grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


9 Komentarzy

Na Mikołajki

Na Mikołajki daję to, co mam. A mam dużo. Kwiat, który nie zwiędnie i nie zmarznie, nawet źle pielęgnowany… I dobre słowo.

mikolaj

Św.Jan Paweł II powiedział w 2002 w Toronto

Chociaż przeżyłem wiele ciemności i srogich reżimów totalitarnych, to jednak ujrzałem wystarczająco wiele dowodów, aby być niezachwianie przekonanym, że żadna trudność i żaden lęk, jakkolwiek wielkie by one były, nie są w stanie całkowicie stłumić nadziei, która rodzi się wiecznie w sercach młodych ludzi.

Nie pozwólcie umrzeć tej nadziei.

Reszta się ułoży, dziś 6 grudnia przecież.


6 Komentarzy

Ostatnie

Ostatnie zakwitły w ogrodzie nagietki

ostatnie

W przychodni. Wpada zdyszana pacjentka, rozpina kurtkę, rozbiera się, zaczepiając starszego eleganckiego pana, który siedzi pod gabinetem:

– Pan jest ostatni?

Pan podnosi piękne, mądre oczy i z przebłyskiem humoru odpowiada:

-Nie no, chyba taki ostatni to nie jestem, gorszych widziałem.

Wiem, że suchar, ale zacny. Nagietki są u mnie w tym roku naprawdę ostatnimi kwitnącymi kwiatkami. Inne zmarzły i się poddały. Ale takie „ostatnie”, najgorsze to nie są, są bardzo ładne. Równie ładne, jak wcześniejsze.

Te dni roku kalendarzowego też mogłyby się wziąć trochę za siebie, bo nawet gdy szybko zapada zmrok, nie muszą być zaraz przez resztę jasnego dnia takie ponure. Ale skoro już się uparły, pomyślałam sobie, że mogę nadać im blasku i znaczenia,  ponieważ to są też pierwsze dni Adwentu. Mogę zapalać świecę w Adwentowym Wieńcu TU, otwierać szufladki Adwentowego Kalendarza TU, piec, sprzątać, robić ozdoby (np węże TU), czytać książki a nad ranem jeszcze zdążyć na roraty 😉 I to wszystko nie sama. Może być radośnie, może być nawet wesoło.

 


8 Komentarzy

Fochy azalii

A mogło być tak pięknie, a raczej: mogła być tak piękna. Kwitną azalie, nawet pięknie kwitną. Oprócz jednej, miniaturowej, z którą miałam kłopot.

azalia1a

Mam kilka azalii. Jedna z nich, pomarańczowa, była zaraz po wsadzeniu kilka razy wyjmowana. Najpierw przez małego chłopczyka, który przyszedł do nas z wizytą. Pooglądał „jadny kfiatek”, a potem postanowił go podarować mamusi (bo bardzo kocha mamusię), zaparł się więc, podparł i nie potrzebował nawet tego łańcuszka „dziadek za babcię, babcia za rzepkę, oj przydałby się…”, żeby wyrwać nieukorzenioną azalię.Wsadziliśmy ją w to samo miejsce. Potem ułożył się obok niej pies, a że troszkę go uwierała, „zrobił z nią porządek”, czyli szarpnął za gałązkę, wyjął delikatnie i ułożył zdziebko dalej. Bardzo się zdziwił, że się nie ucieszyłam. Byłam trochę mniej uprzejma, niż w stosunku do malutkiego gościa. Pies więc jeszcze spróbował się zemścić na roślinie, która stała się powodem zadrażnień z jego ukochaną panią, ale tylko raz. Azalia przeżyła. Nie przejęła się tymi wszystkimi nieprzyjemnościami, postanowiła sobie rosnąć powoli, ale wyraźnie. Dała cień botanicznym tulipanom i bratkom i nawet przebaczyła i zaprzyjaźniła się z psem.

azalia

 

Inaczej było z azalią miniaturową. Wymyśliłam sobie, że zwieńczy klomb leśny delikatnym, różowym akcentem. Pierwszej wiosny tak właśnie było, ale już latem maleńka roślinka się obraziła. Nawożona, podlewana, a nawet głaskana, uznała, że nie ma siły żyć. Wydawało się, że już po niej, ale jesienią puściła kilka listków z prawie całkiem suchej gałązki i przygotowała się do wiosennego kwitnięcia. Różowa azalia wiosną zakwitła, ale jakże mizernie! Niestety, tamtego lata znowu strzeliła focha. A potem jeszcze raz. Ciągle kwitnie i jest ładna, ale dużo mniej okazała, niż gdyby była bardziej stała. Jest żywym obrazem tego, ze skoro już JESTEŚMY na tym świecie, lepiej jest wzrastać, czy choćby trwać, nie ma co się obrażać na życie- bycie. To my więcej tracimy na tym, niż świat.