grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 komentarze

Cukier puder na ulicach

Dzisiejszy śnieg, na który wszyscy czekali wiele tygodni, to nie jest taki normalny, poważny śnieg. Zaledwie przyprószył ulice, jak cukier puder, przez sitko.

puder1

Gdy wracam z kościoła śnieg wydaje delikatne skrzyp, skrzyp z każdym moim krokiem. Niechcący zgniatam go butami. Widać wtedy zarys kostki. Ulice są niezamiecione, ale po prawdzie to nie bardzo jest co zamiatać, tak tego śniegu mało. Boję się potrącić jakąkolwiek roślinę, bo też zbyt delikatnie są posypane. Tym zimnym cukrem pudrem. Kiedyś dotykałam takiego śniegu językiem, żeby sprawdzić, czy to już na pewno on. Teraz tak nie robię, ale może przez to właśnie mam głupie skojarzenia.

puder

Skrzyp, skrzyp- odzywa się kreda przy pisaniu liter na drzwiach.

Myślę wtedy, że królewskim ciastem w tym roku nie będzie tort, ani piernik, ale sypka babka piaskowa z rodzynkami, migdałami, przyprószona cukrem pudrem. Jak śniegiem. Skoro śnieg może być cukrem, to i cukier może być śniegiem. W środku królewskiego ciasta zawsze umieszczamy ceramiczną figurkę osiołka, której wylosowanie wraz z kawałkiem ciasta, daje zwycięzcy tytuł króla. Realną władzę, która jest służbą i przywilejem organizowania, przedstawiania pomysłów na karnawał.

Cukier puder- jest, jasne, pachnące migdałami ciasto- jest, nowa korona- przygotowana. Czekamy tylko jeszcze na dzieci, które dojeżdżają z krótkich ferii, a chcą zdążyć i na wybór i na koronację.

puder2

 

O Trzech Królach w tamtym roku TU

Powrót migdałowego króla TU (ten tekst jest z 2011 roku i napisałam w nim o marzeniu: Może znowu nadejdzie dobry czas – czas na mszę świętą i czas na radosne pieczenie szczodraków, migdałowych tortów a przy stole zasiądzie migdałowy król. A ono się spełniło 🙂


4 komentarze

Śnieg na stole

U nas śnieg w Boże Narodzenie był tylko na stole. I to sztuczny.

swieta1

W ogrodzie kwitną kwiaty i rośnie trawa. Kwiaty, o dziwo, śnieżnobiałe.

swieta2

Jak ja nie lubiłam kiedyś kompotu z suszu! Jedna z babć stawiała go w dzbankach na wigilijnym stole. Do picia nie było nic więcej, więc nie piłam cały wieczór, tak bardzo go nie lubiłam. Śledzie nie bardzo mi pasowały, były za ostre. Pierogów, żadnych pierogów, nawet słodkich, a co dopiero z kapustą i grzybami, nie tknęłam. Ze smażonego karpia mogłam zjeść panierkę. Lubiłam zupę grzybową, ale i tak mniej, niż zwykłą ogórkową. Potrawy wigilijne nie były dla mnie. Moja siostra cioteczna w trakcie kolacji. gdy inni zajęci byli kolędami i tradycyjnymi świątecznymi kłótniami, zwijała ze stołu resztki opłatka, które zjadałyśmy gdzieś w kącie. To było coś dobrego!

Zastanawiające, że gdy przygotowywałam zaraz po ślubie pierwszą Wigilię we własnym, a właściwie wynajętym, mieszkaniu, we własnej malutkiej rodzinie i kuchni, pomyślałam właśnie o zapachu kompotu z suszu. Gotowałam go, doprawiałam, próbowałam i… okazało się, że go lubię. Jest dobry na swój sposób.

Od tamtej pory gotuję, a raczej gotujemy rodzinnie, już przez kilka dni przed wigilijną nocą te dziwne potrawy, których nie jemy w ciągu roku: kompot, karpie w galarecie, kapustę z grochem, uszka, makaron z bakaliami, kutię, dwie zupy, pierniczki i ciasta… Próbujemy potem po kawałeczku, a dzieci tradycyjnie się krzywią na większość z nich. Właściwie na wszystkie oprócz zup, uszek, pierników i ciast 🙂 Jedli je nasi dziadkowie, część dań została zmodyfikowana, bo ta niezmienna wieczerza wigilijna, zmienia się jednak tak, jak nasza rodzina, wzbogacając o nowe elementy i potrawy. Przybywa osób, a wraz z nimi, dań i kolęd.

swieta3

Po co ten cały wysiłek, trochę irracjonalny? Dla tradycji? Może chcemy trochę cofnąć czas, może po prostu pamiętać, a może z tęsknoty za dobrem, miłością, której ciągle za mało i prostotą myśli, stać się znowu dziećmi? Zacząć od nowa, lepiej żyć.


7 komentarzy

Porządek rzeczy

Przez wiele lat przygotowywałam potrawy wigilijne w półmroku i tłumaczyłam sobie to tym, że „taki mamy klimat”. Ale nie dziś

swieta

Dziś termometr zewnętrzny wskazuje plus (plus!) siedemnaście stopni Celsjusza, wieje wiatr, trawa ma ciągle mniej więcej zielony kolor, a w dzień nie trzeba zapalać lampek i światełek, żeby było jasno. Świeci słońce. Anormalnie jest. Znowu coś się zgubiło, czegoś nie ma, a po coś specjalnie trzeba jechać. I żeby nie wiem, ile miłości w sobie mieć, zawsze jest jej dla kogoś za mało. Czyli jednak normalnie.

To jest taki dzień, kiedy mam wrażenie, że wszystko jest po coś, bo jeżeli coś się kończy, to żeby coś się zaczęło, a gdy coś się gubi, tym więcej udaje się odnaleźć i jak coś się daje, to przecież i coś się otrzymuje.

Przepis na piernik, którym dziś pachnie w całym domu, znalazłam w jakimś czasopiśmie dawno temu. Spodobał mi się, ponieważ pisano w nim, jak skarmelizować samemu biały cukier na patelni. Upiekłam wtedy dwa takie pierniki – jeden do domu, drugi na wigilię szkolną. Po Świętach Bożego Narodzenia zadzwoniła do mnie Jola, mama koleżanki córki z klasy z prośbą: „Kasi tak bardzo smakował ten piernik, choć zwykle nie jada ciast. Proszę, daj mi przepis.” Chętnie go przekazałam.  Rok później przed Świętami zaczęłam szukać przepisu. Wyobraźcie sobie, zginął. Może go ktoś wyrzucił, może wsadziłam go między karty książki? Zapowiadało się, że nie będzie takiego smacznego świątecznego piernika! Trudno, przepadł jak kamień w wodę. I wtedy przypomniała mi się Jola. Zadzwoniłam do niej, a ona nawet się ucieszyła. Miała przepis i miała okazję, żeby pochwalić córkę: „Kasia go właśnie upiekła, wyobraź sobie. Mam pod ręką nawet.”

O,5 kg mąki pszennej , 20 dkg miodu, 1 szklanka cukru , 4 jajka , 20 dkg masła ,
łyżka smalcu , przyprawa do piernika średnia, łyżka sody oczyszczonej , szklanka bakali.
 
Mąkę wymieszać z sodą i przyprawą, dodać do utartej margaryny z cukrem (0.75 szklanki) i żółtkami.
 Dodać miód i karmel(na gorącej patelni mocno zrumienić 3 łyżki cukru, dodać wodę i zagotować), 
dodać bakalie, łyżkę smalcu i wymieszać na jednolitą masę. Na końcu dodać pianę ubitą na sztywno i delikatnie połączyć. 
Ciasto przełożyć do podłużnej blaszki, wyścielonej papierem do pieczenia.
 Piec ok.60 minut w 180 stopniach. Zimny piernik oblać polewą. 

 

W tym roku syn ozdobił piernik nie tylko śnieżynkami cukrowymi, ale i fiołkami w cukrze 🙂

Dużo radości, spokoju i miłości w Święta Bożego Narodzenia!

A i trawa może pozostać wiecznie zielona

 


Dodaj komentarz

Znaki

Domek z szufladkami, czyli Kalendarz Adwentowy, codziennie wędruje na stół, staje tuż obok Wieńca Adwentowego.

roza

Zapalone są już dwie świece. Nad kalendarzem pochylają się dwie dziecięce główki. Stop. Jedna główka to już duża głowa i  to młodzieżowa głowa. Trzeciego dziecka, dorosłego dziecka, często brakuje przy otwieraniu szufladek. Dziś też. Bardzo, bardzo chciało, chciała ten kalendarz adwentowy wspólnie otwierać. Ale to ma zajęcia, to korepetycje, to spotkania ze znajomymi… Ale wie, że kalendarz jest i gdy na niego spojrzy późnym wieczorem, robi jej się cieplej…

Dziś najmniejsze paluszki otwierają szufladkę, wygrzebują z niej kartkę z tekstem. Na ten tekst właśnie najmłodsze dziecko czeka najbardziej niecierpliwie. Ono trochę zna opisaną historię, ale jakby ciągle nie jest pewne, czy zna ją dobrze i czy dobrze pamięta jej zakońćzenie.  W tym roku Bożym Narodzeniu rozmawiają… Pingwinki. Pomyślałam, że jeżeli o trudnych rzeczach będą opowiadać zabawne zwierzątka, pięciolatce łatwiej będzie się słuchało. Mała dziewczynka przekazuje kartkę z następnym, dwunastym już (to już 12 dni Adwentu! Tak!) fragmentem opowieści adwentowej, młodemu wujkowi. Wyjmuje cukierki, jeden wkłada do buzi i słucha:

„- Abraham miał dzieci. Jego synem był Izaak. Posłuchajcie, co przydarzyło się w brzuchu żony Izaaka, gdy była w ciąży-  zaproponowała Pingwinka Krysia

Rebeka, żona Izaaka, stała się brzemienna. A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała: «Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to przytrafia?» Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział: 
«Dwa narody są w twym łonie, 
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; 
jeden będzie silniejszy od drugiego, 
starszy będzie sługą młodszego». 
 Kiedy nadszedł czas porodu, okazało się, że w łonie jej były bliźnięta.  I wyszedł pierwszy syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem; nazwano go więc Ezaw. Zaraz potem ukazał się brat jego, trzymający Ezawa za piętę; dano mu przeto imię Jakub.

– Ale śmiesznie. Biły się ze sobą w brzuszku mamy- zaczęła śmiać się Pingwinka Wiktusia.”

Ale śmiesznie. Trzeba zapytać ciocię, czy jej bliźniaki się biły w brzuszku.- rozbawiła się i Mała Dziewczynka. Taka to historia o prawdziwym życiu.

Inne kalendarze adwentowe z naszego domu TU

 


6 komentarzy

W podróży

Już po Bożym Narodzeniu. Wydawało się, jak to zawsze w ostatnich tygodniach i godzinach oczekiwania na Dziecko, że one są najcięższe, a potem się odpocznie. Ale z Dzieckiem nie ma żartów.

Już po Świętach. „Komu w drogę…”. „Soczek?”- Mała Dziewczynka pomaga w pakowaniu, jak umie – „A koniki spakowałaś? Te od tatusia? Do toreby!” Torebie puszcza zameczek, nie spodziewała się, że będzie służyć za stajnię. „Do twojego plecaka! Konie do plecaka” buntuje się mama w imieniu toreby. Wreszcie wychodzą. Samochód, którym dziadek ma podwieźć dziewczyny do autokaru wprawdzie zapala, ale tylne drzwi nie chcą się otworzyć. Za zimno. Trudno, trzeba wsiadać przez przednie siedzenia. Mała Dziewczynka aż piszczy z zachwytu na taką atrakcję. Toreba jest. Walizka jest. Koniki są.

pendolino2

fot. M. Deresz

Na rynek miasteczka podjeżdża po pasażerów mały busik, a nie duży autokar i wszystkie miejsca ma już zajęte. Kierowca rozkłada bezradnie ręce. Mała Dziewczynka z walizką i mamą się nie zmieści (nic nie wie o stajni w plecaku). Żadnego dziecka. Co dalej? Może pociąg. Dziewczyny patrzą na dziadka prosząco. „Następny autobus tak późnooo, a pociąg dla odmiany za chwilę…”

Samochód dojeżdża pod stację, na którą już wtacza się pociąg. Trzeba się wygramolić z tylnego siedzenia przez przednie drzwi ( tylne ciągle nie działają) i podbiec spory kawałek po oblodzonym chodniku. A jeszcze walizka! I toreba i plecak z konikami. Wszyscy szarpią się, biegną pokracznie przez tory, po lodzie. Pociąg jeszcze stoi ! Zawiadowca uśmiecha się przyjaźnie na widok dziecka. A bo on wie, co to za dziecko jest? Dopiero co po Bożym Narodzeniu. Z matką jakieś ! Za nimi mężczyzna biegnie z bagażem. W drodze są. Trzeba pomóc. Kierownik pociągu i zawiadowca czekają. „Proszę, szybciutko, szybciutko, poczekamy”. Biorą dziecko, torebę, walizkę i plecak, który jest stajnią. Pomagają mamie: „Daleko pani jedzie z tym dzieckiem?”

Ale to nie koniec podróży. Jest jeszcze jej ostatnia część. Ta najdroższa, najłatwiejsza i najpewniejsza. Drugi pociąg zarezerwowany już od tygodni, bilety dawno kupione. Zaplanowany każdy szczegół. Mama i Mała Dziewczynka siadają w mięciutkich fotelach. Na stoliczku goszczą się koniki. Można wyjąć książki. Jest ciepło i przytulnie. I nagle słyszą za plecami oburzony kobiecy głos „Kto to słyszał, żeby pociągami  klasy PREMIUM jechało jakieś DZIECKO???”

W sumie po Świętach już. A kto to wie, co to za dziecko jest?

pendolino

fot. M. Deresz


3 komentarze

Z Dzieckiem

W tym roku na Wigilii było więcej babć, niż mężczyzn w domu. Dużo też było dzieci. To zaleta, gdy oczekuje się Maleńkiego. Jedno niestety chore. Wszystko wypadło inaczej, niż myśleliśmy, ale jak zwykle się udało. Urodził się 🙂

Długo gotowaliśmy, długo sprzątaliśmy, stroiliśmy dom, nakrywaliśmy do stołu. Przygotowania ciągnęły się w nieskończoność, szczególnie dla najmłodszych i najstarszych. Obrus, sianko pod obrus, opłatek, figurki Świętej Rodziny (na instagramie są zdjęcia), Pismo Święte… Serwetki, półmiski… Kompot z suszu, którego tak nie lubiłam w dzieciństwie. Instrumenty ustawione. Tylko choinka, do ostatniej chwili bezwstydnie nieubrana, zemdlała z wrażenia

wigilia

Znaleźliśmy sposób na łańcuchy- węże. Ten łańcuch sprowadził do nas Anioły. Prawda, że pomysłowy?

wigilia4

Potem już wszystko poszło prawie dobrze. Była góra upominków, bo każdy chciał pomagać Świętemu Mikołajowi, który w naszym domu przynosi prezenty w Wigilię Bożego Narodzenia. Tylko najmniej świadomi, nie przygotowują ich – kiedyś wydawało mi się, że będą to zawsze najmniejsze dzieci, dziś wiem też, że i najstarsi. Dostają je natomiast wszyscy: dzieci, rodzice, żona i mąż, mamy, tatusiowie, babcie i dziadkowie. Szeleściły więc papiery, słychać było westchnienia, a od uśmiechów robiło się aż gorąco.  Dziewczynki pierwsze zaśpiewały Dzieciątku „Do stajenki, do stajenki przyszły razem dziś…”

wigilia5

I potem już wszyscy kolędowali. Mniej lub bardziej czysto, czasem zaśmiewając się z tego, jak niezgrane są nasze głosy. Myślę, ze wygralibyśmy konkurs na najbardziej fałszowaną „Gdy Śliczną Pannę”. Na szczęście Krysia i Melania dały się namówić też na mocną „Północ już była” .Uwielbiam ją. Dopiero Pasterka zakończyła koncert.

I choć spodziewaliśmy się, że całe Święta Bożego Narodzenia będziemy biegać w gustownych kaloszkach, spadł śnieg 🙂

zima1

Myślę, że… zawsze, zawsze gdy rodzi się dziecko, gdy przychodzi ono na świat, wszystko się zmienia. Życie (świat) nie jest już takie samo. Mama i cała rodzina, pełna radości i niewyobrażalnego szczęścia, choć często zmęczona, ma nowe zadania, nowe obowiązki i także… nieznane trudności. Po okresie świętowania, jej życie nabiera rytmu, ale jest to rytm zupełnie odmienny od dotychczasowego. To Dziecię, na które czekaliśmy, JEST z nami. A skoro JEST, świat nie powinien pozostać taki sam.