grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 Komentarze

Między

Między czym, a czym? Kiedy zostało zrobione to zdjęcie? Późną jesienią? Wczesną wiosną? W zimę?

miedzy

Cały ten czas, gdy ziemia nie tyle odpoczywa, co leży niby martwa, jest prawie nie do odróżnienia. Dla tej rośliny. Bo niebo i gwiazdy co chwilę coś zmieniają. Ludzie dostosowują do tego ubrania. Czasem śnieg popada. Można pewnego dnia poddać się, stanąć zmarwiałym, zastygnąć w bezruchu, a potem zdrewnieć i tak już pozostać przez wiele miesięcy czy lat. Jednak dobrze jest zawalczyć o powrót do życia. Wiosna nadchodzi, wczesna Wielkanoc.


11 Komentarzy

Jest działanie, jest różnica

Budzę się z migreną, choć to niedziela. Za oknem co? Oczywiście deszcz. Ale już za godzinę dom napełnia się zapachem pieczonych kakaowych ciasteczek, nieśmiało zagląda do niego słońce i zaczyna działać środek przeciwbólowy. Jest różnica? Coś z nią trzeba zrobić w Wielki Post.

ciasteczka1 kopia

Jadą goście, jadą! Na kawę… A tu potworna migrena, deszcz, mrok i niepościelone łóżka. Całe szczęście kilka dni temu natknęłam się na blog Gęba w niebie, a tam na przepis na  kakaowe ciasteczka. Przepis jest tu

Kakaowe kruche ciasteczka z wzorkami

Szybki, łatwy i przyjemny. Zwłaszcza, gdy ma się do pomocy Małą Dziewczynkę. Wymaga to odrobinę więcej uwagi, niż bez jej pomocy- zwłaszcza, żeby surowe, ale już mocno pachnące ciasto nie wędrowało do jej do ust… Uzgodniłyśmy, że ma do tego talent- oraz do ugniatania, wycinania wzorów i układania wierszyków. Ja mam talent do nadawania każdej rzeczy i każdemu miejscu swojego charakter(k)u. Przepis też  się więc zmienił. Skoro jest nas dużo, podwoiłam proporcje, dodałam łyżeczkę proszku do pieczenia, żeby ciasteczka nie były tak suche (zaraz napiszę, dlaczego) mam migrenę, więc dodałam trochę (pół łyżeczki zaledwie!) imbiru. Podczas, gdy ciasto się chłodziło w lodówce, wyjęłam dżem z czarnej porzeczki i trochę wiśni w spirytusie, które zaraz odsączyłam i sprawdziłam, czy wszystkie są pozbawione pestek. Schłodzone, rozwałkowane jak w przepisie ciasto zaczęłyśmy wycinać szklanką w zestawy po dwa kółka, w jednym z kół małym kieliszkiem wycięłyśmy w środku malutkie kółeczko. Po nałożeniu jednego koła ( z wyciętym środkiem) na drugie, wyszły dwupoziomowe ciasteczka. Proszek do pieczenia sprawił, ze chętniej się w piekarniku połączyły, lekko tylko jedno do drugiego przyciśnięte palcami. W środek łyżeczką nakładałam ciemny dżem i po jednej wisience. Wyobraziłam sobie, że takie mocno wytrawne ciastka będą nam dziś bardziej smakować… Jakoś tak wycięło się jeszcze kilka gwiazdek. I już po kilkunastu chwilach dom napełnił się zapachem czekolady… zaczęło świecić słońce… działać środek przeciwbólowy…

Ufff… znaczna różnica.

Grzechem byłoby nic nie zrobić z tą różnicą.

Ciasteczka przecież wyszły wyśmienite: aromatyczne, mocno czekoladowe, nieprzesłodzone, szalenie eleganckie.

cisteczka2

Z takim wyglądem, kosztowałyby majątek. A kosztują tak niewiele !

Jest Wielki Post i ci, którzy jak ja nie mają postanowienia, by odmawiać sobie w jego czasie słodyczy, a przyjmują gości własnoręcznie zrobionymi ciasteczkami, mają w kieszeni  różnicę. A z różnicą (nawet niewielką) to już można coś dobrego zrobić:

pomóc Fundacji Świętego Jana Jerozolimskiego, która prowadzi domy dla dzieci i młodzieży

http://fundacjaswjana.pl/home/

Jak pomóc tworzyć dom pachnący kanapkami i ciastkami:

http://fundacjaswjana.pl/jak-pomoc/

Małe działania potrafią zmienić świat!

 

(Ciekawe, jak bardzo zagmatwany jest ten migrenowy wpis)


11 Komentarzy

Zbieranie ozdób

Zima zdecydowanie zbierała się do odejścia. „Ja tam bym na ich miejscu wolała dłuższy karnawał”- myślała o dziwnych decyzjach ludzi

-„I lubiłabym chrzęst lodu pod butami. Uwielbiałabym bitwy na śnieżki… Sanki… Ale cóż… skoro oni wolą zbierać śmieci i zaschłe psie kupy z trawników, ich sprawa.”

Pomogła rozebrać choinki i dekoracje świąteczne, zamieść kurze, zaśpiewała ostatnią kolędę, pogapiła się na walentynkowe serduszka, pogłaskała sarnę, przytuliła zająca.

Dziś definitywnie wyjeżdża! Jeszcze suszyła przed lustrem świeżo umyte włosy, jasna i pachnąca, kiedy… spojrzała do góry i… zobaczyła zapomnianą ozdobę. Srebrne gwiazdki śniegu oblepiały uschłe patyczki… otulały gałązki…

ozdoby1

„Wystarczy!”- zima machnęła ręką i poprawiła ciepłym powietrzem z suszarki.

ozdoby4

Jeszcze się pogapię, nim to wszystko zniknie. Być może na rok.

ozdoby2


12 Komentarzy

Single czyli pojedynczy

W połowie lutego wszyscy spoglądają tylko na zakochanych, rozmawiają o małżeństwach i parach. A przecież nie wszystkie rośliny w ogrodzie sadzimy w grupach. Nie wszystkie w grupach pozostaną.

single

Niektóre rosną pojedynczo. W połowie lutego wyglądają dość samotnie. Szczególnie na tle śnieżnej bieli, pozbawione kolorów. Ale pojedynczy to niekoniecznie to samo samotny. Single nie musi być zgorzkniały. Ani nie musi egoistycznie używać życia. Nawet jedna gałązka ziela ( zadbanego!) może poprawić smak potrawy. Pomaga usunąć dolegliwości chorobowe. Jest niezastąpiona, choć tak niepozornie wygląda w śniegu.

Pojedynczy krzew często stoi w ogrodzie samotnie, bo ma stanowić mocny akcent, cieszyć oczy. Nie jest smutny i zgorzkniały, tryska kolorami i radością. Jest piękny i zadbany i to nie to samo, co myślący tylko o sobie. A nie chodzi nawet o to, że zdobi, więc się na coś przydaje, jak ta duża azalia u mnie na wsi.

single1

To prawda, jest tak śliczna, że do jej kwiatów ciągną owady, ale nie tyle podziwiać ją i się na nią napatrzeć, ale nasycić nią i najeść. Ona je karmi. W jej cieniu rośnie trawa i drobne kwiatki, które nie wytrzymałyby palącego letniego słońca. Bo w ogrodzie, a przypuszczam, ze skoro w ogrodzie to i w życiu, singiel to nie musi być egoistyczny samotnik, częściej jest jak rosnąca pojedynczo roślina.

Wyjątkowa. Kochana, godna miłości taka, jaką jest.

Tak, wiem, trzeba zwiększyć dzietność i ilość małżeństw, ale nie mogłam się powstrzymać

Dla pojedynczych mam słowa Jana Pawła II

Nie przyjmujcie za miłość niczego, w czym nie ma prawdy, ani za prawdę niczego, w czym nie ma miłości.


4 Komentarze

Kluski na Środę Popielcową

Miało być skromnie, prosto i smutno, ale dzień się „źle” zaczął…

leniwe kopia

 

Zaczął się od tego, że pomimo ferii syn wstał bardzo wcześnie i zaofiarował się, że zaraz idzie z psem. Nic bardziej nie cieszy, niż dziecko dobrowolnie wychodzące na spacer ze zwierzakiem w rzęsisty deszcz. Żadnych przepychanek. Czy to miał być dobry uczynek? To był dobry uczynek. I to on uruchomił całą lawinę dobrych myśli. Przypomniało mi się, jak Bóg jest dla mnie łaskawy: mam wspaniałe dzieci (wcale nie jest oczywiste, że rodzą się dzieci i to wspaniałe),  wnuczkę. Widziałam piękne miejsca i byłam świadkiem rzeczy, których nie da się kupić za żadne pieniądze. Rozmawiałam z wieloma wspaniałymi osobami, a byli to nie tylko Prześwietni Profesorowie, ale (wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie) i Prymas i Prezydent i Kardynał i biskupi… I żebym miała im choć coś istotnego do powiedzenia… Aż szkoda dla mnie tych chwil. Stałam tak blisko Papieża… i przez łzy widziałam, jak błogosławi moje dziecko. To które dziś dobrowolnie wyszło na deszcz z psem, zresztą… Poznałam tak dużo dobrych, tak kochanych osób. Wyjątkowych. Jedynych. A przecież jestem tak bardzo zwyczajna, a czasem nawet gorzej, bo płaczliwa, czy zniechęcona czy bezradna czy chora. I czasem, mocując się z przeciwnościami w smutne dni, zapominam, jak jestem wdzięczna za to swoje zwykłe-niezwykłe życie.

Zagniatałam więc ciasto na kluski, Mała Dziewczynka przez ten czas zgarniała mąkę nożem, syn tarł bułkę. Gadaliśmy sobie, a w garnku posapywała prawie ugotowana woda. Ciach, ciach: kroiłam ukośne kształty, Mała Dziewczynka zaczęła podśpiewywać i już zabrzmiała skoczna- nie smutna- piosenka i samo jakoś wyszło, że go garnka podchodziłam tanecznym krokiem. Upps… A to Środa Popielcowa!

(a kto z kim, na jaką godzinę i czy poszedł do kościoła, jak i czy się modlił i czego żałuje i czy zamierza pokutować, a nawet jakie ma postanowienia- nie wiem. Za duża rodzina, nie kontroluję 🙂

 


14 Komentarzy

Półświatło

Rosnąć w rowie to niby nie to samo, co na eksponowanym klombie. Jest tu jednak zacisznie i dość bezpiecznie. Nikt nie zwraca uwagi na rowy, więc można rozrosnąć się, że ho ho.

Chyba, że dziś. Znaczy- dziś ktoś zwrócił uwagę. Drogą szli ci, co zawsze wracają tędy o 12.00

– Półcień, półcień, Januszu- poprawił Ten w Zielonej Czapce kolegę.

– Półświatło- nie dal się zbić z tropu Ten Drugi- Tak jak ta trawka ma!- pokazał na mnie, rosnącą w rowie. Ciut się skuliłam, bo a nuż przyjdzie im do głowy mnie zrywać?- Przecież tu nie ma mowy o półcieniu! Wszędzie dookoła jasność. Widzisz?

polswiatlo

Ten w Zielonej czapce oderwał wzrok od smartfona, też na mnie spojrzał, a potem dookoła.

– Jest słońce i co? Tu jest półcień.

-Jaki półcień? Aż daje po oczach, takie światło nawet do tego rowu bije. To jest półświatło! – upierał się- To jest jak… jak… jakby dookoła ciebie wszyscy wiedzieli o czymś, śmiali się z jakiegoś suchara, a jedynie ty stoisz i nic nie rozumiesz. W takim świetle, które ciebie akurat nie obejmuje. Półświetle. Zaraz wszystko zrozumiesz, ale to za chwilę. Tym się różni półcień od półświatła, Januszu.

Ten w Zielonej Czapce wzruszył ramionami. I poszli dalej. Nawet mnie nie kopnęli. Dobrze. Ja sobie poczekam jeszcze chwilę na to Światło. Skoro wszędzie już jest, skoro aż bije po oczach, zaraz ogrzeje mnie całą.