnie stoją na zewnątrz, gdzieś tam w ogrodzie i trzeba się specjalnie ubierać, żeby je oglądać… Dziś one są „ubierane” ! Wszystko w domu i do dotknięcia. Światełka, bombki, kolorowe łańcuchy.

Zapachy… trochę wcześniej poznanych – jak czosnek, ryba, cebula… Ale intensywny zapach kompotu z suszonych owoców albo makowca? Suszonych grzybów? Kapusty?

Dzielenie się opłatkiem?

Wspólne śpiewanie kolęd?

Świat Małej Dziewczynki stanął na głowie.

Stało się.

Ciii… Jezus malusieńki leży wśród stajenki…

Drogie dzieci, witam was z całego serca! Święto Bożego Narodzenia jest waszym świętem. Boże Narodzenie przypomina nam bowiem, że Bóg, Syn Boga, stał się dzieckiem, jak wy; Bóg, Nieskończony, zechciał być maleńki. W ten sposób, jakże wielkimi uczynił małych i dzieci! Tuż przy Dzieciątku Jezus i wy możecie poznać Boga, pokochać Go i sprawić, by Go kochano. Jan Paweł II, Anioł Pański, 19 grudnia 1982

Tekst ukazał się TU

A takie prezenty robi Synafia. Śliczne!

rekawiczkiSulli

fot. Synafia


2 Komentarze

Odliczanie 1

Świec 4, kalendarza adwentowego ciągle nie ma i nie będzie. Przygotowywanie potraw: w toku. Tęsknota za Świętami Bożego Narodzenia: ogromna.

rodzina2

Nie jest wesoło, jest momentami nerwowo 🙂 Ale bardzo się staramy. Najbardziej pies, który szczekał nawet na choinkę, a potem zadowolony z siebie wskoczył na świeżo wypraną kapę, świeżo ubłoconymi łapami…

Nie wiemy jeszcze, czego zapomnieliśmy oprócz kalendarza adwentowego, ale pamiętam taki rok… 2012

Bezradnie miotałam się po domu, zaglądając w miejsca, które wcześniej sprzątałam. Niepotrzebnie, bo zapomnianego Opłatka tam z pewnością nie było…

Najstarsza prawdopodobnie już była chora, jak się pakowała i wyjeżdżała do nas na wieś. W czasie Wigilii, wiedzieliśmy to już na pewno ( trzydzieści dziewięć mówiło samo za siebie!), a ona informowała nas tylko, czego zapomniała zabrać. Nieważne, nieważne – odpowiadaliśmy. Tak nam się wydawało, dopóki nie wpadła do kuchni ze łzami w oczach ( z temperatury, czy przejęcia?) mówiąc” Nie zabrałam Opłatka!”. Jakichś drobiazgów, jednego prezentu, przez chwilę prądu, potem zdrowia i cierpliwości już brakowało w naszym domu, przecież wcześniej wiedziałam, że brak jest także częścią Świąt Bożego Narodzenia. Ale Opłatka żeby nie było? (Nieważnie – rzucił ktoś, ale jakoś bez przekonania)

Za późno, żeby pojechać na plebanię.

Bezradnie miotałam się po domu, zaglądając w miejsca, które wcześniej sprzątałam. Niepotrzebnie, bo zapomnianego Opłatka tam z pewnością nie było… Spojrzałam jeszcze na półkę ze starymi rachunkami. Na samym wierzchu leżała tam biała, czyściutka koperta. Dotknęłam jej i ze środka wypadł wizerunek Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: uśmiechnięta, spokojna twarz, życzenia z 2010 roku i … Opłatek Wigilijny, lekko ułamany z jednej strony. Życzenia od Świętego, który opiekuje się naszą rodziną. To ci niespodzianka! Chciał z nami tego dnia być! Wiedział, ze nie będzie prosto.

Bo potem było już było tak… normalnie. Nie wiem, jak u pastuszków kiedyś dawno, ale u nas były i uśmiechy, i łzy, i radość, i ogromny ból. Jak to u ludzi, którzy szukają wciąż Boga, trochę po omacku obijając się w ciemnościach, może tylko w tę Noc wyraźniej widząc światełko. A Opłatek się znalazł – między kartkami Resnicka. Tym mocniej się upewniłam, że Zygmunt Szczęsny chciał przy nas w tę Wigilijną Noc być.

Tekst ukazał się TU

Niech nad Wami i nami czuwają dziś Wasi Święci 🙂 I jeszcze coś:

rodzina3


8 Komentarzy

Odliczanie 2

Świec w wieńcu zapalonych ciągle 4, kalendarz adwentowy został w mieszkaniu w mieście, zapomnieliśmy go zabrać, poziom tęsknoty za Świętami podobny, bo tak wieje i pada, że przestaliśmy wierzyć, że to grudzień 😉 O tym jak być powinno, a jak jest.

– W ostatnim tygodniu Adwentu nawet mój tato się uaktywniał – przypomniałam sobie, mieszając coś w garnku. Córka z Małą Dziewczynką sklejały łańcuch – Mój tato, to twój pradziadek Tadeusz – wyjaśniłam – Zajmował się właśnie łańcuchami choinkowymi. To była jego specjalność. Dość… no nieźle pomyślana. Bo łańcuch symbolizuje węża.

– Aaaa!- Mała Dziewczynka była gotowa słuchać. Nie o pradziadku, ale o wężu.

– Wiesz, jak to było z pierwszymi ludźmi, których stworzył Bóg? To byli Ewa i Adam. Żona i mąż. -postanowiłam nie wgłębiać się w szczegóły, pozostawiając je sobie na kiedy indziej – Żyli w Raju. To było takie cudne miejsce, gdzie wszystko, wszyściutko było dobre. Sam Bóg tak to stworzył. Dobra była zawsze pogoda – spojrzenie w kierunku mokrego okna – Dobre były owoce – Mała Dziewczynka rozjaśniła się i sięgnęła po gruszkę – Dobra była trawa, na której można było poleżeć. I zwierzęta były dobre. Żyły w przyjaźni. Świnki morskie przybiegały się przytulać do lwa – Mała Dziewczynka aż pisnęła z radości. Niedawno robiłam na fejsbuku test „Jakim jesteś zwierzęciem” i trochę się rozfantazjowałam, wyobrażając sobie różne osobistości i znajomych – Słoń chodził bardzo ostrożnie, żeby nie zdeptać pieska (Aj, aj, uważaj drobinko, wlazłeś mi pod piętę!). Sarny podbiegały do Adama i łasiły się. Krowa przybiegała i przypominała o wydojeniu, a obok kręcił się cielaczek, którego nikt od niej nie odłączał na siłę. Można było głaskać gazelę, – przez ten czas kolorowy łańcuch rósł w siłę – a ptaki wyjmowały dziobami gepardowi kolce z łapy… Adam był dobry i Ewa była dobra. Bóg im to powiedział i byli razem szczęśliwi. – Mała Dziewczynka uśmiechnęła się. Nic nie mówiła, ale widać było, że opowieść bardzo się jej podoba. Razem z mamą składały krepinę – Bóg poprosił tylko, żeby ludzie nie jedli owoców z jednego drzewa. Zaszkodziłyby im

– Na brzuszek? – upewniła się dziewczynka

– Zakazane owoce mogą szkodzić na różne rzeczy: na brzuszek, czy na serce, czy nawet na główkę… Na różne.

– Tak, tak!

– I wtedy pojawił się wąż. Był piękny, jak ten, którego robicie z mamą. Tak naprawdę to był diabeł, któremu przeszkadzało, ze wszystko wokół jest dobre… Że wszyscy żyją ze sobą w miłości i pokoju…

Opowieść popłynęła dalej… Mała Dziewczynka zamyśliła się

– To namaluj mamo temu łańcuchowi wężowi oczy – zaproponowała.

Tak, bo on jest obok nas do dziś. Lubi wmawiać ludziom, że nie są dobrzy. I ich skłócać. I dziś i w Wigilię, i nawet w Boże Narodzenie. A ma dużo cierpliwości, niestety

weze1


8 Komentarzy

Odliczanie tęsknotą 3

Zapalone świece w wieńcu adwentowym: 4, ostatnie szufladki z kalendarzu adwentowym. Tęsknota za Świętami Bożego Narodzenia: duża. O niedokładnych porządkach.

biedronki1

Mąż właśnie zabierał się do mycia kolejnego okna… „Kochanieeee! Musisz to zobaczyć!”- dobiegło do mnie wołanie. W czasie sprzątania zawsze tak jest – oburzyłam się po cichu – Kochanieeee! Marzenaaaa! – z jednej strony, Mamoooo! Mammmmuuuuśśś! Gdzie to położyć?- z drugiej. I jeszcze doszło: Babsiaaaa! Babsioo!!!  (zawołanie godne córki kobiety, która w ogólniaku uczestniczyła w akcji Ratujmy wołacz 😀

Zeszłam, bo za każdym razem to są sprawy niecierpiące zwłoki 😀 

I okazało się, że niepotrzebnie mamrotałam pod nosem. Chciał mi pokazać śpiące biedronki! One się schroniły w ramie okna. Uznały, że to bezpieczne miejsce. Spodziewały się u nas obrony przed zimnem, przed mrozem! Mąż umył kawałek okna, sprawdził, czy nie zgniecie maleństw, zrobił zdjęcie i zamknął okno. Niech śpią 🙂  I w ten sposób nie wszystko będzie przed Świętami czyste i wypolerowane. W ten sposób przyjęliśmy do domu małych uchodźców. Ważniejsze jest, żeby nie skrzywdzić, niż żeby było, jak u innych. Też macie jakieś nieposprzątane kąty?


2 Komentarze

Czekanie 11

Właściwie napisałam o rekolekcjach. I to dobrze, bo był to dobry czas. Ale czasem rekolekcje przychodzą jak złodziej, razem z głosem, obrazem, piosenką… żartem. Z niespodziewanej strony.

Z tymi rekolekcjami było zupełnie odwrotnie, niż z tymi w kościele. Miało być zabawnie. Dostałam od córki link do filmiku pewnego pastora, komika, owszem nawet z napisami polskimi. O różnicach między mężczyzną, a kobietą. Że niby facet ma w głowie pudełka, a kobieta przewody. Zabawne było, środek nocy, mąż drzemał na kanapie, więc podzieliłam się linkiem z koleżankami na fejsie. Razem się modlimy, to razem się pośmiejmy. One wszystkie to znały! Rozwinęła się rozmowa, mąż ciągle drzemał, żal mi było go budzić, więc zaczęłam podglądać na jutubie inne filmiki z tym pastorem. Trochę bezmyślnie, jakbym miała też te pudełka w głowie, nie przewody i jakby one nie robiły sobie bzzzz. Była noc. Aż natrafiłam na „Męskie sprawy”. Ostatnie do obejrzenia, bo zdecydowanie czas między ewentualnym zaśnięciem, a rannym wstaniem się kurczył..

I wtedy, do tych mężczyzn zostały skierowane słowa o konieczności przyjęcia pomocy. Nie tylko mężczyźni chcą być samodzielni. Znam mnóstwo, naprawdę mnóstwo kobiet, które i muszą i chcą radzić sobie same. Nie potrafią przyjąć pomocy. Też mi z tym ciężko. Usłyszałam: ” A najwspanialszy facet w historii świata – Jezus – także kiedyś potrzebował pomocy. Przyszedł taki dzień, gdy on sam nie miał już sił podnieść swego ciężkiego krzyża. Był w drodze, by spełnić zadanie, dla którego się urodził. Niósł krzyż na wzgórze, na którym później miał być ukrzyżowany. Przewrócił się pod ciężarem własnego przeznaczenia.” Ta pomoc była konieczna, żeby dokończyć dzieło życia. I wtedy przestraszyłam się, że nie przyjmując kiedyś pomocy, mogłabym nie dokończyć dzieła swojego życia. Najwyższa pora się z tym zmierzyć.

pomoc

Tak… Jak mam psa i mam narzędzia, to mogę każde dzieło dokończyć…– mąż rozesmiał się  na widok mojej poważnej i olśnionej miny


7 Komentarzy

Czekanie 10

Umyłam ręce. O rekolekcjach. Są częścią Adwentu. Trochę głupio, że takie wzniosłe rzeczy między robieniem zabawek, lepieniem uszek i pieczeniem. Trochę głupio, ale i trochę dobrze.

Myję ręce, zakładam buty, kurtkę, szalik, za mną powtarza to samo mąż i ledwie żywi ze zmęczenia, wychodzimy do kościoła. Zaczynamy od modlitwy o uwolnienie od pychy, przygnębienia i pustych słów, (właściwie teraz mogłabym zakończyć notkę 😉 ale prosimy też o łaskę zobaczenia swoich grzechów i nieoceniania innych. Tak przez kolejne trzy dni.

„Wiecie, że kiedyś wszyscy wierzyli? Nie było problemu z pytaniami, czy Bóg jest. Był natomiast problem, bo ludzie żyli, jakby Boga nie było.  Żydowskie szkoły wiary uczyły więc, jak żyć wiarą. I modlitwą” No to właśnie myśmy sobie to rozważali przez trzy dni. Żyli, żyją, czy żyjemy jakby Boga nie było, jakby nic się nie stało? Tak i dzisiejszemu światu wygodniej żyć. Rekolekcjonista mówił mądrze, konkretnie i według planu, nie zabawiając nas dowcipami, bez rekwizytów i pustych słów. I wtedy dopiero zauważyłam, jak jestem zmęczona tymi fajerwerkami dla mnie, pomysłami na mnie i gadżetami, żeby mnie zachwycić. Jak potrzebne jest mi takie spokojne, uważne pochylenie się nad życiem Jezusa, Jego rodziny, Jego uczniów. Pewnie modlitwa, którą mówiliśmy na początku miała coś z tym wspólnego, ale przygnębienie nas opuszczało, sił było jakby więcej. Wiecie, że każdy może zacząć od nowa? Bez względu na siły i wiek J

Natomiast wiersze Herberta to już naprawdę była niespodzianka… dodatkowy prezent, więc i nim się dzielę, wierszem o Babci

siedzę na jej kolanach

a ona mi opowiada

wszechświat

od piątku

do niedzieli

 

zasłuchany

wiem wszystko –

– co od niej

nie zdradza mi tylko swego pochodzenia

babcia Maria z Bałabanów

Maria Doświadczona

 

nic nie mówi

o masakrze

Armenii

masakrze Turków

 

chce mi zaoszczędzić

kilku lat złudzenia

 

wie że doczekam

i sam poznam

bez słów zaklęć i płaczu

szorstką

powierzchnię

i dno

słowa

Nawet mi do głowy nie przyszło robienie zdjęć w trakcie rekolekcji, siedziałam, jak trusia. Ale KasiaGleb akurat przysłała mi zdjęcie Świętej Rodziny z piernika, upieczonej dla Synka. Myślę, że ono tu bardzo pasuje

szopkaKasiGleb


3 Komentarze

Czekanie 9

W tym Adwencie niewiele okoliczności sprzyjało wspólnemu pieczeniu pierniczków. Tradycja, tradycją, ale… chorzy w rodzinie, ale… trudno się zebrać, ale… próbne testy szóstoklasisty i próbne matury…

Myślicie, że łatwo ozdabiać pierniczki, jak głowa rozgorączkowana, albo nawet okropnie zajęta myśleniem o zadaniu z matmy, interpretacji Baczyńskiego? Niełatwo. A gdy już się wszyscy zebraliśmy, to jeszcze w czasie następnego odcinka „Ojca Mateusza” 😀 No nic.

– Melanio, poproszę o ilość składników! – poprosiłam 😉 Córka zajrzała do sporej wielkości komórki – zauważyłam, że znowu do łask wracają duże, jak za dawnych czasów – i zaczęła dyktować:

500 g cukru
350 g mąki żytniej
350g mąki pszennej

100g miodu
10g sody oczyszczonej/proszek do pieczenia zgodnie z proporcjami z opakowania
Przyprawa do piernika do smaku.
3 jaja

Miód lekko podgrzać, ubic z jajami, cukrem, przyprawa. Wymieszać z mąką i sodą. Wyrabiać ręką, aż będzie się lekko lepić, ale nie zostawiać kawałków na dłoni. W razie co dosypywać mąki ale po równo każdego rodzaju. Schłodzić w lodówce, urwać część, wycinać pierniki, a przez ten czas resztę ciasta trzymać w lodówce. Piec w temperaturze 180 stopni, jakieś 10 min.

Tak się zaczęło. My z Małą Dziewczynką, ubrawszy się uprzednio w nasze fartuszki, nasypywałyśmy, dosypywałyśmy i przesypywałyśmy. O tak.

piern1

Ktoś pobiegł przez ten czas po „Dzieci z Bullerbyn”, żeby przeczytać fragment o pieczeniu pierników, jak co roku. Ciasto było już prawie gotowe

piern2

Błogosławiony czas czekania, kiedy dekorowanie pierniczków jest tak samo ważne, jak napisanie próbnej matury.

piern4

Śmiem twierdzić, że to pozwala nam nie zwariować 🙂 Bucik tegorocznej maturzystki:

piern3