grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


6 komentarzy

Masz wiadomość

Nie byłam jeszcze w swoim ogrodzie. Od końca lipca. To długo. Dziś jednak dostałam wiadomość.

-Babciu, babciu- głos Małej Dziewczynki był przejęty. Pojechała z mamą na wieś. Teraz dzwoniła- Mam dla ciebie złą wiadomość.

-Ojej!- też się przejęłam. Myślałam szybko” „Mała jest chora? Jej mama jest chora? Może myszy się zagnieździły. Może dach jest dziurawy? Płytki odpadły? Rośliny zgniły?” Zatrzymałam ten potok wyobrażeń pytaniem- Co się stało, kochanie?

-Nasze słoneczniki! One zemdlały. Chyba chorują i nie dają sobie rady.

ogrodj3

– Umierają, kochanie. Idzie zima.

Oszczędzę Wam dość dlugiej i spokojnej rozmowy o umieraniu kwiatów

Dziecięcy protest przed zmianami. Skoro było tak ładnie… Skoro już było tak dobrze… No ale ja- dorosła- przecież wiem, że czasem to wszystko jest potrzebne: deszcz, zimno, zmiana, a nawet umieranie, żeby żyć. Skąd to zdziwienie? Skąd więc ten częsty bunt? Nie wypada w tym wieku już- jest dziecięcy i nierozsądny.

Słoneczniki zostawią po sobie nasiona (o ile już ich ptaki nie wyjadły)

 

Sens umierania w Nawet jeśli pada


4 komentarze

Kluski na Środę Popielcową

Miało być skromnie, prosto i smutno, ale dzień się „źle” zaczął…

leniwe kopia

 

Zaczął się od tego, że pomimo ferii syn wstał bardzo wcześnie i zaofiarował się, że zaraz idzie z psem. Nic bardziej nie cieszy, niż dziecko dobrowolnie wychodzące na spacer ze zwierzakiem w rzęsisty deszcz. Żadnych przepychanek. Czy to miał być dobry uczynek? To był dobry uczynek. I to on uruchomił całą lawinę dobrych myśli. Przypomniało mi się, jak Bóg jest dla mnie łaskawy: mam wspaniałe dzieci (wcale nie jest oczywiste, że rodzą się dzieci i to wspaniałe),  wnuczkę. Widziałam piękne miejsca i byłam świadkiem rzeczy, których nie da się kupić za żadne pieniądze. Rozmawiałam z wieloma wspaniałymi osobami, a byli to nie tylko Prześwietni Profesorowie, ale (wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie) i Prymas i Prezydent i Kardynał i biskupi… I żebym miała im choć coś istotnego do powiedzenia… Aż szkoda dla mnie tych chwil. Stałam tak blisko Papieża… i przez łzy widziałam, jak błogosławi moje dziecko. To które dziś dobrowolnie wyszło na deszcz z psem, zresztą… Poznałam tak dużo dobrych, tak kochanych osób. Wyjątkowych. Jedynych. A przecież jestem tak bardzo zwyczajna, a czasem nawet gorzej, bo płaczliwa, czy zniechęcona czy bezradna czy chora. I czasem, mocując się z przeciwnościami w smutne dni, zapominam, jak jestem wdzięczna za to swoje zwykłe-niezwykłe życie.

Zagniatałam więc ciasto na kluski, Mała Dziewczynka przez ten czas zgarniała mąkę nożem, syn tarł bułkę. Gadaliśmy sobie, a w garnku posapywała prawie ugotowana woda. Ciach, ciach: kroiłam ukośne kształty, Mała Dziewczynka zaczęła podśpiewywać i już zabrzmiała skoczna- nie smutna- piosenka i samo jakoś wyszło, że go garnka podchodziłam tanecznym krokiem. Upps… A to Środa Popielcowa!

(a kto z kim, na jaką godzinę i czy poszedł do kościoła, jak i czy się modlił i czego żałuje i czy zamierza pokutować, a nawet jakie ma postanowienia- nie wiem. Za duża rodzina, nie kontroluję 🙂

 


Dodaj komentarz

Znaki

Domek z szufladkami, czyli Kalendarz Adwentowy, codziennie wędruje na stół, staje tuż obok Wieńca Adwentowego.

roza

Zapalone są już dwie świece. Nad kalendarzem pochylają się dwie dziecięce główki. Stop. Jedna główka to już duża głowa i  to młodzieżowa głowa. Trzeciego dziecka, dorosłego dziecka, często brakuje przy otwieraniu szufladek. Dziś też. Bardzo, bardzo chciało, chciała ten kalendarz adwentowy wspólnie otwierać. Ale to ma zajęcia, to korepetycje, to spotkania ze znajomymi… Ale wie, że kalendarz jest i gdy na niego spojrzy późnym wieczorem, robi jej się cieplej…

Dziś najmniejsze paluszki otwierają szufladkę, wygrzebują z niej kartkę z tekstem. Na ten tekst właśnie najmłodsze dziecko czeka najbardziej niecierpliwie. Ono trochę zna opisaną historię, ale jakby ciągle nie jest pewne, czy zna ją dobrze i czy dobrze pamięta jej zakońćzenie.  W tym roku Bożym Narodzeniu rozmawiają… Pingwinki. Pomyślałam, że jeżeli o trudnych rzeczach będą opowiadać zabawne zwierzątka, pięciolatce łatwiej będzie się słuchało. Mała dziewczynka przekazuje kartkę z następnym, dwunastym już (to już 12 dni Adwentu! Tak!) fragmentem opowieści adwentowej, młodemu wujkowi. Wyjmuje cukierki, jeden wkłada do buzi i słucha:

„- Abraham miał dzieci. Jego synem był Izaak. Posłuchajcie, co przydarzyło się w brzuchu żony Izaaka, gdy była w ciąży-  zaproponowała Pingwinka Krysia

Rebeka, żona Izaaka, stała się brzemienna. A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała: «Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to przytrafia?» Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział: 
«Dwa narody są w twym łonie, 
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; 
jeden będzie silniejszy od drugiego, 
starszy będzie sługą młodszego». 
 Kiedy nadszedł czas porodu, okazało się, że w łonie jej były bliźnięta.  I wyszedł pierwszy syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem; nazwano go więc Ezaw. Zaraz potem ukazał się brat jego, trzymający Ezawa za piętę; dano mu przeto imię Jakub.

– Ale śmiesznie. Biły się ze sobą w brzuszku mamy- zaczęła śmiać się Pingwinka Wiktusia.”

Ale śmiesznie. Trzeba zapytać ciocię, czy jej bliźniaki się biły w brzuszku.- rozbawiła się i Mała Dziewczynka. Taka to historia o prawdziwym życiu.

Inne kalendarze adwentowe z naszego domu TU

 


6 komentarzy

Na gorąco o wychowaniu

Nad lawendą leniwie latają motyle, trzmiele i bąki, mrówki drążą pod kamieniami tunele, a osy… te usiłują upić trochę wody z basenu. Gorące lato na wsi.

lawenda1

Mała Dziewczynka wącha lawendę, zbiera borówki i poziomki z leśnego klombu w ogrodzie… Przygląda się motylom, a potem stara się pogłaskać je, zaprosić na rączkę. I czasem jej się udaje, tak są zmęczone upałem!

Bierze potem żółtą łopatkę i pomaga dziadkowi kopać grządkę w ogrodzie, podjadając świeżo zerwane ogórki…

– O, dziadku, zobacz, mrówki! I ich jajka!

– Nie martw się, one świetnie dają sobie w takich sytuacjach radę. Zaraz przeniosą je w inne miejsce- spocony dziadek emanuje spokojem

– A co one robią na świecie?

– Są bardzo pożyteczne. Porządkują las…

– Dziadku, mrówki Pan Bóg wychowuje, wiesz?

Dziadek przez chwilę nieruchomieje

– I motyle też Pan Bóg wychowuje! – dobija go Mała Dziewczynka.

lawenda

To zupełnie inaczej niż z osami. Jedna, niestety. ugryzła Małą Dziewczynkę, gdy ta kąpała się w basenie. Utulona, opatrzona, obserwuje inne zbójniczki usiłujące napić się wody.

– A osy… osy to my wychowujemy. Ludzie- stwierdza z niechęcią.

O lawendzie już pisałam na blogu TUTAJwpis nosi tytuł Historia babeczek.

Lawenda (Lavadula L) to wiecznie zielony krzew o pięknym zapachu z rodziny jasnotowatych. Ma drobne, najczęściej niebieskie lub purpurowe kwiaty, choć są także odmiany białe czy różowe. Jest rośliną leczniczą i miododajną.


Dodaj komentarz

Powtórka z wiersza

Może niektórzy maturzyści nie śpią, może powtarzają jakieś zadania z matematyki, ale nie u mnie w domu. Jest cicho, spokojnie, ciemno i tak jakoś, że przypomniał mi się ten wiersz. 

Nocą słyszę, jak coraz bliżej

drżąc i grając krąg się zaciska…

szafirki

I zaraz przypomniały mi się kwiatki. To szafirki. Na wsi mam kilka kolorów zebranych na jednym klombie, ale właśnie niebieskie, szafirowe podobają się nam obu- i mnie, i Małej Dziewczynce- najbardziej.

wiersz

W  wierszu dalej jest tak:

A mnie przecież zdrój rzeźbił chyży,

wyhuśtała mnie chmur kołyska.

A mnie przecież wody szerokie

na dźwigarach swych niosły ptaki

bzu dzikiego; bujne obłoki

były dla mnie jak uśmiech matki.

Krąg powolny dzień czy noc krąży,

ostrzem świszcząc tnie już przy ustach,

a mnie przecież tak jak innym

ziemia rosła tęga – nie pusta.

I mnie przecież jak dymu laska

wytryskała gołębia młodość;

teraz na dnie śmierci wyrastam

ja – syn dziki mego narodu.

Krąg jak nożem z wolna rozcina,

przetnie światło, zanim dzień minie,

a ja prześpię czas wielkiej rzeźby

z głową ciężką na karabinie.

Obskoczony przez zdarzeń zamęt,

kręgiem ostrym rozdarty na pół,

głowę rzucę pod wiatr jak granat,

piersi zgniecie czas czarną łapą;

bo to była życia nieśmiałość,

a odwaga – gdy śmiercią niosło…

Właściwie nie pasuje on do dzisiejszych czasów (?) i małych kwiatków. Są niby tak delikatne, ale przecież wytrzymują i silny uścisk (Mała Dziewczynka wypróbowała je, gdy po powrocie ze wsi wręczyłam jej bukiecik).

wiersz1

Gdyby jakiemuś maturzyście było to potrzebne na ustną maturę z polskiego, jest to wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego ( „Z głową na karabinie”), napisany w 1943 roku, więc w czasie wojny. A kończy się tak:

Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało

wielkie sprawy głupią miłością.

wiersz0


9 komentarzy

Wielkanoc dzieje się

Wielkanoc dzieje się. Oto dowody 🙂

kurczaki2

Niby, co miało być pomalowane, pomalowano, poświęcono wszystko do poświęcenia, ale Mała Dziewczynka wraca z radością do tych, jakże zajmujących, dni i tematów. Wycinamy kurczaczki ze starego kalendarza, jajko. Pod okiem mamy Mała Dziewczynka koloruje je pracowicie, buduje ptaszkom gniazdko, rozmawiają o Świętach, potem o życiu, o Zmartwychwstaniu, znowu o rodzeniu się, o mszy świętej, o wykluwaniu…

Jajko jest przecinane, przypinana z tyłu kieszonka z kartonika, bo Mała Dziewczynka dba, żeby kurczaki mogły się jeszcze schować w skorupce, gdyby coś je przestraszyło tuż po wykluciu.

kurczaki2a

Mama Kasia przypomniała słowa biskupa Grzegorza Rysia: „Tymczasem znów jesteśmy na początku. Właśnie otwiera się przed nami okres pięćdziesięciu dni, które są nam dane po to, aby powoli i stopniowo rozeznawać co to znaczy, że On Zmartwychwstał.”

kurczaki3

Pomimo tego, że stare obowiązki powracają, czasem ciągnąc za sobą stare kłopoty, albo tworząc zupełnie nowe zmartwienia, patrzymy na świat inaczej. Zarażeni choć przez chwilę radością i nadzieją, a nie nieszcześciem i rezygnacją. Wielkanoc dzieje się.


8 komentarzy

Wielkanocny śnieg wielkości liści

Święta są Zmartwychwstania Pańskiego i co ma do tego grad i śnieg z deszczem, które starają się nas przekonać, że nam się tylko tak wydaje ?

mazurek2

Pisałam do koleżanek, które martwiły się, że z powodu wydarzeń w pracy i chorób, nie będą mogły być w okresie Triduum w kościele, słowa pocieszenia, a o mały włos i nasza skromna, zdrowa reprezentacja rodziny nie dojechałaby wczoraj na Mszę Wieczerzy Pańskiej. Pakowanie się opóźniało, wyjeżdzanie się opóźniało, a potem korki przytkały nas w drodze. Policja stała w kilku miejscach, sprawdzając, kogo się dało i choć obciążeni pasażerami  i bagażami, jechaliśmy uważnie, nas też zatrzymała. Nerwowe spoglądanie na zegarek i ciche pokwikiwanie świnki morskiej, wydało się podejrzane, bo dokumenty i zawartość pojazdu zostaly obejrzane ze wszystkich stron. Może chcemy uciec na Wschód? Nie mamy nic do policji, ale nie wtedy, gdy przeszkadza nam w Drodze. Nie było mowy, żebyśmy zdążyli ! Po krótkiej konferencji telefonicznej z naszym wiejskim sąsiadem i znaleźliśmy jednak parafię, która nas przyjęła. To był mały. stary drewniany kościólek, w którym był chrzczony mąż. Możliwy jest więc powrót do źródeł, gdy za oknami grad i śnieg i gdy coś idzie nie po naszej myśli.

mazurek1

Nie mam żadnego dobrego przepisu na Święta Wielkiej Nocy, gdy stres, choroby, tłok, policja i zła pogoda. To nie mazurek, który się zawsze udaje. Jest, jak jest. Trzeba się wtedy trzymać blisko siebie i Jezusa Chrystusa.

I takich Świąt Wam i sobie życzę

Dziś w oczekiwaniu na nabożeństwo Drogi Krzyżowej dekorujemy jajka mazurki. Jeden z nich jest kajmakowy, drugi bezowo- pomarańczowy. To są pyszne ciasta, tylko żeby je zjeść, trzeba jeszcze poczekać 😉

mazurek3