grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 Komentarze

Biała niedziela

i skrawki nieba

biala4

… możemy zadawać sobie pytanie, jakie nurtowało króla Salomona, gdy oddawał Bogu na zamieszkanie świątynię jerozolimską: „Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem” (1 Krl 8,27). Tak, na pierwszy rzut oka wiązanie obecności Boga z pewnym określonym miejscem może się wydawać niestosowne. A jednak trzeba pamiętać, że czas i miejsce należą całkowicie do Boga. Choć każdy czas i cały świat można uważać za Jego „świątynię”, to jednak są czasy i miejsca, które Bóg obiera, aby w nich w sposób szczególny ludzie doświadczali Jego obecności i Jego łaski.

Jan Paweł II Łagiewniki 2002

biala3.jpg


12 Komentarzy

Single czyli pojedynczy

W połowie lutego wszyscy spoglądają tylko na zakochanych, rozmawiają o małżeństwach i parach. A przecież nie wszystkie rośliny w ogrodzie sadzimy w grupach. Nie wszystkie w grupach pozostaną.

single

Niektóre rosną pojedynczo. W połowie lutego wyglądają dość samotnie. Szczególnie na tle śnieżnej bieli, pozbawione kolorów. Ale pojedynczy to niekoniecznie to samo samotny. Single nie musi być zgorzkniały. Ani nie musi egoistycznie używać życia. Nawet jedna gałązka ziela ( zadbanego!) może poprawić smak potrawy. Pomaga usunąć dolegliwości chorobowe. Jest niezastąpiona, choć tak niepozornie wygląda w śniegu.

Pojedynczy krzew często stoi w ogrodzie samotnie, bo ma stanowić mocny akcent, cieszyć oczy. Nie jest smutny i zgorzkniały, tryska kolorami i radością. Jest piękny i zadbany i to nie to samo, co myślący tylko o sobie. A nie chodzi nawet o to, że zdobi, więc się na coś przydaje, jak ta duża azalia u mnie na wsi.

single1

To prawda, jest tak śliczna, że do jej kwiatów ciągną owady, ale nie tyle podziwiać ją i się na nią napatrzeć, ale nasycić nią i najeść. Ona je karmi. W jej cieniu rośnie trawa i drobne kwiatki, które nie wytrzymałyby palącego letniego słońca. Bo w ogrodzie, a przypuszczam, ze skoro w ogrodzie to i w życiu, singiel to nie musi być egoistyczny samotnik, częściej jest jak rosnąca pojedynczo roślina.

Wyjątkowa. Kochana, godna miłości taka, jaką jest.

Tak, wiem, trzeba zwiększyć dzietność i ilość małżeństw, ale nie mogłam się powstrzymać

Dla pojedynczych mam słowa Jana Pawła II

Nie przyjmujcie za miłość niczego, w czym nie ma prawdy, ani za prawdę niczego, w czym nie ma miłości.


9 Komentarzy

Na Mikołajki

Na Mikołajki daję to, co mam. A mam dużo. Kwiat, który nie zwiędnie i nie zmarznie, nawet źle pielęgnowany… I dobre słowo.

mikolaj

Św.Jan Paweł II powiedział w 2002 w Toronto

Chociaż przeżyłem wiele ciemności i srogich reżimów totalitarnych, to jednak ujrzałem wystarczająco wiele dowodów, aby być niezachwianie przekonanym, że żadna trudność i żaden lęk, jakkolwiek wielkie by one były, nie są w stanie całkowicie stłumić nadziei, która rodzi się wiecznie w sercach młodych ludzi.

Nie pozwólcie umrzeć tej nadziei.

Reszta się ułoży, dziś 6 grudnia przecież.


2 Komentarze

Tak było, Ojcze Święty

Dziś jest rocznica wyboru Jana Pawła II. Będzie więc wspomnienie z 2012 o tym dniu, pewnym forum na gazeta.pl, dniu papieskim w warszawskiej szkole i cieście protestanckim (co ono ma do tego wszystkiego?!). Zdjęcia zaś są wspomnieniem z wiosny, żeby przypomnieć o wsadzeniu cebulek, bo to ostania chwila.

wspomnienia2

Tekst zamieszczony w 2012 w „Oknie na cztery strony świata” – JAK WTEDY BYŁO

Średnia przygotowywała do szkoły gazetkę o wyborze papieża – Polaka. Właściwie… skoro Najmłodszy przestał być najmłodszy i piszę o nim Z. to i Średnia może odzyskać swoje imię. Zaczynam więc jeszcze raz:

K. przygotowywała gazetkę o wyborze Jana Pawła II… Klawiatura aż furkotała, a strony w internecie zmieniały się z oszałamiającą prędkością. Podniosłam wzrok znad wycinanych ciasteczek.

– Mamy tyle książek… albumów, artykułów – jęknęłam.

– Mamo, no właśnie, TYLE, to znaczy “tak dużo”, a ja jeszcze ciasto mam upiec. Upiekę to cynamonowe, co je nazywacie protestanckie, bo przepis dostałaś od tej miłej protestantki z Krakowa.

Kiwnęłam głową. Dawno go nie piekliśmy, choć lubimy.

– Nie rozmarzaj się – zaśmiała się K. – Ciasta bierzemy do szkoły – a właśnie, w poniedziałek wezmę jedną kanapkę mniej – i będziemy je sprzedawali i kupowali, a pieniądze damy do Domu Dziecka. Z okazji Dnia Papieskiego tak żeśmy sobie z księdzem wymyślili.

– To ja ci już przyniosę te książki i pokażę, gdzie masz szukać o konklawe – zmiękłam.

– O, dzięki. I opowiesz, jak wtedy było?

wspomnienia3

Przypomniało mi się forum z mamami, które rozmawiały ze sobą o wychowaniu w wierze (to stamtąd protestantka i jej przepis!). Ich wspomnienia o spotkaniach z Janem Pawłem II, których… nie było. Napisałam wtedy tak:

“ Musiałabym zacząć od szarego, zwykłego wieczoru, kiedy koścista, drobna ni to dziewczyna, ni dziewczynka w kuchni, w której zlew był pełen naczyń, z małego trzeszczącego radia usłyszała: “Jest, jest biały dym. Habemus papam” I chwilę później dowiedziała się, że ktoś CHCIAŁ wybrać POLAKA na papieża… Koścista zostawiła zlew, złapała ratlerka ( z nieobciętym ogonem) na smycz i pobiegła obwieszczając okolicy o wyborze… “

wspomnienia

“Tyle chwil potem, tyle wzruszeń. Nawet wyborów życiowych. Nie uwierzylibyście” – dodałam w 2005 roku. Ale że to była dopiero część spotkań z Janem Pawłem II, sama bym wtedy, gdy to pisałam, nie uwierzyła 😀

PAMiĘTAJCIE O CEBULKACH


6 Komentarzy

Przed burzą

Na wsi przed burzą czuje się głównie strach. A im więcej człowiek burz przeżył i o nich wie, tym bardziej się ich boi.

burza1

Było gorąco i duszno. Serce łomotało przy każdym intensywniejszym ruchu, więc do miasteczka dojechaliśmy samochodem. Spodziewaliśmy się burzy, tak mówiły wszystkie prognozy, a na blitzortung.org widać było jej triumfalny pochód przez Polskę. Burzy nie unikniemy. Możemy się trochę przygotować, trochę zabezpieczyć, ale cóż to znaczy, gdy nadejdzie nawałnica. A jednak próbowaliśmy. Kupiliśmy zapas wody ( po wyłączeniu prądu przez jakiś czas leci z kranu brudna), chleb, jagodzianki duże, pełne pysznych owoców w cenie zwykłych bułek warszawskich, potem wpadliśmy po świeże jajka. Sprzedająca je  kobieta też obawiała się burzy, nie rozmawialiśmy jednak zbyt długo, łamiąc tradycję- śpieszyliśmy się do domu, bo nadciągała burza. Potem jeszcze krótka wymiana zdań z sąsiadem, który jest prezesem ochotniczej straży pożarnej i jak nikt inny ma świadomość, jak dużo jedna burza może narobić szkód. Przed niektórymi udało się zabezpieczyć. Wyjęliśmy zabawki z basenu (żeby nie wylądowały na ogórkach lub pomidorach), podwiązaliśmy wysokie, chwiejne rośliny (żeby ich wiatr nie połamał), złożyliśmy krzesła ogrodowe i wnieśliśmy je do domu (mogłyby wybić szybę balkonową), wyprowadziliśmy spod drzew samochód ( ułamany konar by go zniszczył), odnaleźliśmy świece i świeczniki (prąd tu wyłączają prawie zawsze). Na zabezpieczenie innych było już trochę za późno: wiadomo, że dach gdzieś przecieka, ale ciągle są inne, pilniejsze wydatki. Przed wieloma i uciec i ustrzec się nie sposób: można nie wystawiać nosa z domu, ale gdy podmuch zerwie dach, jest się bezbronnym. Roślin nie osłoni się przed gradem. „Oby nie tutaj! Oby Bóg był dla nas łaskawy.”

Już wydawało się, że grzmoty, błyskawice, deszcz obeszły się z nami delikatnie, gdy usłyszeliśmy ryk syreny. Potem zobaczyliśmy pędzących strażaków. Palił się pobliski las.

Jan Paweł II w homilii w Masłowie przypominał o wartości rodziny i zagrożeniach, mówił: „Wiemy z rodzimego doświadczenia, zwłaszcza z doświadczenia minionego okresu, że to zło pierworodne, które drzemie w duszy każdego człowieka, a które u podstaw łączy się z odrzuceniem Bożego ojcostwa – szczególnie często, szczególnie łatwo daje o sobie znać poprzez naruszenie ładu moralnego małżeństwa i rodziny. Są to dziedziny jakby szczególnie zagrożone, szczególnie narażone. Szczególnie łatwo w tych dziedzinach, gdzie tak wiele zależy od miłości, od prawdziwej miłości, człowiek ulega egoizmowi i drugich – najbliższych! – czyni ofiarą tego egoizmu.” W trakcie tej mszy świętej rozpętała się prawdziwa burza, pod jej koniec Papież mógł jednak powiedzieć: Zaczęło się od strasznej burzy i deszczu. Przetrzymaliśmy! Bogu dzięki! 

Nie każdą burzę, także i tę dotyczącą rodziny, da się przeżyć, czy jak zażartował Jan Paweł II, „przetrzymać” i nie każdy jej niszczący skutek przewidzieć. Strach przed burzą jest więc naturalny. Strach przed eksperymentami, które mogą burzę wywołać także, bo  zdarza się: Oni wiatr sieją, zbierać będą burzę.(Oz 8,7)

burza

Na zdjęciach przedburzowa malwa. Więcej zdjęć malw TU.


5 Komentarzy

Nie musimy być byle jacy

To było dziesięć lat temu. W prehistorycznych komórkach rozlegały się sygnały SMS- ów : „Spotykamy się o 21.37 na Jana Pawła II ze zniczami”. Przez fora internetowe też się można było tam umówić.

watykan

Poważni i niepoważni ludzie zmieniali plany , jechali samochodami lub autobusami na ulicę Jana Pawła II w Śródmieściu. Obłęd. Z czasem jedni będą nazywani lemingami, drudzy narodowcami, inni kaczoropodobnymi, ale wtedy o tym przecież nie wiedzieli. „Fora internetowe służą zazwyczaj do wymiany poglądów, polemik. W pierwszych dniach kwietnia zaczęły odgrywać nową, nieznaną dotąd internautom rolę. Przestały jedynie komentować rzeczywistość, zaczęły ją tworzyć. Ludzie porozumiewali się ponad głowami przedstawicieli oficjalnych organizacji, Kościoła i tradycyjnych mediów” pisze Radosław Krawczyk. Tego dnia w Warszawie porozumieli się w ten sposób, że 21. 37 tłumy stanęły tuż przy jezdni ze zniczami, tulipanami, małymi flagami i wizerunkami papieża. Rzadko można było spotkać kogoś znajomego, bo ulica Jana Pawła II w Warszawie jest bardzo długa. Nie było żadnego progamu, więc w jednych miejscach ludzie po prostu wspólnie milczeli, w innych popłakiwali, trochę dalej ktoś zaczynał nucić „Barkę”, co podchwytywali stojący obok niego, a jeszcze gdzie indziej śpiewali hymn. Ruchliwą jezdnią jechało jeszcze więcej samochodów, niż zazwyczaj. Stanęły jednak o umówionej godzinie i rozległy się sygnały klaksonów.Straż Miejska w przechodziła obok, zapalała znicze, które gasły niedopalone. Policja nikogo nie rozpędzała, raczej później wskazywała najkrótszą drogę powrotu do domu. Tysiące zniczy zapłonęło w środku miasta, które nie chciało zapomnieć.

Dzięki SMS- om, wpisom w Internecie i gdzie indziej „…odbywały się marsze, o których oficjalnie nikt nie wiedział. Biały Marsz w Krakowie zorganizowano za pomocą komunikatora internetowego Gadu- Gadu. Okazało się, że wspólnota, która powołała się samoistnie, to tysiace młodych ludzi. Nie potrzebowali komitetu organizacyjnego, ochrony, pozwoleń, statusu” (Jaroslaw Krawczyk)

watykan1Przed konfesjonałami ustawiały się kolejki. „Czemu niektórzy nie spowiadali się przed Wielkanocą, a czynią to dzisiaj? – pyta ks. Grzegorz Ryś, jeden z koncelebrujących Mszę na Błoniach. – Powoli uświadamiają sobie, czym jest Zmartwychwstanie. Dzięki Janowi Pawłowi II zrozumieliśmy, że prawda o Zmartwychwstaniu dotyczy każdego i że w obliczu śmierci można zachować spokój. Doświadczamy czegoś spoza porządku natury.” (Jan Strzałka)

Za sprawą tego świętego człowieka urodzonego w zwykłym miejscu, w zwykłej rodzinie i w zwykłym, ale naszym kraju, poczuliśmy, że nie musimy być byle jacy. To nie jest nasze Przeznaczenie. Bóg chce inaczej. Dzisiaj, w Wielki Czwartek, może po Mszy św. umyjemy sobie nawzajem nogi, wypijemy czerwone wino do kolacji i poczujemy znowu to samo.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki kupionej za grosze na książkowym śmietniku w supermarkecie kilka miesięcy po tych wydarzeniach „Czuwanie. 1- 8 kwietnia 2005. Wyd. Znak”

Wspomnienia z Rzymu

Relacja z Rzymu

Razem w Watykanie

O marzeniach o przestrzeni pokojowej


5 Komentarzy

To nie pora ostatnia

Zabawy z Małą Dziewczynką nie zawsze są edukacyjne i rozwijające. Zwłaszcza, gdy chorych dziewczynek jest więcej. Zwłaszcza, gdy chore są same dziewczynki. Wtedy zabawy są tylko, aż i po prostu wesołe.

ciemnosci

Marzy nam się, żeby już były już Święta. A może nawet koniec maja i koniec kłopotów. A tu za kilka ciepłych i słonecznych dni, trzeba odpokutować takimi, gdy za oknem ciemno i ponuro, a i w środku choróbsko i smutek.

Na to dobre są… malowanki. Niekoniecznie na kartonie z bloku rysunkowego.

ciemnosci0

I dobre słowa, a słowa świętego to już szczególnie

”Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która cię stworzyła, to wiesz także, że w twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu „pory roku”: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo” Jan Paweł II

Jest ciemno i ponuro, to prawda, ale przecież… niechby i przez łzy… widać nadzieję 🙂

ciemnosci1


Dodaj komentarz

O tacie

Dorota Wolanin zaprosiła mnie na fejsbuku do zabawy, która miałaby polegać na tym, że przez kolejne pięć dni mam zamieszczać po jednym (w sumie pięć)  swoich czarno- białych zdjęć. Pięć zdjęć to pięć różnych historii, pięć odmiennych światów, które się kryją się za obrazkiem. Czwartego dnia przypomniało mi się zdjęcie, które zrobiłam kilka lat temu. Towarzyszył mu tekst o ojcu, samotnie wychowującym dziecko…

ojciecByli już po obiedzie u Banasiów. Dłużej niż zwykle. Lolek przejęty szeptał o czymś z Bogusiem, więc Karolowi żal było im przerywać. Myślał teraz o tym, jak dobrze, że Maria traktuje tak serdecznie tę jego półsierotę. Bez matki bidulek…dobrze, że są kobiety, co mają serce. No, dosyć, dosyć! – zganił się zaraz. –  Nie co się roztkliwiać, nie taka sierota, skoro ma mnie.

Już byli prawie w domu.

– Pochwalony – przywitali na dziedzińcu sąsiadkę i weszli szybko na górę. Ich raźne kroki zadudniły wzdłuż całego długiego balkonu. Karol zamoczył w progu domu palce w malej kropielnicy z majoliki, jak robił to od lat, i przeżegnał się. Dokładnie ten sam gest powtórzył wchodzący za nim chłopiec. Zaraz też spojrzał prosząco na ojca odkładając książki –  Tato… umówiłem się z Jurkiem, no z chłopakami, na piłkę, pozwóóól.

Skinął spokojnie głową, tak ma być. – Musisz odetchnąć przed nauką, leć! – i jak każdy rodzic, nie musiał tego dwa razy powtarzać – Tylko żebyś mi nie pobłądził tam gdzie, wróć na czas! – dodał z rozpędu, nie wiadomo właściwie po co, bo Lolek przecież był słowny.

Stał jeszcze nad prasowaniem, gdy wpadli obaj. Widać, że zahaczyli o dom Jerzego, bo już umyci, napojeni a kolega nawet niósł zeszyty. Lubił, jak wchodzili radośnie,ciesząc się z wygranej. Widział wynik, zanim jeszcze cokolwiek wspomnieli, a dziś taka tryskała z nich duma!

Lubił też, że przychodzili odrabiać lekcje właśnie tu, prosząc go potem, żeby coś poczytał.

Panie Kapitanie, panie kapitanie, poprosimy dziś ten wiersz Norwida o Szopenie.

„Fortepian Szopena”– uściślił Lolek.

-A koniugacje łacińskie napisane?– niby opierał się, ale sięgał już do biblioteczki.

Napisane! – roześmieli się obaj.

Pokażcie czy porządnie – nie odpuszczał szybko – i wyrecytujcie.

Opłacało się, bo potem już mogli się zasłuchać:

Patrz!… z zaułków w zaułki

Kaukaskie się konie rwą-

Jak przed burzą jaskółki,

Wyśmigając przed pułki…

A potem to już sączyła się opowieść o dawnych czasach, o roku 1863. Aż do wieczora. Karol poczuł się winny, że trochę się zagadał – Dzień upłynął. A czy żeśmy coś dobrego chłopcy zrobili? Późno. Na dziś starczy już.

Jurek wymknął się szybko do siebie na kolację.

A oni zostali sami. Ręce ojca kroiły kromki chleba tak sprawnie, że syn nie mógł się nadziwić. Starając się pomóc, nakładał na nie trochę nieudolnie ser. Tato nie złościł się, gdy coś się nie udawało, jak inni ojcowie, a to ośmielało Lolka nie tylko do działania, ale i do dalszej konwersacji. Posypały się pytania o Polskę, o dziadków. Jakie masz szczęście, że urodziłeś się w wolnym kraju. Nie pamiętasz, jak było, nie pamiętasz.– westchnął Karol.

Razem zasiadali do kolacji.

Razem się modlili. Długo i solidnie.

A potem… gdy syn zasypiał, Karol zostawał sam. Sam ze swoimi myślami.. Starał się na klęczkach jakoś je, porozrzucane bezwładnie, pozbierać…

Panie! Czy jestem dobrym ojcem? Jak tu być naraz ojcem i matką? Czasem chyba za   bardzo jestem surowy… Czy wszystko, co trzeba widzę? Jak go wychować, tego mojego Lolka, na dobrego, solidnego mężczynę? Jaka jego przyszłość? Aby nie skończył mi źle . Dałeś mi go, a myslisz, że to tak łatwo… Sam jestem słaby… Nawet koszuli uprasować porządnie nie umie. To moja wina pewnie!-rozniosło się ciężkie westchnienie.- Kto mu te koszule prasował będzie? Proszę pozwól mi zyć tak długo, żeby mnie dla niego starczyło. Żeby nie został sam. Całkiem sam. Bądź przy nim Panie zawsze, gdy mnie nie już nie będzie. W Twoich Rękach nasze życie.

Składał je tak w te Ręce z ufnością i nadzieją. Długo chyba klęczał, bo usłyszał bicie zegara na północ.

Już 2 kwietnia. Starzejesz się. Nie roztkliwiaj się tak, wciąż jestes żołnierzem! Już nowy dzień,a ty nie spałeś jeszcze. Nie będzie sił. – Podniósł się –  Spać!

„Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca. […] Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełnienia własnych obowiązków”. -napisał o Nim Jan Paweł II po latach.


2 Komentarze

Przygotowanie

roze1Jak długo powinno trwać przygotowanie do śmierci, dobrej śmierci?

Na konferencji „Śmierci nie należy się bać. Do śmierci trzeba się przygotować”  Wanda Półtawska powiedziała:  Naucza filozof Karol Wojtyła w swoim personalizmie, że człowiek staje się taki, jak jego czyny, że jakość czynów przechodzi na sprawcę. I co więcej, za te czyny – w Liście do Rodzin pisze – będziecie odpowiadać! Czyny wasze, was sądzić będą. Nie to, co czujesz, nie to, co sądzisz, lecz to, czego dokonujesz!

 

Czy więc Chrystus jest sędzią? Twoje własne uczynki będą cię sądzić w świetle prawdy, którą znasz. Własne uczynki będą sądzić ojców i matki, synów i córki. Każdy z nas będzie sądzony z przykazań, również z tych, które wspomnieliśmy w tym Liście: z czwartego, piątego, szóstego i dziewiątego. Każdy z nas będzie sądzony przede wszystkim z miłości, która stanowi istotę i syntezę przykazań. „O zmierzchu życia sądzeni będziemy z miłości” — napisał św. Jan od Krzyża

Jan Paweł II „List do rodzin”

Tu  „Profesor traci czas” zamieszczone w „Oknie na cztery strony świata” na wiara.pl

Czyli dlaczego czasem warto być okradzionym? Jakoś tak mi się skojarzyło z tymi czynami matczynymi i wychowaniem.


3 Komentarze

Zamiast nalewki: szałwia

Może i nalewka jest dobra na przeziębienia i smutki. Ale to szałwia lekarska (Salvia officialis L.)  ma nadzwyczajne właściwości.

szalwia1

Szałwia lekarska rośnie w kilku miejscach naszego ogrodu, stanowi piękne tło dla czerwonych róż tuż pod ogrodzeniem, dobrze czuje się obok malw i orlików, ale najmocniej rozkrzewiła się tuż pod gankiem, gdzie siadamy z mężem w letnie wieczory (a nawet noce) z filiżanką herbaty czy kieliszkiem czerwonego wina. U naszych stóp kładzie się psina, która wierna i niezwykle czujna, reaguje na każdy odgłos za płotem, przeskakując nad szałwią i biegnąc bezszelestnie w kierunku ogrodzenia. Poruszona tym roślina, wydziela silny, swoisty zapach. Lubię tę ich współpracę. Zapach szałwi kojarzy mi się z opieką i bezpieczeństwem, nawet jeżeli jest to skojarzenie nazbyt optymistyczne. Może nie tylko ja mam takie skojarzenie?

W „Magii ziół” Andrzeja Skarżyńskiego przeczytałam, że Święta Rodzina w czasie ucieczki do Egiptu musiała szukać schronienia przed siepaczami pod krzewem szałwii właśnie, która nie dość, że Ją ukryła, ale otrząsnęła swoje drobne kwiatki, jak miękki dywan, zapewniając Jej wygodę. Otrzymała za to nadzwyczajną moc niesienia ulgi cierpiącym.

Jan Paweł II w swoim liście skierowanym do rodzin napisał: Pośród tych wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć. A rodzina często jest drogą trudną i wcale nie tak bardzo bezpieczną. Drogą krętą, na którą w czasie burzy spadają ogromne konary mogące zabić nawet najsilniejszego, gdzie czasem błoto jest nie tylko po kostki, ale i po szyję, na której nawet słońce dobrobytu potrafi doprowadzić do raka skóry. Trudno ją przejść nie tylko dlatego, że nie ma czasu na zmówienie modlitwy i bywają załamania duchowe, ale i dlatego, że brakuje pieniędzy na buty, na hotel, by się przespać, na jedzenie, a wokół kręcą się siepacze z obietnicami doborobytu w zamian za głowę. I im więcej przeszkód, tym mniej osób towarzyszy dotkniętej problemami rodzinie, a mijając dzieli się owszem, ale jakimś rzuconym słowem, wstydząc się głębokiej rozmowy o prostych problemach. Dziś jest 16 października, dzień wyboru Papieża Polaka, a także dzień kolejnego dnia synodu o rodzinie, którego przebiegiem wiele osób jest zaniepokojonych i na który wiele innych patrzy z nadzieją. Tym bardziej warto napisać o szałwii. Taka niewielka roślina, a ma działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwskórczowe, kojące, żoładkowe, bakteriobójcze i przeciwpotne. Jest dobrą przyprawą: do ryby, mięs, makaronów ( wystarczy sos z szałwii i masła, żeby makaron stał się pyszną potrawą). Ale dostała te właściwości za to, że towarzyszyła w drodze, a nie tylko pouczała, dała wytchnienie, a nie tylko rzuciła garścią słów, rozścieliła dywan kwiecia, a nie podzieliła się niepotrzebną szmatą. Nie zbudowała szerokiej autostrady do nieba, ale uratowała tu na ziemi- i to Świętą Rodzinę, która choć święta, też znalazła się w tarapatach. I dopiero w ten sposób zasłużyła, by przynosić ulgę w cierpieniach.

szalwia