grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem

Kasztanowe wspomnienia

16 komentarzy

Jesień jest znowu (jak i rok temu) wyjątkowo piękna. Kasztanowce, które miały już dawno wyginąć w związku z pojawieniem się podstępnego pasożyta, dały znowu wspaniale owoce. Jest nadzieja.

kasztan8

Pierwsza jesień, którą pamiętam to ta, kiedy z mamą zbierałam kasztany. Mama była młodziutka, więc ścigałyśmy się, a że była sprytniejsza, często przegrywałam. Zaśmiewałyśmy się do rozpuku. Taka była ta pierwsza zapamiętana jesień. Wesoła, szeleszcząca, bogata w kolory i słońce

kasztan7

Pamiętam też pierwsze szkolne powroty do domu śródmiejską ulicą całkiem dużego miasta. Po drodze nie było placyków zabaw i skwerów, same ruchliwe jezdnie. Ale przed szkołą rósł kasztanowiec. Podnosiło się, znowu na wyścigi, pojedynczy kasztan, podziwiało, a potem trzymało w kieszeni, aż całkiem wysechł.

kasztan3

Pierwsza poważna lekcja robót, tzn. techniki, to dłubanie ludzików i zwierząt z kasztanów i żołędzi.

Największa miłość pojawiła się jesienią, a z nią długie spacery w jesiennym ciepłym słońcu i wspólne kopanie spadających pod nogi kasztanów.

kasztan2

Mam dużo ciepłych wspomnień, realnych wspomnień, które pozostały po internetowej Przyjaźni ze zmarłą Samboragą, ale jest też wspomnienie internetowe i to właśnie ta jej notka:

Kasztany

kasztan6

Jakby ktoś chciał poczytać o robieniu ludzików zapraszam TU

Advertisements

Autor: Grand Mader

I like talking to people. I love gardening and playing with children

16 thoughts on “Kasztanowe wspomnienia

  1. Uwielbiam kasztany i nie potrafię przejść obok nich obojętnie 🙂

  2. pamiętam te ludziki z kasztanów i żołędzi :)pozdrawiam

  3. U mnie też wielka miłość pojawiła się jesienią 🙂
    A pierwsza jesień, jaką pamiętam, byłą z Lidzbarka Warmińskiego – pamiętam skakanie z kamiennego murka na kupę jesiennych liści. I jeszcze pamiętam próbę zjedzenia kasztana, po tym, jak się naoglądałam kapitana Klossa 😉 No nie było to smaczne.

    Ale i tak uwielbiam jesień! To moja najukochańsza pora roku 🙂

  4. Kasztanowce, które miały już dawno wyginąć w związku z pojawieniem się podstępnego pasożyta,
    dały znowu wspaniale owoce. Jest nadzieja.

    Kiedy wracam do domu po porannej Mszy św. przechodzę przez park.
    12 lat temu, kiedy przeprowadziłam się na Ursynów, były tu jedynie alejki i trawa.
    Potem pojawiły się malutkie sadzonki krzewów, kwiatów, cieniutkie pnie małych delikatnych drzew,
    ławki które zapraszały do odpoczynku.
    Dziś park wygląda imponująco, pomimo suszy, która, jak ten pasożyt, próbowała coś zniszczyć.
    I właśnie – patrzę na to i myślę – jest nadzieja

    Dziś rano zobaczyłam radiowóz, biało-czerwone taśmy
    Podeszła do mnie jakaś kobieta i powiedziała: wciąż tam leży, jeszcze go nie zabrali
    Starszy, bezdomny mężczyzna
    Stał codziennie rano przed kościołem i prosił o kilka groszy
    Pomoc społeczna chciała się Nim zająć, ale odmawiał
    Ławka w parku była Jego domem
    Zmarł dziś w nocy
    Uparcie chce wierzyć, że dla Niego też jest nadzieja, pomimo wszystko

  5. Jak zawsze mogę w Twoich postach odnaleźć tyle ciepła, kasztanowce miałam na wyciągnięcie ręki w domu w Polsce, dobre skojarzenia. Dzisiaj zbieram ich owoce do zabawy z kotem, do odstraszania pająków w domu.
    Mam dla Ciebie małą niespodziankę- postanowiłam oznaczyć Cię w pewien szczególny sposób w moim poście- zajrzyj koniecznie – http://wp.me/p49VCv-jE

    Pozdrawiam 🙂

  6. W Angli kasztanowcow już mało, wygrały pasożyty, ale mam swoje miejsca, gdzie ciagle spadają kasztany, np na dziedzińcu zamku w Rochester, lepszego miejsca nie mogły sobie znaleźć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s