grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


7 Komentarzy

13 grudnia i św. Mikołaj od Kasi

Dzisiejsza notka właściwie powinna być znowu „czekaniem”, siódmym, ale wypadła 13 grudnia. A wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 stan wojenny tamten Adwent przerwał, zatrzymał.

Byłam wtedy nastolatką. Nastolatki w normalnych krajach mają kiełbie we łbie, zajmują się miłościami i malowaniem oka, ale po co było się malować, skoro kosmetyki spływały po kilkudziesięciu minutach, tworząc rozległe cienie pod okiem. Takie, jak to się wtedy mówiło- „limo”. „Limo” to można było mieć zupełnie za darmo wtedy, bez wydawania pieniędzy, po kontakcie z przedstawicielami władzy. 13 grudnia 1981 i oprócz tego nic z tamtego Adwentu nie pamiętam. Czy zawieszono lekcje religii? Nie przypuszczam, na szczęście były w salkach przykościelnych, a nad nimi generał nie panował. Czy odbyły się rekolekcje? Też nie przypuszczam, bo żeby ruszyć się z województwa do województwa (było ich 49, więc jedno od drugiego położono o rzut kamieniem), potrzebne były pozwolenia i przepustki. Tak, nie mogliśmy się poruszać po własnym kraju. Pismo Święte? Kto nie miał, nie kupił, bo to była jedna z bardziej poszukiwanych książek (ewentualnie protestanckie wersje na Nowym Świecie leżały pyszniąc się w kolorowej witrynie). Czy mieliśmy na Wigilię karpia? Nie mam zielonego pojęcia! Musiał być, ale skąd go wzięliśmy? Wiem, że na kwaszoną kapustę, suszone grzyby, kluski, pierogi, mięso na święta i tak nie było co liczyć w sklepach. Liczyło się nie „na coś”, liczyło się wieczorami domowników, czy wrócili. Liczyło się przyjaciół i znajomych. A u nas wtedy nie zabrakło nikogo. To był jednak szczęśliwy dom. Prezenty też pewnie mieliśmy, musieliśmy mieć, ale nie było to ważne… Ten dzień  opisałam w 2012 roku TU  „13 grudnia, robaczku”

Co może ci zrobić władza? „Czas Apokalipsy”

 „Otworzyłam jedno oko. Nie usłyszałam budzika – pomyślałam widząc sączące się z łazienki światło.-Wstawaj!- pocałował mnie Mąż ( odkąd w czasie rozmowy poskarżyłam się na brak czułości, dostaję ten pocałunek na dzień dobry). Krótkie myśli dla Boga. Szybkie mycie głowy. Suszarka. Spojrzenia na zegarek. Pasta do zębów. Teraz budzę dzieciaki. Mleko, płatki, mikrofalówka. Podgrzane czeka na stole. Kilka ćwiczeń ( czy można obiecać sobie w adwencie większą dbałość o ciało, jeżeli normalnie się je zaniedbuje?).

Miałam wtedy szesnaście lat, jak dziś moja córka. Otworzyłam jedno oko, spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że już późno. Znowu późno. Trochę zdziwiło mnie, że nie słychać głosów niedzielnej krzątaniny, nie czuć śniadaniowych zapachów. Ale najpierw łazienka… Zimną wodą ochlapałam twarz, jeszcze opuchniętą od zbyt długiego snu i przejrzałam na oczy. Telefonu nie mieliśmy. Rodzina nie była ani chora, ani zasłużona. Zresztą! Z kim rozmawiałabym przez telefon, skoro wszyscy w niedzielę długo śpią. Nie wiedziałam, że wyłączyli ( – To bandytierka była. Pracownicy centrali chcieli to zrobić z jakąś kulturą techniczną, ale umundurowani wchodzili, pytali o główny kabel i przecinali go siekierą). Komputera nie mieliśmy, o internecie nikt nie marzył, choć podobno gdzieś tam go wynaleziono… To miało swoje plusy, nie mogli wyłączyć internetu 😉 Pusto w domu. Dziwne. Idę “do lodówki”… Zima jest, wiec wybór dość mały. Na wierzchu ułożone jabłka, w środku żółty ser, jajka, cebulka. Wędliny zostało niedużo. Chleb może i bez konserwantow, ale czerstwy już w sobotę w sklepie. Będzie jajecznica?

Dziś dzieci siedzą nad śniadaniem. Zbyt niewyspane, żeby sie kłócić, ba – żeby sie odzywać. Kroję na pół grahamkę, potem kromki chleba, po które Mąż “skoczył” jeszcze przed wyjściem z psem. Idę „do lódówki”. Wyciągam trochę pieczonego schabu, dwie rzodkiewki, dwie oliwki, żółty ser, szczypiorek, pomidor. Ogórek konserwowy stoi na kuchennym blacie.(Banany, jabłka I mandarynki też!) Z. woli same kanapki, jabłko. Średna je też sałatkę, więc rwę i kroję, wrzucam do pojemniczka, polewam sosem z oliwy i bazylii. Po namysle solę. Jeszcze napoje.

Miałam szesnaście lat. Ciągle nikogo nie ma w domu. Gdzie oni się podziali? Nie lubię telewizji, ale podchodzę ( jeszcze nie ma pilotów!), włączam. I nic. Bo to ten dzień, kiedy “nie było Teleranka”- ale raz, że już dawno byłoby “po” Teleranku o tej godzinie, o której wstałam, a dwa: ta historia dopiero się działa. Co jest? Podchodzę i takim śmiesznym pokrętłem próbuję zmienić program na drugi (bo tylko dwa były). Też nic! Teraz może pomyślałabym, że rodzice nie zapłacili rachunków, więc odłaczono nam sygnał. Wtedy nie było takich zwyczajów. Chyba nie dojadłam śniadania, pośpiesznie założyłam na siebie byle co i pobiegłam – szukać, czy pytać. O co? – nawet nie wiedziałam. Do kościoła było najbliżej. W środku mszy weszłam. Tam mi powiedzieli. Mniej więcej to, co potem Jaruzelski w oświadczeniu, tylko zupełnie inaczej. Dla mojego bezpieczeństwa do hotelu naprzeciwko sprowadziło się ZOMO.

Wychodzimy. Średnia na drugą lekcję, więc jedzie z nami na roraty. Do tej małej szkółki. Plecaki, winda, spojrzenie na zegarek ( Dobry czas– chwali Mąż). Jeszcze mało samochodów, bo przecież tak, jak powinno być – jest noc. O. Emilio sam w ciemnej kaplicy zapala świece i lampiony.

Wtedy, tamtego trzynastego, kiedy odłączono nas od wszystkiego, od czego człowiek mógł odłączyć człowieka, wydawało się, ze to KONIEC.

„Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana – odkupicielem twoim – Święty Izraela. Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę; ty je przewiejesz, a wicher je porwie i trąba powietrzna rozmiecie. Ty natomiast rozradujesz się w Panu, chlubić się będziesz w Świętym Izraela.” – czyta lektor. Szczególnie dziś, szczególnie 13 grudnia. Co może ci zrobić władza, robaczku? Władza nie jest wszechwładna, nawet jak jej się tak czasem wydaje.

 

Ale, ale… dziś już wiemy, co MOŻE władza, co mogą zwierzchności. Mogę więc pokazać, jakie w kole gospodyń miejskich robią piękne świąteczne ozdoby. Kasia, tak jak obiecała w komentarzu, przysłała mi św. Mikołaja zrobionego z jajka! Świetny!

kasiaglebocka

fot. K. Głębocka

Reklamy