grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 Komentarzy

Gdybym była… nauczycielem

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym chabry. Ich kolor działałby na mnie uspokajająco.

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym się otaczać niebieskimi kwiatkami. Ich barwa uspokoiłaby moje stargane nerwy i pomogła zasnąć. Obniżyłaby mi ciśnienie krwi. Pobudziłaby moją wyobraźnię.

chaber1

Gdybym była nauczycielem, robiłabym sobie z chabrów okłady na oczy, „żeby przejrzeć” i ” wreszcie zobaczyć”. Wnosiłabym do pokoju nauczycielskiego płukanki na rozpalone gardła.

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym jeździć tam, gdzie chabry, niewytępione chwastobójczymi środkami, rosną w zbożu. Chodziłabym ostrożnie miedzą, tak ostrożnie, by niczego nie zachwiać, niczego nie zniszczyć i przypominałabym sobie, jak to jest być dzieckiem. Może spojrzałabym na świat z dziecięcą ciekawością i radością, podszytą lękiem i przestrachem. Może nie zdeptałabym żadnego kwiatka.

chaber2

Gdybym była nauczycielem, zachwyciłaby mnie skromność chabrów. Może zamiast „zobaczcie, jaka jestem mądra”, zaczęłabym mówić „spójrzcie, jakie to proste”, zamiast „znowu są z tobą kłopoty” – „spróbuj, pomogę ci, a razem damy sobie z tym radę”.Gdybym była nauczycielem, nie miałabym wygórowanego mniemania o sobie i nigdy nie byłabym kuratoryjną gwiazdą. A wtedy może po kilku latach nikt nie pamiętałby mojego nazwiska.


6 Komentarzy

Nie zdążyła

Moja mama w tym roku nie zdążyła na czas kwitnienia irysów. Sama je dla mnie kupowała, choć nie zna się na kwiatach (!) u jednej ze słynnejszych ich hodowczyń w okolicy. Mama jeszcze pracuje na emeryturze. Nie napisałam tego, by wyśmiać kampanię Fundacji Mamy i Taty, ale żeby zabrać w niej głos.

irys1

Jak każdy może, „to babcia też” 😉 Kampania jest na tyle „zaczepnie” zrobiona, ze WRESZCIE wywołała dyskusję na temat rodzicielstwa. Nie ze wszystkim czlowiek musi w życiu zdążyć. Tak uważam. Nie będę miała wszystkiego, co bym mieć chciała. Kobieta nie wszystko zdąży zrobić, a żaluje się tylko najważniejszych rzeczy. Nie dziwi mnie więc, że kobiety grajace w filmach erotycznych , „oblatane” na tyle, żeby wsiąść do samolotu i dolecieć do kliniki aborcyjnej (potem taksówką pod drzwi), ale nie na tyle, żeby dobiec do apteki po środek antykoncepcyjny (nie po drodze na trasie codziennych biegów?), nie zdążają mieć dzieci. Nie muszą. I niech się nie wściekają na te kobiety, które zdążyć chcą, a nie mogą.

Staramy się w swoim życiu zdążyć ze zrobieniem tego, co dla nas najważniejsze. Wkładamy w to wiele wysiłku i wcale nie zawsze się udaje. Dziecko musi być ważne, a może nawet szerzej- drugi człowiek musi być ważny, żeby zdążyć z nim (po)być. Tym bardziej- urodzić.

iryspara

Czasem zanim jeszcze zdążysz urodzić dziecko, dowiadujesz się, że masz leżeć plackiem w łóżku (szpitalnym czy domowym, mniejsza o to) i przez ten czas topnieje ci grono przyjaciół, w pracy są toczone rozgrywki szachowe, o twoje stanowisko, a wsparcie dostajesz z nieoczekiwanych stron. Nagle odwiedza cię szef, któego nie obchodzilaś, piszą do ciebie internetowi znajomi, ktoś okazuje ci serce z drugiego końca Polski, ba świata! I przestajesz nad czymkolwiek panować, nie tylko nad datą porodu. I już tak będzie, taka jest cecha tej fascynującej wyprawy, na którą się zdecydowałaś. Może się więc zdarzyć, że kompletnie nie zdążysz z projektem, pożegnasz się z pracą i nie wyjedziesz harować do Paryża ( do 22.00 tylko, potem masz czas wolny, więc padasz prawie zemdlona na łożko hotelowe, żeby dospać do śniadania). Spokojnie, zdążysz urodzić, bo skoro jesteś w ciąży, ten etap nie sposób ominąć, potem będziesz zmęczona jak cholera, ale gdy zobaczysz pierwszy bezzębny uśmiech, znajdziesz w sobie pokłady radości na najbliższe kilkanaście tygodni, lat- czyli póki ci nie spowszednieje. Być może będziesz wynajmować mizerne pokoje nad polskim morzem i to nie będą te najlepsze hotele, ale będziesz oglądać każdą muszelkę, przesypywać godzinami piasek między palcami i skakać przez fale zaśmiewając się do łez. Gospodyni usmaży ci co rano jajecznicę, jakiej nie jadłaś dotąd. Będziesz cieszyć się, że stać cię na taki pokój. A kiedy dermatolog twojego dziecka przebąknie, że na jego stan skóry jest najlepszy pobyt nad Morzem Martwym, zarobisz te pieniądze, zbierzesz i pojedziesz na całe tygodnie w miejsce, na które nigdy by nie było cię stać (ale co ważniejsze- nie zdążyłabyś odbywając służbowe podróże miedzy Londynem a Tokio (pamiętasz? Od 22.00 czas na zwiedzanie!).


irys2

Może, gdy zdenerwują cię politycy i zabraknie ci pieniędzy na jedzenie i mieszkanie, wyjedziesz i poznasz wielu ludzi w obcym dotąd kraju i dokonasz wielkich rzeczy. Będziesz tęsknić za Polską. Albo inaczej- będziesz siedziała w kolejkach do lekarzy, półspała na fotelu w szpitalu, obok łóżka swojego dziecka i sama uznasz naiwnie, że nikt cię z tym nie zastąpi. Może, choć nigdy nie znałaś się na muzyce, będziesz przesiadywała godziny na korytarzach szkoły muzycznej swojego dziecka. Zaczniesz wreszcie regularnie chodzić na basen, bo dziecko mobilizuje. Nauczysz się perfekcyjnie jeżdzić na nartach i będziesz ustalała w ferie co rano trasy wycieczek w góry. Może wreszcie zmienisz wynajęte mieszkanie na własne, żebyście mieli większe poczucie bezpieczeństwa. Poznasz wielu rodziców kolegów dziecka i ucieszysz się, jak różni mogą być ludzie. Będziesz musiała gadać z nauczycielami o sprawach, które nie są ważne i czasem będziesz pękać z dumy, a czasem będzie ci wstyd. Zrozumiesz siebie samą z czasów szkolnych i zaakceptujesz swoją dawną niechęć do zorganizowanej edukacji. Podzielisz się z dzieckiem swoimi pasjami. A ono wprowadzi cię w swoje. Tak często będziesz mówiła „dasz radę”, że w samej tobie coś w to uwierzy. Być może zmienisz zawód i będziesz robiła coś, o czym kompletnie nie myślałaś. A kiedyś, dorosłe już dziecko pokaże ci z przejęciem „Zobacz mamo, to jest akcelerator” a ty pomyślisz „O cholera, to dopiero jest interesujące! Szkoda, że nie zdążę tego zgłębić”. Pokaże ogród, a ty pomyślisz: „Nie wiedziałam, że tak pięknie można urządzać ogrody. Dokupię jej irysy.” Twój świat, który wymknął się spod kontroli, będzie bogatszy, niż mogłabyś sobie wyobrazić i to pomimo, iż będą w nim chwile cierpienia, bólu i zdenerwowania, niedokończonych projektów i spraw.  Bo dobrze być mamą. To fascynująca przygoda. Najważniejsze jest jednak, żeby zdążyć być dobrym człowiekiem.

irys3Wszystkie te irysy dostałam od mamy, która nie dość, ze nie zna się na kwiatach – nie zawsze zdąży je w porze kwitnienia zobaczyć.


4 Komentarze

Chłód traw

Pod domem mamy nieskoszoną łąkę. W gorące dni wieje od niej chłodem. Pobiegłam tam z aparatem, ale jeszcze szybciej wróciłam.

trawy

Nie z powodu gorąca, łąka rzeczywiście jest chłodniejsza. Wzmocniona lekarstwem zapomniałam, ze alergia na trawy to nie tylko katar, chrypka, kaszel i drapanie w gardle. To też swędzenie, pieczenie skóry i bąble. Z pokrytymi czerwoną wysypką nogami, stanęłam po bezpiecznej stronie płotu, z wykoszonym trawnikiem i wodą w ogrodowym wężu. Kilka zdjęć jednak zrobiłam. A do nich dodam fragment książki J. Kinga „Sekretne życie roślin”. O chłodnych roślinach: „Dlaczego trawnik jest znacznie chłodniejszy od betonu lub piasku? Wszak trawa rosnąca tuż przy plaży czy drodze otrzymuje taką samą ilość energii słonecznej, jak każda inna otwarta powierzchnia. A mimo to nie nagrzewa się podobnie. Co jest tego przyczyną?

trawy1

Wyjaśnienia należy szukać w fakcie, że rośliny tracą duże ilości ciepła na wiele sposobów, z których dwa są szczególnie ważne. Po pierwsze jeżeli temperatura liścia jest wyższa od temperatury otoczenia, to ruchy powietrza obniżają ją w wyniku konwekcji. Konwekcyjne ruchy zależą od prostej właściwości- ciepłe powietrze jest rzadsze od zimnego i unosi się (…) Wznosząc się w górę, ochładza się ponownie, gęstnieje i opada. (…)

trawy2

Poza tym, parowanie wody z liści obniża temperaturę rośliny i chłodzi ją, podobnie jak chłodzący pomieszczenia w lecie wentylator z nadmuchem powietrza przechodzącego przez płaszczyznę, z której paruje woda. Chłodzenie poprzez parowanie zachodzi nawet wtedy, gdy temperatura liści jest niższa od temperatury otoczenia”.

Na łąkę nie mogłam wrócić, ochłodziłam się wodą z węża.

trawy3


8 Komentarzy

Fochy azalii

A mogło być tak pięknie, a raczej: mogła być tak piękna. Kwitną azalie, nawet pięknie kwitną. Oprócz jednej, miniaturowej, z którą miałam kłopot.

azalia1a

Mam kilka azalii. Jedna z nich, pomarańczowa, była zaraz po wsadzeniu kilka razy wyjmowana. Najpierw przez małego chłopczyka, który przyszedł do nas z wizytą. Pooglądał „jadny kfiatek”, a potem postanowił go podarować mamusi (bo bardzo kocha mamusię), zaparł się więc, podparł i nie potrzebował nawet tego łańcuszka „dziadek za babcię, babcia za rzepkę, oj przydałby się…”, żeby wyrwać nieukorzenioną azalię.Wsadziliśmy ją w to samo miejsce. Potem ułożył się obok niej pies, a że troszkę go uwierała, „zrobił z nią porządek”, czyli szarpnął za gałązkę, wyjął delikatnie i ułożył zdziebko dalej. Bardzo się zdziwił, że się nie ucieszyłam. Byłam trochę mniej uprzejma, niż w stosunku do malutkiego gościa. Pies więc jeszcze spróbował się zemścić na roślinie, która stała się powodem zadrażnień z jego ukochaną panią, ale tylko raz. Azalia przeżyła. Nie przejęła się tymi wszystkimi nieprzyjemnościami, postanowiła sobie rosnąć powoli, ale wyraźnie. Dała cień botanicznym tulipanom i bratkom i nawet przebaczyła i zaprzyjaźniła się z psem.

azalia

 

Inaczej było z azalią miniaturową. Wymyśliłam sobie, że zwieńczy klomb leśny delikatnym, różowym akcentem. Pierwszej wiosny tak właśnie było, ale już latem maleńka roślinka się obraziła. Nawożona, podlewana, a nawet głaskana, uznała, że nie ma siły żyć. Wydawało się, że już po niej, ale jesienią puściła kilka listków z prawie całkiem suchej gałązki i przygotowała się do wiosennego kwitnięcia. Różowa azalia wiosną zakwitła, ale jakże mizernie! Niestety, tamtego lata znowu strzeliła focha. A potem jeszcze raz. Ciągle kwitnie i jest ładna, ale dużo mniej okazała, niż gdyby była bardziej stała. Jest żywym obrazem tego, ze skoro już JESTEŚMY na tym świecie, lepiej jest wzrastać, czy choćby trwać, nie ma co się obrażać na życie- bycie. To my więcej tracimy na tym, niż świat.


Dodaj komentarz

Prawie orły

 Czy orlik to mały orzeł? I czy trzeba być orłem, żeby być lubianym?

orliki

Nazwa orlika Aquilegia nawiązuje do budowy jego kwiatu, który ma długą ostrogę przypominającą szpon orła (czyli ma pazur 🙂  Poza tym orlik to dobrze ułożona bylina z rodziny jaskrowatych, chętnie rozsiewająca się sama z nasion, niezbyt pospolita, choć daje sobie radę także w górach. Lubi miejsca półcieniste i w moim ogrodzie to tam najmocniej kwitnie i najłatwiej się rozmnaża. Orlik choć z pozoru jest delikatny i wrażliwy, dzielnie radzi sobie z chorobami, tylko lekko uginają go nieszczęścia. Niby skromny, ale potrafi  odurzyć.

orliki1

Uwaga! Rozmawia z każdym, nie tylko ze swoimi i nie tylko z motylami i trzmielami!

orliki4

Młodym orłem to on nie jest, ale wystarczy mi, że jest repelentem. Nawet jeżeli odstraszy ( a to nie obietnica wyborcza, to fakt !) jedynie ślimaki, które pustoszą mi ogród zżerając sałatę, truskawki i kwiaty , już tylko za to bardzo go lubię.