grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


6 Komentarzy

Marcinki i motyle

O tym, że marcinki to nie tylko małe Marciny, czy można je spotkać na nadwiślańskim brzegu i być może ostatnim w tym roku motylu.

– O, zobacz, zobacz, całe pole marcinków- mąż aż przystanął ze zdumienia- Widzisz, ty je pielęgnujesz w ogrodzie, a one sobie tutaj- zatoczył ręką dookoła, pokazując na wysokie trawy, krzaczory i nadwiślański piasek- Tak sobie same rosną. Identyczne.

– Niezupełnie takie same- zaprotestowałam słabo, a słabo, bo chociaż zdziczały, w gruncie rzeczy też byłam pełna podziwu, że dają sobie tak dzielnie radę, zaledwie kilka kilometrów od centrum Warszawy. Gdybyśmy wspięli się na konar leżący opodal, widzielibyśmy samochody mknące Wałem Miedzeszyńskim. Pole dzikich marcinków nad rzeką w środku stolicy Polski!

Marcinki rosną w naszym wiejskim ogrodzie od samego początku. Dbam o nie- czyli na zimę (bo są mrozoodporne) przycinam, wiosną usuwam chwasty, żeby mogły się rozrastać, nawożę, a one powoli zawłaszczają przestrzeń i to nie tylko swoją. Przepychają się z różą, po bratersku ściskają hortensję i do spółki z nadmiarem deszczu pewnej wiosny, przepędziły tojad- to akurat dobrze, bo tojad jest mocno trujący.. Podobno nazwę zawdzięczają temu, że kwitną w dzień św. Marcina. Wiem, kiedy jest ten dzień, bo jeden z moich ulubionych kolegów w czasach ogólniaka miał tak na imię, a potem na studiach na roku też był Marcin. Świętego Marcina z Tours jest 11 listopada, ale nawet gdyby to miał być jakiś inny święty Marcin, na przykład ten, którego wspomnienie jest obchodzone 17 września, kwiaty te kwitną dużo dłużej, niż od września. W moim ogrodzie zaczynają panoszyć się w lipcu i rzeczywiście kończą po porządnych i to niejednych przymrozkach, mogłyby więc nosić imię także wielu innych świętych. Nazywałyby się może wtedy anulki, krzysztofki, krystynki, albo marynie. Są astrami, zaliczanymi do jesiennych, choć to w gruncie rzeczy kwiaty letnio- jesienne, łatwe w uprawie i bardzo urokliwe. Mam je w ogrodzie w kolorach różowym, niebieskim (pełne) i fioletowym. Motyle lubią jednak tylko jedne- do gustu przypadły im te fioletowe, najwyższe.

I tak  właśnie wyglądają na ogrodowych astrach.

ostatnimotyl3

 

A to są marcinki nadwiślańskie:

ostatnimotyl2

 

– Gdzie są marcinki, są i motyle- ruszyłam przez chaszcze, pewnie pełne różnego robactwa, w kierunku pola jesiennych astrów. Wisła skrzyła się za moimi plecami, pod butami miałam rzeczny piasek.  Znalazłam motyle.

Ciekawe czy to ostatnie tego roku?

ostatnimotyl1

Reklamy


8 Komentarzy

Długie pożegnania

Lubicie? Ja lubię długie pożegnania. Można powiedzieć coś, co było niedopowiedziane, zrobić coś, co zostawiało się „na później”,  czy coś powtórzyć.  Zebrać ostatnie, niespodziewane owoce.  Lubię zwłaszcza długo żegnać się z latem.

sloneczniki4

Gdy po porannej mżawce, zaświeciło słońce, wybrałam się do ogrodu po zioła: tymianek, kocankę włoską (sprzedano mi ją jako curry), lubczyk i cebulkę (jak cebula mimo jesieni jest ciągle niewielka, można mówić do niej pieszczotliwie,  tak jest delikatna w smaku), ogrzane już lekko pomidory, ogórki i paprykę. Po drodze skubnęłam też trzy kwiaty nasturcji (o nasturcji w ogrodzie TUTAJ). Z białego sera półtłustego, ziół, soli i pieprzu ugniecionych razem dzięki dodaniu niewielkiej ilości jogurtu, ulepiłam kulki. Paprykę i ogórek pokroiłam, lekko posoliłam, polałam oliwą. Pomidorów nie musiałam kroić, bo zostały mi tylko te najmniejsze- koraliki (dlaczego?- kto nie wie  TUTAJ). Położyłam nasturcję, która jest jadalna.

Ta sałatka to pożegnanie lata, bo być może ostatni raz w tym roku mogłam zebrać te wszystkie składniki i połączyć je w jedną potrawę.

Mam nadzieję, że słoneczniki, które spotykałam w trakcie dzisiejszych prac ogrodowych, będą się żegnać z latem dłuuugo, bo bardzo je lubięsloneczniki1

Te przez chwilę zastanawiały się, w którą stronę się obrócić, gdy znowu  zaświeciło słońce.

Za to motyle natychmiast skorzystały z okazji

sloneczniki2

Dopiero w tym roku zwróciłam uwagę, jak bardzo są pracowite i jak ich dużo.  A to moja ulubiona rodzina:

sloneczniki3

 

Przyznam, że chora i trochę przez to uwięziona w domu, zapomniałam, jaki ładny może być świat. I jakie radosne są rodziny słoneczników.

 


2 Komentarze

Odszukaj motyla

 

motyl2

Świat może być ładniejszy, niż się to na pierwszy rzut oka wydaje. Przecież i tego motyla nie od razu widać.

 Mała Dziewczynka dotarła wczoraj do domu ostatnia. Było zimno, deszczowo, a nawet ponuro. Zaczerwieniona od wiatru, pociągając noskiem, szybko zrzucała w przedpokoju kalosze:

– O, czekacie na mnie! – ucieszyła się „z byle czego”.

Niełatwo wypatrzyć motyla.

motyl3

 

Synu, nie bierz na siebie za wiele spraw,
bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody.
I choćbyś pędził, nie dopędzisz,
a uciekając nie uciekniesz.
 (z Mądrości Syracha)

Córko, ciebie to też dotyczy. Nie to, żebym namawiała do bezczynności, czy tfu, tfu bezmyślności, ale…

Poszukaj motyla.

motyl4


2 Komentarze

Skrzydła

Czy widzisz motyla? Trudno go dostrzec, gdy skrzydła ma złożone.

Kto świadomie i dobrowolnie sprawia, że skrzydła motyla są ciągle zamknięte, nie pozwala mu się dzielić swoją urodą ze światem. Kto przyczynia się do tego, że człowiek, czy motyl siedzi bezczynnie  ze złożonymi skrzydłami zbyt długo, sam nie zobaczy jak jest piękny. Nie poczuje fali zachwytu, ani przypływu radości na jego widok.  Kto potem zeznając w sprawie skrzydeł motyla, mówi nieprawdę, lub zataja prawdę i utrudnia jej (jego) rozpoznanie…  sam się srodze ukarze. Kto innym podcina skrzydła… (To gdy zbyt długo w nocy ślęczy się nad ustawami)

motyl

Absolutnie każdy człowiek- powiedział z powagą Ignacy Borejko- jest zdolny do czynu, którego musiałby się wstydzić. Dobrze jest mieć tę świadomość. Sztuka polega na tym, żeby tego czynu jednak nie popełnić. Czyli nie ulec swojej słabości. Słabość jest rzeczą ludzką. Lecz pokonywanie słabości jest rzeczą ludzką godną podziwu. Zauważ: los lubi na nas zastawiać pułapki i kiedy już nam się wydaje, że wyszliśmy z honorem, że postąpiliśmy właściwie i godnie, pojawia się kolejna pokusa. I znów musimy dokonywać wyboru. Trwa to aż do śmierci, wyobraź sobie. Żadnego wytchnienia. Co myślicieli chrześcijańskich doprowadziło do przekonania, że całe nasze życie jest próbą. Mądrość Wschodu z kolei powiada: ” Wielka Droga rodzi wszystkie istoty, jej opatrzność czuwa nad wszystkimi, kiedy przyoblekają materialne kształty, a okoliczności je doskonalą.”

Małgorzata Musierowicz „Imieniny”


6 Komentarzy

Motyl musi polatać

No dobra, niby pogoda znacznie się poprawiła, jednak na poprawę zdrowia Małej Dziewczynki trzeba trochę zaczekać. Nie wychodzi więc z domu ( mnóstwo pyłków aż śnieży się w słońcu!), a jej Mama wręcz przeciwnie, czasem wyjść musi choć na parę godzin. W ten sposób zostałyśmy sama na sam, oczywiście nie licząc motylka, który wyrwał się z kokonu kilka dni temu 🙂 Wtedy nie miałyśmy już cierpliwości, żeby go pokolorować, dziś Mała Dziewczynka uznała, że jest jakiś taki… niedokończony. Wyobrażałam sobie, że pomalujemy go farbami, ochlapując całą kuchnię, ale Dziewczynka miała rozsądniejszy pomysł – Nie, nie, lepimy dziś z plasteliny! – Że też sama na to nie wpadłam, zwłaszcza, że lepienia dawno u nas nie było– spojrzałam na wnuczkę z uznaniem 🙂 Przy okazji mama motylek zyskała nie tylko dodatkowe kolory, ale i córeczkę- gąsieniczkę oraz trochę jedzenia.

motylcd

 

 

 

 

Potem musiałyśmy chwilę odsapnąć przy filmiku- oczywiście o motylku. I aż żal było nie pobawić się tak, jak na jego końcu sugerują. Niestety, nie jestem  tak dobra w szybkim robieniu skrzydełek z chust… więc do momentu radosnego lotu wszystko przebiegało bez zakłóceń, natomiast on sam trwał przykrótko, bo chustki rozwiązywały się, bądź zsuwały z ramion ku uciesze Małej.  Babciu, jeszcze raz! Mocniej źwionź! -wtedy można było wszystko zacząć od nowa!

Upadły, czy raczej padający w moje objęcia motyl, dostał okrrropnego kaszlu i wtedy przypomniałam sobie, że gdzieś tam w małym pokoju (oczywiście na półce) leży gra „Magda” na uspokojenie emocji. Trzeba przy niej chwilę posiedzieć 🙂 Rzucając kostką różne kolory, starałyśmy się nakarmić głuptaska, który ciągle skręcał tam, gdzie nie powinien, a przy okazji przypomniałyśmy sobie i o swojej porcji owoców

 

motyle2cd

 

Chyba temat motyli zakończyłyśmy, wyśpiewując z youtubem na cały głos, tuż po wzięciu syropów

 

 


2 Komentarze

Wyhodowałyśmy motyla :)

Wszystko zaczęło się od tej książki

 

ksiazkablog

A może nie,  być może zaczęło się jeszcze wcześniej, gdy kilka dni temu mój Mąż westchnął

– Mała Dziewczynka niedużo ostatnio jest w domu… A to w przedszkolu, a to na zajęciach, czy spacerach z Mamą. Brakuje mi jej.

– Hmmm… To dobrze. Jest zdrowa, szczęśliwa i zajęta- rzuciłam zadowolona.

– Ale trochę jej brak- Mąż uparł się w tak zwaną złą godzinę, bo już w nocy Mała dostała gorączki.

I potem, następnego dnia koło południa, gdy Mama biegła po lekarstwa i inne brakujące rzeczy, pojawiła się ta książeczka. Mała Dziewczynka świetnie pamięta motyle z pobytu na wsi, więc chętnie przystała na czytanie  o tym, skąd się biorą. Książeczkę zdjęłyśmy ot tak, z półki- bo w rodzinach, gdzie jest od lat jakieś małe dziecko, książki czy zabawki „są”, „pojawiają się” i „znajdują się” tak po prostu i nikt już nie pamięta skąd się wzięły. Tego popołudnia Mała Dziewczynka miała jednak tylko na tyle siły, żeby wysłuchać całej historii, czasem przerywając ją uwagą „Nie lubie gosienić!”…

Ale już dziś… Ledwo za Mamą zatrzasnęły się drzwi, Mała Dziewczynka przyniosła z powrotem ledwie muśniętą (skrzydłem wiedzy:) lekturę. A ja kartkę z bloku, klej, trochę ziarenek kaszy jęczmiennej, zielony i żółty papier kolorowy, kredki, które były pod ręką, pewną włochatą włóczkę i krepinę w jedynym kolorze, który uchował się w pokoju Z. – czyli  nastolatka. Wycięłyśmy łodyżkę i trochę listków. Jeden z nich posmarowałyśmy klejem i Mała Dziewczynka z dużą przyjemnością nakładała ziarenka kaszki, udające motyle jajeczka. Ja przez ten czas cięłam włóczkę na kawałeczki… „O, zobacz! Z jednego jajeczka wykluła się już gąsienica!”- uznałam, że już wystarczająco dużo kaszy wala się po stole. Dziewczynka bardzo się ucieszyła, ale postanowiła trochę poprawić moją koncepcję „A gdzie mają główki? Muszą mieć główki!” Wprawdzie zajrzałyśmy do książki i tam jeszcze raz przeczytałyśmy, jak są zbudowane, ale… co nam szkodziło, żeby na końcach włóczek zrobić uśmiechnięte okrągłe buzie? W ten sposób siostry i bracia zaczęli nie tylko się do siebie uśmiechać, ale i ze sobą rozmawiać. I dużo jeść-  przygotowanych wcześniej liści 😀

2jajeczkaigasienice

„A może, może one chciałyby już się zamienić w motyle?” – „TAK! TAK”- Dziewczynka zareagowała bardzo żywiołowo. I wtedy się zaczęło wycinanie z krepiny długich pasków, którymi miała potem owijać  gąsienice, a ja przez ten czas, gdy będzie bardzo, bardzo zajęta, niepostrzeżenie stworzyć i zakokonić motyla. Niestety „Babciu, pomóż!” pojawiało się tak samo często jak chichot, gdy gąsienica wymykała się spod kontroli palców. Wkładałyśmy maluchy, gadałyśmy o nieposłuszeństwie i o tym, dlaczego muszą być zawinięte i co „tam” w tych kokonach się dzieje.

No widziała, widziała niestety, jak zawijam motylka (trzeba było go przygotować wcześniej!), ale okazało się, że rozrywanie krepiny i wydobywanie go i tak jej się spodobało… Teraz już tylko wystarczy pokolorować skrzydła i niech sobie leci. Ale to już innym razem.

– Mama! Mama wróciła- zerwała się z krzesła i podbiegła do drzwi. Mama podniosła ją do góry, przytuliła i znad małej główki spojrzała na bałagan na stole. – Wyhodowałyśmy z babcią w domu motyla, wiesz?

motyleblog