grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


1 komentarz

Harmonia świata

Akurat dobrze, że „zatkało mnie” teraz, latem, gdy trudno nie zauważyć harmonii świata.

roza

Oprócz tego, co się ze mną dzieje, wszystko jest w największym porządku, widzicie?

Reklamy


2 Komentarze

Biało- czerwone dla Asi

Postanowiłam. Ogrodzenie, a przynajmniej jego kawałek, będzie biało- czerwone.

groszek3

Lepiej wychodzi mi malowanie kwiatami, niż pędzlem.

Pewnego wiosennego dnia zasadziłam więc takie groszki pachnące.

groszek1 kopia

Tego samego dnia zasadziłam obok- czerwone.

groszek2

Lato rozpoczęło się kwitnięciem białych, czerwone dołączyły do niego później.

Miło być biało- czerwono, choć na fragmencie ogrodzenia, bo… jest wiele okazji. Mistrzostwa, ŚDM, rocznica Powstania, Olimpiada w Rio.

Ale dziś zdecydowałam, że groszki w tym roku kwitną dla Joasi Dorociak. Jest świetną polską wioślarką. Wywalczyła kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Rio. Nie wystartuje. Niestety, kilka dni przed wyjazdem zachorowała. Sami wiecie, jakie to uczucie stracić szansę na coś co było o krok, o co się walczyło, co się wywalczyło ciężko i uczciwie.

No. Wiecie.

Groszki kwitną dla niej, a przyjaciele Asi proszą:

Prośba o mały gest – napisanie na kartce ” ASIA ❤ ” jeżeli masz ochotę, może być coś więcej 🙂
i zrobienie sobie selfie – tylko tyle 🙂 – chcemy aby Asia wiedziała że nie jest SAMA! ze wszystkich zebranych zdjęć zrobimy małą niespodziankę:)

Zdjęcia poproszę wysyłać do 26.07 na info@martabrodziak.com


9 Komentarzy

Dzielny ogród

Ogród stara się radzić sobie niezależnie od okoliczności. kwitnąć, rosnąć, być.

nieporzadek1

Przyznaję, „zatkało mnie” i to zatkanie jeszcze mi nie minęło. Wiele razy słyszałam w ostatnich tygodniach, że jestem dzielna. I wszystko krzyczało we mnie „to nieprawda”. Przypomniał mi się fragment „Beskidzkich rekolekcji”: Poszłam do Marianka, ale właściwie nie umiałam mu wyjaśnić, co się ze mną dzieje, a on pochwalił mnie, że jestem „dzielna”- i wydało mi się to zupełnie nieuzasadnione, chyba, że dzielnością nazwać to wszystko, co robię, bo istotnie pracuję bardzo dużo, ale ja co innego nazwałabym dzielnością- i właśnie nie czuję się „dzielna”.

nieporzadek4

Dzielny to jest świat. Jak on daje sobie radę ze śmiercią? Z narodzinami? Z tą zmianą nastrojów, gdy w jednym miejscu krzyczy, śmieje się nowe życie, a w innym dopada kogoś śmierć?

nieporzadek2 kopia

Z rozczarowaniem? Przygnębieniem? Euforią?

Dzielny to jest ogród. opuszczony, niekoszony, niepielony, a niesie kolory życia.

nieporzadek3

 


3 Komentarze

Przepraszam, proszę pana, tu…

Powinnam napisać coś mądrego o Brexicie. Ale co ja się tam znam…

irys

Wyszłam owszem z domu, ale jedynie do pracy. W autobusie nie działała klimatyzacja, więc każdy skupiał się nad tym, jak przeżyć podróż. Jednak zerknęłam na pasażera obok. Miał rozprutą kieszeń  koszulki. Mniejsza z tym. Tyle tylko, że zdecydowanie wysuwały się z niej i komórka i jakieś dokumenty. W kierunku podłogi się wysuwały przez tę pokaźną dziurę.

– Proszę pana…- zaczęłam, a on machnął ręką, żebym się odczepiła.

Ależ się zdziwiłam.

– Przepraszam pana…- powtórzyłam, przechylając się i wskazując na kieszeń. Odsunął się i znowu na mnie zamachał wyraźnie zniecierpliwiony. Wtedy dotarło do mnie, że myśli, że oczekuję od niego jakiejś pomocy. Może chcę o coś zapytać?

Często jesteśmy uprzedzani, że ludzie, którzy oferują nam pomoc, będą chcieli coś w zamian. To pułapka- słyszymy. Zapewne chcą nam coś sprzedać, ukraść, zabrać. Zabrać choćby cenny czas. A już tych, którzy oczekują pomocy, zdecydowanie należy unikać. Uczepią się jak rzep i tak już zostaną. Czasem jednak tylko nam się wydaje, że ktoś oczekuje od nas pomocy. A naprawdę rozgrywa się coś innego, ważnego dla nas. Mamy gotowość, by coś dać, a dostajemy. Bo to my czegoś (pomocy?) potrzebujemy. Od naszej reakcji zależy, czy to otrzymamy.


9 Komentarzy

Ale to już było…

Dopiero co ogród zdobiły kwitnące goździki (i irysy, i irysy!), a już róże przejmują dowodzenie. Tak było

gozdzik kopia

Podobno w czasach komuny kobiety dostawały od szefa (którym oczywiście był mężczyzna, bo przecież rządziło lewactwo, a lewica równa się równość) w Dzień Kobiet po goździku i parze rajstop. Na uczelni nie było tego zwyczaju, a do pracy poszłam już po tych pierwszych częściowo wolnych wyborach. Nie przypominam sobie, żebym dostawała coś  od  szefowej (którą była kobieta) i nadszefa (którym tradycyjnie był mężczyzna) oprócz pensji, poleceń i czasem słów uznania. Nie lubiłam zresztą Dnia Kobiet. I tamtych goździków.

Co innego goździki ogrodowe. Są niewielkie, trzymają się razem. Mają łodyżki i liście oryginalnego koloru, pachnące malutkie kwiaty i w kępie wyglądają naprawdę ozdobnie. Wyglądały.

gozdziki2

Myślę o swoich wspomnieniach z przeszłości. O historiach, które mi się wydarzyły i są zamknięte już jedynie w mojej głowie. O ile ich nie opowiem, zostaną tylko tam na zawsze. O ludziach, którzy już nie żyją. O tym, że każdy z tych ludzi (nawet prosty i niewykształcony- co nie znaczy niekształtowany) był  głęboką, wielowymiarową postacią, w której całe życie zło walczyło z dobrem. Przybierało przeróżne kolory, próbowało przemieszać się, opanować, zwyciężyć, często po trupach. Dziwię się, że ich już nie ma. Żyli, cierpieli, miotali się, przychodzili z pomocą. Uprawiali swój kawałek życia. Dla ich prawnuków i kuzynów czasem są tak nierealni, jak bohaterowie powieści.Więc jedno kłamliwe, choć mocne, wspomnienie może ich zakłamać. Każda interpretacja, niezgodna z rzeczywistością.

Czym różnią się wrażenia i wspomnienia pozostałe w mojej głowie po istniejących ludziach i  rzeczywistych wydarzeniach od tych, które pozostają po przeczytaniu choćby takiej książki, jak „Niebo nad pustynią” Ani Łaciny? Tamte zdarzyły się naprawdę. Ale kto to wie? Tamte zapadły, poruszyły, miały na mnie wpływ, coś we mnie zmieniały, kształtowały mnie.  A taka powieść dla młodzieży? Nie?

gozdziki1


8 Komentarzy

Zdziczała róża

Miała kwiatki kwitnące przez całe lato obłędnie pachnące, różowe, pełne, choć drobne.

I nagle zdziczała.

roza1

Miała witać gości i pozdrawiać osoby przechodzące drogą, gdy nas nie ma. Albo gdy jesteśmy w domu. Albo gdy wychodzimy na spacer. Albo gdy pracujemy w innej części ogrodu.

Pies biegał do niej i wypatrywał z tamtego kąta znajomych. Albo koty. Albo zaganiane krowy. Albo przeklinających młodzieńców. Albo dzieci. Albo nas.

Najczęściej  patrzył i lekko machał ogonem. Ale i piszczał. Czy nawet głośno szczekał. Warczał, gdy uważał to za konieczne.

roza

Wydawało się, że się zaprzyjaźnili. Róża i Pies. Ale któregoś roku róża zdziczała. „Zostaw mnie tu, nie wyrzucaj. Będę kwitła krócej, ale obficie…”-poprosiła. „Nie wykopuj jej! I te kwiatki ma jakby normalniejsze i kwitnie, kiedy trzeba i przede wszystkim tak nie śmie… tfu nie pachnie aż tak mocno! Nienawidziłem tego smrodu, który was tak zachwycał!”- przekonywał pies.

Jak się domyślacie, róża, zaprzyjaźniona z psem, została.

roza2

Inne o różach

Tylko róża

Środa Popielcowa

Róże z Naivasha

Ostatnia róża

Jesienne róże

Prawdziwe przyjaciółki


3 Komentarze

Samo życie

O samym życiu. I czego mi żal.

azalia kopia

Tak wygląda piękna, dzielna azalia. Wyrywana kilka razy, uparła się, żeby żyć, żeby kwitnąć, a nawet dawać cień innym roślinom. Prawda, że piękna? Jej historię opisałam TU w fochy azalii

Zdjęcia tej drugiej azalii, która każdego roku obrażała się na kilka tygodni, „nie miała siły”, „nie miała ochoty” żyć, popadała w melancholię, tym razem niestety nie będzie. Pewnego dnia bowiem zjawił się u nas Gość. Gość był dla nas ważny i miły. Oglądał ogród z wielką uwagą. Podziwiał kwiaty. Ale dopiero uczył się ich, nie znał ogrodu. My przyzwyczailiśmy się już do fochów azalii. Wiedzieliśmy, ze ten marniutki krzaczek za chwilę się ocknie. Już było widać pojedyncze listeczki. Byliśmy więc wyrozumiali i delikatni. Gość nie wiedział i po prostu nie zauważył kilku dumnych badylków. Zdeptał je zupełnie niechcący. Malutka azalia naprawdę nie miała szansy tego przeżyć. Samo życie. A jednak mi żal…

Za to ta oto azalia:

azalia1

nie była ani zadeptywana, ani obrażona, ani wyrywana. Kupiona w dobrym sklepie ogrodniczym od razu się przyjęła. Rośnie sobie równiutko, spokojnie, radośnie, powoli i nie sprawia kłopotów. Nie potrzebuje żadnych specjalnych zabiegów: jedynie wodę, słońce i stosowny nawóz. Nie jest więc główną bohaterką przejmujących historii. Jakby jej życie nie zasługiwało na uwagę. I to jest dopiero samo życie…