grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


19 Komentarzy

Klimatycznie

Klimat jest bardzo ważny. Może jest ważny dla transportu kolejowego (słynne „taki mamy klimat” ministry), nawet z dużym prawdopodobieństwem jest, jednak z pewnością jest ważny i ma ogromny wpływ na życie roślin.

I ludzi.klimat2

W moim ogrodzie zimy są bardzo mroźne, lata gorące, a dni wiosenne zaczynają się przymrozkami. Nie każda roślina czuje taki klimat. Tak jak nie każdy człowiek potrafiłby mieszkać z osobą, która przechodzi gwałtownie od mrożącego krew w żyłach spojrzenia, do gorących uścisków. Fundując dodatkowo liczne nieprzyjemne poranki.

Kwiaty i drzewa mają różną wrażliwość na mróz. Jabłonie, żeby obficie owocowały potrzebują porządnej zimy, a potrafią przetrwać nawet -30 stopni. Dla odmiany grusze kwitną dość wcześnie, więc w rejonach, w których występują wiosenne przymrozki trzeba wybierać do uprawy gatunki grusz późno kwitnących. Brzoskwinie wymarzają przy -15-20 stopniach. Muszą mieć dużo słońca. Owoce wiśni pękają w deszczowe lato.

Są drzewa, krzewy, kwiaty bardziej i mniej wrażliwe. Dlatego klimat jest ważny. Nie ma co się dziwić, że jeżeli będziemy uparcie przemrażać morelę, ona zamiast się stopniowo przyzwyczajać do wszechobecnego chłodu, zginie. Wrażliwa osoba, która wyrosła w klimacie zrozumienia i ciepła, nie przyjmie się w mroźnych sferach wyniosłości i złośliwych uwag. Być może chłostana nimi od czasu do czasu, wspierana ciepłym spojrzeniem przyjaciół, jakoś się uchowa, a nawet okrzepnie, ale raczej nie będzie wysoko rosła i obficie kwitła.

klimat

W miejscach, gdzie wieją huraganowe wiatry, rośliny są karłowate, starają się przytulić do ciepłej ziemi i nie dać się złamać. W domach ( ale przecież i szkołach, pracach), gdzie często uderzają huragany awantur, ludzie także karłowacieją, płożą się i unikają ataku.

Gwałtowne ulewy podmywają korzenie, tak jak gwałtowne zmiany wywracają życie ludzkie.

Wilgotna, lepka od dziwnych interesów atmosfera powoduje, że wszystko gnije, choć są przecież rośliny, które w tej sytuacji czują się wręcz cudownie. Są takie, dla których bagno jest wymarzonym środowiskiem. I spróbuj je stamtąd wyrwać!

Przyjazne słońce, lekki wiatr przeciwności i łagodny, zraszający deszcz, są dobre dla wzrostu. No chyba, że się jest kaktusem, który musi się wyprażyć.

Klimat, w którym żyjemy jest bardzo ważny. Nie da się przetrwać zbyt długo w klimacie niewłaściwym dla swojego gatunku. Rośliny w ogrodzie nie mają wyboru.

My klimat wokół siebie tworzymy sami.


11 Komentarzy

Dotykać czyśćca

Ania zawsze chciała mieć zwierzątko. I wcale nie jest prawdą, że miała rodziców o nieczułym sercu, którzy nie chcieli go kupić. Nie mogli, choć nieba by córeczce przychylili. Miała zbyt dużą alergię.

czysciec1 kopia

Próbowali nawet znaleźć psa, który ma włosy, a nie sierść. Pojechali z Anią do hodowcy. Tam dziewczynka długo wygłaskiwała małe szczeniaki i już, już miała nadzieję na to, że ta sierść- niesierść nie powoduje uczulenia, ale wzięła ze sobą do domu poduszkę z psimi śladami i w nocy dostała napadu duszności.

Kotek, chomik i świnka morska też się nie nadawały, choć tak miło byłoby pogłaskać je po łebku i przytulić do siebie. Z czasem z pokoju zniknęły też wszystkie pluszaki, puszysty dywanik, a książki z odsłoniętych półek trafiły za oszklone drzwi regału. Na gładkim, codziennie przecieranym wilgotną ściereczką biurku stanął pojemnik ze straszykami. No ale spróbujcie pogłaskać straszyki… Zagadać do nich od biedy jakoś można, ale miękkie na pewno nie są. Czy dziewczynka tak bardzo marzyła o mięciutkim stworzonku, czy też z innego powodu, którejś nocy przyśnił się jej Anioł Stróż. Prawdziwy Anioł Stróż! Niósł baranka:

– Pogłaszcz jego uszka. Zobacz jak są mięciutkie.-  zachęcił.

– Nie bardzo mogę- Ania była rozsądna nawet w snach- Przecież skoro jesteś moim Aniołem, sam wiesz.

– Są takie uszka, które możesz głaskać. Właśnie te- zapewnił Anioł.

– Ania wyciągnęła dłoń, ale ledwie poczuła, jak jedwabista jest sierść baranka, obudziła się.

czysciec2

Tego dnia zapytała mamę

– A baranki? Może małe baranki nie uczulają takich chorych dzieci, jak ja.

Mama spojrzała niepewnie

– Przypuszczam, że uczulają. Ale właściwie co to za różnica? Mieszkamy w bloku i nie będziemy hodować owiec na balkonie!

– Śnił mi się Anioł, mamo. Może on wie, co robi?- i dziewczynka opowiedziała mamie o śnie.

Właściwie był absurdalny. Właściwie cała rodzina niezbyt często chodziła do kościoła, choć właściwie była wierząca przecież. Właściwie w sny nie wierzyła. W Anioły? W Anioły też nie bardzo, ale mama z ciekawości, nie dlatego, żeby uwierzyła w sens snu, włożyła w wyszukiwarkę słowa po polsku, a potem po angielsku (bo to była mądra mama). Wyświetliło jej mnóstwo obrazków owieczek, ale także wiele zdjęć Stachys byzantina, pięknej ozdobnej rośliny, której liście są gęsto pokryte srebrnymi i szarymi włoskami. Liście czyśćca wełnistego sprawiały wrażenie miękkich, ale i włochatych i przyjemnych w dotyku. Zdziwiona mama doczytywała informacje o tym, że kontakt z nimi łagodzi podrażnienia skóry, goi ranki, mają bowiem właściwości  przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Zawołała:

– To roślina, nie zwierzątko! Przyśniła ci się roślina!- a kątem oka jeszcze spostrzegła, że kiedyś jej naparem wspomagano leczenie astmy – Chyba ją jednak możemy hodować na balkonie, tę twoją owieczkę.

czysciec3


11 Komentarzy

Dziwny koniec/początek

Tak ! Tak ! Wyrwaliśmy się wreszcie z miasta, przyznaję, że pięknego, żywego miasta, i kaszląc i kichając wyruszyliśmy na wieś, zobaczyć wiosnę na własne oczy.

Ale, ale, jaka to wiosna, gdy w wyziębionym przez długie tygodnie nieobecności domu, stała ubrana w łańcuchy i zabawki choinka? Ta w mieście została rozebrana na czas, ta na wsi została sama w pustym domu. Niby kogo to obchodzi? Niby w mieście – nikogo, ale na wsi panują inne zwyczaje. Tu jest porządek, pewna kolej rzeczy i żeby coś nowego się zaczęło, coś przedtem trzeba zakończyć. Posprzątać, pozamiatać – choćby nawet pod dywan – i zostawić za sobą. Pilnuje tego wiele osób. Właściwie wszyscy, bo jakoś każdy zakłada, że sam zainteresowany może być dla siebie akurat zbyt hmmm… wyrozumiały. A jednak słysząc nasz kaszel, sąsiedzi litosiernie zmilczeli, kiwając tylko głową nad naszą skomplikowaną sytuacją w tym nad zawieszeniem między miastem a wsią. Choinka dzielnie wytrzymała szarpanie, pozbawianie ozdób, odzieranie ze świecidełek i nawet, dumna i ciągle całkiem ładna, dała sobie zrobić ostatnie zdjęcie.

choinkawiosna

Potem można było wyjść do ogrodu. Z choinką i nie tylko. A ogród wyglądał tak:

choinkawiosna1

Dużo nawianych (mimo zgrabiania!) liści, jakieś patyki, kopce kreta (nie mam na myśli ciasta!), nierówna, wielokolorowa z przewagą żółci i beżu trawa , mech… słowem bałagan.

Jednak, gdy tylko rozsunęło się suche liście, trawę, okazało się, że tuż pod nimi są takie skarby

choinkawiosna2

Znowu – w ogrodzie, jak w życiu. Cokolwiek by się nie nabałaganiło, nawet i bez naszego udziału, są niespodzianki, które na nas czekają niezależnie od naszej kondycji (nawiązuję do kaszlu ) , gdy tylko posprzątamy i po nie sięgniemy, ot tak rosną w trawie. Zasiane, wkopane już dawno, skarby trochę zapomniane i zaniedbane.

choinkawiosna3

choinkawiosna4a

Czy to nie dziwne, że pomimo upływu wielu lat i przeżycia wielu rozczarowań wciąż w to wierzę?

Wiosna w tamtym roku „Trochę czasu” TU

Więcej zdjęć na instagramie https://instagram.com/marzenaderesz/


7 Komentarzy

Trochę czasu

Na wieś dojechaliśmy ciemną nocą… Efekty swoich działań z tamtego tygodnia mogłam więc zobaczyć dopiero rano. Klomb między drzewami wyglądał niby porządnie.

Robert, siąkając nosem (alergia czy przeziębienie?) nieuważnie omiótł go wzrokiem

– Ładnie. Nie było aż tak dużych przymrozków, bo chyba wszystko przetrwało.

– Wszystko – powtórzyłam zrezygnowana- Wszystko oprócz tego, co sadziłam w deszczu.

Tydzień temu przemokłam w ciągu kilku minut, wkopując do ziemi wyhodowane przez siebie sadzonki.  Trochę za małe, trochę za wcześnie. Zostały po nich popalone mrozem niteczki.

– Czerwone szałwie… – przypomniał sobie mąż

– No. Czerwone.

Wiem o zimnych ogrodnikach i zimnej Zośce- świętych wzywanych w Polsce od wieków do obrony przed majowymi przymrozkami. Wiem, że nie jest to głupota, bo zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Obserwatorium Astronomiczne UJ  właśnie w dniach, których są patronami, a więc między 10 a 17 maja prawdopodobieństwo wystąpienia temperatury poniżej 0 stopni wynosi aż 34%.

Wszystko wiem, a jednak… Trochę za małe, trochę za wcześnie. Trochę czasu. Trochę cierpliwości.