grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 komentarze

Schronienie

Jeszcze o łące i pastwisku. Kasia, która czyta mojego bloga (bardzo się z tego cieszę) mądrze napisała

Chciałam na Twoim blogu wkleić zdjęcie,
żeby pokazać że to co dla nas jest chaosem i chwastem
może być schronieniem i stołówką….dla kogoś innego
schronienie
Tak też jest i na tym zdjęciu.
Myślę, że nawet dla tej samej osoby, ale w innych okolicznościach to, co było zwykłe, normalne i traktowała z lekceważeniem albo nawet porządkowała z pewną niecierpliwością i wysiłkiem, może stać się wytchnieniem i schronieniem. W okolicznościach zagrożenia na przykład.
Dziękuję Kasiu!
I tak powstał nowy, wspólny wpis 🙂
A poprzedni z takim wiele znaczącym zakończeniem to


3 komentarze

Przepraszam, proszę pana, tu…

Powinnam napisać coś mądrego o Brexicie. Ale co ja się tam znam…

irys

Wyszłam owszem z domu, ale jedynie do pracy. W autobusie nie działała klimatyzacja, więc każdy skupiał się nad tym, jak przeżyć podróż. Jednak zerknęłam na pasażera obok. Miał rozprutą kieszeń  koszulki. Mniejsza z tym. Tyle tylko, że zdecydowanie wysuwały się z niej i komórka i jakieś dokumenty. W kierunku podłogi się wysuwały przez tę pokaźną dziurę.

– Proszę pana…- zaczęłam, a on machnął ręką, żebym się odczepiła.

Ależ się zdziwiłam.

– Przepraszam pana…- powtórzyłam, przechylając się i wskazując na kieszeń. Odsunął się i znowu na mnie zamachał wyraźnie zniecierpliwiony. Wtedy dotarło do mnie, że myśli, że oczekuję od niego jakiejś pomocy. Może chcę o coś zapytać?

Często jesteśmy uprzedzani, że ludzie, którzy oferują nam pomoc, będą chcieli coś w zamian. To pułapka- słyszymy. Zapewne chcą nam coś sprzedać, ukraść, zabrać. Zabrać choćby cenny czas. A już tych, którzy oczekują pomocy, zdecydowanie należy unikać. Uczepią się jak rzep i tak już zostaną. Czasem jednak tylko nam się wydaje, że ktoś oczekuje od nas pomocy. A naprawdę rozgrywa się coś innego, ważnego dla nas. Mamy gotowość, by coś dać, a dostajemy. Bo to my czegoś (pomocy?) potrzebujemy. Od naszej reakcji zależy, czy to otrzymamy.


7 komentarzy

Urodziny, ale nie moje

Dziś są urodziny czarodzieja.

Co to jest? Organizatorzy piszą

W piątek 23 stycznia Konstanty Ildefons Gałczyński – gdziekolwiek teraz jest – kończy 110 lat. Przytulmy tego dnia Jego poezję, przypomnijmy o niej sobie i światu, uczcijmy razem urodziny największego z Czarodziejów!

Przepiszmy jeden z wierszy Mistrza i podarujmy mu nowe życie:

– przeczytajmy go komuś na głos
– włóżmy komuś ukradkiem do koszyka na zakupy
– przyklejmy do muru obok przystanku
– schowajmy do koperty i wyślijmy komuś, komu potrzebne są słowa
– przymocujmy go do klamki czyichś drzwi, albo wsuńmy między drzwi a framugę
– zwińmy w rulon i przywiążmy wstążką do poręczy w centrum handlowym
– przetłumaczmy fragment na któryś ze znanych nam języków
– zostawmy na ławce w parku, na dworcu, na szkolnym korytarzu

… zróbmy to, do czego nas natchnie chwila.

https://www.facebook.com/events/421603464653493/

Mam nadzieję, że Konstanty Ildefons Gałczyński patrzy na nas z Nieba i to, co wybrałam na tyle mu się spodobało, że śmieje się ze mną serdecznie.

czarodziej

Zima z wypisów szkolnych 

Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów?
Dyć oczywiście pan wojewoda;
módl się, dziecino, z całą krainą –
niech Bóg mu siły doda;
śnieżku naprószył, śnieżek poruszył
dobry pan wojewoda.

A któż na szybach maluje kwiaty,
czy mróz, czy mróz, dziecino?
Nie, to rączuchną dla ciebie, żabuchno,
starosta ze starościną;
srebrzyste prążki, listki, gałązki
dla ciebie, dziwna dziecino.

A któż te śliczne zawiesił sople
za oknem u okapu?
Czy może także mróz niedobry
swą fantastyczną łapą?
Nie, moje złoto, to referenci,
podkierownicy, nadasystenci
nocą nie spali, hurra! wołali,
sople poprzyklejali.

Hej, tam w Warszawie jest pan minister
siwy i taki miły,
przez okno rzuca spojrzenia bystre,
bo chce, by dla ciebie były
zimą sopelki, śniegi i lody:
wszystkie zimowe wygody.

Jeżeli tedy sanki usłyszycz
i dzwonki ich tajemnicze,
wiedz: to minister w skupionej ciszy
nacisnął taki guziczek,
że gwiazdki dzwonią i gwiazdki lśnią
nad miastem i nad wsią.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1936


4 komentarze

Porozmawiajmy zza płotu

– Porozmawiajmy- poprosił cicho Chłopiec. – Tak zza płotu?- Dziewczyna się wahała – -Jaki to płot? To zaledwie siatka druciana jest- rozbroił ją śmiechem.

plot

Siatka to może była wczoraj. Dziś wszystko pokryła szadź i cały ogród wyglądał, jak zaczarowany. Siatka też…

-… zamieniła się w ażurowy mur- dokończyła swoją myśl Dziewczyna

– Zaraz ten mur rozwalę- Chłopak zatrząsł ogrodzeniem.  Delikatny pył uniósł się w powietrzu wraz z cichutkim

-Nieeee rób tego. Tak było pięknie!

I głośnym

– Aluś! Do domu!

To krzyczała mama Dziewczyny. Ta tylko obejrzała się przestraszona i już jej nie było. Trzasnęły drzwi…

Chłopak zapatrzył się przez dziurę w „murze”. Ogród był najpiękniejszy bez dwóch zdań. Te uformowane krzewy, małe rośliny nawet późną jesienią wyglądały interesująco. Teraz były jak z bajki.Gałązki zamrożone kryształkami lodu, zalśniły w słońcu. Nie mógł się powstrzymać, dotknął łodyżki. Znów to samo. Troszkę pyłu w powietrzu i znika cała ta magia. Ten dom… on też jest inny. Najpiękniejszy… Być może w środku stoją te same lodowe rośliny, co na dworze, może jest tam pokój, który nazywają salonem, a mama Dziewczyny  przechadza się po nim w białym swetrze ( jego mama tylko prychała widząc ubrania w tak niepraktycznym kolorze!). Może jedzą na kolację ośmiorniczki… Chłopak uderzył czubkiem buta w płot. Lemingi!

Na razie wiedział jedno. Ich rodzice pokłócili się na śmierć i życie na tematy polityczne w czasie pewnego Sylwestra i … i skończyły się nawet wspólne zabawy w szkole. Mogli sobie pogadać najwyżej na fejsie, czy w trakcie gier. Znalazł wszystkie, w które Dziewczyna grała w sieci. No ale nie grała zbyt często, bo rodzice „dawkowali” jej internet. „Chyba jestem anarchistą. Nie cierpię polityki. Wyjadę stąd! – tym razem nim pomyślał, kopnął kamyk. Już odwracał się i od tego pięknego ogrodu, koronkowej siatki, gdy… Otworzyły się drzwi domu!

– O. Michał!- zawołała mama Dziewczyny- Chodź, chodź, zapraszam. Przecież rozmawialiście!

Kilka minut później siedział w ich domu, w takim zwyczajnym, dużym, miłym pokoju. Przed sobą miał kawał ciasta drożdżowego. Z piekarni, za kilka złotych. Pyszne, kupowali takie samo. Mama Dziewczyny kręciła się po pokoju w czerwonym, zwyczajnym sweterku. Czasem siadała na kanapie (kanapę to mieli rzeczywiście ładną) z komórką i z zapałem coś pisała

– Kłoci się! Wiesz, o przyszłość Polski- szepnęła Dziewczyna.Miał powiedzieć, że jego mama też tak ma… ale ona chyba się nabijała. Zmilczał – Babcia mówi, że ona świat ratuje- zachichotała- A ciebie wpuściła, bo wiesz, wczoraj oglądałyśmy „Chłopca w pasiastej piżamie”  i skojarzyło jej się z tym filmem, jak nas zobaczyła po dwóch stronach siatki.

-„Chłopiec w pasiastej…”? Coś słyszałem, ale nie widziałem… Dobry?

plot2


18 komentarzy

Szczęście

Szczęśliwego  Nowego Roku 2016

Pewien kabaret, a ściślej Kabaret Olgi Lipińskiej, który oglądaliśmy w PRL-owskim i postPRL-owskim TVP zaczynał się często od pytania: „Mam graaać?”. To czy mam graaać? Tak? No to zaczynam jeszcze raz:

szczescie1

Szczęśliwego Nowego Roku 2016

A do tego jeszcze, jak to u mnie, kilka zdań o mężczyźnie, który potrafił być szczęśliwy, mimo iż wiele rzeczy mu się nie udało:

Wiele spraw po ludzku mu się nie udało, nie spełniły się jego marzenia dotyczące wykształcenia i pracy, nie miał najlepszego ojca, zawiódł się na rodzinie i przyjaciołach, mieszka z najbliższymi w nędznym pokoju i pracuje cały dzień na okrągło. Myśli jednak:

„ W niektóre wieczory, po tym jak przepracował już dwie godziny, aby podtrzymać w sobie zapał do sprzedawania buzy na pustych ulicach, wyobrażał sobie szczęście, które czekało na niego w domu. Wystarczyło, by pomyślał o zapachu łóżka i pokoju, o odgłosach wydawanych przez Fatmę i Fevziye śpiące pod kołdrą, o tym, jak podczas snu dotyka Rayihy i ich ciała splatają się, a czuł, że ze szczęścia oczy zachodzą mu łzami. Wyobrażał sobie, jak po powrocie do domu natychmiast wkłada piżamę i wchodzi do nagrzanego łóżka. Razem z Rayihą oglądają telewizję.” (Orhan Pamuk w pięknej książce o biedzie, szczęściu i marzeniach „Dziwna myśl w mej głowie”. Dziękuję Mikołajowi za ten prezent szczególnie, lubię Pamuka. A w książce sami muzułmanie i komuniści- w sam raz na Święta. )

To myśli o szczęściu, które odczuwa, mając przecież tak mało.

szczescie1a

Życząc sobie i Wam Szczęśliwego Nowego Roku, mam na myśli to właśnie szczęście, które odnajduje się w sobie, niezależnie od położenia, nawet będąc w najtrudniejszym (którego nikomu oczywiście nie życzę) czy też osiągając szczyty kariery i spełnienia marzeń (czego życzę gorąco).

Niech szczęście będzie z nami i w nas zamieszka!

szczescie2


7 komentarzy

Porządek rzeczy

Przez wiele lat przygotowywałam potrawy wigilijne w półmroku i tłumaczyłam sobie to tym, że „taki mamy klimat”. Ale nie dziś

swieta

Dziś termometr zewnętrzny wskazuje plus (plus!) siedemnaście stopni Celsjusza, wieje wiatr, trawa ma ciągle mniej więcej zielony kolor, a w dzień nie trzeba zapalać lampek i światełek, żeby było jasno. Świeci słońce. Anormalnie jest. Znowu coś się zgubiło, czegoś nie ma, a po coś specjalnie trzeba jechać. I żeby nie wiem, ile miłości w sobie mieć, zawsze jest jej dla kogoś za mało. Czyli jednak normalnie.

To jest taki dzień, kiedy mam wrażenie, że wszystko jest po coś, bo jeżeli coś się kończy, to żeby coś się zaczęło, a gdy coś się gubi, tym więcej udaje się odnaleźć i jak coś się daje, to przecież i coś się otrzymuje.

Przepis na piernik, którym dziś pachnie w całym domu, znalazłam w jakimś czasopiśmie dawno temu. Spodobał mi się, ponieważ pisano w nim, jak skarmelizować samemu biały cukier na patelni. Upiekłam wtedy dwa takie pierniki – jeden do domu, drugi na wigilię szkolną. Po Świętach Bożego Narodzenia zadzwoniła do mnie Jola, mama koleżanki córki z klasy z prośbą: „Kasi tak bardzo smakował ten piernik, choć zwykle nie jada ciast. Proszę, daj mi przepis.” Chętnie go przekazałam.  Rok później przed Świętami zaczęłam szukać przepisu. Wyobraźcie sobie, zginął. Może go ktoś wyrzucił, może wsadziłam go między karty książki? Zapowiadało się, że nie będzie takiego smacznego świątecznego piernika! Trudno, przepadł jak kamień w wodę. I wtedy przypomniała mi się Jola. Zadzwoniłam do niej, a ona nawet się ucieszyła. Miała przepis i miała okazję, żeby pochwalić córkę: „Kasia go właśnie upiekła, wyobraź sobie. Mam pod ręką nawet.”

O,5 kg mąki pszennej , 20 dkg miodu, 1 szklanka cukru , 4 jajka , 20 dkg masła ,
łyżka smalcu , przyprawa do piernika średnia, łyżka sody oczyszczonej , szklanka bakali.
 
Mąkę wymieszać z sodą i przyprawą, dodać do utartej margaryny z cukrem (0.75 szklanki) i żółtkami.
 Dodać miód i karmel(na gorącej patelni mocno zrumienić 3 łyżki cukru, dodać wodę i zagotować), 
dodać bakalie, łyżkę smalcu i wymieszać na jednolitą masę. Na końcu dodać pianę ubitą na sztywno i delikatnie połączyć. 
Ciasto przełożyć do podłużnej blaszki, wyścielonej papierem do pieczenia.
 Piec ok.60 minut w 180 stopniach. Zimny piernik oblać polewą. 

 

W tym roku syn ozdobił piernik nie tylko śnieżynkami cukrowymi, ale i fiołkami w cukrze 🙂

Dużo radości, spokoju i miłości w Święta Bożego Narodzenia!

A i trawa może pozostać wiecznie zielona