grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


6 Komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1


8 Komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…