grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


11 komentarzy

Tak szczęśliwy!

Jestem szczęśliwa! Tak szczęśliwa, jak ten pies!

szczescie

On jest bardzo szczęśliwy! To mój pies, więc widzę w jakim jest nastroju. Ja też jestem szczęśliwa. Wcale nie bez powodu. Z powodu. To znaczy- mam swoje powody, bo z niczego to i pies nie potrafi się cieszyć. Cieszę się, bo jest dużo, dużo słońca. I dużo czystego i pięknego śniegu.

szczescie1

Bo jest zima. Bo można napalić w kominku.Bo Mała Dziewczynka przyszła rano na moje kolana. Bo rozmraża się mięso na pyszne kotlety. Jestem szczęśliwa z tego powodu, że można upiec ciasto . Z powodu gorącej herbaty, która czeka na stole.

szczescie2

Bo przestały mi marznąć nogi. Bo spotkałam sąsiadkę. Bo nie spaceruję sama. Bo wchodzimy w las.

Bo świat jest piękny!

 

Co taki pies robi latem? TU

Pies czeka TU

Pies i na wszystko jest sposób TU


2 komentarze

Dąb czy wiśnia?

Wiśnia rośnie w ogrodzie, więc łatwo zerwać listek. Dąb jest wprawdzie tuż za ogrodzeniem, ale choruje. Przecież nie wsadzę do słoika z ogórkami poplamionego, poskręcanego liścia… „Idziemy szukać liści dębu?”

Kiedyś zimą jadłam ogórki kwaszone przez mamę. Potem też takie ze sklepu: „Piękne, świeże (?!), eko”. Z supermarketu też. Ostatnio kwasiłam sama, ale zestaw do kwaszenia kupowałam w sklepie. Teraz mam ogórki (pięknie obrodziły), chrzan z pola (dorodny!), koper i czosnek z ogródka, ziarna gorczycy. Tylko czy do słoika wsadzić liść wiśni czy dębu? Najpierw poszłam na łatwiznę: wiśnia rośnie tuż pod gankiem, w słoiku już były ciasno ułożone ogórki, ząbek czosnku, koper, posypka z gorczycy i oskrobany korzeń chrzanu, więc dokładałam ten liść, zalewałam słoną wodą (na litr gorącej, przegotowanej daję czubatą łyżkę soli kamiennej). Ale jaka jest różnica, gdy doda się liść dębu? Cóż prostszego niż go znaleźć…

W ten sposób zaopatrzeni w portfel (żeby kupić picie w sklepiku wiejskim), kawałek ciasta drożdżowego, wyruszyliśmy z synem w skwar. Łatwo nie było. W naszym lesie dębów jak na lekarstwo, bo „ktoś się poczęstował” i je wyciął, a reszta  choruje. Po drodze…

bociany, jaskółki, krowy

liscdebu

miejsca do odpoczynku

liscdebu3

obserwujące nas pająki, liście szeleszczące pod stopami

liscdebu1

łąka

liscdebu2

liscdebu4

Wróciliśmy bez liści dębu. Dopiero następnego dnia znaleźliśmy zdrowe i młode. Będziemy mieli, co zimą porównywać 😉


14 komentarzy

Zawilce

Czego życzył mi kuzyn Czarek i o spacerze po ogrodzie. Znaleźliśmy zawilce !

zawilce1

Roztoczyłam przed kuzynem Czarkiem wspaniały obraz spaceru wiejską drogą, potem przez las aż do ulubionej sąsiedniej miejscowości z kapliczką. Nie pozazdrościł

– Jeżeli myślisz, że spacer przez wieś to dobry pomysł, to ja wam życzę, żebyście wrócili zdrowi i nie za bardzo oblani. Wodą.

O, niech to ! Zapomniałam, ze ten poniedziałek jest nie tylko częścią obchodzenia Świąt Wielkiej Nocy i częścią króciutkich ferii, ale i Lanym Poniedziałkiem ! Spacer po drodze wiejskiej odpadał ! Zbyt zimno na oblewanie się kubłami zimnej wody. Przezornie zatrzymaliśmy się w ogródku. A tam kwitną zawilce ! O zawilcach cztery wiosny temu pisałam tak:

Wzięliśmy gościniec dla zaprzyjaźnionych mrówek… Tym razem do torebki trafiła resztka bezy i już można było wyruszać w drogę.

Weszliśmy w las, a tam…

Jak mogłam zapomnieć?

Droga usłana kwiatami, jak co roku o tej porze!

Natychmiast przypomniało mi się jedno z opowiadań Ewy Szelburg – Zarębiny. Czytałam je wszystkim moim dzieciom… A było o tym, że Wielkanocne dzwony, które witają Zmartwychwstałego, budzą też rośliny. Spod ziemi wychylają wtedy główki zawilce. Ścielą się na bezlistnych, suchych gałązkach, których pełno w całym lesie. Skromne, białe kwiatuszki chronią poranione i obolałe stopy naszego Pana. Chcą oszczędzić Mu dodatkowego bólu. A ja?

Zamyśliłam się.

– Z. czekaj! Pamiętasz to piękne opowiadanie?

– Mamo, pamiętam! – poczułam jego niecierpliwą łapkę w swojej – Chodźmy, mrówki czekają na prezent Wielkanocny. Ciekawe, jak sobie dają radę…

Anemone nemorosa L. swoją nazwę zawdziecza greckiemu słowu anemos, które oznacza wiatr. Jest „różą wiatrową, „wietrznikiem” z powodu swojej nietrwałości – zerwany zachowuje świeżość najwyżej dwa dni- i możliwej samopylności, gdy w pobliżu nie ma owadów. Zawilce same chronią się przed zrywaniem – są trujące i piekące i trzeba na nie uważać, choć dawniej były używane w medycynie ludowej, a teraz w homeopatii. Najpiękniej kwitną na terenie starych, wiekowych kompleksów leśnych.

Oprócz zawilców znaleźliśmy też biedronkę 🙂

zawilce2


2 komentarze

Występ Królowej Śniegu

Przyjechaliśmy na wieś wczoraj wieczorem. Dom był zimny, ale przyjazny. W powietrzu czuliśmy nadchodzący mróz. W razie czego na noc posmarowałam sobie twarz kremem ochronnym na wiatr i mróz. Wystający spod kołdry nos miałam zimny, ale przynajmniej nie czerwony. Zima.

– Miałam dziś koszmar – powiedziała nasza chora mama, gdy pojawiła się rano w kuchni w koszuli nocnej– Miałam koszmar, że ktoś tu był. Czy ktoś tu był? Ktoś był.

– Nieee! – uspokoiliśmy ją zgodnie

krolowasniegu

A jednak. Ktoś był. Przez las, wieś, nasz ogród przeszła Królowa Śniegu i zmroziła wszystko

królowasniegu2 kopia

 

Andersen w „Królowej Śniegu” opisał to tak: Żył sobie niegdyś bardzo złośliwy czarodziej. Całą jego przyjemnością było dokuczać ludziom, czynić źle, ze wszystkiego się wyśmiewać i każdą rzecz przedstawiać z najgorszej strony. Wymyślił wreszcie i zrobił takie sztuczne zwierciadło, iż wszystkie rzeczy piękne i dobre wyglądały w nim szkaradnie, a nawet śmiesznie, ponieważ były wykrzywione, zamazane, niewyraźne — za to złe rzeczy widać w nim było doskonale.

Ale to nie świat się zmienił. To tylko źle zbudowane zwierciadło go wykrzywiało. Świat pozostał taki sam. a nawet piękniał z dnia na dzień.

krolowasniegu3

Wtedy zwierciadło się rozpadło na kawałki…

Andersen zobaczył to tak: Ale to właśnie było najgorsze nieszczęście! Zamiast jednego lustra, były ich teraz miliony; rozproszyły się wszędzie, a w każdym najmniejszym kawałeczku, choćby drobnym jak ziarnko piasku, widać było świat cały szkaradny, śmieszny, wykrzywiony. Jeżeli taki proszek wpadł komu do oka, to człowiek ten wszystko już widział zmienione i nie mógł dostrzec koło siebie nic dobrego, nic pięknego! Za to najgorsze rzeczy widział jasno i wyraźnie, więc wszystko złem było dla niego.

 

To nie świat był zły! Wyglądało na to, że miliony okruszków przykryły rośliny za oknem. Było zbyt zimno, by ludzie wychodzili z domów i spotykali się na drodze. Nie oglądali więc prawdziwego świata, który zaczął się skrzyć i mienić, widzieli go tylko na ekranie wadliwego zwierciadła

krolowasniegu4

Andersen w „Królowej Śniegu”: Gorzej jeszcze, jeżeli okruszyna lustra wpadła komu do serca. Nieszczęśliwy tracił uczucie: serce jego stawało się kawałkiem lodu, nikogo kochać nie mógł, wszyscy byli dla niego obcy, obojętni.

krolowasniegu5

Ale to nie on obojętniał wszystkim. To nie on stawał się obcy światu!

Adwent to jest taki czas, który zbliża nas do prawdy o świecie i Bogu. Trzeba tylko przestać wierzyć w zwierciadło.


19 komentarzy

W lesie

O liczeniu w lesie. Możecie się na mnie złościć, bo na zewnątrz rozgrywają się ważne dla Polski i Warszawy sprawy w związku z wyborami samorządowymi, a ja zamiast je komentować, idę z Małą Dziewczynką na wycieczkę, ale… W związku z tym, że nikt nie może (nie potrafi?) do tej pory policzyć głosów, koniecznie chciałam poćwiczyć tę  umiejętność z wnuczką, zanim znajdziemy się z nią w prawdziwym lesie…

Zaczęło się od kaszlu. Mała Dziewczynka otworzyła posłusznie buzię, żeby wypić zalecaną porcję syropku

– On jest taki troszkę niesmaczny, wiesz?- skrzywiła się. Cały dzisiejszy dzień- nie tylko w związku z tym, że głosy wyborców nie mogły być przez awarię systemu porządnie zliczone- zapowiadał się „troszkę niesmaczny”, nieudany. Szaro, buro, ponuro i mokro, a w dodatku ten kaszel…

– Wiesz co? Chodźmy na wycieczkę!- zaproponowałam

– Gdzie?- ucieszyła się Mała Dziewczynka

– Do lasu!

– Przecież nie mogę! Pada, zobacz!

– Więc las przyjdzie do nas!

Na początek włączyłam śpiewy leśnych ptaków, które są TU i wszystkim przydadzą się dziś dla odprężenia. Zostawiłyśmy muzykę w dużym pokoju, a same poszłyśmy do dziecinnego, spakować plecak. Do niego : drugie śniadanie, soczek, kilka garnuszków (małych, ale bardzo solidnych), latarkę, świecę i zapałki (pamiętając, że dziecko plus zapałki równa się pożar), dwie książeczki o zwierzętach, zielony papier kolorowy, nożyczki, serwetki, małe sztućce, kilka kartek z kolorowankami, grę (kto ją jeszcze pamięta?)- „Grzybobranie”, koce i kapę. I co tam jeszcze lubicie mieć na wycieczkach. Do pokoju, w którym zawitał las, miałyśmy daleką drogę. Z plecakiem i wypadającymi z rąk rzeczami (komórkę, komórkę babciu wieź), łatwo nie było, zwłaszcza że musiałyśmy najpierw obejść wszystkie kąty domu. Przysiadłyśmy na moim łóżku i poczytałyśmy dla rozgrzewki bajkę Ezopa „Osioł w skórze lwa”… Gdy wreszcie osiągnęłyśmy duży pokój, tfu, centrum lasu, ustawiłyśmy krzesła wokół dywanu. Rozejrzałyśmy się… No, drzewa to trzeba było sobie samemu „zrobić”. I do tego miałyśmy papier kolorowy i nożyczki, przecież!

las1

 

Drzewa rosły, plecak został wypakowany, przyszła pora na rozstawienie namiotu, który udawały zaczepione na oparciach krzeseł koce. Ledwie schowałyśmy się w nim, gdy przyszedł… wilk

las2

Próbowałyśmy odstraszyć go latarką, ale był nią wyraźnie zainteresowany. A ile było przy tym radości! Po kryjomu przed nim bawiłyśmy się trochę w memo i pokolorowałyśmy jeża i liście. Uciekł dopiero wtedy, gdy rozpaliłyśmy ognisko (świecę!), którego jak wiadomo boją się wszystkie dzikie zwierzęta. Przystąpiłyśmy więc do spałaszowania pysznego jogurtu i ugotowania czegoś w sam raz na drugie śniadanie

lsa2

 

Przydało się wszystko: i serwetki, i naczynka, i świeca… W takim lesie śniadanie dużo bardziej nam smakowało. Potem starałyśmy się znaleźć metodą ciepło- zimno szyszki pochowane w różnych dziwnych miejscach (uważnie je licząc i przeliczając). Śpiewałyśmy piosenki- niestety, nie umiem grać na domowych instrumentach, więc wspomogłam się znowu youtubem TU

No i ostatnia atrakcja: „Grzybobranie”. Poczciwa, stara gra, którą mamy w wydaniu Granny. Rzucanie kostką, liczenie punktów, kroków, zbieranie i wrzucanie do koszyków grzybów. a potem podliczanie, porównywanie i ogłaszanie zwycięzcy, czyli robienie tego, z czym komisja wyborcza jest… w lesie, poszło nam świetnie. Po powrocie do kuchni, ugotowałyśmy krupnik!


2 komentarze

O zaczarowanym lesie (lęku)

 

las3

Zbliżaliśmy się do celu. Pożegnał się z nami ostatni kot, który towarzyszył nam w drodze przez wieś. Mała Dziewczynka odwróciła za nim głowę. Zaczęła przejawiać zaniepokojenie, zupełnie dla nas niezrozumiałe. Przed nami żółciły się krzaki, które otwierały las. Wchodziliśmy między nie drogą usłaną liśćmi. Nie nadawały się do bukietu, były zbyt suche i pomarszczone. Szeleściły pod nogami. Mała Dziewczynka stanęła.

– Boję się- spojrzała w gęstwinę. W środku nie było tak słonecznie i jasno, jak na drodze.

– Ale czego? Las jest piękny – chwyciłam ją za rączkę, trochę jeszcze oblepioną lukrem ze zjedzonego ciastka. Tym razem ten gest nie zadziałał, nie ruszyła się ani odrobinę.

– Czy tam są dziki i wilki?- przypomniała sobie ostatnio czytaną bajkę. A może film przyrodniczy?

– Nie!!!- zaprzeczyliśmy zgodnie- Nie w naszym lesie! Są tu sarny i lisy, jeże… Byłaś tu już.

– Eee… – jej mina była wymowna, choć nic nie powiedziała: „jak jest las, to są i dziki”.

– Ale nawet, jakby były, nawet jakby jakiś się zabłąkał, ja cię obronię- zapewnił Zygmunt, jej wujek. Okazało się, że tego potrzebowała, żeby ruszyć z miejsca.

A jesienny las okazał się piękny.  Dróżki rozszerzały się w gościńce.

las2

 

Zachwycały ogromne (bo niejadalne, jadalne pewnie zostały zebrane nad ranem) białe grzyby, jakby z bajki. Wierciły się mrówki w mrowiskach. Żaby uciekały spod butów. Zapraszały kałuże. Wystarczył ktoś przyjazny i mężny obok. Wtedy można było pokonać lęk.  I wejść do lasu 🙂

las2a

 


22 komentarze

Wychowanie do życia w…

Popatrzyłam na to miejsce z niesmakiem.  Założyłam rękawiczki, wzięłam do ręki nożyk i sekator.  Zapowiadało się, że spędzę tu cały dzisiejszy dzień. „Tu”  -a ściślej, w okolicy jednego z leśnych klombów, na którym zapanował bardzo duży bałagan. No dzicz. Dziś robiłam za wrednego moderatora.

szalwia

Oczyszczając szałwię z resztek suchego wrzośćca, ją z kolei wyjmując spod borówki, przycinając i wyplątując dziki powój, który wspiął się  na szczyt gałązki z zaczął dusić roślinę i tak już osłabioną owocowaniem, pomyślałam, że zajęcia w ogrodzie powinny być częścią „Wychowania do życia w rodzinie”

Nie tylko dlatego, że na przykład taka mięta, którą właśnie wyszarpywałam spod azalii, dałaby pretekst do porozmawiania o wierności w małżeństwie. Wzięła swoją nazwę bowiem od nimfy, którą zainteresował się żonaty Hades, co z powodu niezbyt łagodnego charakteru jego żony, kiepsko się dla niej skończyło. Także dlatego, że świat roślin bardzo jest podobny do ludzkiego. Jedne przepychają drugie, zajmują ich miejsce, wykorzystują jako podpory. Niektóre ustępują, nie mają siły, dziczeją czy przygniecione- bledną. Inne wspinają się, odwracają do słońca i robią dobre wrażenie.

A te które się panoszą niekoniecznie są chwastami. Musiałam pomóc uroczym i nieśmiałym poziomkom (napisała o nich Kasia), które nie potrafiły dać sobie rady z nachalnością bardzo pięknych i pożytecznych przecież fiołków. No i ta mięta! Była wszędzie! Ścięłam ją, teściowa odcięła korzonki, a K. zręcznie powiązała nitką i zawiesiłyśmy do wyschnięcia.

mieta

 

Niech będzie- jak chcieli starożytni- że napar z niej pobudzi myślenie i złagodzi migrenę 🙂

mieta2

 

Z pewnością zajęcia w ogrodzie wychowałyby do życia w rodzinie, bo rozpędzone wspólną pracą,  ugotowałyśmy zaraz obiad:  radosna K. wspaniały makaron w sosie szałwiowym, a ja kawałki szynki udusiłam dokładnie w takim samym.