grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 Komentarze

Śnieg na stole

U nas śnieg w Boże Narodzenie był tylko na stole. I to sztuczny.

swieta1

W ogrodzie kwitną kwiaty i rośnie trawa. Kwiaty, o dziwo, śnieżnobiałe.

swieta2

Jak ja nie lubiłam kiedyś kompotu z suszu! Jedna z babć stawiała go w dzbankach na wigilijnym stole. Do picia nie było nic więcej, więc nie piłam cały wieczór, tak bardzo go nie lubiłam. Śledzie nie bardzo mi pasowały, były za ostre. Pierogów, żadnych pierogów, nawet słodkich, a co dopiero z kapustą i grzybami, nie tknęłam. Ze smażonego karpia mogłam zjeść panierkę. Lubiłam zupę grzybową, ale i tak mniej, niż zwykłą ogórkową. Potrawy wigilijne nie były dla mnie. Moja siostra cioteczna w trakcie kolacji. gdy inni zajęci byli kolędami i tradycyjnymi świątecznymi kłótniami, zwijała ze stołu resztki opłatka, które zjadałyśmy gdzieś w kącie. To było coś dobrego!

Zastanawiające, że gdy przygotowywałam zaraz po ślubie pierwszą Wigilię we własnym, a właściwie wynajętym, mieszkaniu, we własnej malutkiej rodzinie i kuchni, pomyślałam właśnie o zapachu kompotu z suszu. Gotowałam go, doprawiałam, próbowałam i… okazało się, że go lubię. Jest dobry na swój sposób.

Od tamtej pory gotuję, a raczej gotujemy rodzinnie, już przez kilka dni przed wigilijną nocą te dziwne potrawy, których nie jemy w ciągu roku: kompot, karpie w galarecie, kapustę z grochem, uszka, makaron z bakaliami, kutię, dwie zupy, pierniczki i ciasta… Próbujemy potem po kawałeczku, a dzieci tradycyjnie się krzywią na większość z nich. Właściwie na wszystkie oprócz zup, uszek, pierników i ciast 🙂 Jedli je nasi dziadkowie, część dań została zmodyfikowana, bo ta niezmienna wieczerza wigilijna, zmienia się jednak tak, jak nasza rodzina, wzbogacając o nowe elementy i potrawy. Przybywa osób, a wraz z nimi, dań i kolęd.

swieta3

Po co ten cały wysiłek, trochę irracjonalny? Dla tradycji? Może chcemy trochę cofnąć czas, może po prostu pamiętać, a może z tęsknoty za dobrem, miłością, której ciągle za mało i prostotą myśli, stać się znowu dziećmi? Zacząć od nowa, lepiej żyć.


6 Komentarzy

Deus homo factus est

Na naszym dopiero co umytym, a już zalanym deszczem ze śniegiem, oknie pojawił się Anioł.

gaudete

Trochę był niewyraźny (rozmyty?), ale wniósł odrobinę Światła. Na skrzydłach miał krople deszczu (wody święconej?).

Zaczął niezwyczajnie:

Gaudete, gaudete! Christus est natus
Ex Maria virgine, gaudete!

I dopowiedział z jakąś taką dziecięcą radością, której się wcale nie wstydził

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Chciałam się usprawiedliwić jakoś jeśli chodzi o tę wyrozumiałą łagodność, no i troskę o urządzenie tych całych Świąt, ale Anioł machnął tylko skrzydłem:” W Kościele dziś będziecie? Będziecie.”- potwierdził sobie i już go nie było.

To przekazuję: nie smućcie się, radujcie!

O 13 grudnia dziś nie przeczytacie chyba, że sobie sami znajdziecie u mnie jakieś wspomnienia o Stanie Wojennym 😀


Dodaj komentarz

Znaki

Domek z szufladkami, czyli Kalendarz Adwentowy, codziennie wędruje na stół, staje tuż obok Wieńca Adwentowego.

roza

Zapalone są już dwie świece. Nad kalendarzem pochylają się dwie dziecięce główki. Stop. Jedna główka to już duża głowa i  to młodzieżowa głowa. Trzeciego dziecka, dorosłego dziecka, często brakuje przy otwieraniu szufladek. Dziś też. Bardzo, bardzo chciało, chciała ten kalendarz adwentowy wspólnie otwierać. Ale to ma zajęcia, to korepetycje, to spotkania ze znajomymi… Ale wie, że kalendarz jest i gdy na niego spojrzy późnym wieczorem, robi jej się cieplej…

Dziś najmniejsze paluszki otwierają szufladkę, wygrzebują z niej kartkę z tekstem. Na ten tekst właśnie najmłodsze dziecko czeka najbardziej niecierpliwie. Ono trochę zna opisaną historię, ale jakby ciągle nie jest pewne, czy zna ją dobrze i czy dobrze pamięta jej zakońćzenie.  W tym roku Bożym Narodzeniu rozmawiają… Pingwinki. Pomyślałam, że jeżeli o trudnych rzeczach będą opowiadać zabawne zwierzątka, pięciolatce łatwiej będzie się słuchało. Mała dziewczynka przekazuje kartkę z następnym, dwunastym już (to już 12 dni Adwentu! Tak!) fragmentem opowieści adwentowej, młodemu wujkowi. Wyjmuje cukierki, jeden wkłada do buzi i słucha:

„- Abraham miał dzieci. Jego synem był Izaak. Posłuchajcie, co przydarzyło się w brzuchu żony Izaaka, gdy była w ciąży-  zaproponowała Pingwinka Krysia

Rebeka, żona Izaaka, stała się brzemienna. A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała: «Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to przytrafia?» Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział: 
«Dwa narody są w twym łonie, 
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; 
jeden będzie silniejszy od drugiego, 
starszy będzie sługą młodszego». 
 Kiedy nadszedł czas porodu, okazało się, że w łonie jej były bliźnięta.  I wyszedł pierwszy syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem; nazwano go więc Ezaw. Zaraz potem ukazał się brat jego, trzymający Ezawa za piętę; dano mu przeto imię Jakub.

– Ale śmiesznie. Biły się ze sobą w brzuszku mamy- zaczęła śmiać się Pingwinka Wiktusia.”

Ale śmiesznie. Trzeba zapytać ciocię, czy jej bliźniaki się biły w brzuszku.- rozbawiła się i Mała Dziewczynka. Taka to historia o prawdziwym życiu.

Inne kalendarze adwentowe z naszego domu TU

 


9 Komentarzy

Na Mikołajki

Na Mikołajki daję to, co mam. A mam dużo. Kwiat, który nie zwiędnie i nie zmarznie, nawet źle pielęgnowany… I dobre słowo.

mikolaj

Św.Jan Paweł II powiedział w 2002 w Toronto

Chociaż przeżyłem wiele ciemności i srogich reżimów totalitarnych, to jednak ujrzałem wystarczająco wiele dowodów, aby być niezachwianie przekonanym, że żadna trudność i żaden lęk, jakkolwiek wielkie by one były, nie są w stanie całkowicie stłumić nadziei, która rodzi się wiecznie w sercach młodych ludzi.

Nie pozwólcie umrzeć tej nadziei.

Reszta się ułoży, dziś 6 grudnia przecież.


2 Komentarze

Tak było, Ojcze Święty

Dziś jest rocznica wyboru Jana Pawła II. Będzie więc wspomnienie z 2012 o tym dniu, pewnym forum na gazeta.pl, dniu papieskim w warszawskiej szkole i cieście protestanckim (co ono ma do tego wszystkiego?!). Zdjęcia zaś są wspomnieniem z wiosny, żeby przypomnieć o wsadzeniu cebulek, bo to ostania chwila.

wspomnienia2

Tekst zamieszczony w 2012 w „Oknie na cztery strony świata” – JAK WTEDY BYŁO

Średnia przygotowywała do szkoły gazetkę o wyborze papieża – Polaka. Właściwie… skoro Najmłodszy przestał być najmłodszy i piszę o nim Z. to i Średnia może odzyskać swoje imię. Zaczynam więc jeszcze raz:

K. przygotowywała gazetkę o wyborze Jana Pawła II… Klawiatura aż furkotała, a strony w internecie zmieniały się z oszałamiającą prędkością. Podniosłam wzrok znad wycinanych ciasteczek.

– Mamy tyle książek… albumów, artykułów – jęknęłam.

– Mamo, no właśnie, TYLE, to znaczy “tak dużo”, a ja jeszcze ciasto mam upiec. Upiekę to cynamonowe, co je nazywacie protestanckie, bo przepis dostałaś od tej miłej protestantki z Krakowa.

Kiwnęłam głową. Dawno go nie piekliśmy, choć lubimy.

– Nie rozmarzaj się – zaśmiała się K. – Ciasta bierzemy do szkoły – a właśnie, w poniedziałek wezmę jedną kanapkę mniej – i będziemy je sprzedawali i kupowali, a pieniądze damy do Domu Dziecka. Z okazji Dnia Papieskiego tak żeśmy sobie z księdzem wymyślili.

– To ja ci już przyniosę te książki i pokażę, gdzie masz szukać o konklawe – zmiękłam.

– O, dzięki. I opowiesz, jak wtedy było?

wspomnienia3

Przypomniało mi się forum z mamami, które rozmawiały ze sobą o wychowaniu w wierze (to stamtąd protestantka i jej przepis!). Ich wspomnienia o spotkaniach z Janem Pawłem II, których… nie było. Napisałam wtedy tak:

“ Musiałabym zacząć od szarego, zwykłego wieczoru, kiedy koścista, drobna ni to dziewczyna, ni dziewczynka w kuchni, w której zlew był pełen naczyń, z małego trzeszczącego radia usłyszała: “Jest, jest biały dym. Habemus papam” I chwilę później dowiedziała się, że ktoś CHCIAŁ wybrać POLAKA na papieża… Koścista zostawiła zlew, złapała ratlerka ( z nieobciętym ogonem) na smycz i pobiegła obwieszczając okolicy o wyborze… “

wspomnienia

“Tyle chwil potem, tyle wzruszeń. Nawet wyborów życiowych. Nie uwierzylibyście” – dodałam w 2005 roku. Ale że to była dopiero część spotkań z Janem Pawłem II, sama bym wtedy, gdy to pisałam, nie uwierzyła 😀

PAMiĘTAJCIE O CEBULKACH


3 Komentarze

Co jest lipą?

Na zdjęciu oczywiście jest lipa. Dzisiaj zaprzysiężenie nowego Prezydenta i są głosy, że to tylko słowa, słowa, słowa. To „lipa”. Czas pokaże.

lipa

Ale są Słowa, które z pewnością są Prawdą, nie „lipą”. Przeczytaliśmy z mężem wczoraj:

„Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, 
wezwałem cię po imieniu; tyś moim! 
 Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, 
i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. 
Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się, 
i nie strawi cię płomień. 
 Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg, 
Święty Izraela, twój Zbawca.”

I jeszcze:

„Nie lękaj się, bo jestem z tobą. 
Przywiodę ze Wschodu twe plemię 
i z Zachodu cię pozbieram. 
 Północy powiem: „Oddaj!” 
i Południowi: „Nie zatrzymuj!” 
Przywiedź moich synów z daleka 
i córki moje z krańców ziemi. ” ( Iz 43, 1-7)

I tego się trzymamy, trzymajmy, a już cała reszta się ułoży 🙂


6 Komentarzy

Przed burzą

Na wsi przed burzą czuje się głównie strach. A im więcej człowiek burz przeżył i o nich wie, tym bardziej się ich boi.

burza1

Było gorąco i duszno. Serce łomotało przy każdym intensywniejszym ruchu, więc do miasteczka dojechaliśmy samochodem. Spodziewaliśmy się burzy, tak mówiły wszystkie prognozy, a na blitzortung.org widać było jej triumfalny pochód przez Polskę. Burzy nie unikniemy. Możemy się trochę przygotować, trochę zabezpieczyć, ale cóż to znaczy, gdy nadejdzie nawałnica. A jednak próbowaliśmy. Kupiliśmy zapas wody ( po wyłączeniu prądu przez jakiś czas leci z kranu brudna), chleb, jagodzianki duże, pełne pysznych owoców w cenie zwykłych bułek warszawskich, potem wpadliśmy po świeże jajka. Sprzedająca je  kobieta też obawiała się burzy, nie rozmawialiśmy jednak zbyt długo, łamiąc tradycję- śpieszyliśmy się do domu, bo nadciągała burza. Potem jeszcze krótka wymiana zdań z sąsiadem, który jest prezesem ochotniczej straży pożarnej i jak nikt inny ma świadomość, jak dużo jedna burza może narobić szkód. Przed niektórymi udało się zabezpieczyć. Wyjęliśmy zabawki z basenu (żeby nie wylądowały na ogórkach lub pomidorach), podwiązaliśmy wysokie, chwiejne rośliny (żeby ich wiatr nie połamał), złożyliśmy krzesła ogrodowe i wnieśliśmy je do domu (mogłyby wybić szybę balkonową), wyprowadziliśmy spod drzew samochód ( ułamany konar by go zniszczył), odnaleźliśmy świece i świeczniki (prąd tu wyłączają prawie zawsze). Na zabezpieczenie innych było już trochę za późno: wiadomo, że dach gdzieś przecieka, ale ciągle są inne, pilniejsze wydatki. Przed wieloma i uciec i ustrzec się nie sposób: można nie wystawiać nosa z domu, ale gdy podmuch zerwie dach, jest się bezbronnym. Roślin nie osłoni się przed gradem. „Oby nie tutaj! Oby Bóg był dla nas łaskawy.”

Już wydawało się, że grzmoty, błyskawice, deszcz obeszły się z nami delikatnie, gdy usłyszeliśmy ryk syreny. Potem zobaczyliśmy pędzących strażaków. Palił się pobliski las.

Jan Paweł II w homilii w Masłowie przypominał o wartości rodziny i zagrożeniach, mówił: „Wiemy z rodzimego doświadczenia, zwłaszcza z doświadczenia minionego okresu, że to zło pierworodne, które drzemie w duszy każdego człowieka, a które u podstaw łączy się z odrzuceniem Bożego ojcostwa – szczególnie często, szczególnie łatwo daje o sobie znać poprzez naruszenie ładu moralnego małżeństwa i rodziny. Są to dziedziny jakby szczególnie zagrożone, szczególnie narażone. Szczególnie łatwo w tych dziedzinach, gdzie tak wiele zależy od miłości, od prawdziwej miłości, człowiek ulega egoizmowi i drugich – najbliższych! – czyni ofiarą tego egoizmu.” W trakcie tej mszy świętej rozpętała się prawdziwa burza, pod jej koniec Papież mógł jednak powiedzieć: Zaczęło się od strasznej burzy i deszczu. Przetrzymaliśmy! Bogu dzięki! 

Nie każdą burzę, także i tę dotyczącą rodziny, da się przeżyć, czy jak zażartował Jan Paweł II, „przetrzymać” i nie każdy jej niszczący skutek przewidzieć. Strach przed burzą jest więc naturalny. Strach przed eksperymentami, które mogą burzę wywołać także, bo  zdarza się: Oni wiatr sieją, zbierać będą burzę.(Oz 8,7)

burza

Na zdjęciach przedburzowa malwa. Więcej zdjęć malw TU.


13 Komentarzy

Przed egzaminami maturalnymi

Tuż przed maturą słychać szelest. Nie jest to jednak szelest kartek podręczników, to nadlatują żurawie z origami. zurawie1 To nie oznacza, że nasza maturzystka nie martwi się maturą. Ona znalazła sposób na skołatane nerwy. zurawie2 Szelest papieru, a potem ptasich skrzydeł je uspokaja. I, o dziwo, oglądane późnym wieczorem „Nad Niemnem”, bo jest takie pozytywne. zurawie3 Tak, jak życie św. Józefa z Cupertino, patrona zdających egzaminy zurawie4 Święty Józefie z Kupertynu, Przyjacielu studentów i Orędowniku zdających egzaminy, przychodzę, by błagać o Twoją pomoc w moich egzaminach. Ty wiesz, z Twego osobistego doświadczenia, jak wielki niepokój towarzyszy zaangażowaniu w egzaminy i jak łatwo popaść w niebezpieczeństwo zagubienia intelektualnego lub zniechęcenia. Ty, który byłeś wspierany cudownie przez Boga w studiach i w egzaminach, aby zostać dopuszczonym do święceń kapłańskich, wyproś u Pana światło dla mojego umysłu i siłę dla mojej woli. Ty, który w tak konkretny sposób doświadczyłeś matczynej pomocy Maryi, Matki Mądrości, proś Ją za mnie, żebym mógł przezwyciężyć szczęśliwie wszystkie trudności w najbliższych egzaminach. Łączę moją ufność w Twoją opiekę z mocnym postanowieniem, by żyć jak człowiek naprawdę wierzący. Amen. zurawie5


9 Komentarzy

Wielkanoc dzieje się

Wielkanoc dzieje się. Oto dowody 🙂

kurczaki2

Niby, co miało być pomalowane, pomalowano, poświęcono wszystko do poświęcenia, ale Mała Dziewczynka wraca z radością do tych, jakże zajmujących, dni i tematów. Wycinamy kurczaczki ze starego kalendarza, jajko. Pod okiem mamy Mała Dziewczynka koloruje je pracowicie, buduje ptaszkom gniazdko, rozmawiają o Świętach, potem o życiu, o Zmartwychwstaniu, znowu o rodzeniu się, o mszy świętej, o wykluwaniu…

Jajko jest przecinane, przypinana z tyłu kieszonka z kartonika, bo Mała Dziewczynka dba, żeby kurczaki mogły się jeszcze schować w skorupce, gdyby coś je przestraszyło tuż po wykluciu.

kurczaki2a

Mama Kasia przypomniała słowa biskupa Grzegorza Rysia: „Tymczasem znów jesteśmy na początku. Właśnie otwiera się przed nami okres pięćdziesięciu dni, które są nam dane po to, aby powoli i stopniowo rozeznawać co to znaczy, że On Zmartwychwstał.”

kurczaki3

Pomimo tego, że stare obowiązki powracają, czasem ciągnąc za sobą stare kłopoty, albo tworząc zupełnie nowe zmartwienia, patrzymy na świat inaczej. Zarażeni choć przez chwilę radością i nadzieją, a nie nieszcześciem i rezygnacją. Wielkanoc dzieje się.