grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


14 Komentarzy

Przyszedł do mnie ogród…

A raczej przyjechał za sprawą moich dzieci. To one go odwiedziły i przywiozły mi kwiaty, owoce, warzywa, a nawet trochę ziół.

kwiat1

– O! Jesteś! – róża lekko się skrzywiła- Zostawiłaś nas na wiele tygodni! Zapomniałaś! Wyjechałaś! Ogród potrzebuje ogrodnika! A myślałam, że jesteś odpowiedzialna za to, co kochasz…

Przyznaję, w oczach miałam łzy, gdy zobaczyłam swoje ukochane kwiaty. Myślałam, że przez ten długi czas zmarniały całkiem. A one przyjechały do mnie w całkiem niezłym stanie.

kwiaty2

– Nie widzisz, że płacze?- zaniepokoiły się słoneczniki- Daj jej coś powiedzieć, nie osądzaj jej…

– Wiele się zmieniło…- zaczęłam- W ciągu kilku sekund zaledwie. Mój mąż, uderzony przez samochód leży w pokoju obok. On mnie teraz bardziej potrzebuje, niż wy. Wy macie słońce, wiatr, deszcz was poi, promienie słoneczne karmią… On jest przez wiele tygodni zdany tylko na ludzi.

Kwiaty umilkły zmartwione.

– Na początku… myślałam, że nie żyje. W tym wypadku zginęła kobieta. Widziałam ją, biegnąc na ratunek, krzycząc niewiadomoco. Obok mnie biegł syn.  Ucierpiało kilka osób. I on też…

Kwiat

-Pokaż go- pierwszy odezwał się mieczyk- Może go jakoś popilnuję, zawsze mnie lubił. Sam mnie wsadzał do ziemi.

-Nakarmimy go- zerwały się pomidory, winogrona, śliwki- Nas też pielęgnował. Przypominałyśmy, żebyś zasadziła jeszcze melisę, byłaby na łzy…

-Jak to dokładnie się stało?- zaczęły się dopytywać jedne przez drugie.

Odetchnęłam głęboko. Poczułam się, jak w ogrodzie. Pełnym… nawet nie wiem, czego…


13 Komentarzy

Zapach

Wszyscy o zapachu bzów, a ja o – berberysów.

berb1 kopia

Nareszcie! Wychodzę rano przed dom, grzeje słoneczko i kwitnie mój ulubiony berberys. Rośnie tuż pod kuchennym oknem, więc wiedziałam o tym już wcześniej.

– Znowu! – mąż krzywi się- Jak on śmierdzi!

– Nieprawda. Ten zapach nie jest może oszałamiający, ale jest dość neutralny. I nie mam na niego alergii. A kwiatki są piękne! Zawsze czekam na nie z niecierpliwie.

– Oszałamiający to on jest – taki trupi smród.Aż się muchy zlatują- zrzędzi mąż

– Trzmiele, bąki, pszczoły się zlatują! No i muchy też- przyznaję.

berb2

Zapach naprawdę nie wydaje mi się zły. Ale może to dlatego, że te drobne kwiatki zebrane w grona tak mi się podobają? Może dlatego, że krzew, tak jak chciałam, zagląda w okno, zapewniając towarzystwo przy pracy. Może dlatego, że go lubię? Może… może dlatego, że go sobie wybrałam? Może dlatego właśnie tę jedną wadę łatwiej znieść.

A kiedy taką wadę, czy nawet wiele wad, trudno znieść?

– Wiem, że nie znosisz tego zapachu…

-Smrodu raczej- przerywa mąż

– … na szczęście on kwitnie krótko- kończę polubownie – Nie wybrzydzaj, daj się nacieszyć widokiem.

Komu jeszcze berberys śmierdzi?

O berberysach w innym miejscu: jak się starzeją berberysy

I zdjęcie na uspokojenie TU


6 Komentarzy

Przed burzą

Na wsi przed burzą czuje się głównie strach. A im więcej człowiek burz przeżył i o nich wie, tym bardziej się ich boi.

burza1

Było gorąco i duszno. Serce łomotało przy każdym intensywniejszym ruchu, więc do miasteczka dojechaliśmy samochodem. Spodziewaliśmy się burzy, tak mówiły wszystkie prognozy, a na blitzortung.org widać było jej triumfalny pochód przez Polskę. Burzy nie unikniemy. Możemy się trochę przygotować, trochę zabezpieczyć, ale cóż to znaczy, gdy nadejdzie nawałnica. A jednak próbowaliśmy. Kupiliśmy zapas wody ( po wyłączeniu prądu przez jakiś czas leci z kranu brudna), chleb, jagodzianki duże, pełne pysznych owoców w cenie zwykłych bułek warszawskich, potem wpadliśmy po świeże jajka. Sprzedająca je  kobieta też obawiała się burzy, nie rozmawialiśmy jednak zbyt długo, łamiąc tradycję- śpieszyliśmy się do domu, bo nadciągała burza. Potem jeszcze krótka wymiana zdań z sąsiadem, który jest prezesem ochotniczej straży pożarnej i jak nikt inny ma świadomość, jak dużo jedna burza może narobić szkód. Przed niektórymi udało się zabezpieczyć. Wyjęliśmy zabawki z basenu (żeby nie wylądowały na ogórkach lub pomidorach), podwiązaliśmy wysokie, chwiejne rośliny (żeby ich wiatr nie połamał), złożyliśmy krzesła ogrodowe i wnieśliśmy je do domu (mogłyby wybić szybę balkonową), wyprowadziliśmy spod drzew samochód ( ułamany konar by go zniszczył), odnaleźliśmy świece i świeczniki (prąd tu wyłączają prawie zawsze). Na zabezpieczenie innych było już trochę za późno: wiadomo, że dach gdzieś przecieka, ale ciągle są inne, pilniejsze wydatki. Przed wieloma i uciec i ustrzec się nie sposób: można nie wystawiać nosa z domu, ale gdy podmuch zerwie dach, jest się bezbronnym. Roślin nie osłoni się przed gradem. „Oby nie tutaj! Oby Bóg był dla nas łaskawy.”

Już wydawało się, że grzmoty, błyskawice, deszcz obeszły się z nami delikatnie, gdy usłyszeliśmy ryk syreny. Potem zobaczyliśmy pędzących strażaków. Palił się pobliski las.

Jan Paweł II w homilii w Masłowie przypominał o wartości rodziny i zagrożeniach, mówił: „Wiemy z rodzimego doświadczenia, zwłaszcza z doświadczenia minionego okresu, że to zło pierworodne, które drzemie w duszy każdego człowieka, a które u podstaw łączy się z odrzuceniem Bożego ojcostwa – szczególnie często, szczególnie łatwo daje o sobie znać poprzez naruszenie ładu moralnego małżeństwa i rodziny. Są to dziedziny jakby szczególnie zagrożone, szczególnie narażone. Szczególnie łatwo w tych dziedzinach, gdzie tak wiele zależy od miłości, od prawdziwej miłości, człowiek ulega egoizmowi i drugich – najbliższych! – czyni ofiarą tego egoizmu.” W trakcie tej mszy świętej rozpętała się prawdziwa burza, pod jej koniec Papież mógł jednak powiedzieć: Zaczęło się od strasznej burzy i deszczu. Przetrzymaliśmy! Bogu dzięki! 

Nie każdą burzę, także i tę dotyczącą rodziny, da się przeżyć, czy jak zażartował Jan Paweł II, „przetrzymać” i nie każdy jej niszczący skutek przewidzieć. Strach przed burzą jest więc naturalny. Strach przed eksperymentami, które mogą burzę wywołać także, bo  zdarza się: Oni wiatr sieją, zbierać będą burzę.(Oz 8,7)

burza

Na zdjęciach przedburzowa malwa. Więcej zdjęć malw TU.


8 Komentarzy

Gdybym była… nauczycielem

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym chabry. Ich kolor działałby na mnie uspokajająco.

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym się otaczać niebieskimi kwiatkami. Ich barwa uspokoiłaby moje stargane nerwy i pomogła zasnąć. Obniżyłaby mi ciśnienie krwi. Pobudziłaby moją wyobraźnię.

chaber1

Gdybym była nauczycielem, robiłabym sobie z chabrów okłady na oczy, „żeby przejrzeć” i ” wreszcie zobaczyć”. Wnosiłabym do pokoju nauczycielskiego płukanki na rozpalone gardła.

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym jeździć tam, gdzie chabry, niewytępione chwastobójczymi środkami, rosną w zbożu. Chodziłabym ostrożnie miedzą, tak ostrożnie, by niczego nie zachwiać, niczego nie zniszczyć i przypominałabym sobie, jak to jest być dzieckiem. Może spojrzałabym na świat z dziecięcą ciekawością i radością, podszytą lękiem i przestrachem. Może nie zdeptałabym żadnego kwiatka.

chaber2

Gdybym była nauczycielem, zachwyciłaby mnie skromność chabrów. Może zamiast „zobaczcie, jaka jestem mądra”, zaczęłabym mówić „spójrzcie, jakie to proste”, zamiast „znowu są z tobą kłopoty” – „spróbuj, pomogę ci, a razem damy sobie z tym radę”.Gdybym była nauczycielem, nie miałabym wygórowanego mniemania o sobie i nigdy nie byłabym kuratoryjną gwiazdą. A wtedy może po kilku latach nikt nie pamiętałby mojego nazwiska.


6 Komentarzy

Nie zdążyła

Moja mama w tym roku nie zdążyła na czas kwitnienia irysów. Sama je dla mnie kupowała, choć nie zna się na kwiatach (!) u jednej ze słynnejszych ich hodowczyń w okolicy. Mama jeszcze pracuje na emeryturze. Nie napisałam tego, by wyśmiać kampanię Fundacji Mamy i Taty, ale żeby zabrać w niej głos.

irys1

Jak każdy może, „to babcia też” 😉 Kampania jest na tyle „zaczepnie” zrobiona, ze WRESZCIE wywołała dyskusję na temat rodzicielstwa. Nie ze wszystkim czlowiek musi w życiu zdążyć. Tak uważam. Nie będę miała wszystkiego, co bym mieć chciała. Kobieta nie wszystko zdąży zrobić, a żaluje się tylko najważniejszych rzeczy. Nie dziwi mnie więc, że kobiety grajace w filmach erotycznych , „oblatane” na tyle, żeby wsiąść do samolotu i dolecieć do kliniki aborcyjnej (potem taksówką pod drzwi), ale nie na tyle, żeby dobiec do apteki po środek antykoncepcyjny (nie po drodze na trasie codziennych biegów?), nie zdążają mieć dzieci. Nie muszą. I niech się nie wściekają na te kobiety, które zdążyć chcą, a nie mogą.

Staramy się w swoim życiu zdążyć ze zrobieniem tego, co dla nas najważniejsze. Wkładamy w to wiele wysiłku i wcale nie zawsze się udaje. Dziecko musi być ważne, a może nawet szerzej- drugi człowiek musi być ważny, żeby zdążyć z nim (po)być. Tym bardziej- urodzić.

iryspara

Czasem zanim jeszcze zdążysz urodzić dziecko, dowiadujesz się, że masz leżeć plackiem w łóżku (szpitalnym czy domowym, mniejsza o to) i przez ten czas topnieje ci grono przyjaciół, w pracy są toczone rozgrywki szachowe, o twoje stanowisko, a wsparcie dostajesz z nieoczekiwanych stron. Nagle odwiedza cię szef, któego nie obchodzilaś, piszą do ciebie internetowi znajomi, ktoś okazuje ci serce z drugiego końca Polski, ba świata! I przestajesz nad czymkolwiek panować, nie tylko nad datą porodu. I już tak będzie, taka jest cecha tej fascynującej wyprawy, na którą się zdecydowałaś. Może się więc zdarzyć, że kompletnie nie zdążysz z projektem, pożegnasz się z pracą i nie wyjedziesz harować do Paryża ( do 22.00 tylko, potem masz czas wolny, więc padasz prawie zemdlona na łożko hotelowe, żeby dospać do śniadania). Spokojnie, zdążysz urodzić, bo skoro jesteś w ciąży, ten etap nie sposób ominąć, potem będziesz zmęczona jak cholera, ale gdy zobaczysz pierwszy bezzębny uśmiech, znajdziesz w sobie pokłady radości na najbliższe kilkanaście tygodni, lat- czyli póki ci nie spowszednieje. Być może będziesz wynajmować mizerne pokoje nad polskim morzem i to nie będą te najlepsze hotele, ale będziesz oglądać każdą muszelkę, przesypywać godzinami piasek między palcami i skakać przez fale zaśmiewając się do łez. Gospodyni usmaży ci co rano jajecznicę, jakiej nie jadłaś dotąd. Będziesz cieszyć się, że stać cię na taki pokój. A kiedy dermatolog twojego dziecka przebąknie, że na jego stan skóry jest najlepszy pobyt nad Morzem Martwym, zarobisz te pieniądze, zbierzesz i pojedziesz na całe tygodnie w miejsce, na które nigdy by nie było cię stać (ale co ważniejsze- nie zdążyłabyś odbywając służbowe podróże miedzy Londynem a Tokio (pamiętasz? Od 22.00 czas na zwiedzanie!).


irys2

Może, gdy zdenerwują cię politycy i zabraknie ci pieniędzy na jedzenie i mieszkanie, wyjedziesz i poznasz wielu ludzi w obcym dotąd kraju i dokonasz wielkich rzeczy. Będziesz tęsknić za Polską. Albo inaczej- będziesz siedziała w kolejkach do lekarzy, półspała na fotelu w szpitalu, obok łóżka swojego dziecka i sama uznasz naiwnie, że nikt cię z tym nie zastąpi. Może, choć nigdy nie znałaś się na muzyce, będziesz przesiadywała godziny na korytarzach szkoły muzycznej swojego dziecka. Zaczniesz wreszcie regularnie chodzić na basen, bo dziecko mobilizuje. Nauczysz się perfekcyjnie jeżdzić na nartach i będziesz ustalała w ferie co rano trasy wycieczek w góry. Może wreszcie zmienisz wynajęte mieszkanie na własne, żebyście mieli większe poczucie bezpieczeństwa. Poznasz wielu rodziców kolegów dziecka i ucieszysz się, jak różni mogą być ludzie. Będziesz musiała gadać z nauczycielami o sprawach, które nie są ważne i czasem będziesz pękać z dumy, a czasem będzie ci wstyd. Zrozumiesz siebie samą z czasów szkolnych i zaakceptujesz swoją dawną niechęć do zorganizowanej edukacji. Podzielisz się z dzieckiem swoimi pasjami. A ono wprowadzi cię w swoje. Tak często będziesz mówiła „dasz radę”, że w samej tobie coś w to uwierzy. Być może zmienisz zawód i będziesz robiła coś, o czym kompletnie nie myślałaś. A kiedyś, dorosłe już dziecko pokaże ci z przejęciem „Zobacz mamo, to jest akcelerator” a ty pomyślisz „O cholera, to dopiero jest interesujące! Szkoda, że nie zdążę tego zgłębić”. Pokaże ogród, a ty pomyślisz: „Nie wiedziałam, że tak pięknie można urządzać ogrody. Dokupię jej irysy.” Twój świat, który wymknął się spod kontroli, będzie bogatszy, niż mogłabyś sobie wyobrazić i to pomimo, iż będą w nim chwile cierpienia, bólu i zdenerwowania, niedokończonych projektów i spraw.  Bo dobrze być mamą. To fascynująca przygoda. Najważniejsze jest jednak, żeby zdążyć być dobrym człowiekiem.

irys3Wszystkie te irysy dostałam od mamy, która nie dość, ze nie zna się na kwiatach – nie zawsze zdąży je w porze kwitnienia zobaczyć.


Dodaj komentarz

Prawie orły

 Czy orlik to mały orzeł? I czy trzeba być orłem, żeby być lubianym?

orliki

Nazwa orlika Aquilegia nawiązuje do budowy jego kwiatu, który ma długą ostrogę przypominającą szpon orła (czyli ma pazur 🙂  Poza tym orlik to dobrze ułożona bylina z rodziny jaskrowatych, chętnie rozsiewająca się sama z nasion, niezbyt pospolita, choć daje sobie radę także w górach. Lubi miejsca półcieniste i w moim ogrodzie to tam najmocniej kwitnie i najłatwiej się rozmnaża. Orlik choć z pozoru jest delikatny i wrażliwy, dzielnie radzi sobie z chorobami, tylko lekko uginają go nieszczęścia. Niby skromny, ale potrafi  odurzyć.

orliki1

Uwaga! Rozmawia z każdym, nie tylko ze swoimi i nie tylko z motylami i trzmielami!

orliki4

Młodym orłem to on nie jest, ale wystarczy mi, że jest repelentem. Nawet jeżeli odstraszy ( a to nie obietnica wyborcza, to fakt !) jedynie ślimaki, które pustoszą mi ogród zżerając sałatę, truskawki i kwiaty , już tylko za to bardzo go lubię.


4 Komentarze

Kraina kwitnących drzew

Zachwycamy się kwitnącymi drzewami owocowymi. Szczególnie dużo jest ich na wsi. Wiśnie, czereśnie, jabłonie, śliwy… no wszystko kwitnie !

maj

Sadownicy sprawdzają prognozy pogody. Przymrozki akurat teraz, uszkodziłyby kwiaty. A to oznacza później brak owoców.

maj2

Na szczęście na razie prognozy mówią do minus 3- 4 stopni, ale przy gruncie i to nie na terenie całego kraju. Może się uda. Tak mało zależy tu od człowieka i jego wysiłku i dobrej woli.

maj3

maj4


10 Komentarzy

Hiacynt. Nie sposób go nie zauważyć.

Nie sposób nie zauważyć hiacynta (hyacinthus). Jest tak powabny, że przyciaga wielu gości.

hiacynt1

Za niecały tydzień będę miała okrągłe urodziny. One są tak okrągłe, że dawniej wydawało mi się, że trudno ze świadomością takiego wieku żyć. A tu zimno, które jak wiadomo starym ludziom nie służy 😉 Padał już grad, śnieg z deszczem, deszcz bez śniegu. Wiało, wieje i będzie wiało. Bardzo mocno nawet. Kwiecień. Jednak wiosna jest uparta, nie zabierze bucika z miejsca, w którym już go postawiła, a w naszym ogrodzie już postawiła. Dostałam od niej w prezencie jak co roku kwitnienie hiacyntów.

hiacynt2

Hiacynty pięknie zakwitły, nic sobie nie robiąc z mrozu. A jak już hiacynty kwitną, nie sposób ich nie zauważyć. Jakby ktoś miał słaby wzrok, nie zabrał okularów, dopadną go zapachem. Lubię hiacynty, ale to nic dziwnego, bo wiele kwiatów i cały świat bardziej lubię, niż nie lubię, nawet jak czasem mam go dość. Hiacynty jednak lubię bardzo. Prawie każdy z nich dostałam w prezencie, a to do męża, który kupił po drodze z pracy, a to od mamy na urodziny, a to od dzieci, od koleżanki. I żaden nie zginął, wprost przeciwnie, porozmnażały się obficie.

hiacynt3

Wsadzałam je na klomby słoneczne, najpierw te ze słodką, żyzną, przewiewną ziemią tuż obok krzewu, potem w miejscu bardziej suchym, pod kamieniami, gdzie bardziej jest piaszczyście i wreszcie na klombie leśnym, lecz w miejscu mnie kwaśnym. Wszędzie się dobrze czują. Hiacynty mają małe wymagania glebowe, mogą żyć na słońcu i w półcieniu, odczyn gleby jest im obojętny. Są roślinami cebulowymi, jednak ja ich nie wykopuję na lato, pilnuję jedynie, żeby ich sąsiedzi za bardzo się nie przepychali. Kwitną zawsze w maju i kwietniu, zapełniając zapachem cały ogród.

hiacynt4

Nie mam jeszcze u siebie hiacyntów żółtych i pomarańczowych, więc jeszcze życie przede mną 😉


18 Komentarzy

Wpuść światło

Wiosna zaczęła się na dobre. Światło, wczoraj częściowo przyćmione (przez to zaćmienie Słońca ) , dziś zajrzało w każdy kąt ogrodu. 

swiatlo4

Niedawno dostałam zaproszenie na fajsbuku do grupy ” nie myję okien na Święta”. W pierwszej chwili ta myśl bardzo mi się spodobała. Mam do umycia kilkanaście okien, licząc mieszkanie osoby, którą się opiekujemy. Zimno było, siąkałam nosem, pokasływałam i… Tak, przyznam się – nie zamierzałam myć żadnych okien przed Świętami. A potem przypomniałam sobie te chwile z przeszłości, kiedy marzyłam o jakimś, choćby najmniejszym, ale swoim własnym oknie w swoim własnym mieszkaniu, choćby i do umycia. O tym, że nie jestem sama. Mam rodzinę, a skoro jest nas dużo to i okien do umycia na osobę jest mniej. I że światło jasne, wiosenne światło potrzebne jest nie Świętom, nie sąsiadom, nie światu, ale mnie.

swiatlo

Umyję, a raczej umyjemy te okna. Wcale nie będzie łatwo, może drażliwi ze zmęczenia, pokłócimy się potem o jakiś drobiazg. Może zapytamy ” na co nam to było?” , bo potem wyraźniej będzie widać każdy kąt, jak dziś w ogrodzie, a w nim każdą drobinkę kurzu i plamę, jak w ogrodzie suche liście i patyki, papierki.

swiatlo1

Ale bez światła nie ma życia. Bez wpuszczenia światła nie widać nawet, co posprzątać.

swiatlo3

Tylko zacząć trzeba trochę wcześniej, jak się ma sporo okien do umycia.

A dla tych, którzy pomyśleli – bo przecież Święta Wielkiej Nocy idą – o Świetle, a nie światełku 🙂

Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.

swiatlo2

Wszystkie zdjęcia więc zrobiłam dziś w wiosennie oświetlonym ogrodzie.


1 komentarz

Róże z Naivasha

Kocham kwiaty, kocham róże i często w czasie zimowym spoglądam w kierunku straganów i kwiaciarni, żeby choć chwilę nacieszyć nimi oczy. Skąd biorą się te cięte kwiaty? Dziś opowiem o różach z okolic jeziora Naivasha.

Róża i Anioł 1

Róża i Anioł 1

Pili czerwone wino. Świece rzucały przyjemny blask na ich twarze. Na stole stał bukiet pięknych róż. Było jak w bajce.

– Uwielbiam róże, wiesz o tym?

– Wiem – uśmiechnął się nie niej –  a ja uwielbiam ci je dawać.

Zaczerwieniła się lekko. W delikatnym świetle wyglądała z tym rumieńcem jeszcze piękniej.

– Jak róża – szepnął, a róże w wazonie zrozumiały, że to także dla nich komplement. Może też się zaróżowiły, bo do tej pory nikt tak o nich nie mówił.

– Chciałabym, żeby udała się ta wycieczka… Wiesz, ta w rejony Wielkiego Rowu Afrykańskiego, którą przygotowuję od kilku lat – powiedziała kobieta.  Róże poruszyły się delikatnie: „Znamy to miejsce!”

– To takie dzikie, piękne tereny ! Kratery i pierwotna roślinność !  Marzę od dziecka, żeby tam pojechać… – kontynuowała kobieta. „Byłyśmy tam !” – róże przypomniały sobie plantację, na której przyszły na świat, zapach jeziora Naivasha i palące słońce. Na wysokości 1884 m.n.p.m. rosły ich tysiące. Czy słyszały odgłosy dzikich zwierząt? Nie bardzo. Podobało im się za to piękne afrykańskie niebo, w które mogły bez przeszkód spoglądać, otulające je ciepło i woda. Ciągle były spragnione i picia to akurat miały pod dostatkiem.

– Zauważyłeś kochany, że te róże jakby intensywniej pachną? – kobieta pochyliła się nad bukietem. Miała wesołe, błyszczące oczy, okolone ciepłymi kolorami, usta wilgotne i jeszcze czerwieńsze  od wina, delikatne dłonie, którymi teraz musnęła listek. „  Jest zupełnie inna, niż dziewczyna, która nas pielęgnowała” – przypomniały sobie róże. – „Tamta miała ciemną, szorstką skórę. Wiemy, bo nie nosiła ochronnych rękawic, czasem żaliła się na głos, że dla niej znowu nie starczyło. Nasze miejsce było w końcu rzędów, więc zanim do nas dotarła z opryskiem, była już bardzo zmęczona. Przystawała na chwilę i wycierała dłonią pot z czoła. Jej spierzchnięte usta bardziej potrzebowały wody, niż nasze liście. Ale mimo to uśmiechała się do nas. Uśmiechy chociaż mają podobne” – róże spojrzały na swoją właścicielkę przychylniej.

– Kenia nie jest już taka, jak z książek Joy Adamson, Aniu.

„To pojedyncze kobiety, zupełnie inaczej, niż kwiaty, mają swoje imię. Szkoda, ze nie wiemy, jakie imię dano tamtej dziewczynie” – zmartwiły się róże.

Róża i Anioł 2

Róża i Anioł 2

– Oj, z pewnością poczuję ten klimat. Tam dopiero jest życie ! – krzyknęła Ania

„Tyle w niej entuzjazmu !” – zdziwiły się róże – „Pomimo, iż wypijamy wodę z wazonu !” Tam, nad jeziorem Naivasha widziały, jak bezimienna, czarna dziewczyna każdego dnia dociera do nich coraz później i coraz bardziej zmęczona. Jej brzuch stawał się większy i większy i kiedyś, gdy oparła się o krzew, róże poczuły, że coś się w nim rusza. Usta miała popękane, a oczy przekrwione. Jak zawsze uśmiechała się na ich widok, ale róże czuły, że im większe i bujniejsze rosną, im więcej wody piją, tym mniej jest wody i jakby życia w dziewczynie. Ale może im się tylko tak wydawało? Odczucia są takim niepewnym źródłem wiedzy… Aż któregoś dnia dziewczyna nie przyszła, a róże nie potrafiły przecież o nią nawet zapytać.

Róża i Anioł 3

Róża i Anioł 3

O kwiatach Kenii i o wodzie wirtualnej można przeczytać TU „Kwiaty Kenii” Gabriela Lipska- Badoti

O różach w moim ogrodzie pisałam:

Ostatnie kwiaty

Jesienne róże

Wspólne zdjęcie małżeńskie

Niezaplanowane kwiaty