grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


6 Komentarzy

Motyl musi polatać

No dobra, niby pogoda znacznie się poprawiła, jednak na poprawę zdrowia Małej Dziewczynki trzeba trochę zaczekać. Nie wychodzi więc z domu ( mnóstwo pyłków aż śnieży się w słońcu!), a jej Mama wręcz przeciwnie, czasem wyjść musi choć na parę godzin. W ten sposób zostałyśmy sama na sam, oczywiście nie licząc motylka, który wyrwał się z kokonu kilka dni temu 🙂 Wtedy nie miałyśmy już cierpliwości, żeby go pokolorować, dziś Mała Dziewczynka uznała, że jest jakiś taki… niedokończony. Wyobrażałam sobie, że pomalujemy go farbami, ochlapując całą kuchnię, ale Dziewczynka miała rozsądniejszy pomysł – Nie, nie, lepimy dziś z plasteliny! – Że też sama na to nie wpadłam, zwłaszcza, że lepienia dawno u nas nie było– spojrzałam na wnuczkę z uznaniem 🙂 Przy okazji mama motylek zyskała nie tylko dodatkowe kolory, ale i córeczkę- gąsieniczkę oraz trochę jedzenia.

motylcd

 

 

 

 

Potem musiałyśmy chwilę odsapnąć przy filmiku- oczywiście o motylku. I aż żal było nie pobawić się tak, jak na jego końcu sugerują. Niestety, nie jestem  tak dobra w szybkim robieniu skrzydełek z chust… więc do momentu radosnego lotu wszystko przebiegało bez zakłóceń, natomiast on sam trwał przykrótko, bo chustki rozwiązywały się, bądź zsuwały z ramion ku uciesze Małej.  Babciu, jeszcze raz! Mocniej źwionź! -wtedy można było wszystko zacząć od nowa!

Upadły, czy raczej padający w moje objęcia motyl, dostał okrrropnego kaszlu i wtedy przypomniałam sobie, że gdzieś tam w małym pokoju (oczywiście na półce) leży gra „Magda” na uspokojenie emocji. Trzeba przy niej chwilę posiedzieć 🙂 Rzucając kostką różne kolory, starałyśmy się nakarmić głuptaska, który ciągle skręcał tam, gdzie nie powinien, a przy okazji przypomniałyśmy sobie i o swojej porcji owoców

 

motyle2cd

 

Chyba temat motyli zakończyłyśmy, wyśpiewując z youtubem na cały głos, tuż po wzięciu syropów

 

 

Reklamy


2 Komentarze

Wyhodowałyśmy motyla :)

Wszystko zaczęło się od tej książki

 

ksiazkablog

A może nie,  być może zaczęło się jeszcze wcześniej, gdy kilka dni temu mój Mąż westchnął

– Mała Dziewczynka niedużo ostatnio jest w domu… A to w przedszkolu, a to na zajęciach, czy spacerach z Mamą. Brakuje mi jej.

– Hmmm… To dobrze. Jest zdrowa, szczęśliwa i zajęta- rzuciłam zadowolona.

– Ale trochę jej brak- Mąż uparł się w tak zwaną złą godzinę, bo już w nocy Mała dostała gorączki.

I potem, następnego dnia koło południa, gdy Mama biegła po lekarstwa i inne brakujące rzeczy, pojawiła się ta książeczka. Mała Dziewczynka świetnie pamięta motyle z pobytu na wsi, więc chętnie przystała na czytanie  o tym, skąd się biorą. Książeczkę zdjęłyśmy ot tak, z półki- bo w rodzinach, gdzie jest od lat jakieś małe dziecko, książki czy zabawki „są”, „pojawiają się” i „znajdują się” tak po prostu i nikt już nie pamięta skąd się wzięły. Tego popołudnia Mała Dziewczynka miała jednak tylko na tyle siły, żeby wysłuchać całej historii, czasem przerywając ją uwagą „Nie lubie gosienić!”…

Ale już dziś… Ledwo za Mamą zatrzasnęły się drzwi, Mała Dziewczynka przyniosła z powrotem ledwie muśniętą (skrzydłem wiedzy:) lekturę. A ja kartkę z bloku, klej, trochę ziarenek kaszy jęczmiennej, zielony i żółty papier kolorowy, kredki, które były pod ręką, pewną włochatą włóczkę i krepinę w jedynym kolorze, który uchował się w pokoju Z. – czyli  nastolatka. Wycięłyśmy łodyżkę i trochę listków. Jeden z nich posmarowałyśmy klejem i Mała Dziewczynka z dużą przyjemnością nakładała ziarenka kaszki, udające motyle jajeczka. Ja przez ten czas cięłam włóczkę na kawałeczki… „O, zobacz! Z jednego jajeczka wykluła się już gąsienica!”- uznałam, że już wystarczająco dużo kaszy wala się po stole. Dziewczynka bardzo się ucieszyła, ale postanowiła trochę poprawić moją koncepcję „A gdzie mają główki? Muszą mieć główki!” Wprawdzie zajrzałyśmy do książki i tam jeszcze raz przeczytałyśmy, jak są zbudowane, ale… co nam szkodziło, żeby na końcach włóczek zrobić uśmiechnięte okrągłe buzie? W ten sposób siostry i bracia zaczęli nie tylko się do siebie uśmiechać, ale i ze sobą rozmawiać. I dużo jeść-  przygotowanych wcześniej liści 😀

2jajeczkaigasienice

„A może, może one chciałyby już się zamienić w motyle?” – „TAK! TAK”- Dziewczynka zareagowała bardzo żywiołowo. I wtedy się zaczęło wycinanie z krepiny długich pasków, którymi miała potem owijać  gąsienice, a ja przez ten czas, gdy będzie bardzo, bardzo zajęta, niepostrzeżenie stworzyć i zakokonić motyla. Niestety „Babciu, pomóż!” pojawiało się tak samo często jak chichot, gdy gąsienica wymykała się spod kontroli palców. Wkładałyśmy maluchy, gadałyśmy o nieposłuszeństwie i o tym, dlaczego muszą być zawinięte i co „tam” w tych kokonach się dzieje.

No widziała, widziała niestety, jak zawijam motylka (trzeba było go przygotować wcześniej!), ale okazało się, że rozrywanie krepiny i wydobywanie go i tak jej się spodobało… Teraz już tylko wystarczy pokolorować skrzydła i niech sobie leci. Ale to już innym razem.

– Mama! Mama wróciła- zerwała się z krzesła i podbiegła do drzwi. Mama podniosła ją do góry, przytuliła i znad małej główki spojrzała na bałagan na stole. – Wyhodowałyśmy z babcią w domu motyla, wiesz?

motyleblog