grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


3 Komentarze

Przepraszam, proszę pana, tu…

Powinnam napisać coś mądrego o Brexicie. Ale co ja się tam znam…

irys

Wyszłam owszem z domu, ale jedynie do pracy. W autobusie nie działała klimatyzacja, więc każdy skupiał się nad tym, jak przeżyć podróż. Jednak zerknęłam na pasażera obok. Miał rozprutą kieszeń  koszulki. Mniejsza z tym. Tyle tylko, że zdecydowanie wysuwały się z niej i komórka i jakieś dokumenty. W kierunku podłogi się wysuwały przez tę pokaźną dziurę.

– Proszę pana…- zaczęłam, a on machnął ręką, żebym się odczepiła.

Ależ się zdziwiłam.

– Przepraszam pana…- powtórzyłam, przechylając się i wskazując na kieszeń. Odsunął się i znowu na mnie zamachał wyraźnie zniecierpliwiony. Wtedy dotarło do mnie, że myśli, że oczekuję od niego jakiejś pomocy. Może chcę o coś zapytać?

Często jesteśmy uprzedzani, że ludzie, którzy oferują nam pomoc, będą chcieli coś w zamian. To pułapka- słyszymy. Zapewne chcą nam coś sprzedać, ukraść, zabrać. Zabrać choćby cenny czas. A już tych, którzy oczekują pomocy, zdecydowanie należy unikać. Uczepią się jak rzep i tak już zostaną. Czasem jednak tylko nam się wydaje, że ktoś oczekuje od nas pomocy. A naprawdę rozgrywa się coś innego, ważnego dla nas. Mamy gotowość, by coś dać, a dostajemy. Bo to my czegoś (pomocy?) potrzebujemy. Od naszej reakcji zależy, czy to otrzymamy.


9 Komentarzy

Ale to już było…

Dopiero co ogród zdobiły kwitnące goździki (i irysy, i irysy!), a już róże przejmują dowodzenie. Tak było

gozdzik kopia

Podobno w czasach komuny kobiety dostawały od szefa (którym oczywiście był mężczyzna, bo przecież rządziło lewactwo, a lewica równa się równość) w Dzień Kobiet po goździku i parze rajstop. Na uczelni nie było tego zwyczaju, a do pracy poszłam już po tych pierwszych częściowo wolnych wyborach. Nie przypominam sobie, żebym dostawała coś  od  szefowej (którą była kobieta) i nadszefa (którym tradycyjnie był mężczyzna) oprócz pensji, poleceń i czasem słów uznania. Nie lubiłam zresztą Dnia Kobiet. I tamtych goździków.

Co innego goździki ogrodowe. Są niewielkie, trzymają się razem. Mają łodyżki i liście oryginalnego koloru, pachnące malutkie kwiaty i w kępie wyglądają naprawdę ozdobnie. Wyglądały.

gozdziki2

Myślę o swoich wspomnieniach z przeszłości. O historiach, które mi się wydarzyły i są zamknięte już jedynie w mojej głowie. O ile ich nie opowiem, zostaną tylko tam na zawsze. O ludziach, którzy już nie żyją. O tym, że każdy z tych ludzi (nawet prosty i niewykształcony- co nie znaczy niekształtowany) był  głęboką, wielowymiarową postacią, w której całe życie zło walczyło z dobrem. Przybierało przeróżne kolory, próbowało przemieszać się, opanować, zwyciężyć, często po trupach. Dziwię się, że ich już nie ma. Żyli, cierpieli, miotali się, przychodzili z pomocą. Uprawiali swój kawałek życia. Dla ich prawnuków i kuzynów czasem są tak nierealni, jak bohaterowie powieści.Więc jedno kłamliwe, choć mocne, wspomnienie może ich zakłamać. Każda interpretacja, niezgodna z rzeczywistością.

Czym różnią się wrażenia i wspomnienia pozostałe w mojej głowie po istniejących ludziach i  rzeczywistych wydarzeniach od tych, które pozostają po przeczytaniu choćby takiej książki, jak „Niebo nad pustynią” Ani Łaciny? Tamte zdarzyły się naprawdę. Ale kto to wie? Tamte zapadły, poruszyły, miały na mnie wpływ, coś we mnie zmieniały, kształtowały mnie.  A taka powieść dla młodzieży? Nie?

gozdziki1


8 Komentarzy

Zdziczała róża

Miała kwiatki kwitnące przez całe lato obłędnie pachnące, różowe, pełne, choć drobne.

I nagle zdziczała.

roza1

Miała witać gości i pozdrawiać osoby przechodzące drogą, gdy nas nie ma. Albo gdy jesteśmy w domu. Albo gdy wychodzimy na spacer. Albo gdy pracujemy w innej części ogrodu.

Pies biegał do niej i wypatrywał z tamtego kąta znajomych. Albo koty. Albo zaganiane krowy. Albo przeklinających młodzieńców. Albo dzieci. Albo nas.

Najczęściej  patrzył i lekko machał ogonem. Ale i piszczał. Czy nawet głośno szczekał. Warczał, gdy uważał to za konieczne.

roza

Wydawało się, że się zaprzyjaźnili. Róża i Pies. Ale któregoś roku róża zdziczała. „Zostaw mnie tu, nie wyrzucaj. Będę kwitła krócej, ale obficie…”-poprosiła. „Nie wykopuj jej! I te kwiatki ma jakby normalniejsze i kwitnie, kiedy trzeba i przede wszystkim tak nie śmie… tfu nie pachnie aż tak mocno! Nienawidziłem tego smrodu, który was tak zachwycał!”- przekonywał pies.

Jak się domyślacie, róża, zaprzyjaźniona z psem, została.

roza2

Inne o różach

Tylko róża

Środa Popielcowa

Róże z Naivasha

Ostatnia róża

Jesienne róże

Prawdziwe przyjaciółki


3 Komentarze

Samo życie

O samym życiu. I czego mi żal.

azalia kopia

Tak wygląda piękna, dzielna azalia. Wyrywana kilka razy, uparła się, żeby żyć, żeby kwitnąć, a nawet dawać cień innym roślinom. Prawda, że piękna? Jej historię opisałam TU w fochy azalii

Zdjęcia tej drugiej azalii, która każdego roku obrażała się na kilka tygodni, „nie miała siły”, „nie miała ochoty” żyć, popadała w melancholię, tym razem niestety nie będzie. Pewnego dnia bowiem zjawił się u nas Gość. Gość był dla nas ważny i miły. Oglądał ogród z wielką uwagą. Podziwiał kwiaty. Ale dopiero uczył się ich, nie znał ogrodu. My przyzwyczailiśmy się już do fochów azalii. Wiedzieliśmy, ze ten marniutki krzaczek za chwilę się ocknie. Już było widać pojedyncze listeczki. Byliśmy więc wyrozumiali i delikatni. Gość nie wiedział i po prostu nie zauważył kilku dumnych badylków. Zdeptał je zupełnie niechcący. Malutka azalia naprawdę nie miała szansy tego przeżyć. Samo życie. A jednak mi żal…

Za to ta oto azalia:

azalia1

nie była ani zadeptywana, ani obrażona, ani wyrywana. Kupiona w dobrym sklepie ogrodniczym od razu się przyjęła. Rośnie sobie równiutko, spokojnie, radośnie, powoli i nie sprawia kłopotów. Nie potrzebuje żadnych specjalnych zabiegów: jedynie wodę, słońce i stosowny nawóz. Nie jest więc główną bohaterką przejmujących historii. Jakby jej życie nie zasługiwało na uwagę. I to jest dopiero samo życie…


10 Komentarzy

Zwykłe kwiatki

Bratki są zwyczajne, jak zwyczajny, powszedni dzień. 

bratki

W kępie są podobne jeden do drugiego, nie do odróżnienia, znaczy się. Banalne. Jak tydzień pracy czy nauki.

Dopiero, gdy im się przyjrzysz, gdy się zastanowisz, widzisz różnicę. Można z nich utkać prawdziwy kwiatowy dywan. Jak ze zwykłych dni tka się życie. Mniejsze, większe, różnie zabarwione: jedne wesolutkie, wielokolorowe, są nawet z barokowymi falbankami.

bratki1

Niektóre ciemnoczerwone i doniosłe, jak dni egzaminów, które w kolejnej już sesji wprawdzie powszednieją, a jednak są wyjątkowe. Część bratków jest ciemnogranatowa, czarna, może nawet smutna- niby są piękne,  ale gdy patrzymy na nie, przypominają się wtedy choroby i niepowodzenia.

bratki2

Nie docenisz ich uroku, gdy masz nos zadarty do góry albo głowę w chmurach, gdy ciągle tęsknie oglądasz się za siebie czy patrzysz jedynie w dal. Trzeba schylić, choćby wzrok.

Przeciętne, ale przecież piękne. Niewyszukane, ale i tak niepowtarzalne. Podobno symbolizują troskę i myślenie o kimś. Nic dziwnego. W zwykłe dni trudniej okazać miłość. Trudniej znaleźć czas na sprawy najistotniejsze, dla bliskich.

To od święta łatwiej kochać.

bratki3 kopia

Fiołek ogrodowy, bratek ogrodowy: najczęściej wykorzystywany jest do obsadzania rabat, skrzynek balkonowych, okien. Napar z ziela bratka (fiołka trójbarwnego) służy do wspomagania leczenia przewlekłych schorzeń układu moczowego i chorób skóry takich jak trądzik, wysypki, egzemy


4 Komentarze

Przeczuwam coś miłego

Mam przeczucie, że spotka mnie coś miłego- azalia była cała w pąkach.

azalia1

Mam przeczucie, że zdarzy się coś dobrego. Miewasz takie czasem? A przecież zima była dość ciężka. Bywały dni, gdy wydawało mi się, że jej nie przetrzymam. Niby uzbrajałam się w cierpliwość, niby się starałam, ale byłam w kiepskiej kondycji. Ileż to będzie jeszcze trwało?- myślałam- Może pomógłby jakiś psycholog? A potem postanawiałam nie zastanawiać się, tylko przetrwać. A tu taka niespodzianka! Gdy nie miałam już cierpliwości i byłam skrajnie wyczerpana, nagle poczułam cieplejszy wiatr i nagły przypływ siły. Starałam się nie rozmarzać, nie robić sobie nadziei, ale przybywało mi jej z dnia na dzień. Robiło się  coraz przyjemniej. Zobacz, jednak to, co dzieje się wokół nas, ma na nas wpływ! A wydawało mi się, że najważniejsza jest nasza postawa i że trzeba nastawić się jedynie na rozwój wewnętrzny, bo świat zawsze będzie nieprzyjazny.

A teraz, teraz czuję się tak dobrze! Czuję przez skórę, że los szykuje mi jakąś niespodziankę!

-Zakwitniesz- potwierdziłam- Masz już pąki.

-Naprawdę? Niemożliwe!- zachwyciła się azalia – Czy to możliwe, że znowu mi się to przydarzy?

azalia2

Jeszcze o azaliach Fochy azalii


13 Komentarzy

Zapach

Wszyscy o zapachu bzów, a ja o – berberysów.

berb1 kopia

Nareszcie! Wychodzę rano przed dom, grzeje słoneczko i kwitnie mój ulubiony berberys. Rośnie tuż pod kuchennym oknem, więc wiedziałam o tym już wcześniej.

– Znowu! – mąż krzywi się- Jak on śmierdzi!

– Nieprawda. Ten zapach nie jest może oszałamiający, ale jest dość neutralny. I nie mam na niego alergii. A kwiatki są piękne! Zawsze czekam na nie z niecierpliwie.

– Oszałamiający to on jest – taki trupi smród.Aż się muchy zlatują- zrzędzi mąż

– Trzmiele, bąki, pszczoły się zlatują! No i muchy też- przyznaję.

berb2

Zapach naprawdę nie wydaje mi się zły. Ale może to dlatego, że te drobne kwiatki zebrane w grona tak mi się podobają? Może dlatego, że krzew, tak jak chciałam, zagląda w okno, zapewniając towarzystwo przy pracy. Może dlatego, że go lubię? Może… może dlatego, że go sobie wybrałam? Może dlatego właśnie tę jedną wadę łatwiej znieść.

A kiedy taką wadę, czy nawet wiele wad, trudno znieść?

– Wiem, że nie znosisz tego zapachu…

-Smrodu raczej- przerywa mąż

– … na szczęście on kwitnie krótko- kończę polubownie – Nie wybrzydzaj, daj się nacieszyć widokiem.

Komu jeszcze berberys śmierdzi?

O berberysach w innym miejscu: jak się starzeją berberysy

I zdjęcie na uspokojenie TU


12 Komentarzy

Pary

Jest maj, wiosna, więc mijacie je na ulicach, w parkach. Przesiadują na ławkach i w knajpkach. Majowe pary.

Najpierw zobaczyłam tę parę. On pochylał się nad nią. „Nigdy, pamiętaj, nigdy…” usłyszałam przechodząc obok. Zamilkł na mój widok i zaczął udawać niemego tulipana. Co „nigdy”? Nie opuszczę cię w zdrowiu, czy chorobie? Nigdy cię nie zawiodę? Nie zdradzę? Uśmiechnęłam się gorzko.

para1 kopia

Następna nie mówiła nic. Głowa obok głowy, zachwycone spojrzenie: podpatrywali gniazdo na pobliskim drzewie i słuchali śpiewu ptaków. Wyglądali na szczęśliwych.

para3

Biała para była  taka piękna i delikatna… Jednak nie patrzyli na siebie. Stali tuż obok, a jednak oddzielnie. Pokłócili się? Znudzili się sobą? Niemożliwe, przecież to dopiero maj!

para4

A za nimi… biegli z rozwianymi włosami. Roztrzepani, roześmiani, szczęśliwi, zakochani.

para5

I jeszcze jedna para… Poddała się. Byli razem, wspierali się, a przecież nie dali rady, powaleni chorobą, czy innym nieszczęściem. Stracili siły i chęć do życia. Czy dam radę im pomóc?

para6


8 Komentarzy

Obfitowanie

Czas między jednym, a drugim dniem maja. A ja myślę, jak obficie kwitną czereśnie. I mam (uzasadnioną) nadzieję

ceresnia1

Obfitować to dopisywać, udawać się, sypnąć się, wyrosnąć obficie, opływać, roić się od czegoś, być zalanym, pławić się, wystarczać, być bogatym.

ceresnia

Czereśnia kwitnie obficie. Wiśnia zresztą też. I śliwa.Roi się wokół nich od pszczół i innych skrzydlatych stworzeń. To jednak nie znaczy, że będą równie dobrze owocowały- może się wiele zdarzyć, na przykład przymrozki. Mam jednak uzasadnioną nadzieję i te zdjęcia i wspomnienia, a to już bardzo dużo.ceresnia2


14 Komentarzy

Drobiazgi

Dużo drobnych kwiatków zakwitło… Takie „niby nic” tworzące kolorowe dywaniki i urocze obramowania grządek.

drobiazgi3

Wczoraj wieczorem usiadłam przy kominku, a byłam tak przeziębiona i przez to drobne przeziębienie, lekki ból gardła, nieduży katar, niewielkie kołatanie w sercu i głowie tak zmęczona, że choć mieliśmy oglądać film, który lubię, zaczęłam przysypiać. Wreszcie było mi ciepło i poczułam się bezpiecznie.

drobiazgi1 kopia

Dziś w ogrodzie wiatr przenikał wiosenną kurtkę, docierał aż do skóry. Oglądając drobne kwiatki, przemarzłam na wskroś. A jednak poczułam wiosnę. Poznałam ją nie tylko po oszałamiającym zapachu ogromnego krzewu mahonii, ale i po drobiazgach- kolorowych wzorkach ułożonych z szafirków, żółtych kropkach mniszka na trawniku, wylewających się z rabat floksikach, czy ścielącej się pod siatką miodunce, pyszniących pod sosną fiołkach.

Święty Hieronim powiedział:

Nie należy odnosić się z lekceważeniem do rzekomych drobiazgów, bo bez nich nie może być rzeczy ważnych. 

drobiazgi2

To z nich zbudowany jest świat. I na pociechę jeszcze słowa błogosławionej

Nie potrafimy robić wielkich rzeczy – jedynie małe z wielką miłością. 

Niech będzie, że tak jest 🙂

Miodunkę, tak małą przecież, stosuje się leczniczo w dużym  uporczywym kaszlu, przy zapaleniu oskrzeli i płuc.

Po co malowaliśmy fiołki?: TU