grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


3 Komentarze

Ukojenie

Niektóre kwiatki są niebezpieczne, z innymi trzeba się obchodzić ostrożnie, ten niesie ukojenie.

Zasadziłam nagietki razem z malwami, irysami, w części ogrodu „od strony Janiny”. Janina była naszą wiejską sąsiadką, miłą staruszką. Często wypatrywała swoich dzieci, za którymi ogromnie tęskniła. Nigdy nie powiedziała o nich złego słowa.

Nagietki rosły za płotem, tuż obok. Spoglądała na nie i uśmiechała się lekko. Zwykłe, nieduże, skromne kwiatuszki o czymś jej przypominały. „Kiedyś dużo ich rosło wokół. Teraz nie są modne”- mawiała. „Kiedyś” to wtedy, gdy jej dzieci były małe. Dobrze o tym wiedziałam. Te kwiatki nie bardzo mnie zachwycają, ale są niezbędnym elementem wiejskiego ogródka. Moja babcia też je hodowała w ogrodzie w środku wielkiego miasta, gdy byłam całkiem mała. Nie widziałam w nich nic nadzwyczajnego. Mogłam się bawić bezpiecznie w ich pobliżu. Gdybym wsadziła sobie do buzi garść płatków, najwyżej byłabym bogatsza o trochę witamin. Na inne rośliny trzeba uważać, a nagietki są lekiem na zatrucie. Kontakt z innymi potrafi podrażniać skórę czy śluzówkę- one przyspieszą gojenie ran, wyleczą gardło. Uratują zniszczoną skórę. Trochę uspokoją. Pomogą walczyć z nowotworem. Podobno Hildegarda z Bingen zachwycona ich właściwościami, nazwala je marigold- złotem Maryi.

nagietek

 

A oczy… niekiedy są zmęczone i łzawią, gdy tak się człowiek wpatruje za długo w dal. Łzy lecą, gdy człowiek czeka na coś, co nie nadchodzi. Gdy traci nadzieję. Wtedy wystarczą krople z nagietkiem. Nie ma co płakać. Nie trzeba.

Reklamy


1 komentarz

Jad w ludzkich rękach

O niebezpiecznym tojadzie pisałam już w „Oknie na cztery strony świata”. Jednak specjalnie dla Dominika postanowiłam opowiedzieć o nim jeszcze raz.

 

Pewnego lata zniknął razem z Krzewem Mojżesza z mojego ogrodu. Padało wtedy tak bardzo, że woda zniszczyła korzenie wielu roślin. Dyskretny, wyniosły tojad zwabiał do ogrodu trzmiele. Lubiłam jego szafirowe kwiaty, a jednak nie mam odwagi zaprosić go ponownie.

Wielu osobom wydaje się, że rośliny stanowią zaledwie tło dla prawdziwego życia. Ciche i spokojne, są przesadzane z miejsca na miejsce wprawną ręką. Nie stawiają oporu, gdy ogrodnik je zrywa, suszy i wreszcie – gdy ich używa. I ta pozwalała się używać do ludzkich celów. Uległy tojad zwany mordownikiem niejednokrotnie zmienił losy świata. To nim otruto Arystotelesa. Tą niepozorną rośliną nacierano ostrza strzał i mieczy, dodawano do potraw możnowładców. Drżeli przed nim najmężniejsi.

Sam tojad, jak to roślina, miał niewiele do powiedzenia. Za wyjątkiem tego jednego, jedynego razu: według starych przekazów ulitował się nad Matką Największego z Panów tego świata. Swoimi niebieskimi płatkami otulił stopy Maryi, gdy ta w czasie ucieczki do Egiptu zdarła buciki. Obronił Ją przed ukąszeniami skorpionów i węży. Dioskurydes, autor 5- tomowego De Materia Medica, twierdził, że żadne zioło, nie jest na nie równie skuteczne, jak mordownik. Nazwano go od tamtej pory Pantofelkami Matki Boskiej. Bo jad (także jad słów!) nie musi zabijać, może jedynie bronić- jak to się stało tamtej nocy- tego, co dla człowieka najważniejsze.