grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


6 Komentarzy

Dwa liście klonu

Dwa liście klonu. Urodziły się, nie mając nawet świadomości, kiedy i gdzie. Zaraz, gdy zaczęły się rozglądać dookoła, zobaczyły- siebie nawzajem.

Czy to z wolnego wyboru, czy z lęku, czy z nagłego poczucia bliskości podczas porywistego wiatru, pewnego letniego dnia obiecały sobie, że już zawsze będą ze sobą. Tylko ze sobą. Może to i był ich wybór, skoro z tak wielu liści na gałęzi klonu, wybrały właśnie siebie? Może były na tyle dojrzałe, by to zrobić, skoro potrafiły dostrzec wyjątkowość tego drugiego liścia wśród wielu tak podobnych? A może to był przypadek. Szeptały do siebie czułe słówka, drżały na swój widok, szumiały wieczorem śpiewne kołysanki, osłaniały się przed deszczem, wypatrywały, gdy była mgła. I tak aż do jesieni…

Poczuły, że zaraz opadną. Czy się odnajdą? Czy będą szeleściły razem?

„Niech będzie Wola Twoja”- pomyślały jednocześnie. I kto wie, może tylko dlatego leżą dzisiaj obok.

lisciedwa

Jakże godne ukochania są wszystkie Jego dzieła, 
i zaledwie iskierką są te, które poznajemy. 
Wszystko to żyje i trwa na wieki 
i w każdej potrzebie wszystko jest Mu posłuszne. 
Wszystko idzie parami, jedno naprzeciw drugiego, 
i nie mają żadnego braku; 
przez jedno umacnia dobro drugiego, 

a któż się nasyci, patrząc na Jego chwałę? (Mądrość Syracha 42,22-25)

Dobrej niedzieli


9 Komentarzy

Zmiany

Ogród jest ten sam, ale nie jest już taki sam. Choćby berberysy- między wiosną a zimą wiele się z nimi wydarza.

Jesień jest pięknym, ale i trudnym przystankiem. Ale co ja tam będę pisać, lepiej ujęła to Małgorzata Musierowicz w „Noelce”:

Cyryjek poznał ją od razu.

Stał przez dłuższą chwilę u podstawy schodów, z których zbiegł pod Rondo, po to tylko, by zatrzymać się zaraz w miejscu i spoza pleców przechodniów spoglądać na Terpentulę.

berberys0

Kiedyś była piękną, młodą dziewczyną.

Teraz była starą kobietą.

berberys kopia

Poza tym nic się nie zmieniła.

To tak, jak ogród, jak berberysy w ogrodzie.

„Wstrząsające było przekonać się, jak czas obchodzi się z ludzkim ciałem. I – jak nie potrafi nic zrobić z ludzkim duchem„- czytamy dalej. (Lubicie Musierowicz? Ja ciągle ją lubię, choć tyle lat już minęło, odkąd pierwszy raz wzięłam do ręki jej książkę) A jednak bywa, że duch ludzki czy duch ogrodu się zmienia. Nie tyle pod wpływem czasu być może, ale przeżyć. Wystarczy kilka chwil zaledwie, by unieść się do nieba, uwierzyć w siebie, przestać czuć się samotnym, niepotrzebnym. Współ-czuć. Wyszlachetnieć. I tyle samo czasu- minuty, może sekundy- by upaść i z trudem się podnosić. Złamać się. Załamać.

Oby ta jesień obeszła się z nami łagodnie.


5 Komentarzy

Jesienne zabawy

Jesienne zabawy w domu i ogrodzie są bardzo przyjemne. Jesienne zabawy to porządkowanie, grabienie, przycinanie i bajeczny odpoczynek. Oczywiście z Małą Dziewczynką.

Cały ogród jest żółty, czerwony, brązowy. Bronią się jeszcze pojedyncze kwiatki w innym kolorze, tworząc na tym tle plamy piękna. Liście  trzeba zebrać w sterty, rzucając się nimi trochę i trochę w nie (te sterty), podnosząc, podziwiając.

Potem palenie, wkładanie do środka ziemniaków, szukanie już upieczonych,  z czarną skórką, smakujących jak nigdy. Lubię zapach jesieni, liści, dymu.

liscie1

Porządki w ogrodzie też lubię, choć zawsze jestem potem zziębnięta i zmęczona. Ale co tam… można odpocząć na hamaku, na którym leży koc.  Z liści oczywiście

lisciehamak2

Przez chwilę nie myśleć o tym, że i to trzeba będzie posprzątać. Składanie hamaka i koca  zostawić na później. Zabrać ze sobą dary jesieni, które jakiegoś pochmurnego  dnia, gdy deszcz i wiatr zatrzyma Małą Dziewczynkę w domu, pomogą uruchomić wyobraźnię. Z szuflady wyjmie się wtedy korki od butelek, plastelinę i kolorowy papier. Czasem trzeba przetrząsnąć i trzy szuflady, zwłaszcza, gdy są trzy biurka.

liscie3 A Mała Dziewczynka chętnie wymyśli bajkę o mamie owcy i jej córeczce, zagubionych w lesie (trzeba je wyciąć i  zrobić drzewa z zakrętki, plasteliny, szyszek i liści). Ta rodzina  po wielu trudach znajdzie się na przyjaznej, pełnej kwiatów łące (łąkę świetnie udaje zielony papier kolorowy, a kwiaty się rysuje bądź wycina). Trochę się popasie, rozmawiając ze sobą o przedszkolu, paniach, siostrach i koleżankach. Potem zobaczy duże jezioro (do tego wystarczy niebieski papier).  Ale przecież owieczki nie przepłyną same tak głębokiej wody! I wtedy, gdy wydaje się już, że nigdy nie wrócą do domu, babcia przypomni sobie o formie do babeczki, która dobrze udaje łódkę.

liscie4

A potem to już jest prosto i bezpiecznie. Po drugiej stronie głębokiego jeziora, czeka na nie mama Małej Dziewczynki i pies. Zrobi się je z kasztanów i wykałaczek, ozdabiając plasteliną. Łatwizna 😉

Jesienna zabawa z Małą Dziewczynką na cały dzień…

liscie5


6 Komentarzy

Marcinki i motyle

O tym, że marcinki to nie tylko małe Marciny, czy można je spotkać na nadwiślańskim brzegu i być może ostatnim w tym roku motylu.

– O, zobacz, zobacz, całe pole marcinków- mąż aż przystanął ze zdumienia- Widzisz, ty je pielęgnujesz w ogrodzie, a one sobie tutaj- zatoczył ręką dookoła, pokazując na wysokie trawy, krzaczory i nadwiślański piasek- Tak sobie same rosną. Identyczne.

– Niezupełnie takie same- zaprotestowałam słabo, a słabo, bo chociaż zdziczały, w gruncie rzeczy też byłam pełna podziwu, że dają sobie tak dzielnie radę, zaledwie kilka kilometrów od centrum Warszawy. Gdybyśmy wspięli się na konar leżący opodal, widzielibyśmy samochody mknące Wałem Miedzeszyńskim. Pole dzikich marcinków nad rzeką w środku stolicy Polski!

Marcinki rosną w naszym wiejskim ogrodzie od samego początku. Dbam o nie- czyli na zimę (bo są mrozoodporne) przycinam, wiosną usuwam chwasty, żeby mogły się rozrastać, nawożę, a one powoli zawłaszczają przestrzeń i to nie tylko swoją. Przepychają się z różą, po bratersku ściskają hortensję i do spółki z nadmiarem deszczu pewnej wiosny, przepędziły tojad- to akurat dobrze, bo tojad jest mocno trujący.. Podobno nazwę zawdzięczają temu, że kwitną w dzień św. Marcina. Wiem, kiedy jest ten dzień, bo jeden z moich ulubionych kolegów w czasach ogólniaka miał tak na imię, a potem na studiach na roku też był Marcin. Świętego Marcina z Tours jest 11 listopada, ale nawet gdyby to miał być jakiś inny święty Marcin, na przykład ten, którego wspomnienie jest obchodzone 17 września, kwiaty te kwitną dużo dłużej, niż od września. W moim ogrodzie zaczynają panoszyć się w lipcu i rzeczywiście kończą po porządnych i to niejednych przymrozkach, mogłyby więc nosić imię także wielu innych świętych. Nazywałyby się może wtedy anulki, krzysztofki, krystynki, albo marynie. Są astrami, zaliczanymi do jesiennych, choć to w gruncie rzeczy kwiaty letnio- jesienne, łatwe w uprawie i bardzo urokliwe. Mam je w ogrodzie w kolorach różowym, niebieskim (pełne) i fioletowym. Motyle lubią jednak tylko jedne- do gustu przypadły im te fioletowe, najwyższe.

I tak  właśnie wyglądają na ogrodowych astrach.

ostatnimotyl3

 

A to są marcinki nadwiślańskie:

ostatnimotyl2

 

– Gdzie są marcinki, są i motyle- ruszyłam przez chaszcze, pewnie pełne różnego robactwa, w kierunku pola jesiennych astrów. Wisła skrzyła się za moimi plecami, pod butami miałam rzeczny piasek.  Znalazłam motyle.

Ciekawe czy to ostatnie tego roku?

ostatnimotyl1


1 komentarz

Jesienne róże

Właściwie są ostatnie dni lata, ale róże już jesienne. Wszystkie zakwitły w tym roku i bardzo mi żal się z nimi żegnać, a one najwyraźniej już się  żegnają.

roza2

roze1

 

A to bajka o róży, która pewnego roku w pewnym ogrodzie, za górami, za lasami nie zdążyła zakwitnąć:

„Jej Właścicielka była wesołą, jasną, pulchniutką kobietką. Codziennie przechodziła obok róży, uważnie oglądala jej listki i nowe pędy. Podwiązywała je do pergoli tak często, że róża nie mogla zapomnieć, że jest pnąca. Pryskała je jakimiś preparatami, zanim cokolwiek zdążyło zaboleć. Podsypywała dużo nawozu, który dla róży był tak dobry, jak najsmaczniejsze owoce i galaretki dla malych dzieci. Pamiętała o podlaniu… „Właściciel, małomówny mężczyzna, nie zapomniał o właściwej ziemi, gdy mnie sadzili, dołek też wykopał, jak należy” – przypomniała sobie róża.

Rozsiadła się więc wygodnie w nowym miejscu, które miało się odtąd stać jej ogrodem. Bawiła się z promieniami słońca, których było w tym roku tak dużo, że dokazywały z nimi co rano nowe, malutkie listeczki. Właścicielka kręciła głową i coś jej szeptała, przywiązując świeże pędy, ale róża za bardzo była zajęta przekomarzaniem się z wiatrem, by zwracać uwagę na słowa Właścicielki! Była przecież różą, nie byle kwiatkiem! I oplatała już prawie całą bramę, świetnie się przy tym bawiąc. Tak się jakoś zeszło aż do czasu, gdy zrobiło się chłodniej. Róża wyczuła zapach opadających liści i dopiero wtedy spostrzegła, że… że nie zakwitła ani razu!

Zawstydziła się. Tak bardzo o nią dbali, a nie nacieszyli się jej kwiatami! Zapomniała. Na śmierć zapomniała? Zerknęła na dziką różę przy płocie, która już traciła ostatnie mizerne płatki i zasypiała. Tamta – taka pospolita- choć tak nędznie, ale kwitła całe lato.

Zawstydziła się ponownie. I … postanowiła zrobić Właścicielom niespodziankę. Wypuściła kilka delikatnych pączków. O, jakże trudno było je rozwinąć! Co ogrzały je promienie, to ziębił coraz zimniejszy deszcz! Ale róża nie poddawała się! „Jeszcze trochę wysiłku, jeszcze trochę i zakwitnę! – cieszyła się pewnego jesiennego dnia. Wyobraziła sobie, jak Właścicielka rozpromienia się na ten widok i rogrzana tą myślą… rozchyliła pierwszy pąk. Ale właśnie wtedy dmuchnął na niego mróz.”Wszystko stracone”- rozżaliła się, a jej liście pociemniały i zwinęły się boleśnie.

– Jaki ładny, kwiat! Co za kolor! Szkoda, że zmarzł. Biedactwo! – ciepła dłoń dotknęła pocieszająco niemal umarłą różę – Do zobaczenia! Ależ twoja koleżanka ma w tym roku piękne owoce…- Właścicielka skierowała się w stronę krzaka przy płocie, który rzeczywiście był oblepiony jakimiś czerwonymi kulkami – Czekam na konfitury z tej róży cały rok. – zdążyła usłyszeć jej cichy głos.

Niby bez związku św. Josemaría Escrivá:  Różaniec jest szczególnie ważny dla tych, którzy pracują umysłowo lub studiują. Gdyż owe pozornie monotonne szczebiotanie dzieci do swej Matki w modlitwie do Najświętszej Maryi Panny niszczy wszelki zarodek próżności i pychy.”

Notka ukazała się także TUTAJ