grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 Komentarze

Wierzby, Chopin i Myako Arishima

Zachwycona gapiłam się na wierzby, więc przypomniał mi się i Chopin (zawsze tak mam) i zaraz potem recital Myako Arishima ( a tak mam od bardzo niedawna)

wierzby2

Rozejrzałam się po gmachu Synfonii Varsovii przy Grochowskiej 272.  Kiedyś był tu Instytut Weterynaryjny SGGW serdecznie otwarty dla chorych zwierząt. Pamiętam, jak w środku nocy podjeżdżały taksówki z całej Warszawy z chorymi psami i kotami. Trochę tego dawnego, znajomego zapachu pozostało. Teraz mieści się tu Europejskie Centrum Muzyki, tego wieczora znowu podjeżdżały taksówki, tylko więcej. Było zimno. Na zewnątrz i w środku.

Jednak warto było trochę zmarznąć, bo można było posłuchać na żywo uczestników XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

To był dzień ogłoszenia nazwisk pianistów, którzy przeszli do III etapu. Jeszcze nic nie wiedzieliśmy. Aula była zapchana po brzegi, ale dotarliśmy na tyle wcześnie, że znalazło się jeszcze kilka wolnych miejsc na korytarzu przed, pod ekranem. I co ważniejsze, że przed, pod garderobą, a tam jest zawsze najciekawiej.  Mieliśmy słuchać Japonki i dwóch Polaków. W trakcie pierwszego recitalu, grał wtedy Piotr Nowak, po schodach wbiegła młoda, śliczna dziewczyna. Na długą suknię miała zarzucony ciemny płaszcz. Stanęła przy barierce i słuchała. Była o wyciągnięcie ręki, ale starała się nie rozglądać, nie przyciągać spojrzeń, nie przeszkadzać. Było jej zimno, jak zresztą wszystkim dookoła, wyciągnęła dłonie w kierunku lampy grzejącej i poruszała palcami, rozgrzewając je w cieple płomienia. Przypominała raczej Dziewczynkę z Zapałkami, niż pianistkę. Miyako Arishima? A z drugiej strony… taka ona chyba jest: skromna i delikatna.

TU można zobaczyć, jaka jest gdy nie gra.  

Wkrótce nadszedł i jej czas, weszła na salę, ukłoniła się i usiadła przy fortepianie, a wtedy jakby zapomniała o wszystkim, oprócz mojego, naszego Chopina. Jej twarz spoważniała, ruchy nabrały precyzji i zdecydowania.

chopin

 TU  jak gra.

To był jej Chopin. Dziwiła się, uśmiechała się, odczuwała niepokój razem z nim. Wciągała nas w tę grę, swoją grę Chopina.

I ledwie skończyła już chciała zniknąć, zbiec po szerokich schodach, jak Kopciuszek, nie słynna pianistka. Zatrzymały ją brawa. Uśmiechnęła się nieśmiało i niedowierzająco. Jakby nie wierzyła, że jej się to przydarza. Sceneria- przyznam- była dość niezwykła 😉

chopin3

Katarzyna Popowa-Zydroń specjalne słowa skierowała do tych, którym nie udało się zakwalifikować. Wyraziła nadzieję, że mimo porażki udział w Konkursie Chopinowskim będzie dla nich ważnym doświadczeniem. – Jesteście młodymi i świetnymi artystami. Jeśli prawdziwie kochacie muzykę, a nie tylko sukces, ta nieprzyjemna chwila może się okazać cenna – mówiła.

Jak podkreśliła, „artysta potrzebuje wszystkich doświadczeń. Tych smutnych nawet bardziej”. – Chopin nie był szczęśliwym człowiekiem i jego twórczość nie powstała jako wyraz zadowolenia. Proszę przyjąć werdykt jury i podążać dalej swoją artystyczną drogą, budując swoją osobowość, a sukces niechybnie przyjdzie. Nie trzeba go szukać, on was znajdzie – zakończyła.

https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1529705,Trzech-Polakow-zagra-w-III-etapie-Konkursu-Chopinowskiego-Wybor-byl-bardzo-trudny

Myako Arishima nie zakwalifikowała się do III etapu Konkursu.

wierzby1

Reklamy


13 Komentarzy

Zachować radość fiołka

Macie dość kampanii prezydenckiej? Ja też. Kiedyś malowano trawę na zielono, ja proponuję malowanie…  fiołków. Po co? Fiołek wonny (Viola odorata L.) jest jadalny. Można z niego robić dekoracje i… cukierki.

viola

Fiołek wonny jest byliną, którą sprowadziłam do kącika leśnego w moim ogrodzie. W ciągu trzech lat rozrósł się bardzo i właśnie o tej porze roku kwitnie. Właściwie surowcem zielarskim jest całe ziele fiołka wonnego razem z korzeniami, w którym jest wiolina, wiolatozyd, pochodne delfinidyny (wiolanina), olejek eteryczny, saponiny triterpenowe i śluz. Działa on wykrztuśnie, napotnie, moczopędnie, odkażająco, żółciopędnie i rozkurczowo. Rozrzedza zalegający w drogach oddechowych śluz i tym samym ułatwia jego wydalenie. Oczywiście nie wyrywam kupionej w kilku sklepach, pięknej roślinki, za bardzo mi żal, może to i dobrze, bo przedawkowanie wonnego fiołka powoduje nudności, wymioty i biegunkę. Co innego kilkadziesiąt kwiatów!

Te zrywam króciutko i zamiast zrobić z nich bukiecik, który zaraz zwiędnie, kilka fiołków dodaję do sałatki, a wieczorem…

viola1

A któregoś dnia wieczorem usiadłam z miseczką zerwanych kwiatków i słuchając utyskiwań Teściowej, starałam się zachować młodość i urodę fiołków. Oddzieliłam żółtko jednego jajka kurzego od białka, białko przelałam do filiżanki,wzięłam mały pędzelek, talerzyk, cukiernicę ze zwykłym białym cukrem w kryształkach.

viola2 kopia

Malowałam płatki fiołka ze wszystkich stron bialkiem. Małowałam, słuchając, że starość jest ciężka i samotna, nawet gdy obok są dzieci i wnuki, nawet gdy widzi się je codziennie. Nawet, gdy nic nie boli, bo przecież i wtedy sił nie ma. Nie cieszy nic, bo człowiek sam nie wie, czego chce, zjadłby co innego, niż mu podają. I nikt go nie zrozumie. Co to znaczy sam spacer po ogrodzie? Nic nie cieszy człowieka starego. Czasem ręce mi drgnęły, bo kwiaty fiołka maluśkie, a pomalować je trzeba dokładnie, potem posypać tym cukrem, skrzącym się na nich po wysuszeniu, odlożyć kwiatuszkiem do góry na papier do pieczenia.

viola3

A suszy się je ot tak po prostu: cały dzień zostawiając rozlożone na papierze, potem pół godziny dosuszajac w piekarniku w 50 stopniach. Jedna blacha, potem druga blacha była gotowa, ułożona na stole ogrodowym, który jeszcze stoi w saloniku. Ręce mi jeszcze trochę drżały, ale oczy już uśmiechnęly się na widok fiołków. Zachowam na trochę ich świezość i młodość. Udekoruję nimi tort, deser, będę udawała, że nie widzę, jak dzieci podkradają je z talerzyka i pochrupują nimi, jak słodkimi chipsami. Utyskiwanie ustało, Teściowa zmęczyla się i przysnęła.

Starożytni Grecy wierzyli, że fiołek to kwiat płodności, długowieczności i optymizmu. Warto je pomalować, w przeciwieństwie do kampanijnej trawy, niech ta będzie naturalnie zielona.


2 Komentarze

Zbyt wcześnie

Gdy kwiat uschnie, zanim się rozwinie, zawsze pytam: „ Dlaczego ?” To jest dobre pytanie. Żonkile z supermarketu nie rozwinęły się do końca, bo zbyt długo leżały bez wody. 

uschle1

Córka wzięła je z półki i przyniosła do domu. Obcięłyśmy im końcówki, wsadziłyśmy do wody. Przedłużyłyśmy im życie tylko chwilę. Jeszcze przez trzy dni cieszyły nasze oczy. Miałyśmy nadzieję, że może jednak, że może się rozwiną, ale większość nie zdążyła.

Św. Zygmunt Szczęsny Feliński napisał:” Budowaliśmy z Apostołami przybytek na Taborze i wołaliśmy : dobrze nam tu być! A Pan wiedzie nas na Kalwarię.” Trumna z ciałem Mateusza, jego rodzice, bracia, babcia, przyjaciele i księża stali pod dużym napisem „ Ludzie spod krzyża” (tytuł cyklu z Gościa Niedzielnego wisi w bardzo widocznym miejscu kościoła , niedaleko ołtarza). Ten napis właściwie wystarczał za wszystkie słowa, a pomimo to słów padło bardzo dużo. Były dobre, wspierające, starały się żyjącym dać nadzieję. Człowiek to nie kwiat i jego życie nie kończy się wtedy, gdy umarł, nawet gdy umarł przedwcześnie. Jest Coś więcej… Święty napisał: „Pamiętajcie, że męka i śmierć trwają trzy dni tylko, a Zmartwychwstanie trwa na wieki”. Męka i strata boli.

uschle

Tylko pytanie „ dlaczego?”, „dlaczego właśnie on”, nie padło. Nie znajdziemy odpowiedzi.


5 Komentarzy

To nie pora ostatnia

Zabawy z Małą Dziewczynką nie zawsze są edukacyjne i rozwijające. Zwłaszcza, gdy chorych dziewczynek jest więcej. Zwłaszcza, gdy chore są same dziewczynki. Wtedy zabawy są tylko, aż i po prostu wesołe.

ciemnosci

Marzy nam się, żeby już były już Święta. A może nawet koniec maja i koniec kłopotów. A tu za kilka ciepłych i słonecznych dni, trzeba odpokutować takimi, gdy za oknem ciemno i ponuro, a i w środku choróbsko i smutek.

Na to dobre są… malowanki. Niekoniecznie na kartonie z bloku rysunkowego.

ciemnosci0

I dobre słowa, a słowa świętego to już szczególnie

”Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która cię stworzyła, to wiesz także, że w twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu „pory roku”: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo” Jan Paweł II

Jest ciemno i ponuro, to prawda, ale przecież… niechby i przez łzy… widać nadzieję 🙂

ciemnosci1


11 Komentarzy

Czekanie 8

Czekamy i czekamy, na tym w końcu polega Adwent… A im dłużej trwa, tym większe prawdopodobieństwo…

korale

Poplanował sobie człowiek wszystkie te szczegóły i ogóły przygotowań. Nawleka je, jak koraliki- starannie, w pewnym porządku, układając w określony, piękny wzór. Świąt Bożego Narodzenia. A raczej – swojego o nich marzenia. Czy pisałam kiedyś, że jestem Babcią od Korali? Niektóre kupuję, inne robię sama. Mała Dziewczynka je uwielbia. Czasem siada i podziwia, jak wkładam kamyk za kamykiem. Ale nagle, trrrrach. Na jej oczach. A plan taki napięty! A tu: telefon i pośpiech, albo jedno spojrzenie na termometr i pośpiech, ból, czy wrzask, kłótnia i… cały ten misterny plan rozsypuje się wokół. Właśnie jak… koraliki. Jeszcze się po nie schylasz, jeszcze je zbierasz, oglądasz… Czy nerwy, wypadki, kłótnie są częścią Adwentu? Nie zgadzamy się. Nie powinny. Nie wolno im. Nie ma takich kamieni w naszych koralach. A jednak skoro jesteśmy grzeszni…  Czy uda się to naprawić? Czy jest zapasowa żyłka? I najważniejsze: czy będzie na to czas?


7 Komentarzy

13 grudnia i św. Mikołaj od Kasi

Dzisiejsza notka właściwie powinna być znowu „czekaniem”, siódmym, ale wypadła 13 grudnia. A wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 stan wojenny tamten Adwent przerwał, zatrzymał.

Byłam wtedy nastolatką. Nastolatki w normalnych krajach mają kiełbie we łbie, zajmują się miłościami i malowaniem oka, ale po co było się malować, skoro kosmetyki spływały po kilkudziesięciu minutach, tworząc rozległe cienie pod okiem. Takie, jak to się wtedy mówiło- „limo”. „Limo” to można było mieć zupełnie za darmo wtedy, bez wydawania pieniędzy, po kontakcie z przedstawicielami władzy. 13 grudnia 1981 i oprócz tego nic z tamtego Adwentu nie pamiętam. Czy zawieszono lekcje religii? Nie przypuszczam, na szczęście były w salkach przykościelnych, a nad nimi generał nie panował. Czy odbyły się rekolekcje? Też nie przypuszczam, bo żeby ruszyć się z województwa do województwa (było ich 49, więc jedno od drugiego położono o rzut kamieniem), potrzebne były pozwolenia i przepustki. Tak, nie mogliśmy się poruszać po własnym kraju. Pismo Święte? Kto nie miał, nie kupił, bo to była jedna z bardziej poszukiwanych książek (ewentualnie protestanckie wersje na Nowym Świecie leżały pyszniąc się w kolorowej witrynie). Czy mieliśmy na Wigilię karpia? Nie mam zielonego pojęcia! Musiał być, ale skąd go wzięliśmy? Wiem, że na kwaszoną kapustę, suszone grzyby, kluski, pierogi, mięso na święta i tak nie było co liczyć w sklepach. Liczyło się nie „na coś”, liczyło się wieczorami domowników, czy wrócili. Liczyło się przyjaciół i znajomych. A u nas wtedy nie zabrakło nikogo. To był jednak szczęśliwy dom. Prezenty też pewnie mieliśmy, musieliśmy mieć, ale nie było to ważne… Ten dzień  opisałam w 2012 roku TU  „13 grudnia, robaczku”

Co może ci zrobić władza? „Czas Apokalipsy”

 „Otworzyłam jedno oko. Nie usłyszałam budzika – pomyślałam widząc sączące się z łazienki światło.-Wstawaj!- pocałował mnie Mąż ( odkąd w czasie rozmowy poskarżyłam się na brak czułości, dostaję ten pocałunek na dzień dobry). Krótkie myśli dla Boga. Szybkie mycie głowy. Suszarka. Spojrzenia na zegarek. Pasta do zębów. Teraz budzę dzieciaki. Mleko, płatki, mikrofalówka. Podgrzane czeka na stole. Kilka ćwiczeń ( czy można obiecać sobie w adwencie większą dbałość o ciało, jeżeli normalnie się je zaniedbuje?).

Miałam wtedy szesnaście lat, jak dziś moja córka. Otworzyłam jedno oko, spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że już późno. Znowu późno. Trochę zdziwiło mnie, że nie słychać głosów niedzielnej krzątaniny, nie czuć śniadaniowych zapachów. Ale najpierw łazienka… Zimną wodą ochlapałam twarz, jeszcze opuchniętą od zbyt długiego snu i przejrzałam na oczy. Telefonu nie mieliśmy. Rodzina nie była ani chora, ani zasłużona. Zresztą! Z kim rozmawiałabym przez telefon, skoro wszyscy w niedzielę długo śpią. Nie wiedziałam, że wyłączyli ( – To bandytierka była. Pracownicy centrali chcieli to zrobić z jakąś kulturą techniczną, ale umundurowani wchodzili, pytali o główny kabel i przecinali go siekierą). Komputera nie mieliśmy, o internecie nikt nie marzył, choć podobno gdzieś tam go wynaleziono… To miało swoje plusy, nie mogli wyłączyć internetu 😉 Pusto w domu. Dziwne. Idę “do lodówki”… Zima jest, wiec wybór dość mały. Na wierzchu ułożone jabłka, w środku żółty ser, jajka, cebulka. Wędliny zostało niedużo. Chleb może i bez konserwantow, ale czerstwy już w sobotę w sklepie. Będzie jajecznica?

Dziś dzieci siedzą nad śniadaniem. Zbyt niewyspane, żeby sie kłócić, ba – żeby sie odzywać. Kroję na pół grahamkę, potem kromki chleba, po które Mąż “skoczył” jeszcze przed wyjściem z psem. Idę „do lódówki”. Wyciągam trochę pieczonego schabu, dwie rzodkiewki, dwie oliwki, żółty ser, szczypiorek, pomidor. Ogórek konserwowy stoi na kuchennym blacie.(Banany, jabłka I mandarynki też!) Z. woli same kanapki, jabłko. Średna je też sałatkę, więc rwę i kroję, wrzucam do pojemniczka, polewam sosem z oliwy i bazylii. Po namysle solę. Jeszcze napoje.

Miałam szesnaście lat. Ciągle nikogo nie ma w domu. Gdzie oni się podziali? Nie lubię telewizji, ale podchodzę ( jeszcze nie ma pilotów!), włączam. I nic. Bo to ten dzień, kiedy “nie było Teleranka”- ale raz, że już dawno byłoby “po” Teleranku o tej godzinie, o której wstałam, a dwa: ta historia dopiero się działa. Co jest? Podchodzę i takim śmiesznym pokrętłem próbuję zmienić program na drugi (bo tylko dwa były). Też nic! Teraz może pomyślałabym, że rodzice nie zapłacili rachunków, więc odłaczono nam sygnał. Wtedy nie było takich zwyczajów. Chyba nie dojadłam śniadania, pośpiesznie założyłam na siebie byle co i pobiegłam – szukać, czy pytać. O co? – nawet nie wiedziałam. Do kościoła było najbliżej. W środku mszy weszłam. Tam mi powiedzieli. Mniej więcej to, co potem Jaruzelski w oświadczeniu, tylko zupełnie inaczej. Dla mojego bezpieczeństwa do hotelu naprzeciwko sprowadziło się ZOMO.

Wychodzimy. Średnia na drugą lekcję, więc jedzie z nami na roraty. Do tej małej szkółki. Plecaki, winda, spojrzenie na zegarek ( Dobry czas– chwali Mąż). Jeszcze mało samochodów, bo przecież tak, jak powinno być – jest noc. O. Emilio sam w ciemnej kaplicy zapala świece i lampiony.

Wtedy, tamtego trzynastego, kiedy odłączono nas od wszystkiego, od czego człowiek mógł odłączyć człowieka, wydawało się, ze to KONIEC.

„Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela. Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę; ty je przewiejesz, a wicher je porwie i trąba powietrzna rozmiecie. Ty natomiast rozradujesz się w Panu, chlubić się będziesz w Świętym Izraela.” – czyta lektor. Szczególnie dziś, szczególnie 13 grudnia. Co może ci zrobić władza, robaczku? Władza nie jest wszechwładna, nawet jak jej się tak czasem wydaje.

 

Ale, ale… dziś już wiemy, co MOŻE władza, co mogą zwierzchności. Mogę więc pokazać, jakie w kole gospodyń miejskich robią piękne świąteczne ozdoby. Kasia, tak jak obiecała w komentarzu, przysłała mi św. Mikołaja zrobionego z jajka! Świetny!

kasiaglebocka

fot. K. Głębocka


8 Komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…