grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


2 komentarze

Świat w szczegółach

Dowiaduję się, że ogólnie świat jest do niczego. A szczególnie?

Ogólnie świat jest do d… Starość się Bogu nie udała. – Ale co konkretnie? – Konkretnie, że boli, że choroba. Że jest trudno się podnieść z fotela. – Aaa… no tak. – W młodości to się tylko narób i napracuj za grosze… A dzieci nie mają praw.

Tyle wojen, nieszczęść, chorób… No i samotność. To nic, że w tłumie. Nędza na świecie. Ciągły strach. Niewdzięczność ze strony tych, po których powinniśmy się spodziewać choć odrobiny wdzięczności. Albo zrozumienia. A ci prawnicy ! Lekarze !!! Nauczyciele i księża (tu pięć wykrzykników, bo po dwa i pół na każdą profesję).

No tak. Ale w szczegółach… Czytam książkę, którą dostałam w prezencie, popijając herbatę przy kominku, dobrze mi, że jeszcze mogę pobyć na wsi. W szczegółach… słuchając utyskiwań przeglądam na instargamie zdjęcia ludzi, których osobiście nie znam, a którzy dzielą się ze mna swoją wizją  świata. Co chwilę czytam wykrzykniki amazing, beautiful pic, wow. Wychodzę na spacer.

owoce2I widzę piękny świat

owoce

Świat dobry, pełen owoców. Szczególnie zachwycający 🙂

owoce1

Świat zachwycający w szczegółach 😀


8 komentarzy

Odliczanie 2

Świec w wieńcu zapalonych ciągle 4, kalendarz adwentowy został w mieszkaniu w mieście, zapomnieliśmy go zabrać, poziom tęsknoty za Świętami podobny, bo tak wieje i pada, że przestaliśmy wierzyć, że to grudzień 😉 O tym jak być powinno, a jak jest.

– W ostatnim tygodniu Adwentu nawet mój tato się uaktywniał – przypomniałam sobie, mieszając coś w garnku. Córka z Małą Dziewczynką sklejały łańcuch – Mój tato, to twój pradziadek Tadeusz – wyjaśniłam – Zajmował się właśnie łańcuchami choinkowymi. To była jego specjalność. Dość… no nieźle pomyślana. Bo łańcuch symbolizuje węża.

– Aaaa!- Mała Dziewczynka była gotowa słuchać. Nie o pradziadku, ale o wężu.

– Wiesz, jak to było z pierwszymi ludźmi, których stworzył Bóg? To byli Ewa i Adam. Żona i mąż. -postanowiłam nie wgłębiać się w szczegóły, pozostawiając je sobie na kiedy indziej – Żyli w Raju. To było takie cudne miejsce, gdzie wszystko, wszyściutko było dobre. Sam Bóg tak to stworzył. Dobra była zawsze pogoda – spojrzenie w kierunku mokrego okna – Dobre były owoce – Mała Dziewczynka rozjaśniła się i sięgnęła po gruszkę – Dobra była trawa, na której można było poleżeć. I zwierzęta były dobre. Żyły w przyjaźni. Świnki morskie przybiegały się przytulać do lwa – Mała Dziewczynka aż pisnęła z radości. Niedawno robiłam na fejsbuku test „Jakim jesteś zwierzęciem” i trochę się rozfantazjowałam, wyobrażając sobie różne osobistości i znajomych – Słoń chodził bardzo ostrożnie, żeby nie zdeptać pieska (Aj, aj, uważaj drobinko, wlazłeś mi pod piętę!). Sarny podbiegały do Adama i łasiły się. Krowa przybiegała i przypominała o wydojeniu, a obok kręcił się cielaczek, którego nikt od niej nie odłączał na siłę. Można było głaskać gazelę, – przez ten czas kolorowy łańcuch rósł w siłę – a ptaki wyjmowały dziobami gepardowi kolce z łapy… Adam był dobry i Ewa była dobra. Bóg im to powiedział i byli razem szczęśliwi. – Mała Dziewczynka uśmiechnęła się. Nic nie mówiła, ale widać było, że opowieść bardzo się jej podoba. Razem z mamą składały krepinę – Bóg poprosił tylko, żeby ludzie nie jedli owoców z jednego drzewa. Zaszkodziłyby im

– Na brzuszek? – upewniła się dziewczynka

– Zakazane owoce mogą szkodzić na różne rzeczy: na brzuszek, czy na serce, czy nawet na główkę… Na różne.

– Tak, tak!

– I wtedy pojawił się wąż. Był piękny, jak ten, którego robicie z mamą. Tak naprawdę to był diabeł, któremu przeszkadzało, ze wszystko wokół jest dobre… Że wszyscy żyją ze sobą w miłości i pokoju…

Opowieść popłynęła dalej… Mała Dziewczynka zamyśliła się

– To namaluj mamo temu łańcuchowi wężowi oczy – zaproponowała.

Tak, bo on jest obok nas do dziś. Lubi wmawiać ludziom, że nie są dobrzy. I ich skłócać. I dziś i w Wigilię, i nawet w Boże Narodzenie. A ma dużo cierpliwości, niestety

weze1


6 komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1


2 komentarze

Występ Królowej Śniegu

Przyjechaliśmy na wieś wczoraj wieczorem. Dom był zimny, ale przyjazny. W powietrzu czuliśmy nadchodzący mróz. W razie czego na noc posmarowałam sobie twarz kremem ochronnym na wiatr i mróz. Wystający spod kołdry nos miałam zimny, ale przynajmniej nie czerwony. Zima.

– Miałam dziś koszmar – powiedziała nasza chora mama, gdy pojawiła się rano w kuchni w koszuli nocnej– Miałam koszmar, że ktoś tu był. Czy ktoś tu był? Ktoś był.

– Nieee! – uspokoiliśmy ją zgodnie

krolowasniegu

A jednak. Ktoś był. Przez las, wieś, nasz ogród przeszła Królowa Śniegu i zmroziła wszystko

królowasniegu2 kopia

 

Andersen w „Królowej Śniegu” opisał to tak: Żył sobie niegdyś bardzo złośliwy czarodziej. Całą jego przyjemnością było dokuczać ludziom, czynić źle, ze wszystkiego się wyśmiewać i każdą rzecz przedstawiać z najgorszej strony. Wymyślił wreszcie i zrobił takie sztuczne zwierciadło, iż wszystkie rzeczy piękne i dobre wyglądały w nim szkaradnie, a nawet śmiesznie, ponieważ były wykrzywione, zamazane, niewyraźne — za to złe rzeczy widać w nim było doskonale.

Ale to nie świat się zmienił. To tylko źle zbudowane zwierciadło go wykrzywiało. Świat pozostał taki sam. a nawet piękniał z dnia na dzień.

krolowasniegu3

Wtedy zwierciadło się rozpadło na kawałki…

Andersen zobaczył to tak: Ale to właśnie było najgorsze nieszczęście! Zamiast jednego lustra, były ich teraz miliony; rozproszyły się wszędzie, a w każdym najmniejszym kawałeczku, choćby drobnym jak ziarnko piasku, widać było świat cały szkaradny, śmieszny, wykrzywiony. Jeżeli taki proszek wpadł komu do oka, to człowiek ten wszystko już widział zmienione i nie mógł dostrzec koło siebie nic dobrego, nic pięknego! Za to najgorsze rzeczy widział jasno i wyraźnie, więc wszystko złem było dla niego.

 

To nie świat był zły! Wyglądało na to, że miliony okruszków przykryły rośliny za oknem. Było zbyt zimno, by ludzie wychodzili z domów i spotykali się na drodze. Nie oglądali więc prawdziwego świata, który zaczął się skrzyć i mienić, widzieli go tylko na ekranie wadliwego zwierciadła

krolowasniegu4

Andersen w „Królowej Śniegu”: Gorzej jeszcze, jeżeli okruszyna lustra wpadła komu do serca. Nieszczęśliwy tracił uczucie: serce jego stawało się kawałkiem lodu, nikogo kochać nie mógł, wszyscy byli dla niego obcy, obojętni.

krolowasniegu5

Ale to nie on obojętniał wszystkim. To nie on stawał się obcy światu!

Adwent to jest taki czas, który zbliża nas do prawdy o świecie i Bogu. Trzeba tylko przestać wierzyć w zwierciadło.


2 komentarze

Długie pożegnania: aspekt techniczny

Jak pisałam, lubię długie pożegnania, bo w czasie długich pożegnań, bywam czymś zaskakiwana. I w ten sposób nawet podczas długiego, bezmyślnego pokonywania góry prasowania, którego nie lubię i jak napisała Kasia- „ mam ochotę się z nią pożegnać zanim podejmę próbę wejścia na szczyt!”, mogę coś ciekawego obejrzeć, posłuchać, czy się pomodlić. Wbrew pozorom nie będzie jednak o technicznej stronie prasowania. Słuchałam, z lekkim poślizgiem, Salonu Politycznego Trójki, a ściślej: wypowiedzi Sławomira Neumanna o powołaniu Igora Ostachowicza do zarządu PKN Orlen.

Polityk nie bardzo chciał rozmawiać o etycznych aspektach sprawy, o sensowności, o przebiegu, o problemie zbyt wysokich pensji, korupcji, nepotyzmu w spółkach. Kilka razy jednak zatrzymał się nad techniczną stroną takiego sposobu postępowania. „Cała sprawa była źle przedstawiona, absolutnie. Nie dopilnowano podstawowych rzeczy komunikacyjnych” powiedział, w innym momencie potwierdził: „Należało to INACZEJ przedstawić.”

Nie chodziło więc mu o to, czy sam czyn jest zły, czy dobry. Chodzi o wcześniejsze przygotowanie gawiedzi do jego przyjęcia. Ile takich sytuacji już „łyknęliśmy” i „łykniemy”, odpowiednio wcześniej przygotowani? Ile razy z wyraźną ulgą żegnaliśmy osobę, którą powinniśmy trzymać mocno za rękę nawet całe życie, ile razy witaliśmy z radością w naszych progach gościa, tylko dlatego, że zrobił sobie wcześniej odpowiedni PR?

Lato żegna się z nami długo i delikatnie, powoli wprowadzając za rękę jesień. Oby to była złota, polska jesień.

lato