grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


5 Komentarzy

Święta tuż, tuż

No i masz!– jak to mawiała moja babcia Lodzia

Ja tu się staram i staram: a to sprzątanko, a to przecieranie półek. Zakwas na barszcz, wspólne lepienie uszek, pierogów. Zapach pierniczków. Z szybkami! Nawet śledzie! Robię te Święta i robię, a potem wychodzę na chwilę na zewnątrz (mniejsza czy na dwór czy na pole). No i masz! -aż mi dech zaparło!

polityka2

Tak Święta Bożego Narodzenia robią się same. Nawet bez śniegu 🙂


Dodaj komentarz

Króciutko, bo sprzątam

Postanowiłam, znowu lekko przeziębiona, zamiast maszerować i/lub protestować, przygotowywać Święta.

Nie dam sobie odebrać tego powolnego zanurzania się w ich smaki, zapachy, atmosferę, która wcale nie jest „magiczna”, trzeba ją przygotować. Słowa ubrać w czyny.

Oto fragment domu wiejskiego, który udało mi się uporządkować 🙂

polityka


2 Komentarze

Po kawałku

Zanim podzielimy się opłatkiem, zanim będziemy jeść wigilijne potrawy, dzielimy się pracą, czyli o ciężkiej materii

pierniki1

Przez fejsbuk przebiegają rysunki przedświąteczne, moją uwagę przykuł jeden z nich, chętnie podawany sobie przez kobiety: o pani domu, która  robi zakupy, prasuje, sprząta, kroi, piecze, zmywa w samotności, a potem gdy pojawia się świętująca rodzina, pada prawie zemdlona na fotel. Komentarzem było pytanie :”Gotowa na Święta?” czy coś podobnego. Nie udostępniłam go, nie podałam dalej i co więcej- nie rozbawił mnie wcale. Uwielbiam Święta, kocham swój dom i rodzinę, lubię być chwalona, ale od samego początku przyjęłam zasadę, ze przed Świętami nie będę „się krzyżować”. Co to oznacza- no właśnie to, że mnie takie rysunki nie dotyczą. Przygotowania do Świat Bożego Narodzenia trwają u nas w domu calutki Adwent. Są mniej lub bardziej szczegółowe- w zależności od składu osób przy wigilijnym stole, ich zdolności i możliwości. Ale zawsze ważniejsze dla mnie, niż bycie perfekcyjną panią domu, było tworzenie wspólnoty, rodziny. Każdy więc w przygotowania do Świąt ma swój wkład. Na początku my z jedyną wtedy jeszcze córeczką sprzątałyśmy, piekłyśmy pierniki, robiłyśmy ozdoby solne.

pierniki2

Razem z mężem robiliśmy zakupy, ja myłam okna, on wieszał zasłony. Z czasem okna myliśmy oboje. Ostatnio tylko on. Goście, którzy przychodzili na wigilię przynosili jedną lub dwie wypieszczone potrawy. Bywały spory o dekorację wigilijnego stołu. Najczęściej zachodził spór interpretacyjny na temat-co to znaczy „posprzątane w pokoju”. Wigilia jest jednak rodzinna, wspólna, to jest nasze wspólne Dzieło od samego początku. Potem dochodziły następne dzieci, następni goście, kogoś ubywało, ale każdy, najmniejszy i najstarszy człowiek miał w czasie Adwentu coś do zrobienia. Tak się przyjęło. Słyszałam niekiedy:”Co to za pomoc małego dziecka, które ozdoby na pierniki obślinia, mąkę rozsypuje, a jak sprząta, trzeba za nim wycierać plamy wody z podłogi”, albo wręcz „już lepiej niech mi nie pomaga” i „za taką pomoc dziękuję”. Albo, że co to za pomoc, gdy ktoś wprawdzie przyniesie potrawę, ale się potem każe chwalić się za to przez cały wieczór. Ale to z takiego zjadającego cukierki maleństwa wyrasta potem dziewczyna, która robi przepiękne ozdoby, albo chłopak, który świetnie wałkuje ciasto i wie, co to jest pieczenie. Cała rodzina, która dorastając, dorasta do odpowiedzialności za poszczególne części, kawałki materialnych przygotowań do Świąt i … życia.

pierniki0

Czas mija, a te wspólne, dobre przeżycia, a nawet kłótnie pozostają w pamięci. Tworzą tę atmosferę, która pozwala przypomnieć o Cudzie Narodzin kolejny raz.

A robienie pierniczków wygląda tak mieliśmy nowych uczestników tej zabawy w tym roku.

A tak wygląda ubieranie  choinki


6 Komentarzy

Deus homo factus est

Na naszym dopiero co umytym, a już zalanym deszczem ze śniegiem, oknie pojawił się Anioł.

gaudete

Trochę był niewyraźny (rozmyty?), ale wniósł odrobinę Światła. Na skrzydłach miał krople deszczu (wody święconej?).

Zaczął niezwyczajnie:

Gaudete, gaudete! Christus est natus
Ex Maria virgine, gaudete!

I dopowiedział z jakąś taką dziecięcą radością, której się wcale nie wstydził

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Chciałam się usprawiedliwić jakoś jeśli chodzi o tę wyrozumiałą łagodność, no i troskę o urządzenie tych całych Świąt, ale Anioł machnął tylko skrzydłem:” W Kościele dziś będziecie? Będziecie.”- potwierdził sobie i już go nie było.

To przekazuję: nie smućcie się, radujcie!

O 13 grudnia dziś nie przeczytacie chyba, że sobie sami znajdziecie u mnie jakieś wspomnienia o Stanie Wojennym 😀


Dodaj komentarz

Znaki

Domek z szufladkami, czyli Kalendarz Adwentowy, codziennie wędruje na stół, staje tuż obok Wieńca Adwentowego.

roza

Zapalone są już dwie świece. Nad kalendarzem pochylają się dwie dziecięce główki. Stop. Jedna główka to już duża głowa i  to młodzieżowa głowa. Trzeciego dziecka, dorosłego dziecka, często brakuje przy otwieraniu szufladek. Dziś też. Bardzo, bardzo chciało, chciała ten kalendarz adwentowy wspólnie otwierać. Ale to ma zajęcia, to korepetycje, to spotkania ze znajomymi… Ale wie, że kalendarz jest i gdy na niego spojrzy późnym wieczorem, robi jej się cieplej…

Dziś najmniejsze paluszki otwierają szufladkę, wygrzebują z niej kartkę z tekstem. Na ten tekst właśnie najmłodsze dziecko czeka najbardziej niecierpliwie. Ono trochę zna opisaną historię, ale jakby ciągle nie jest pewne, czy zna ją dobrze i czy dobrze pamięta jej zakońćzenie.  W tym roku Bożym Narodzeniu rozmawiają… Pingwinki. Pomyślałam, że jeżeli o trudnych rzeczach będą opowiadać zabawne zwierzątka, pięciolatce łatwiej będzie się słuchało. Mała dziewczynka przekazuje kartkę z następnym, dwunastym już (to już 12 dni Adwentu! Tak!) fragmentem opowieści adwentowej, młodemu wujkowi. Wyjmuje cukierki, jeden wkłada do buzi i słucha:

„- Abraham miał dzieci. Jego synem był Izaak. Posłuchajcie, co przydarzyło się w brzuchu żony Izaaka, gdy była w ciąży-  zaproponowała Pingwinka Krysia

Rebeka, żona Izaaka, stała się brzemienna. A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała: «Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to przytrafia?» Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział: 
«Dwa narody są w twym łonie, 
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; 
jeden będzie silniejszy od drugiego, 
starszy będzie sługą młodszego». 
 Kiedy nadszedł czas porodu, okazało się, że w łonie jej były bliźnięta.  I wyszedł pierwszy syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem; nazwano go więc Ezaw. Zaraz potem ukazał się brat jego, trzymający Ezawa za piętę; dano mu przeto imię Jakub.

– Ale śmiesznie. Biły się ze sobą w brzuszku mamy- zaczęła śmiać się Pingwinka Wiktusia.”

Ale śmiesznie. Trzeba zapytać ciocię, czy jej bliźniaki się biły w brzuszku.- rozbawiła się i Mała Dziewczynka. Taka to historia o prawdziwym życiu.

Inne kalendarze adwentowe z naszego domu TU

 


6 Komentarzy

Ostatnie

Ostatnie zakwitły w ogrodzie nagietki

ostatnie

W przychodni. Wpada zdyszana pacjentka, rozpina kurtkę, rozbiera się, zaczepiając starszego eleganckiego pana, który siedzi pod gabinetem:

– Pan jest ostatni?

Pan podnosi piękne, mądre oczy i z przebłyskiem humoru odpowiada:

-Nie no, chyba taki ostatni to nie jestem, gorszych widziałem.

Wiem, że suchar, ale zacny. Nagietki są u mnie w tym roku naprawdę ostatnimi kwitnącymi kwiatkami. Inne zmarzły i się poddały. Ale takie „ostatnie”, najgorsze to nie są, są bardzo ładne. Równie ładne, jak wcześniejsze.

Te dni roku kalendarzowego też mogłyby się wziąć trochę za siebie, bo nawet gdy szybko zapada zmrok, nie muszą być zaraz przez resztę jasnego dnia takie ponure. Ale skoro już się uparły, pomyślałam sobie, że mogę nadać im blasku i znaczenia,  ponieważ to są też pierwsze dni Adwentu. Mogę zapalać świecę w Adwentowym Wieńcu TU, otwierać szufladki Adwentowego Kalendarza TU, piec, sprzątać, robić ozdoby (np węże TU), czytać książki a nad ranem jeszcze zdążyć na roraty 😉 I to wszystko nie sama. Może być radośnie, może być nawet wesoło.

 


2 Komentarze

Życzenia

Ciasta, uszka, barszcze, karpie i śledzie są na swoim miejscu. Dziś ostatni dzień czekania, wspólnej Wigilii. Wigilii w tym roku… w gumiakach.

Do sklepu po sól, gripex w saszetkach i marchewkę poszłam w kurtce i gumiakach. Leje od kilku dni i naprawdę nie pamiętam takiej Wigilii. „Obyśmy powodzi nie mieli” – zażyczył sobie mąż. I to życzenie się spełniło. Na dobry początek 😀

rodzina1

Dużo radości, spokoju i pokoju w te Święta Bożego Narodzenia życzę Wam z całego serca !

I pamiętając, że za plecami syczą nam węże, nie poświęcajmy im zbyt dużo czasu 

Gdyby, gdyby jednak ktoś miał czas, może przeczytać o Świętach Małej Dziewczynki, gdy miała zaledwie rok:

W ten sposób, jakże wielkimi uczynił małych i dzieci!

Mała Dziewczynka jest bardzo zdziwiona. Przyzwyczaiła się już do kalendarza adwentowego i lampionu na roraty. Nawet zapalanie kolejnej świeczki w wieńcu przestało na niej robić wrażenie… Ale sprzątanie? Kto słyszał wywalać wszystko? Te piękne rzeczy, które tak świetnie nadają się do podarcia, noszenia i gięcia? Tato biegający z mopem… Porządek rodzący się wśród chaosu. Ganiają i pokrzykują, więc nikt nie ma czasu – można niepostrzeżenie dotrzeć w najbardziej zakazane kąty domu 🙂 A nawet… na SCHODY!

Złotka, papierki… Drzewka, które normalnie stoją na zewnątrz, gdzieś tam w ogrodzie i trzeba się specjalnie ubierać, żeby je oglądać… Dziś one są „ubierane” ! Wszystko w domu i do dotknięcia. Światełka, bombki, kolorowe łańcuchy.

Zapachy… trochę wcześniej poznanych – jak czosnek, ryba, cebula… Ale intensywny zapach kompotu z suszonych owoców albo makowca? Suszonych grzybów? Kapusty?

Dzielenie się opłatkiem?

Wspólne śpiewanie kolęd?

Świat Małej Dziewczynki stanął na głowie.

Stało się.

Ciii… Jezus malusieńki leży wśród stajenki…

Drogie dzieci, witam was z całego serca! Święto Bożego Narodzenia jest waszym świętem. Boże Narodzenie przypomina nam bowiem, że Bóg, Syn Boga, stał się dzieckiem, jak wy; Bóg, Nieskończony, zechciał być maleńki. W ten sposób, jakże wielkimi uczynił małych i dzieci! Tuż przy Dzieciątku Jezus i wy możecie poznać Boga, pokochać Go i sprawić, by Go kochano. Jan Paweł II, Anioł Pański, 19 grudnia 1982

Tekst ukazał się TU

A takie prezenty robi Synafia. Śliczne!

rekawiczkiSulli

fot. Synafia


2 Komentarze

Odliczanie 1

Świec 4, kalendarza adwentowego ciągle nie ma i nie będzie. Przygotowywanie potraw: w toku. Tęsknota za Świętami Bożego Narodzenia: ogromna.

rodzina2

Nie jest wesoło, jest momentami nerwowo 🙂 Ale bardzo się staramy. Najbardziej pies, który szczekał nawet na choinkę, a potem zadowolony z siebie wskoczył na świeżo wypraną kapę, świeżo ubłoconymi łapami…

Nie wiemy jeszcze, czego zapomnieliśmy oprócz kalendarza adwentowego, ale pamiętam taki rok… 2012

Bezradnie miotałam się po domu, zaglądając w miejsca, które wcześniej sprzątałam. Niepotrzebnie, bo zapomnianego Opłatka tam z pewnością nie było…

Najstarsza prawdopodobnie już była chora, jak się pakowała i wyjeżdżała do nas na wieś. W czasie Wigilii, wiedzieliśmy to już na pewno ( trzydzieści dziewięć mówiło samo za siebie!), a ona informowała nas tylko, czego zapomniała zabrać. Nieważne, nieważne – odpowiadaliśmy. Tak nam się wydawało, dopóki nie wpadła do kuchni ze łzami w oczach ( z temperatury, czy przejęcia?) mówiąc” Nie zabrałam Opłatka!”. Jakichś drobiazgów, jednego prezentu, przez chwilę prądu, potem zdrowia i cierpliwości już brakowało w naszym domu, przecież wcześniej wiedziałam, że brak jest także częścią Świąt Bożego Narodzenia. Ale Opłatka żeby nie było? (Nieważnie – rzucił ktoś, ale jakoś bez przekonania)

Za późno, żeby pojechać na plebanię.

Bezradnie miotałam się po domu, zaglądając w miejsca, które wcześniej sprzątałam. Niepotrzebnie, bo zapomnianego Opłatka tam z pewnością nie było… Spojrzałam jeszcze na półkę ze starymi rachunkami. Na samym wierzchu leżała tam biała, czyściutka koperta. Dotknęłam jej i ze środka wypadł wizerunek Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: uśmiechnięta, spokojna twarz, życzenia z 2010 roku i … Opłatek Wigilijny, lekko ułamany z jednej strony. Życzenia od Świętego, który opiekuje się naszą rodziną. To ci niespodzianka! Chciał z nami tego dnia być! Wiedział, ze nie będzie prosto.

Bo potem było już było tak… normalnie. Nie wiem, jak u pastuszków kiedyś dawno, ale u nas były i uśmiechy, i łzy, i radość, i ogromny ból. Jak to u ludzi, którzy szukają wciąż Boga, trochę po omacku obijając się w ciemnościach, może tylko w tę Noc wyraźniej widząc światełko. A Opłatek się znalazł – między kartkami Resnicka. Tym mocniej się upewniłam, że Zygmunt Szczęsny chciał przy nas w tę Wigilijną Noc być.

Tekst ukazał się TU

Niech nad Wami i nami czuwają dziś Wasi Święci 🙂 I jeszcze coś:

rodzina3


8 Komentarzy

Odliczanie 2

Świec w wieńcu zapalonych ciągle 4, kalendarz adwentowy został w mieszkaniu w mieście, zapomnieliśmy go zabrać, poziom tęsknoty za Świętami podobny, bo tak wieje i pada, że przestaliśmy wierzyć, że to grudzień 😉 O tym jak być powinno, a jak jest.

– W ostatnim tygodniu Adwentu nawet mój tato się uaktywniał – przypomniałam sobie, mieszając coś w garnku. Córka z Małą Dziewczynką sklejały łańcuch – Mój tato, to twój pradziadek Tadeusz – wyjaśniłam – Zajmował się właśnie łańcuchami choinkowymi. To była jego specjalność. Dość… no nieźle pomyślana. Bo łańcuch symbolizuje węża.

– Aaaa!- Mała Dziewczynka była gotowa słuchać. Nie o pradziadku, ale o wężu.

– Wiesz, jak to było z pierwszymi ludźmi, których stworzył Bóg? To byli Ewa i Adam. Żona i mąż. -postanowiłam nie wgłębiać się w szczegóły, pozostawiając je sobie na kiedy indziej – Żyli w Raju. To było takie cudne miejsce, gdzie wszystko, wszyściutko było dobre. Sam Bóg tak to stworzył. Dobra była zawsze pogoda – spojrzenie w kierunku mokrego okna – Dobre były owoce – Mała Dziewczynka rozjaśniła się i sięgnęła po gruszkę – Dobra była trawa, na której można było poleżeć. I zwierzęta były dobre. Żyły w przyjaźni. Świnki morskie przybiegały się przytulać do lwa – Mała Dziewczynka aż pisnęła z radości. Niedawno robiłam na fejsbuku test „Jakim jesteś zwierzęciem” i trochę się rozfantazjowałam, wyobrażając sobie różne osobistości i znajomych – Słoń chodził bardzo ostrożnie, żeby nie zdeptać pieska (Aj, aj, uważaj drobinko, wlazłeś mi pod piętę!). Sarny podbiegały do Adama i łasiły się. Krowa przybiegała i przypominała o wydojeniu, a obok kręcił się cielaczek, którego nikt od niej nie odłączał na siłę. Można było głaskać gazelę, – przez ten czas kolorowy łańcuch rósł w siłę – a ptaki wyjmowały dziobami gepardowi kolce z łapy… Adam był dobry i Ewa była dobra. Bóg im to powiedział i byli razem szczęśliwi. – Mała Dziewczynka uśmiechnęła się. Nic nie mówiła, ale widać było, że opowieść bardzo się jej podoba. Razem z mamą składały krepinę – Bóg poprosił tylko, żeby ludzie nie jedli owoców z jednego drzewa. Zaszkodziłyby im

– Na brzuszek? – upewniła się dziewczynka

– Zakazane owoce mogą szkodzić na różne rzeczy: na brzuszek, czy na serce, czy nawet na główkę… Na różne.

– Tak, tak!

– I wtedy pojawił się wąż. Był piękny, jak ten, którego robicie z mamą. Tak naprawdę to był diabeł, któremu przeszkadzało, ze wszystko wokół jest dobre… Że wszyscy żyją ze sobą w miłości i pokoju…

Opowieść popłynęła dalej… Mała Dziewczynka zamyśliła się

– To namaluj mamo temu łańcuchowi wężowi oczy – zaproponowała.

Tak, bo on jest obok nas do dziś. Lubi wmawiać ludziom, że nie są dobrzy. I ich skłócać. I dziś i w Wigilię, i nawet w Boże Narodzenie. A ma dużo cierpliwości, niestety

weze1