grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…


Dodaj komentarz

Małżeństwo po męsku?

malzenstwo

Piszę „po kobiecemu” -usłyszałam. Nic dziwnego w sumie, ale wiem, że to może być męczące 😉

Dziś więc cytat z mężczyzny:

„Ale ty masz szczęście!”- powtarzali mu cały czas inni. Ale nie. Nigdy nie myślał o tym jako o szczęściu. Szczęście! Czym było, jak nie jedynie zupełnie przypadkowym, pomyślnym zbiegiem okoliczności? To łaska i tylko łaska sprawiła, że ciało Cynthii znajdowało się tak blisko jego, to łaska uczyniła z nich to jedno mistyczne ciało, które już raz wymieszane jak brandy w kawie, nie mogło zostać rozdzielone- nawet przez świat i jego nieustającą presję.

Zamknął oczy i podziękował Bogu za tę oazę spokoju, śmiechu i miłości, która leżała obok niego, chrapiąc z wibrującą precyzją piły łańcuchowej.

Jan Karon „Te wysokie, zielone wzgórza”

Autorem książki  jest jednak kobieta… I mam wątpliwości, czy mężczyzna mógłby tak pomyśleć o małżeństwie?

 


6 komentarzy

Wspólne zdjęcie małżeńskie

(o prawie starym małżeństwie)

Szłam sobie spokojniutko przez ogród, żeby coś podlać w jego leśnej części, czy zerwać, już nawet nie pamiętam, bo nagle to przestało być ważne. Przystanęłam zachwycona. Na różanym, pachnącym kwiatku usiadł owad, sam kraśnik pięcioplamek, jak się później dowiedziałam. Nie żebym wcześniej nie widziała tego kraśnika w innych okolicznościach, ale razem wyglądali… pięknie. Niby z innego świata, ale dopasowani idealnie. Cudowna para.

Szybko pobiegłam po aparat, być może nawet w pośpiechu rzuciłam gdzieś kubełek, albo rękawice ogrodowe (ale to się stało tak mało ważne, że nie pamiętam) modląc się, żeby motyl nie odleciał. Kraśnik nie jest płochliwy, nigdzie się mu nie spieszyło, więc tkwił na miejscu. Ustawiałam się, układałam i cyknęłam parę takich fotek:

przyjaciele1a

Jak się człowiek spieszy… Jak nie ma nikogo w pobliżu… Można oczywiście potem nad zdjęciem popracować i zrobić z niego mniej więcej takie, albo trochę lepsze:

przyjaciele1

Zadowolona jednak nie byłam.

– Robert, Robert możesz przyjść? Szybko?- zawołałam, ale nie za głośno, bo kraśnik wciąż zalecał się do róży, a ja nie wiedziałam, co go może przestraszyć. Nieczęsto wzywam męża nadaremno i to tak tajemniczym tonem, więc zjawił się natychmiast i… stanął jak wryty. Też mu się spodobała ta para. Niewiele musiałam mówić. Tyle że… odebrał mi aparat!

– Chcesz je mieć?

– Ale ja sama! – protestowałam tylko chwilę, bo przecież liczyło się TO ZDJĘCIE, a nie to, które z nas je zrobi

Pytanie było retoryczne, bo mąż jednocześnie zakomenderował

– Delikatnie, powoli odchyl różę. Nie ma chwili do stracenia. Być może nie ma.

Kończył mówić, a ja już wystawiałam mu zwierzynę „do strzału”.

 

Niedawno obchodziliśmy 27. rocznicę małżeństwa. Dostaliśmy mnóstwo życzeń, a nawet piękny prezent od dzieci. Wśród śmiechu i uścisków, padały pytania: „Jak to jest być starym małżeństwem?”, „Jak to zrobiliście?” i „ Na czym to polega?” Wydaje mi się, że stare małżeństwo nie jest wtedy, kiedy dwoje ludzi potrafi wspólnie milczeć, albo czytać sobie nawzajem książki- to robiliśmy przed ślubem, ani nawet gdy małżonkowie dogadują się, żeby spać pod osobnymi kołdrami- bo wtedy bylibyśmy starzy już od pierwszego dnia po ślubie, czy wtedy gdy pocałunki stają się krótkie i zdawkowe – to może zakończyć całkiem krótki związek.

Stare małżeństwo, które przetrwało ze sobą mimo zmian, burz, suszy i powodzi, klęski głodu i urodzaju, to jest takie, dla którego „wspólne zdjęcie” to nie fotografia główki przy główce, ale to:

przyjaciele

czyli wspólna praca. Co ciekawe, ono wygląda tak bez żadnych poprawek. Kraśnik wcale się nas nie bał. A tak po ludzku: to nie do ogarnięcia, to łaska sakramentu musi być, przyjaciele wiedzą, o czym piszę.


3 komentarze

Mięta przez rumianek na upał

mietaprzez

Mięta cytrynowa już się ususzyła. Przygotowałam słoiczki, odrywałam suche, całe listki od łodyżki i pakowałam je do środka. Potem naklejka z nazwą, zakrętka i następna porcja dodatku do herbaty, czy deseru gotowa. Mięty w ogrodzie w tym roku dużo, aż za dużo.

 

Miałam napisać o Mięcie, jednej z kochanek Hadesa, ale nie jest to łatwe. Trochę się pogubiłam. Podobno Hades oszalał na jej punkcie. Podobno mówił jej, że dopiero przy niej poczuł się naprawdę szczęśliwy, że dopiero teraz wie, co to miłość.  Szeptał,  że jest jedyna. A mity są bezlitosne- była jedną, ale z wielu. Podobno Persefona była o nią bardzo zazdrosna. Podobno to ona zamieniła ją w roślinę. Podobno ją zabiła! Mówiono też, że to sam Hades zrobił. Według innej wersji bogowie po jej śmierci wskrzesili ją jako zioło. Same plotki i pomówienia. Nic pewnego. Tak jest, gdy bogowie (ludzie?) umawiają się na kłamstwo. Zupełnie inaczej, niż w przypadku małżeństwa. Wszystko wiadomo. I jak para się poznała i kiedy przysięgała sobie wierność, miłość i uczciwość małżeńską. Są na to świadkowie, zdjęcia, a na weselu bawiła się rodzina, a czasem pół wsi. A gdy któreś zginie, zajmuje się tym policja i prokurator a niekiedy nawet gazety..

 

Synafia wierzyła, że potrafię napisać o tej nimfie ciepło. Jedyne ciepło, jakie mi się z nią kojarzy, to zbyt gorąca lemoniada z cytryną i jej świeżymi listkami, dopóki nie schłodzi się jej w lodówce lub zimnej piwnicy. W upalny dzień.

I może też to, że jej napary miały odganiać złe myśli, a włożona do łóżka miała zagwarantować wierność małżeńską. Ale to nic pewnego, z pewnością mniej pewnego niż sama przysięga 😛


22 komentarze

Wychowanie do życia w…

Popatrzyłam na to miejsce z niesmakiem.  Założyłam rękawiczki, wzięłam do ręki nożyk i sekator.  Zapowiadało się, że spędzę tu cały dzisiejszy dzień. „Tu”  -a ściślej, w okolicy jednego z leśnych klombów, na którym zapanował bardzo duży bałagan. No dzicz. Dziś robiłam za wrednego moderatora.

szalwia

Oczyszczając szałwię z resztek suchego wrzośćca, ją z kolei wyjmując spod borówki, przycinając i wyplątując dziki powój, który wspiął się  na szczyt gałązki z zaczął dusić roślinę i tak już osłabioną owocowaniem, pomyślałam, że zajęcia w ogrodzie powinny być częścią „Wychowania do życia w rodzinie”

Nie tylko dlatego, że na przykład taka mięta, którą właśnie wyszarpywałam spod azalii, dałaby pretekst do porozmawiania o wierności w małżeństwie. Wzięła swoją nazwę bowiem od nimfy, którą zainteresował się żonaty Hades, co z powodu niezbyt łagodnego charakteru jego żony, kiepsko się dla niej skończyło. Także dlatego, że świat roślin bardzo jest podobny do ludzkiego. Jedne przepychają drugie, zajmują ich miejsce, wykorzystują jako podpory. Niektóre ustępują, nie mają siły, dziczeją czy przygniecione- bledną. Inne wspinają się, odwracają do słońca i robią dobre wrażenie.

A te które się panoszą niekoniecznie są chwastami. Musiałam pomóc uroczym i nieśmiałym poziomkom (napisała o nich Kasia), które nie potrafiły dać sobie rady z nachalnością bardzo pięknych i pożytecznych przecież fiołków. No i ta mięta! Była wszędzie! Ścięłam ją, teściowa odcięła korzonki, a K. zręcznie powiązała nitką i zawiesiłyśmy do wyschnięcia.

mieta

 

Niech będzie- jak chcieli starożytni- że napar z niej pobudzi myślenie i złagodzi migrenę 🙂

mieta2

 

Z pewnością zajęcia w ogrodzie wychowałyby do życia w rodzinie, bo rozpędzone wspólną pracą,  ugotowałyśmy zaraz obiad:  radosna K. wspaniały makaron w sosie szałwiowym, a ja kawałki szynki udusiłam dokładnie w takim samym.