grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


11 Komentarzy

Łąka jak pastwisko

Nie ma co się oszukiwać, to nie jest uporządkowane życie… Takie puszczone trochę na żywioł jest. Jak ten pozornie „zapuszczony” trawnik pośrodku miasta czyli miejska łąka

laka1

Mój mąż miał wypadek. Staram się teraz, jak mogę. Wstaję więc najwcześniej- choć  najwcześniej budzi się jak zwykle mąż. Tyle tylko, że on wstać nie może. Siedzi więc i czeka. Ja wstaję.

I znowu jest pewien rytm. Ale tylko „pewien”, zupełnie inny, niż „normalnie” Staram się trochę pracować za męża i trochę za siebie. Różnie wychodzi. On też się stara.

I staramy się uporządkować życie dookoła siebie. A i tak rośnie, co chce. Siejemy, ale wszystko wschodzi po swojemu. Sprawy biją się między sobą o pierwszeństwo.laka2

Zasmuca nas to czasem. Trochę to przeraża, jak jazda w dół bez trzymanki. Za szybko, za stromo. „Nie damy rady. Spadniemy na łeb”. A jednak nie!  Jednak to fascynuje i  zachwyca. Szczególnie to, co wyszło. Uczy pokory. Uzbraja w cierpliwość. Napawa nadzieją.”Skoro taki ostry zakręt udało się dziś pokonać, może jest po co podnieść się i jutro”. Damy radę ? (!)

laka3 Przecież łąka kwitnie. A to sprawia radość. Jest za co dziękować: Panu Bogu, dobrym ludziom, sobie.  Same korzyści taka łąka w mieście! Przeczytajcie

laka4

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.  Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:  orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.

 

 


8 Komentarzy

Fochy azalii

A mogło być tak pięknie, a raczej: mogła być tak piękna. Kwitną azalie, nawet pięknie kwitną. Oprócz jednej, miniaturowej, z którą miałam kłopot.

azalia1a

Mam kilka azalii. Jedna z nich, pomarańczowa, była zaraz po wsadzeniu kilka razy wyjmowana. Najpierw przez małego chłopczyka, który przyszedł do nas z wizytą. Pooglądał „jadny kfiatek”, a potem postanowił go podarować mamusi (bo bardzo kocha mamusię), zaparł się więc, podparł i nie potrzebował nawet tego łańcuszka „dziadek za babcię, babcia za rzepkę, oj przydałby się…”, żeby wyrwać nieukorzenioną azalię.Wsadziliśmy ją w to samo miejsce. Potem ułożył się obok niej pies, a że troszkę go uwierała, „zrobił z nią porządek”, czyli szarpnął za gałązkę, wyjął delikatnie i ułożył zdziebko dalej. Bardzo się zdziwił, że się nie ucieszyłam. Byłam trochę mniej uprzejma, niż w stosunku do malutkiego gościa. Pies więc jeszcze spróbował się zemścić na roślinie, która stała się powodem zadrażnień z jego ukochaną panią, ale tylko raz. Azalia przeżyła. Nie przejęła się tymi wszystkimi nieprzyjemnościami, postanowiła sobie rosnąć powoli, ale wyraźnie. Dała cień botanicznym tulipanom i bratkom i nawet przebaczyła i zaprzyjaźniła się z psem.

azalia

 

Inaczej było z azalią miniaturową. Wymyśliłam sobie, że zwieńczy klomb leśny delikatnym, różowym akcentem. Pierwszej wiosny tak właśnie było, ale już latem maleńka roślinka się obraziła. Nawożona, podlewana, a nawet głaskana, uznała, że nie ma siły żyć. Wydawało się, że już po niej, ale jesienią puściła kilka listków z prawie całkiem suchej gałązki i przygotowała się do wiosennego kwitnięcia. Różowa azalia wiosną zakwitła, ale jakże mizernie! Niestety, tamtego lata znowu strzeliła focha. A potem jeszcze raz. Ciągle kwitnie i jest ładna, ale dużo mniej okazała, niż gdyby była bardziej stała. Jest żywym obrazem tego, ze skoro już JESTEŚMY na tym świecie, lepiej jest wzrastać, czy choćby trwać, nie ma co się obrażać na życie- bycie. To my więcej tracimy na tym, niż świat.


13 Komentarzy

Zachować radość fiołka

Macie dość kampanii prezydenckiej? Ja też. Kiedyś malowano trawę na zielono, ja proponuję malowanie…  fiołków. Po co? Fiołek wonny (Viola odorata L.) jest jadalny. Można z niego robić dekoracje i… cukierki.

viola

Fiołek wonny jest byliną, którą sprowadziłam do kącika leśnego w moim ogrodzie. W ciągu trzech lat rozrósł się bardzo i właśnie o tej porze roku kwitnie. Właściwie surowcem zielarskim jest całe ziele fiołka wonnego razem z korzeniami, w którym jest wiolina, wiolatozyd, pochodne delfinidyny (wiolanina), olejek eteryczny, saponiny triterpenowe i śluz. Działa on wykrztuśnie, napotnie, moczopędnie, odkażająco, żółciopędnie i rozkurczowo. Rozrzedza zalegający w drogach oddechowych śluz i tym samym ułatwia jego wydalenie. Oczywiście nie wyrywam kupionej w kilku sklepach, pięknej roślinki, za bardzo mi żal, może to i dobrze, bo przedawkowanie wonnego fiołka powoduje nudności, wymioty i biegunkę. Co innego kilkadziesiąt kwiatów!

Te zrywam króciutko i zamiast zrobić z nich bukiecik, który zaraz zwiędnie, kilka fiołków dodaję do sałatki, a wieczorem…

viola1

A któregoś dnia wieczorem usiadłam z miseczką zerwanych kwiatków i słuchając utyskiwań Teściowej, starałam się zachować młodość i urodę fiołków. Oddzieliłam żółtko jednego jajka kurzego od białka, białko przelałam do filiżanki,wzięłam mały pędzelek, talerzyk, cukiernicę ze zwykłym białym cukrem w kryształkach.

viola2 kopia

Malowałam płatki fiołka ze wszystkich stron bialkiem. Małowałam, słuchając, że starość jest ciężka i samotna, nawet gdy obok są dzieci i wnuki, nawet gdy widzi się je codziennie. Nawet, gdy nic nie boli, bo przecież i wtedy sił nie ma. Nie cieszy nic, bo człowiek sam nie wie, czego chce, zjadłby co innego, niż mu podają. I nikt go nie zrozumie. Co to znaczy sam spacer po ogrodzie? Nic nie cieszy człowieka starego. Czasem ręce mi drgnęły, bo kwiaty fiołka maluśkie, a pomalować je trzeba dokładnie, potem posypać tym cukrem, skrzącym się na nich po wysuszeniu, odlożyć kwiatuszkiem do góry na papier do pieczenia.

viola3

A suszy się je ot tak po prostu: cały dzień zostawiając rozlożone na papierze, potem pół godziny dosuszajac w piekarniku w 50 stopniach. Jedna blacha, potem druga blacha była gotowa, ułożona na stole ogrodowym, który jeszcze stoi w saloniku. Ręce mi jeszcze trochę drżały, ale oczy już uśmiechnęly się na widok fiołków. Zachowam na trochę ich świezość i młodość. Udekoruję nimi tort, deser, będę udawała, że nie widzę, jak dzieci podkradają je z talerzyka i pochrupują nimi, jak słodkimi chipsami. Utyskiwanie ustało, Teściowa zmęczyla się i przysnęła.

Starożytni Grecy wierzyli, że fiołek to kwiat płodności, długowieczności i optymizmu. Warto je pomalować, w przeciwieństwie do kampanijnej trawy, niech ta będzie naturalnie zielona.


2 Komentarze

Czekanie 11

Właściwie napisałam o rekolekcjach. I to dobrze, bo był to dobry czas. Ale czasem rekolekcje przychodzą jak złodziej, razem z głosem, obrazem, piosenką… żartem. Z niespodziewanej strony.

Z tymi rekolekcjami było zupełnie odwrotnie, niż z tymi w kościele. Miało być zabawnie. Dostałam od córki link do filmiku pewnego pastora, komika, owszem nawet z napisami polskimi. O różnicach między mężczyzną, a kobietą. Że niby facet ma w głowie pudełka, a kobieta przewody. Zabawne było, środek nocy, mąż drzemał na kanapie, więc podzieliłam się linkiem z koleżankami na fejsie. Razem się modlimy, to razem się pośmiejmy. One wszystkie to znały! Rozwinęła się rozmowa, mąż ciągle drzemał, żal mi było go budzić, więc zaczęłam podglądać na jutubie inne filmiki z tym pastorem. Trochę bezmyślnie, jakbym miała też te pudełka w głowie, nie przewody i jakby one nie robiły sobie bzzzz. Była noc. Aż natrafiłam na „Męskie sprawy”. Ostatnie do obejrzenia, bo zdecydowanie czas między ewentualnym zaśnięciem, a rannym wstaniem się kurczył..

I wtedy, do tych mężczyzn zostały skierowane słowa o konieczności przyjęcia pomocy. Nie tylko mężczyźni chcą być samodzielni. Znam mnóstwo, naprawdę mnóstwo kobiet, które i muszą i chcą radzić sobie same. Nie potrafią przyjąć pomocy. Też mi z tym ciężko. Usłyszałam: ” A najwspanialszy facet w historii świata – Jezus – także kiedyś potrzebował pomocy. Przyszedł taki dzień, gdy on sam nie miał już sił podnieść swego ciężkiego krzyża. Był w drodze, by spełnić zadanie, dla którego się urodził. Niósł krzyż na wzgórze, na którym później miał być ukrzyżowany. Przewrócił się pod ciężarem własnego przeznaczenia.” Ta pomoc była konieczna, żeby dokończyć dzieło życia. I wtedy przestraszyłam się, że nie przyjmując kiedyś pomocy, mogłabym nie dokończyć dzieła swojego życia. Najwyższa pora się z tym zmierzyć.

pomoc

Tak… Jak mam psa i mam narzędzia, to mogę każde dzieło dokończyć…– mąż rozesmiał się  na widok mojej poważnej i olśnionej miny


7 Komentarzy

Czekanie 10

Umyłam ręce. O rekolekcjach. Są częścią Adwentu. Trochę głupio, że takie wzniosłe rzeczy między robieniem zabawek, lepieniem uszek i pieczeniem. Trochę głupio, ale i trochę dobrze.

Myję ręce, zakładam buty, kurtkę, szalik, za mną powtarza to samo mąż i ledwie żywi ze zmęczenia, wychodzimy do kościoła. Zaczynamy od modlitwy o uwolnienie od pychy, przygnębienia i pustych słów, (właściwie teraz mogłabym zakończyć notkę 😉 ale prosimy też o łaskę zobaczenia swoich grzechów i nieoceniania innych. Tak przez kolejne trzy dni.

„Wiecie, że kiedyś wszyscy wierzyli? Nie było problemu z pytaniami, czy Bóg jest. Był natomiast problem, bo ludzie żyli, jakby Boga nie było.  Żydowskie szkoły wiary uczyły więc, jak żyć wiarą. I modlitwą” No to właśnie myśmy sobie to rozważali przez trzy dni. Żyli, żyją, czy żyjemy jakby Boga nie było, jakby nic się nie stało? Tak i dzisiejszemu światu wygodniej żyć. Rekolekcjonista mówił mądrze, konkretnie i według planu, nie zabawiając nas dowcipami, bez rekwizytów i pustych słów. I wtedy dopiero zauważyłam, jak jestem zmęczona tymi fajerwerkami dla mnie, pomysłami na mnie i gadżetami, żeby mnie zachwycić. Jak potrzebne jest mi takie spokojne, uważne pochylenie się nad życiem Jezusa, Jego rodziny, Jego uczniów. Pewnie modlitwa, którą mówiliśmy na początku miała coś z tym wspólnego, ale przygnębienie nas opuszczało, sił było jakby więcej. Wiecie, że każdy może zacząć od nowa? Bez względu na siły i wiek J

Natomiast wiersze Herberta to już naprawdę była niespodzianka… dodatkowy prezent, więc i nim się dzielę, wierszem o Babci

siedzę na jej kolanach

a ona mi opowiada

wszechświat

od piątku

do niedzieli

 

zasłuchany

wiem wszystko –

– co od niej

nie zdradza mi tylko swego pochodzenia

babcia Maria z Bałabanów

Maria Doświadczona

 

nic nie mówi

o masakrze

Armenii

masakrze Turków

 

chce mi zaoszczędzić

kilku lat złudzenia

 

wie że doczekam

i sam poznam

bez słów zaklęć i płaczu

szorstką

powierzchnię

i dno

słowa

Nawet mi do głowy nie przyszło robienie zdjęć w trakcie rekolekcji, siedziałam, jak trusia. Ale KasiaGleb akurat przysłała mi zdjęcie Świętej Rodziny z piernika, upieczonej dla Synka. Myślę, że ono tu bardzo pasuje

szopkaKasiGleb


9 Komentarzy

Czekanie 7

Trzecia świeca w adwentowym wieńcu, kolejna szufladka z adwentowego kalendarza. Czas rozejrzeć się za rekolekcjami, kto tego dotąd nie zrobił, trafić jakoś do kościoła, znaleźć w kościele konfesjonał ale…  dziś jest też czas na przednią zabawę, jak napisała Kasia Janowska 🙂

Mam to szczęście, że następna osoba przysłała mi zdjęcie z własnoręcznie zrobionym prezentem. Bardzo się cieszę, bo w życiu sama bym na taki pomysł nie wpadła, spójrzcie

kasiajanowska

fot. Kasia Janowska

Napisała tak:

Zabawa jest przednia 🙂  Zwłaszcza, że jak zdejmiesz tę białą warstwę z serwetki i porządnie przykleisz do kartki A4 to na drukarce atramentowej można wydrukować tekst i potem go wgrzać w świecę.  Ja to robię mężowską nagrzewnicą, taką opalarką, która ma regulację temperatury ciepłego powietrza. 110 st C Spokojnie wystarcza żeby na tyle nagrzać świecę, że zaczyna się topić wosk i serwetka się wtapia.

Ustaliłyśmy, że suszarka też może dać radę 🙂

Dziękuję Kasiu za uśmiech 🙂


6 Komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1


8 Komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…


7 Komentarzy

Czekanie 4

Dwie świece w adwentowym wieńcu, to dobry czas na sprzątanie kątów. Dosłownie i w przenośni. Bez pośpiechu.

Wpadła mi w czasie tego sprzątania w ręce taka mała, miękka książeczka z wierszami ks. Jana Twardowskiego, pewnie dołączona onegdaj do gazety, zabawnie ilustrowana przez Marcina Strzembosza. Zagapiłam się…

Czekanie

Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem

o swym panu myśli

i rwie się do niego

na dwóch łapach czeka

pan dla niego podwórzem łąką lasem domem

oczami za nim biegnie

i tęskni ogonem

pocałuj go w łapę

bo uczy jak na Boga czekać

Spojrzałam na naszego psa

pies

Tak jak on to nawet potrafię czekać. Bez całowania łapy. Całą sobą, ale bezczynnie, aby przespać czas do spotkania, do powrotu Pana. Wtedy mija szybciej. Bez jedzenia. Bez picia. Tylko przetrwać. Potem- gdy coraz tego czasu więcej, gdy się dłuży, pies stara się znaleźć sobie zajęcie. Wskakuje na krzesło, wypatruje przez okno, zrzuca czasem doniczkę, obsypują się kwiaty. Widzi coś, więc radośnie macha ogonem, przewraca wazonik… A potem jeszcze- gdy Pan nie wraca godzinami, gdy to jest bardzo długo… zagląda do kuchni, przetrząsa resztki w koszu na śmieci, być może coś wywleka na dywan, rwie ze wściekłości (jak długo tak można czekać!) i w momencie, gdy Pan pojawia się z karmą w torbie, z uśmiechem… już tylko się boi. Bo czekając- narozrabiał…


19 Komentarzy

W lesie

O liczeniu w lesie. Możecie się na mnie złościć, bo na zewnątrz rozgrywają się ważne dla Polski i Warszawy sprawy w związku z wyborami samorządowymi, a ja zamiast je komentować, idę z Małą Dziewczynką na wycieczkę, ale… W związku z tym, że nikt nie może (nie potrafi?) do tej pory policzyć głosów, koniecznie chciałam poćwiczyć tę  umiejętność z wnuczką, zanim znajdziemy się z nią w prawdziwym lesie…

Zaczęło się od kaszlu. Mała Dziewczynka otworzyła posłusznie buzię, żeby wypić zalecaną porcję syropku

– On jest taki troszkę niesmaczny, wiesz?- skrzywiła się. Cały dzisiejszy dzień- nie tylko w związku z tym, że głosy wyborców nie mogły być przez awarię systemu porządnie zliczone- zapowiadał się „troszkę niesmaczny”, nieudany. Szaro, buro, ponuro i mokro, a w dodatku ten kaszel…

– Wiesz co? Chodźmy na wycieczkę!- zaproponowałam

– Gdzie?- ucieszyła się Mała Dziewczynka

– Do lasu!

– Przecież nie mogę! Pada, zobacz!

– Więc las przyjdzie do nas!

Na początek włączyłam śpiewy leśnych ptaków, które są TU i wszystkim przydadzą się dziś dla odprężenia. Zostawiłyśmy muzykę w dużym pokoju, a same poszłyśmy do dziecinnego, spakować plecak. Do niego : drugie śniadanie, soczek, kilka garnuszków (małych, ale bardzo solidnych), latarkę, świecę i zapałki (pamiętając, że dziecko plus zapałki równa się pożar), dwie książeczki o zwierzętach, zielony papier kolorowy, nożyczki, serwetki, małe sztućce, kilka kartek z kolorowankami, grę (kto ją jeszcze pamięta?)- „Grzybobranie”, koce i kapę. I co tam jeszcze lubicie mieć na wycieczkach. Do pokoju, w którym zawitał las, miałyśmy daleką drogę. Z plecakiem i wypadającymi z rąk rzeczami (komórkę, komórkę babciu wieź), łatwo nie było, zwłaszcza że musiałyśmy najpierw obejść wszystkie kąty domu. Przysiadłyśmy na moim łóżku i poczytałyśmy dla rozgrzewki bajkę Ezopa „Osioł w skórze lwa”… Gdy wreszcie osiągnęłyśmy duży pokój, tfu, centrum lasu, ustawiłyśmy krzesła wokół dywanu. Rozejrzałyśmy się… No, drzewa to trzeba było sobie samemu „zrobić”. I do tego miałyśmy papier kolorowy i nożyczki, przecież!

las1

 

Drzewa rosły, plecak został wypakowany, przyszła pora na rozstawienie namiotu, który udawały zaczepione na oparciach krzeseł koce. Ledwie schowałyśmy się w nim, gdy przyszedł… wilk

las2

Próbowałyśmy odstraszyć go latarką, ale był nią wyraźnie zainteresowany. A ile było przy tym radości! Po kryjomu przed nim bawiłyśmy się trochę w memo i pokolorowałyśmy jeża i liście. Uciekł dopiero wtedy, gdy rozpaliłyśmy ognisko (świecę!), którego jak wiadomo boją się wszystkie dzikie zwierzęta. Przystąpiłyśmy więc do spałaszowania pysznego jogurtu i ugotowania czegoś w sam raz na drugie śniadanie

lsa2

 

Przydało się wszystko: i serwetki, i naczynka, i świeca… W takim lesie śniadanie dużo bardziej nam smakowało. Potem starałyśmy się znaleźć metodą ciepło- zimno szyszki pochowane w różnych dziwnych miejscach (uważnie je licząc i przeliczając). Śpiewałyśmy piosenki- niestety, nie umiem grać na domowych instrumentach, więc wspomogłam się znowu youtubem TU

No i ostatnia atrakcja: „Grzybobranie”. Poczciwa, stara gra, którą mamy w wydaniu Granny. Rzucanie kostką, liczenie punktów, kroków, zbieranie i wrzucanie do koszyków grzybów. a potem podliczanie, porównywanie i ogłaszanie zwycięzcy, czyli robienie tego, z czym komisja wyborcza jest… w lesie, poszło nam świetnie. Po powrocie do kuchni, ugotowałyśmy krupnik!