grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 Komentarzy

Odliczanie tęsknotą 3

Zapalone świece w wieńcu adwentowym: 4, ostatnie szufladki z kalendarzu adwentowym. Tęsknota za Świętami Bożego Narodzenia: duża. O niedokładnych porządkach.

biedronki1

Mąż właśnie zabierał się do mycia kolejnego okna… „Kochanieeee! Musisz to zobaczyć!”- dobiegło do mnie wołanie. W czasie sprzątania zawsze tak jest – oburzyłam się po cichu – Kochanieeee! Marzenaaaa! – z jednej strony, Mamoooo! Mammmmuuuuśśś! Gdzie to położyć?- z drugiej. I jeszcze doszło: Babsiaaaa! Babsioo!!!  (zawołanie godne córki kobiety, która w ogólniaku uczestniczyła w akcji Ratujmy wołacz 😀

Zeszłam, bo za każdym razem to są sprawy niecierpiące zwłoki 😀 

I okazało się, że niepotrzebnie mamrotałam pod nosem. Chciał mi pokazać śpiące biedronki! One się schroniły w ramie okna. Uznały, że to bezpieczne miejsce. Spodziewały się u nas obrony przed zimnem, przed mrozem! Mąż umył kawałek okna, sprawdził, czy nie zgniecie maleństw, zrobił zdjęcie i zamknął okno. Niech śpią 🙂  I w ten sposób nie wszystko będzie przed Świętami czyste i wypolerowane. W ten sposób przyjęliśmy do domu małych uchodźców. Ważniejsze jest, żeby nie skrzywdzić, niż żeby było, jak u innych. Też macie jakieś nieposprzątane kąty?


2 Komentarze

Czekanie 11

Właściwie napisałam o rekolekcjach. I to dobrze, bo był to dobry czas. Ale czasem rekolekcje przychodzą jak złodziej, razem z głosem, obrazem, piosenką… żartem. Z niespodziewanej strony.

Z tymi rekolekcjami było zupełnie odwrotnie, niż z tymi w kościele. Miało być zabawnie. Dostałam od córki link do filmiku pewnego pastora, komika, owszem nawet z napisami polskimi. O różnicach między mężczyzną, a kobietą. Że niby facet ma w głowie pudełka, a kobieta przewody. Zabawne było, środek nocy, mąż drzemał na kanapie, więc podzieliłam się linkiem z koleżankami na fejsie. Razem się modlimy, to razem się pośmiejmy. One wszystkie to znały! Rozwinęła się rozmowa, mąż ciągle drzemał, żal mi było go budzić, więc zaczęłam podglądać na jutubie inne filmiki z tym pastorem. Trochę bezmyślnie, jakbym miała też te pudełka w głowie, nie przewody i jakby one nie robiły sobie bzzzz. Była noc. Aż natrafiłam na „Męskie sprawy”. Ostatnie do obejrzenia, bo zdecydowanie czas między ewentualnym zaśnięciem, a rannym wstaniem się kurczył..

I wtedy, do tych mężczyzn zostały skierowane słowa o konieczności przyjęcia pomocy. Nie tylko mężczyźni chcą być samodzielni. Znam mnóstwo, naprawdę mnóstwo kobiet, które i muszą i chcą radzić sobie same. Nie potrafią przyjąć pomocy. Też mi z tym ciężko. Usłyszałam: ” A najwspanialszy facet w historii świata – Jezus – także kiedyś potrzebował pomocy. Przyszedł taki dzień, gdy on sam nie miał już sił podnieść swego ciężkiego krzyża. Był w drodze, by spełnić zadanie, dla którego się urodził. Niósł krzyż na wzgórze, na którym później miał być ukrzyżowany. Przewrócił się pod ciężarem własnego przeznaczenia.” Ta pomoc była konieczna, żeby dokończyć dzieło życia. I wtedy przestraszyłam się, że nie przyjmując kiedyś pomocy, mogłabym nie dokończyć dzieła swojego życia. Najwyższa pora się z tym zmierzyć.

pomoc

Tak… Jak mam psa i mam narzędzia, to mogę każde dzieło dokończyć…– mąż rozesmiał się  na widok mojej poważnej i olśnionej miny


7 Komentarzy

Czekanie 10

Umyłam ręce. O rekolekcjach. Są częścią Adwentu. Trochę głupio, że takie wzniosłe rzeczy między robieniem zabawek, lepieniem uszek i pieczeniem. Trochę głupio, ale i trochę dobrze.

Myję ręce, zakładam buty, kurtkę, szalik, za mną powtarza to samo mąż i ledwie żywi ze zmęczenia, wychodzimy do kościoła. Zaczynamy od modlitwy o uwolnienie od pychy, przygnębienia i pustych słów, (właściwie teraz mogłabym zakończyć notkę 😉 ale prosimy też o łaskę zobaczenia swoich grzechów i nieoceniania innych. Tak przez kolejne trzy dni.

„Wiecie, że kiedyś wszyscy wierzyli? Nie było problemu z pytaniami, czy Bóg jest. Był natomiast problem, bo ludzie żyli, jakby Boga nie było.  Żydowskie szkoły wiary uczyły więc, jak żyć wiarą. I modlitwą” No to właśnie myśmy sobie to rozważali przez trzy dni. Żyli, żyją, czy żyjemy jakby Boga nie było, jakby nic się nie stało? Tak i dzisiejszemu światu wygodniej żyć. Rekolekcjonista mówił mądrze, konkretnie i według planu, nie zabawiając nas dowcipami, bez rekwizytów i pustych słów. I wtedy dopiero zauważyłam, jak jestem zmęczona tymi fajerwerkami dla mnie, pomysłami na mnie i gadżetami, żeby mnie zachwycić. Jak potrzebne jest mi takie spokojne, uważne pochylenie się nad życiem Jezusa, Jego rodziny, Jego uczniów. Pewnie modlitwa, którą mówiliśmy na początku miała coś z tym wspólnego, ale przygnębienie nas opuszczało, sił było jakby więcej. Wiecie, że każdy może zacząć od nowa? Bez względu na siły i wiek J

Natomiast wiersze Herberta to już naprawdę była niespodzianka… dodatkowy prezent, więc i nim się dzielę, wierszem o Babci

siedzę na jej kolanach

a ona mi opowiada

wszechświat

od piątku

do niedzieli

 

zasłuchany

wiem wszystko –

– co od niej

nie zdradza mi tylko swego pochodzenia

babcia Maria z Bałabanów

Maria Doświadczona

 

nic nie mówi

o masakrze

Armenii

masakrze Turków

 

chce mi zaoszczędzić

kilku lat złudzenia

 

wie że doczekam

i sam poznam

bez słów zaklęć i płaczu

szorstką

powierzchnię

i dno

słowa

Nawet mi do głowy nie przyszło robienie zdjęć w trakcie rekolekcji, siedziałam, jak trusia. Ale KasiaGleb akurat przysłała mi zdjęcie Świętej Rodziny z piernika, upieczonej dla Synka. Myślę, że ono tu bardzo pasuje

szopkaKasiGleb


3 Komentarze

Czekanie 9

W tym Adwencie niewiele okoliczności sprzyjało wspólnemu pieczeniu pierniczków. Tradycja, tradycją, ale… chorzy w rodzinie, ale… trudno się zebrać, ale… próbne testy szóstoklasisty i próbne matury…

Myślicie, że łatwo ozdabiać pierniczki, jak głowa rozgorączkowana, albo nawet okropnie zajęta myśleniem o zadaniu z matmy, interpretacji Baczyńskiego? Niełatwo. A gdy już się wszyscy zebraliśmy, to jeszcze w czasie następnego odcinka „Ojca Mateusza” 😀 No nic.

– Melanio, poproszę o ilość składników! – poprosiłam 😉 Córka zajrzała do sporej wielkości komórki – zauważyłam, że znowu do łask wracają duże, jak za dawnych czasów – i zaczęła dyktować:

500 g cukru
350 g mąki żytniej
350g mąki pszennej

100g miodu
10g sody oczyszczonej/proszek do pieczenia zgodnie z proporcjami z opakowania
Przyprawa do piernika do smaku.
3 jaja

Miód lekko podgrzać, ubic z jajami, cukrem, przyprawa. Wymieszać z mąką i sodą. Wyrabiać ręką, aż będzie się lekko lepić, ale nie zostawiać kawałków na dłoni. W razie co dosypywać mąki ale po równo każdego rodzaju. Schłodzić w lodówce, urwać część, wycinać pierniki, a przez ten czas resztę ciasta trzymać w lodówce. Piec w temperaturze 180 stopni, jakieś 10 min.

Tak się zaczęło. My z Małą Dziewczynką, ubrawszy się uprzednio w nasze fartuszki, nasypywałyśmy, dosypywałyśmy i przesypywałyśmy. O tak.

piern1

Ktoś pobiegł przez ten czas po „Dzieci z Bullerbyn”, żeby przeczytać fragment o pieczeniu pierników, jak co roku. Ciasto było już prawie gotowe

piern2

Błogosławiony czas czekania, kiedy dekorowanie pierniczków jest tak samo ważne, jak napisanie próbnej matury.

piern4

Śmiem twierdzić, że to pozwala nam nie zwariować 🙂 Bucik tegorocznej maturzystki:

piern3


11 Komentarzy

Czekanie 8

Czekamy i czekamy, na tym w końcu polega Adwent… A im dłużej trwa, tym większe prawdopodobieństwo…

korale

Poplanował sobie człowiek wszystkie te szczegóły i ogóły przygotowań. Nawleka je, jak koraliki- starannie, w pewnym porządku, układając w określony, piękny wzór. Świąt Bożego Narodzenia. A raczej – swojego o nich marzenia. Czy pisałam kiedyś, że jestem Babcią od Korali? Niektóre kupuję, inne robię sama. Mała Dziewczynka je uwielbia. Czasem siada i podziwia, jak wkładam kamyk za kamykiem. Ale nagle, trrrrach. Na jej oczach. A plan taki napięty! A tu: telefon i pośpiech, albo jedno spojrzenie na termometr i pośpiech, ból, czy wrzask, kłótnia i… cały ten misterny plan rozsypuje się wokół. Właśnie jak… koraliki. Jeszcze się po nie schylasz, jeszcze je zbierasz, oglądasz… Czy nerwy, wypadki, kłótnie są częścią Adwentu? Nie zgadzamy się. Nie powinny. Nie wolno im. Nie ma takich kamieni w naszych koralach. A jednak skoro jesteśmy grzeszni…  Czy uda się to naprawić? Czy jest zapasowa żyłka? I najważniejsze: czy będzie na to czas?


9 Komentarzy

Czekanie 7

Trzecia świeca w adwentowym wieńcu, kolejna szufladka z adwentowego kalendarza. Czas rozejrzeć się za rekolekcjami, kto tego dotąd nie zrobił, trafić jakoś do kościoła, znaleźć w kościele konfesjonał ale…  dziś jest też czas na przednią zabawę, jak napisała Kasia Janowska 🙂

Mam to szczęście, że następna osoba przysłała mi zdjęcie z własnoręcznie zrobionym prezentem. Bardzo się cieszę, bo w życiu sama bym na taki pomysł nie wpadła, spójrzcie

kasiajanowska

fot. Kasia Janowska

Napisała tak:

Zabawa jest przednia 🙂  Zwłaszcza, że jak zdejmiesz tę białą warstwę z serwetki i porządnie przykleisz do kartki A4 to na drukarce atramentowej można wydrukować tekst i potem go wgrzać w świecę.  Ja to robię mężowską nagrzewnicą, taką opalarką, która ma regulację temperatury ciepłego powietrza. 110 st C Spokojnie wystarcza żeby na tyle nagrzać świecę, że zaczyna się topić wosk i serwetka się wtapia.

Ustaliłyśmy, że suszarka też może dać radę 🙂

Dziękuję Kasiu za uśmiech 🙂


7 Komentarzy

13 grudnia i św. Mikołaj od Kasi

Dzisiejsza notka właściwie powinna być znowu „czekaniem”, siódmym, ale wypadła 13 grudnia. A wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 stan wojenny tamten Adwent przerwał, zatrzymał.

Byłam wtedy nastolatką. Nastolatki w normalnych krajach mają kiełbie we łbie, zajmują się miłościami i malowaniem oka, ale po co było się malować, skoro kosmetyki spływały po kilkudziesięciu minutach, tworząc rozległe cienie pod okiem. Takie, jak to się wtedy mówiło- „limo”. „Limo” to można było mieć zupełnie za darmo wtedy, bez wydawania pieniędzy, po kontakcie z przedstawicielami władzy. 13 grudnia 1981 i oprócz tego nic z tamtego Adwentu nie pamiętam. Czy zawieszono lekcje religii? Nie przypuszczam, na szczęście były w salkach przykościelnych, a nad nimi generał nie panował. Czy odbyły się rekolekcje? Też nie przypuszczam, bo żeby ruszyć się z województwa do województwa (było ich 49, więc jedno od drugiego położono o rzut kamieniem), potrzebne były pozwolenia i przepustki. Tak, nie mogliśmy się poruszać po własnym kraju. Pismo Święte? Kto nie miał, nie kupił, bo to była jedna z bardziej poszukiwanych książek (ewentualnie protestanckie wersje na Nowym Świecie leżały pyszniąc się w kolorowej witrynie). Czy mieliśmy na Wigilię karpia? Nie mam zielonego pojęcia! Musiał być, ale skąd go wzięliśmy? Wiem, że na kwaszoną kapustę, suszone grzyby, kluski, pierogi, mięso na święta i tak nie było co liczyć w sklepach. Liczyło się nie „na coś”, liczyło się wieczorami domowników, czy wrócili. Liczyło się przyjaciół i znajomych. A u nas wtedy nie zabrakło nikogo. To był jednak szczęśliwy dom. Prezenty też pewnie mieliśmy, musieliśmy mieć, ale nie było to ważne… Ten dzień  opisałam w 2012 roku TU  „13 grudnia, robaczku”

Co może ci zrobić władza? „Czas Apokalipsy”

 „Otworzyłam jedno oko. Nie usłyszałam budzika – pomyślałam widząc sączące się z łazienki światło.-Wstawaj!- pocałował mnie Mąż ( odkąd w czasie rozmowy poskarżyłam się na brak czułości, dostaję ten pocałunek na dzień dobry). Krótkie myśli dla Boga. Szybkie mycie głowy. Suszarka. Spojrzenia na zegarek. Pasta do zębów. Teraz budzę dzieciaki. Mleko, płatki, mikrofalówka. Podgrzane czeka na stole. Kilka ćwiczeń ( czy można obiecać sobie w adwencie większą dbałość o ciało, jeżeli normalnie się je zaniedbuje?).

Miałam wtedy szesnaście lat, jak dziś moja córka. Otworzyłam jedno oko, spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że już późno. Znowu późno. Trochę zdziwiło mnie, że nie słychać głosów niedzielnej krzątaniny, nie czuć śniadaniowych zapachów. Ale najpierw łazienka… Zimną wodą ochlapałam twarz, jeszcze opuchniętą od zbyt długiego snu i przejrzałam na oczy. Telefonu nie mieliśmy. Rodzina nie była ani chora, ani zasłużona. Zresztą! Z kim rozmawiałabym przez telefon, skoro wszyscy w niedzielę długo śpią. Nie wiedziałam, że wyłączyli ( – To bandytierka była. Pracownicy centrali chcieli to zrobić z jakąś kulturą techniczną, ale umundurowani wchodzili, pytali o główny kabel i przecinali go siekierą). Komputera nie mieliśmy, o internecie nikt nie marzył, choć podobno gdzieś tam go wynaleziono… To miało swoje plusy, nie mogli wyłączyć internetu 😉 Pusto w domu. Dziwne. Idę “do lodówki”… Zima jest, wiec wybór dość mały. Na wierzchu ułożone jabłka, w środku żółty ser, jajka, cebulka. Wędliny zostało niedużo. Chleb może i bez konserwantow, ale czerstwy już w sobotę w sklepie. Będzie jajecznica?

Dziś dzieci siedzą nad śniadaniem. Zbyt niewyspane, żeby sie kłócić, ba – żeby sie odzywać. Kroję na pół grahamkę, potem kromki chleba, po które Mąż “skoczył” jeszcze przed wyjściem z psem. Idę „do lódówki”. Wyciągam trochę pieczonego schabu, dwie rzodkiewki, dwie oliwki, żółty ser, szczypiorek, pomidor. Ogórek konserwowy stoi na kuchennym blacie.(Banany, jabłka I mandarynki też!) Z. woli same kanapki, jabłko. Średna je też sałatkę, więc rwę i kroję, wrzucam do pojemniczka, polewam sosem z oliwy i bazylii. Po namysle solę. Jeszcze napoje.

Miałam szesnaście lat. Ciągle nikogo nie ma w domu. Gdzie oni się podziali? Nie lubię telewizji, ale podchodzę ( jeszcze nie ma pilotów!), włączam. I nic. Bo to ten dzień, kiedy “nie było Teleranka”- ale raz, że już dawno byłoby “po” Teleranku o tej godzinie, o której wstałam, a dwa: ta historia dopiero się działa. Co jest? Podchodzę i takim śmiesznym pokrętłem próbuję zmienić program na drugi (bo tylko dwa były). Też nic! Teraz może pomyślałabym, że rodzice nie zapłacili rachunków, więc odłaczono nam sygnał. Wtedy nie było takich zwyczajów. Chyba nie dojadłam śniadania, pośpiesznie założyłam na siebie byle co i pobiegłam – szukać, czy pytać. O co? – nawet nie wiedziałam. Do kościoła było najbliżej. W środku mszy weszłam. Tam mi powiedzieli. Mniej więcej to, co potem Jaruzelski w oświadczeniu, tylko zupełnie inaczej. Dla mojego bezpieczeństwa do hotelu naprzeciwko sprowadziło się ZOMO.

Wychodzimy. Średnia na drugą lekcję, więc jedzie z nami na roraty. Do tej małej szkółki. Plecaki, winda, spojrzenie na zegarek ( Dobry czas– chwali Mąż). Jeszcze mało samochodów, bo przecież tak, jak powinno być – jest noc. O. Emilio sam w ciemnej kaplicy zapala świece i lampiony.

Wtedy, tamtego trzynastego, kiedy odłączono nas od wszystkiego, od czego człowiek mógł odłączyć człowieka, wydawało się, ze to KONIEC.

„Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela. Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę; ty je przewiejesz, a wicher je porwie i trąba powietrzna rozmiecie. Ty natomiast rozradujesz się w Panu, chlubić się będziesz w Świętym Izraela.” – czyta lektor. Szczególnie dziś, szczególnie 13 grudnia. Co może ci zrobić władza, robaczku? Władza nie jest wszechwładna, nawet jak jej się tak czasem wydaje.

 

Ale, ale… dziś już wiemy, co MOŻE władza, co mogą zwierzchności. Mogę więc pokazać, jakie w kole gospodyń miejskich robią piękne świąteczne ozdoby. Kasia, tak jak obiecała w komentarzu, przysłała mi św. Mikołaja zrobionego z jajka! Świetny!

kasiaglebocka

fot. K. Głębocka


6 Komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1


8 Komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…


7 Komentarzy

Czekanie 4

Dwie świece w adwentowym wieńcu, to dobry czas na sprzątanie kątów. Dosłownie i w przenośni. Bez pośpiechu.

Wpadła mi w czasie tego sprzątania w ręce taka mała, miękka książeczka z wierszami ks. Jana Twardowskiego, pewnie dołączona onegdaj do gazety, zabawnie ilustrowana przez Marcina Strzembosza. Zagapiłam się…

Czekanie

Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem

o swym panu myśli

i rwie się do niego

na dwóch łapach czeka

pan dla niego podwórzem łąką lasem domem

oczami za nim biegnie

i tęskni ogonem

pocałuj go w łapę

bo uczy jak na Boga czekać

Spojrzałam na naszego psa

pies

Tak jak on to nawet potrafię czekać. Bez całowania łapy. Całą sobą, ale bezczynnie, aby przespać czas do spotkania, do powrotu Pana. Wtedy mija szybciej. Bez jedzenia. Bez picia. Tylko przetrwać. Potem- gdy coraz tego czasu więcej, gdy się dłuży, pies stara się znaleźć sobie zajęcie. Wskakuje na krzesło, wypatruje przez okno, zrzuca czasem doniczkę, obsypują się kwiaty. Widzi coś, więc radośnie macha ogonem, przewraca wazonik… A potem jeszcze- gdy Pan nie wraca godzinami, gdy to jest bardzo długo… zagląda do kuchni, przetrząsa resztki w koszu na śmieci, być może coś wywleka na dywan, rwie ze wściekłości (jak długo tak można czekać!) i w momencie, gdy Pan pojawia się z karmą w torbie, z uśmiechem… już tylko się boi. Bo czekając- narozrabiał…