grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


2 Komentarze

Życzenia

Ciasta, uszka, barszcze, karpie i śledzie są na swoim miejscu. Dziś ostatni dzień czekania, wspólnej Wigilii. Wigilii w tym roku… w gumiakach.

Do sklepu po sól, gripex w saszetkach i marchewkę poszłam w kurtce i gumiakach. Leje od kilku dni i naprawdę nie pamiętam takiej Wigilii. „Obyśmy powodzi nie mieli” – zażyczył sobie mąż. I to życzenie się spełniło. Na dobry początek 😀

rodzina1

Dużo radości, spokoju i pokoju w te Święta Bożego Narodzenia życzę Wam z całego serca !

I pamiętając, że za plecami syczą nam węże, nie poświęcajmy im zbyt dużo czasu 

Gdyby, gdyby jednak ktoś miał czas, może przeczytać o Świętach Małej Dziewczynki, gdy miała zaledwie rok:

W ten sposób, jakże wielkimi uczynił małych i dzieci!

Mała Dziewczynka jest bardzo zdziwiona. Przyzwyczaiła się już do kalendarza adwentowego i lampionu na roraty. Nawet zapalanie kolejnej świeczki w wieńcu przestało na niej robić wrażenie… Ale sprzątanie? Kto słyszał wywalać wszystko? Te piękne rzeczy, które tak świetnie nadają się do podarcia, noszenia i gięcia? Tato biegający z mopem… Porządek rodzący się wśród chaosu. Ganiają i pokrzykują, więc nikt nie ma czasu – można niepostrzeżenie dotrzeć w najbardziej zakazane kąty domu 🙂 A nawet… na SCHODY!

Złotka, papierki… Drzewka, które normalnie stoją na zewnątrz, gdzieś tam w ogrodzie i trzeba się specjalnie ubierać, żeby je oglądać… Dziś one są „ubierane” ! Wszystko w domu i do dotknięcia. Światełka, bombki, kolorowe łańcuchy.

Zapachy… trochę wcześniej poznanych – jak czosnek, ryba, cebula… Ale intensywny zapach kompotu z suszonych owoców albo makowca? Suszonych grzybów? Kapusty?

Dzielenie się opłatkiem?

Wspólne śpiewanie kolęd?

Świat Małej Dziewczynki stanął na głowie.

Stało się.

Ciii… Jezus malusieńki leży wśród stajenki…

Drogie dzieci, witam was z całego serca! Święto Bożego Narodzenia jest waszym świętem. Boże Narodzenie przypomina nam bowiem, że Bóg, Syn Boga, stał się dzieckiem, jak wy; Bóg, Nieskończony, zechciał być maleńki. W ten sposób, jakże wielkimi uczynił małych i dzieci! Tuż przy Dzieciątku Jezus i wy możecie poznać Boga, pokochać Go i sprawić, by Go kochano. Jan Paweł II, Anioł Pański, 19 grudnia 1982

Tekst ukazał się TU

A takie prezenty robi Synafia. Śliczne!

rekawiczkiSulli

fot. Synafia


8 Komentarzy

Odliczanie 2

Świec w wieńcu zapalonych ciągle 4, kalendarz adwentowy został w mieszkaniu w mieście, zapomnieliśmy go zabrać, poziom tęsknoty za Świętami podobny, bo tak wieje i pada, że przestaliśmy wierzyć, że to grudzień 😉 O tym jak być powinno, a jak jest.

– W ostatnim tygodniu Adwentu nawet mój tato się uaktywniał – przypomniałam sobie, mieszając coś w garnku. Córka z Małą Dziewczynką sklejały łańcuch – Mój tato, to twój pradziadek Tadeusz – wyjaśniłam – Zajmował się właśnie łańcuchami choinkowymi. To była jego specjalność. Dość… no nieźle pomyślana. Bo łańcuch symbolizuje węża.

– Aaaa!- Mała Dziewczynka była gotowa słuchać. Nie o pradziadku, ale o wężu.

– Wiesz, jak to było z pierwszymi ludźmi, których stworzył Bóg? To byli Ewa i Adam. Żona i mąż. -postanowiłam nie wgłębiać się w szczegóły, pozostawiając je sobie na kiedy indziej – Żyli w Raju. To było takie cudne miejsce, gdzie wszystko, wszyściutko było dobre. Sam Bóg tak to stworzył. Dobra była zawsze pogoda – spojrzenie w kierunku mokrego okna – Dobre były owoce – Mała Dziewczynka rozjaśniła się i sięgnęła po gruszkę – Dobra była trawa, na której można było poleżeć. I zwierzęta były dobre. Żyły w przyjaźni. Świnki morskie przybiegały się przytulać do lwa – Mała Dziewczynka aż pisnęła z radości. Niedawno robiłam na fejsbuku test „Jakim jesteś zwierzęciem” i trochę się rozfantazjowałam, wyobrażając sobie różne osobistości i znajomych – Słoń chodził bardzo ostrożnie, żeby nie zdeptać pieska (Aj, aj, uważaj drobinko, wlazłeś mi pod piętę!). Sarny podbiegały do Adama i łasiły się. Krowa przybiegała i przypominała o wydojeniu, a obok kręcił się cielaczek, którego nikt od niej nie odłączał na siłę. Można było głaskać gazelę, – przez ten czas kolorowy łańcuch rósł w siłę – a ptaki wyjmowały dziobami gepardowi kolce z łapy… Adam był dobry i Ewa była dobra. Bóg im to powiedział i byli razem szczęśliwi. – Mała Dziewczynka uśmiechnęła się. Nic nie mówiła, ale widać było, że opowieść bardzo się jej podoba. Razem z mamą składały krepinę – Bóg poprosił tylko, żeby ludzie nie jedli owoców z jednego drzewa. Zaszkodziłyby im

– Na brzuszek? – upewniła się dziewczynka

– Zakazane owoce mogą szkodzić na różne rzeczy: na brzuszek, czy na serce, czy nawet na główkę… Na różne.

– Tak, tak!

– I wtedy pojawił się wąż. Był piękny, jak ten, którego robicie z mamą. Tak naprawdę to był diabeł, któremu przeszkadzało, ze wszystko wokół jest dobre… Że wszyscy żyją ze sobą w miłości i pokoju…

Opowieść popłynęła dalej… Mała Dziewczynka zamyśliła się

– To namaluj mamo temu łańcuchowi wężowi oczy – zaproponowała.

Tak, bo on jest obok nas do dziś. Lubi wmawiać ludziom, że nie są dobrzy. I ich skłócać. I dziś i w Wigilię, i nawet w Boże Narodzenie. A ma dużo cierpliwości, niestety

weze1


2 Komentarze

Czekanie 11

Właściwie napisałam o rekolekcjach. I to dobrze, bo był to dobry czas. Ale czasem rekolekcje przychodzą jak złodziej, razem z głosem, obrazem, piosenką… żartem. Z niespodziewanej strony.

Z tymi rekolekcjami było zupełnie odwrotnie, niż z tymi w kościele. Miało być zabawnie. Dostałam od córki link do filmiku pewnego pastora, komika, owszem nawet z napisami polskimi. O różnicach między mężczyzną, a kobietą. Że niby facet ma w głowie pudełka, a kobieta przewody. Zabawne było, środek nocy, mąż drzemał na kanapie, więc podzieliłam się linkiem z koleżankami na fejsie. Razem się modlimy, to razem się pośmiejmy. One wszystkie to znały! Rozwinęła się rozmowa, mąż ciągle drzemał, żal mi było go budzić, więc zaczęłam podglądać na jutubie inne filmiki z tym pastorem. Trochę bezmyślnie, jakbym miała też te pudełka w głowie, nie przewody i jakby one nie robiły sobie bzzzz. Była noc. Aż natrafiłam na „Męskie sprawy”. Ostatnie do obejrzenia, bo zdecydowanie czas między ewentualnym zaśnięciem, a rannym wstaniem się kurczył..

I wtedy, do tych mężczyzn zostały skierowane słowa o konieczności przyjęcia pomocy. Nie tylko mężczyźni chcą być samodzielni. Znam mnóstwo, naprawdę mnóstwo kobiet, które i muszą i chcą radzić sobie same. Nie potrafią przyjąć pomocy. Też mi z tym ciężko. Usłyszałam: ” A najwspanialszy facet w historii świata – Jezus – także kiedyś potrzebował pomocy. Przyszedł taki dzień, gdy on sam nie miał już sił podnieść swego ciężkiego krzyża. Był w drodze, by spełnić zadanie, dla którego się urodził. Niósł krzyż na wzgórze, na którym później miał być ukrzyżowany. Przewrócił się pod ciężarem własnego przeznaczenia.” Ta pomoc była konieczna, żeby dokończyć dzieło życia. I wtedy przestraszyłam się, że nie przyjmując kiedyś pomocy, mogłabym nie dokończyć dzieła swojego życia. Najwyższa pora się z tym zmierzyć.

pomoc

Tak… Jak mam psa i mam narzędzia, to mogę każde dzieło dokończyć…– mąż rozesmiał się  na widok mojej poważnej i olśnionej miny


7 Komentarzy

Czekanie 10

Umyłam ręce. O rekolekcjach. Są częścią Adwentu. Trochę głupio, że takie wzniosłe rzeczy między robieniem zabawek, lepieniem uszek i pieczeniem. Trochę głupio, ale i trochę dobrze.

Myję ręce, zakładam buty, kurtkę, szalik, za mną powtarza to samo mąż i ledwie żywi ze zmęczenia, wychodzimy do kościoła. Zaczynamy od modlitwy o uwolnienie od pychy, przygnębienia i pustych słów, (właściwie teraz mogłabym zakończyć notkę 😉 ale prosimy też o łaskę zobaczenia swoich grzechów i nieoceniania innych. Tak przez kolejne trzy dni.

„Wiecie, że kiedyś wszyscy wierzyli? Nie było problemu z pytaniami, czy Bóg jest. Był natomiast problem, bo ludzie żyli, jakby Boga nie było.  Żydowskie szkoły wiary uczyły więc, jak żyć wiarą. I modlitwą” No to właśnie myśmy sobie to rozważali przez trzy dni. Żyli, żyją, czy żyjemy jakby Boga nie było, jakby nic się nie stało? Tak i dzisiejszemu światu wygodniej żyć. Rekolekcjonista mówił mądrze, konkretnie i według planu, nie zabawiając nas dowcipami, bez rekwizytów i pustych słów. I wtedy dopiero zauważyłam, jak jestem zmęczona tymi fajerwerkami dla mnie, pomysłami na mnie i gadżetami, żeby mnie zachwycić. Jak potrzebne jest mi takie spokojne, uważne pochylenie się nad życiem Jezusa, Jego rodziny, Jego uczniów. Pewnie modlitwa, którą mówiliśmy na początku miała coś z tym wspólnego, ale przygnębienie nas opuszczało, sił było jakby więcej. Wiecie, że każdy może zacząć od nowa? Bez względu na siły i wiek J

Natomiast wiersze Herberta to już naprawdę była niespodzianka… dodatkowy prezent, więc i nim się dzielę, wierszem o Babci

siedzę na jej kolanach

a ona mi opowiada

wszechświat

od piątku

do niedzieli

 

zasłuchany

wiem wszystko –

– co od niej

nie zdradza mi tylko swego pochodzenia

babcia Maria z Bałabanów

Maria Doświadczona

 

nic nie mówi

o masakrze

Armenii

masakrze Turków

 

chce mi zaoszczędzić

kilku lat złudzenia

 

wie że doczekam

i sam poznam

bez słów zaklęć i płaczu

szorstką

powierzchnię

i dno

słowa

Nawet mi do głowy nie przyszło robienie zdjęć w trakcie rekolekcji, siedziałam, jak trusia. Ale KasiaGleb akurat przysłała mi zdjęcie Świętej Rodziny z piernika, upieczonej dla Synka. Myślę, że ono tu bardzo pasuje

szopkaKasiGleb


7 Komentarzy

13 grudnia i św. Mikołaj od Kasi

Dzisiejsza notka właściwie powinna być znowu „czekaniem”, siódmym, ale wypadła 13 grudnia. A wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 stan wojenny tamten Adwent przerwał, zatrzymał.

Byłam wtedy nastolatką. Nastolatki w normalnych krajach mają kiełbie we łbie, zajmują się miłościami i malowaniem oka, ale po co było się malować, skoro kosmetyki spływały po kilkudziesięciu minutach, tworząc rozległe cienie pod okiem. Takie, jak to się wtedy mówiło- „limo”. „Limo” to można było mieć zupełnie za darmo wtedy, bez wydawania pieniędzy, po kontakcie z przedstawicielami władzy. 13 grudnia 1981 i oprócz tego nic z tamtego Adwentu nie pamiętam. Czy zawieszono lekcje religii? Nie przypuszczam, na szczęście były w salkach przykościelnych, a nad nimi generał nie panował. Czy odbyły się rekolekcje? Też nie przypuszczam, bo żeby ruszyć się z województwa do województwa (było ich 49, więc jedno od drugiego położono o rzut kamieniem), potrzebne były pozwolenia i przepustki. Tak, nie mogliśmy się poruszać po własnym kraju. Pismo Święte? Kto nie miał, nie kupił, bo to była jedna z bardziej poszukiwanych książek (ewentualnie protestanckie wersje na Nowym Świecie leżały pyszniąc się w kolorowej witrynie). Czy mieliśmy na Wigilię karpia? Nie mam zielonego pojęcia! Musiał być, ale skąd go wzięliśmy? Wiem, że na kwaszoną kapustę, suszone grzyby, kluski, pierogi, mięso na święta i tak nie było co liczyć w sklepach. Liczyło się nie „na coś”, liczyło się wieczorami domowników, czy wrócili. Liczyło się przyjaciół i znajomych. A u nas wtedy nie zabrakło nikogo. To był jednak szczęśliwy dom. Prezenty też pewnie mieliśmy, musieliśmy mieć, ale nie było to ważne… Ten dzień  opisałam w 2012 roku TU  „13 grudnia, robaczku”

Co może ci zrobić władza? „Czas Apokalipsy”

 „Otworzyłam jedno oko. Nie usłyszałam budzika – pomyślałam widząc sączące się z łazienki światło.-Wstawaj!- pocałował mnie Mąż ( odkąd w czasie rozmowy poskarżyłam się na brak czułości, dostaję ten pocałunek na dzień dobry). Krótkie myśli dla Boga. Szybkie mycie głowy. Suszarka. Spojrzenia na zegarek. Pasta do zębów. Teraz budzę dzieciaki. Mleko, płatki, mikrofalówka. Podgrzane czeka na stole. Kilka ćwiczeń ( czy można obiecać sobie w adwencie większą dbałość o ciało, jeżeli normalnie się je zaniedbuje?).

Miałam wtedy szesnaście lat, jak dziś moja córka. Otworzyłam jedno oko, spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że już późno. Znowu późno. Trochę zdziwiło mnie, że nie słychać głosów niedzielnej krzątaniny, nie czuć śniadaniowych zapachów. Ale najpierw łazienka… Zimną wodą ochlapałam twarz, jeszcze opuchniętą od zbyt długiego snu i przejrzałam na oczy. Telefonu nie mieliśmy. Rodzina nie była ani chora, ani zasłużona. Zresztą! Z kim rozmawiałabym przez telefon, skoro wszyscy w niedzielę długo śpią. Nie wiedziałam, że wyłączyli ( – To bandytierka była. Pracownicy centrali chcieli to zrobić z jakąś kulturą techniczną, ale umundurowani wchodzili, pytali o główny kabel i przecinali go siekierą). Komputera nie mieliśmy, o internecie nikt nie marzył, choć podobno gdzieś tam go wynaleziono… To miało swoje plusy, nie mogli wyłączyć internetu 😉 Pusto w domu. Dziwne. Idę “do lodówki”… Zima jest, wiec wybór dość mały. Na wierzchu ułożone jabłka, w środku żółty ser, jajka, cebulka. Wędliny zostało niedużo. Chleb może i bez konserwantow, ale czerstwy już w sobotę w sklepie. Będzie jajecznica?

Dziś dzieci siedzą nad śniadaniem. Zbyt niewyspane, żeby sie kłócić, ba – żeby sie odzywać. Kroję na pół grahamkę, potem kromki chleba, po które Mąż “skoczył” jeszcze przed wyjściem z psem. Idę „do lódówki”. Wyciągam trochę pieczonego schabu, dwie rzodkiewki, dwie oliwki, żółty ser, szczypiorek, pomidor. Ogórek konserwowy stoi na kuchennym blacie.(Banany, jabłka I mandarynki też!) Z. woli same kanapki, jabłko. Średna je też sałatkę, więc rwę i kroję, wrzucam do pojemniczka, polewam sosem z oliwy i bazylii. Po namysle solę. Jeszcze napoje.

Miałam szesnaście lat. Ciągle nikogo nie ma w domu. Gdzie oni się podziali? Nie lubię telewizji, ale podchodzę ( jeszcze nie ma pilotów!), włączam. I nic. Bo to ten dzień, kiedy “nie było Teleranka”- ale raz, że już dawno byłoby “po” Teleranku o tej godzinie, o której wstałam, a dwa: ta historia dopiero się działa. Co jest? Podchodzę i takim śmiesznym pokrętłem próbuję zmienić program na drugi (bo tylko dwa były). Też nic! Teraz może pomyślałabym, że rodzice nie zapłacili rachunków, więc odłaczono nam sygnał. Wtedy nie było takich zwyczajów. Chyba nie dojadłam śniadania, pośpiesznie założyłam na siebie byle co i pobiegłam – szukać, czy pytać. O co? – nawet nie wiedziałam. Do kościoła było najbliżej. W środku mszy weszłam. Tam mi powiedzieli. Mniej więcej to, co potem Jaruzelski w oświadczeniu, tylko zupełnie inaczej. Dla mojego bezpieczeństwa do hotelu naprzeciwko sprowadziło się ZOMO.

Wychodzimy. Średnia na drugą lekcję, więc jedzie z nami na roraty. Do tej małej szkółki. Plecaki, winda, spojrzenie na zegarek ( Dobry czas– chwali Mąż). Jeszcze mało samochodów, bo przecież tak, jak powinno być – jest noc. O. Emilio sam w ciemnej kaplicy zapala świece i lampiony.

Wtedy, tamtego trzynastego, kiedy odłączono nas od wszystkiego, od czego człowiek mógł odłączyć człowieka, wydawało się, ze to KONIEC.

„Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela. Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę; ty je przewiejesz, a wicher je porwie i trąba powietrzna rozmiecie. Ty natomiast rozradujesz się w Panu, chlubić się będziesz w Świętym Izraela.” – czyta lektor. Szczególnie dziś, szczególnie 13 grudnia. Co może ci zrobić władza, robaczku? Władza nie jest wszechwładna, nawet jak jej się tak czasem wydaje.

 

Ale, ale… dziś już wiemy, co MOŻE władza, co mogą zwierzchności. Mogę więc pokazać, jakie w kole gospodyń miejskich robią piękne świąteczne ozdoby. Kasia, tak jak obiecała w komentarzu, przysłała mi św. Mikołaja zrobionego z jajka! Świetny!

kasiaglebocka

fot. K. Głębocka


8 Komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…


7 Komentarzy

Czekanie 4

Dwie świece w adwentowym wieńcu, to dobry czas na sprzątanie kątów. Dosłownie i w przenośni. Bez pośpiechu.

Wpadła mi w czasie tego sprzątania w ręce taka mała, miękka książeczka z wierszami ks. Jana Twardowskiego, pewnie dołączona onegdaj do gazety, zabawnie ilustrowana przez Marcina Strzembosza. Zagapiłam się…

Czekanie

Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem

o swym panu myśli

i rwie się do niego

na dwóch łapach czeka

pan dla niego podwórzem łąką lasem domem

oczami za nim biegnie

i tęskni ogonem

pocałuj go w łapę

bo uczy jak na Boga czekać

Spojrzałam na naszego psa

pies

Tak jak on to nawet potrafię czekać. Bez całowania łapy. Całą sobą, ale bezczynnie, aby przespać czas do spotkania, do powrotu Pana. Wtedy mija szybciej. Bez jedzenia. Bez picia. Tylko przetrwać. Potem- gdy coraz tego czasu więcej, gdy się dłuży, pies stara się znaleźć sobie zajęcie. Wskakuje na krzesło, wypatruje przez okno, zrzuca czasem doniczkę, obsypują się kwiaty. Widzi coś, więc radośnie macha ogonem, przewraca wazonik… A potem jeszcze- gdy Pan nie wraca godzinami, gdy to jest bardzo długo… zagląda do kuchni, przetrząsa resztki w koszu na śmieci, być może coś wywleka na dywan, rwie ze wściekłości (jak długo tak można czekać!) i w momencie, gdy Pan pojawia się z karmą w torbie, z uśmiechem… już tylko się boi. Bo czekając- narozrabiał…


2 Komentarze

Występ Królowej Śniegu

Przyjechaliśmy na wieś wczoraj wieczorem. Dom był zimny, ale przyjazny. W powietrzu czuliśmy nadchodzący mróz. W razie czego na noc posmarowałam sobie twarz kremem ochronnym na wiatr i mróz. Wystający spod kołdry nos miałam zimny, ale przynajmniej nie czerwony. Zima.

– Miałam dziś koszmar – powiedziała nasza chora mama, gdy pojawiła się rano w kuchni w koszuli nocnej– Miałam koszmar, że ktoś tu był. Czy ktoś tu był? Ktoś był.

– Nieee! – uspokoiliśmy ją zgodnie

krolowasniegu

A jednak. Ktoś był. Przez las, wieś, nasz ogród przeszła Królowa Śniegu i zmroziła wszystko

królowasniegu2 kopia

 

Andersen w „Królowej Śniegu” opisał to tak: Żył sobie niegdyś bardzo złośliwy czarodziej. Całą jego przyjemnością było dokuczać ludziom, czynić źle, ze wszystkiego się wyśmiewać i każdą rzecz przedstawiać z najgorszej strony. Wymyślił wreszcie i zrobił takie sztuczne zwierciadło, iż wszystkie rzeczy piękne i dobre wyglądały w nim szkaradnie, a nawet śmiesznie, ponieważ były wykrzywione, zamazane, niewyraźne — za to złe rzeczy widać w nim było doskonale.

Ale to nie świat się zmienił. To tylko źle zbudowane zwierciadło go wykrzywiało. Świat pozostał taki sam. a nawet piękniał z dnia na dzień.

krolowasniegu3

Wtedy zwierciadło się rozpadło na kawałki…

Andersen zobaczył to tak: Ale to właśnie było najgorsze nieszczęście! Zamiast jednego lustra, były ich teraz miliony; rozproszyły się wszędzie, a w każdym najmniejszym kawałeczku, choćby drobnym jak ziarnko piasku, widać było świat cały szkaradny, śmieszny, wykrzywiony. Jeżeli taki proszek wpadł komu do oka, to człowiek ten wszystko już widział zmienione i nie mógł dostrzec koło siebie nic dobrego, nic pięknego! Za to najgorsze rzeczy widział jasno i wyraźnie, więc wszystko złem było dla niego.

 

To nie świat był zły! Wyglądało na to, że miliony okruszków przykryły rośliny za oknem. Było zbyt zimno, by ludzie wychodzili z domów i spotykali się na drodze. Nie oglądali więc prawdziwego świata, który zaczął się skrzyć i mienić, widzieli go tylko na ekranie wadliwego zwierciadła

krolowasniegu4

Andersen w „Królowej Śniegu”: Gorzej jeszcze, jeżeli okruszyna lustra wpadła komu do serca. Nieszczęśliwy tracił uczucie: serce jego stawało się kawałkiem lodu, nikogo kochać nie mógł, wszyscy byli dla niego obcy, obojętni.

krolowasniegu5

Ale to nie on obojętniał wszystkim. To nie on stawał się obcy światu!

Adwent to jest taki czas, który zbliża nas do prawdy o świecie i Bogu. Trzeba tylko przestać wierzyć w zwierciadło.


Dodaj komentarz

O tacie

Dorota Wolanin zaprosiła mnie na fejsbuku do zabawy, która miałaby polegać na tym, że przez kolejne pięć dni mam zamieszczać po jednym (w sumie pięć)  swoich czarno- białych zdjęć. Pięć zdjęć to pięć różnych historii, pięć odmiennych światów, które się kryją się za obrazkiem. Czwartego dnia przypomniało mi się zdjęcie, które zrobiłam kilka lat temu. Towarzyszył mu tekst o ojcu, samotnie wychowującym dziecko…

ojciecByli już po obiedzie u Banasiów. Dłużej niż zwykle. Lolek przejęty szeptał o czymś z Bogusiem, więc Karolowi żal było im przerywać. Myślał teraz o tym, jak dobrze, że Maria traktuje tak serdecznie tę jego półsierotę. Bez matki bidulek…dobrze, że są kobiety, co mają serce. No, dosyć, dosyć! – zganił się zaraz. –  Nie co się roztkliwiać, nie taka sierota, skoro ma mnie.

Już byli prawie w domu.

– Pochwalony – przywitali na dziedzińcu sąsiadkę i weszli szybko na górę. Ich raźne kroki zadudniły wzdłuż całego długiego balkonu. Karol zamoczył w progu domu palce w malej kropielnicy z majoliki, jak robił to od lat, i przeżegnał się. Dokładnie ten sam gest powtórzył wchodzący za nim chłopiec. Zaraz też spojrzał prosząco na ojca odkładając książki –  Tato… umówiłem się z Jurkiem, no z chłopakami, na piłkę, pozwóóól.

Skinął spokojnie głową, tak ma być. – Musisz odetchnąć przed nauką, leć! – i jak każdy rodzic, nie musiał tego dwa razy powtarzać – Tylko żebyś mi nie pobłądził tam gdzie, wróć na czas! – dodał z rozpędu, nie wiadomo właściwie po co, bo Lolek przecież był słowny.

Stał jeszcze nad prasowaniem, gdy wpadli obaj. Widać, że zahaczyli o dom Jerzego, bo już umyci, napojeni a kolega nawet niósł zeszyty. Lubił, jak wchodzili radośnie,ciesząc się z wygranej. Widział wynik, zanim jeszcze cokolwiek wspomnieli, a dziś taka tryskała z nich duma!

Lubił też, że przychodzili odrabiać lekcje właśnie tu, prosząc go potem, żeby coś poczytał.

Panie Kapitanie, panie kapitanie, poprosimy dziś ten wiersz Norwida o Szopenie.

„Fortepian Szopena”– uściślił Lolek.

-A koniugacje łacińskie napisane?– niby opierał się, ale sięgał już do biblioteczki.

Napisane! – roześmieli się obaj.

Pokażcie czy porządnie – nie odpuszczał szybko – i wyrecytujcie.

Opłacało się, bo potem już mogli się zasłuchać:

Patrz!… z zaułków w zaułki

Kaukaskie się konie rwą-

Jak przed burzą jaskółki,

Wyśmigając przed pułki…

A potem to już sączyła się opowieść o dawnych czasach, o roku 1863. Aż do wieczora. Karol poczuł się winny, że trochę się zagadał – Dzień upłynął. A czy żeśmy coś dobrego chłopcy zrobili? Późno. Na dziś starczy już.

Jurek wymknął się szybko do siebie na kolację.

A oni zostali sami. Ręce ojca kroiły kromki chleba tak sprawnie, że syn nie mógł się nadziwić. Starając się pomóc, nakładał na nie trochę nieudolnie ser. Tato nie złościł się, gdy coś się nie udawało, jak inni ojcowie, a to ośmielało Lolka nie tylko do działania, ale i do dalszej konwersacji. Posypały się pytania o Polskę, o dziadków. Jakie masz szczęście, że urodziłeś się w wolnym kraju. Nie pamiętasz, jak było, nie pamiętasz.– westchnął Karol.

Razem zasiadali do kolacji.

Razem się modlili. Długo i solidnie.

A potem… gdy syn zasypiał, Karol zostawał sam. Sam ze swoimi myślami.. Starał się na klęczkach jakoś je, porozrzucane bezwładnie, pozbierać…

Panie! Czy jestem dobrym ojcem? Jak tu być naraz ojcem i matką? Czasem chyba za   bardzo jestem surowy… Czy wszystko, co trzeba widzę? Jak go wychować, tego mojego Lolka, na dobrego, solidnego mężczynę? Jaka jego przyszłość? Aby nie skończył mi źle . Dałeś mi go, a myslisz, że to tak łatwo… Sam jestem słaby… Nawet koszuli uprasować porządnie nie umie. To moja wina pewnie!-rozniosło się ciężkie westchnienie.- Kto mu te koszule prasował będzie? Proszę pozwól mi zyć tak długo, żeby mnie dla niego starczyło. Żeby nie został sam. Całkiem sam. Bądź przy nim Panie zawsze, gdy mnie nie już nie będzie. W Twoich Rękach nasze życie.

Składał je tak w te Ręce z ufnością i nadzieją. Długo chyba klęczał, bo usłyszał bicie zegara na północ.

Już 2 kwietnia. Starzejesz się. Nie roztkliwiaj się tak, wciąż jestes żołnierzem! Już nowy dzień,a ty nie spałeś jeszcze. Nie będzie sił. – Podniósł się –  Spać!

„Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca. […] Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków”. -napisał o Nim Jan Paweł II po latach.


2 Komentarze

Różaniec tylko rano

rozaniec

fot. M. Deresz

Rano wskakuje na łóżko pies. To właściwie jedyny moment, gdy może się na nie wepchnąć, bo już za pół godziny, po spacerze, jest brudny i taki już zostaje do końca dnia. Wkłada mi swój duży łeb pod rękę, czasem piśnie, poliże ją, a gdy nie zareaguję, podrzuca ją, sam się głaszcząc. Zawsze mnie to rozbawia i… budzi. Wstaję po omacku. Rozczochrana, pognieciona, półślepa (im później poszło się spać, tym trudnej otworzyć oczy). No ale nigdzie się nie spóźniam.

Na różaniec mam tylko rano czas. Potem mógłby się nie zmieścić. Ma być przecież nie „zamiast” jakiejś modlitwy czy zajęcia, tylko dodatkowo. Bo nie do wiary- włączyłam się do „żywego różańca”! Co więcej, właściwie stworzyłyśmy grupę. Grupa to jest dobra nazwa, bo mamy nawet support w postaci modlitwy protestantki. I to działa!

Odmawiając „swoją  dziesiątkę” staram się przypomnieć sobie słowa Pisma Świętego: „Wielki znak ukazał się na niebie, Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap12,1) a potem wpadają mi w oczy słowa św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: „Usiłujmy naśladować Maryję w niezrównanych Jej cnotach… Nie zapominajmy tylko, że usposobienie to w czynach objawiać się winno, a nie w marzeniach”. Tak…

 

TUTAJ można znaleźć rozmowę na temat, dlaczego dzieci nudzi  „klepanie zdrowasiek”