grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


Dodaj komentarz

Co wtedy robisz?

O gotowaniu i nie tylko.

– Mamo, MasterChef

– A sok? Chcesz sok? I czy wzięłaś zastrzyk?

– Wszystko mam, mamo, chodź. Dzieci gotują, pamiętasz?

Odkąd moja córka  po operacji jest unieruchomiona w domu, więcej przesiaduje na kanapie w pokoju dziennym. Dzięki niej czasem mamy okazję obejrzeć jakieś filmy, czy programy, o których w ferworze codziennych wydarzeń byśmy zapomnieli. Tak, w tym programie gotowały dzieci. Szczególnie zachwycił nas mały Natan, miał 8 lat a już potrafił coś przyrządzić! Przyrzekłam sobie, że w wolnym czasie poprawię swoje umiejętności.  Właśnie pokazywał szefowi kuchni następną potrawę. Ta nie była udana. Coś nie wyszło młodemu kucharzowi i nie ukrywał tego. Gordon spróbował, umiarkowanie pochwalił- raczej smak, niż wygląd i zapytał:

– W życiu nie wszystko idzie po naszej myśli?

– To prawda- skinął głową młodzieniec

– Co wtedy robisz?

– Naprawiam to- powiedział po prostu.

Naprawiam to drodzy dorośli, którzy głównie odpuszczacie! I to jeszcze sobie odpuszczacie! A nawet mały Natan doświadczył, że to, że się naprawia zamiast nic nie robić, nie gwarantuje wcale sukcesu. Nie dziwmy się więc tak bardzo, że i wobec nas, starych, świat nie stosuje taryfy ulgowej. Chłopiec odpadł z progamu i dopiero wtedy w oczach pojawiły się łzy. Ale na krótko, bo za chwilę powiedział „Nie przestanę tego robić i jeszcze wam pokażę”. Ale to nie było: zemszczę się, czy dam wam nauczkę, to zabrzmiało, jak: pokażę, że jestem dobry. W to akurat wierzę.

gordon


2 komentarze

Osiemnaste. Kto więzi K.

„Kolejne urodziny obchodzi się inaczej, niż kilka pierwszych” – pisałam o piętnastych urodzinach córki, a potem przytoczyłam rozmowę:

– O której będziesz?

– Mam chór, późno.

Zdążymy podjechać po upragnioną książkę -” I ty możesz improwizować”. Gdyby nie marzenia Średniej, nie wiedziałabym, że ta książka istnieje. I że można ją chcieć. Gdy zbliżają się kolejne urodziny, trzeba uważnie słuchać. Bo bluzeczka zadowala krócej, niż kiedyś lalka.

– A może jakoś spotkalibyśmy się wcześniej? Może chcesz wyjść z koleżankami?

– Jutro na chórze są ważne rzeczy, nie ma mowy. Pojutrze mam dwie klasówki. Koniec roku! Pojutrze gdzieś pójdziemy. Albo po wystawieniu ocen. Będzie luźniej.

Kolejne urodziny i ujawnia się zaskakująca umiejętność – czekania. Nawet na przyjemność, która się należy.

Tak pisałam. Ale… Okazało się, że to nieprawda, że chodzi o ich kolejność. Osiemnaste są jeszcze później, niż piętnaste, a K. nigdzie w tym roku nie wychodzi. Jest uwięziona w domu- i to nie przez nas i naszą zaborczą rodzicielską miłość, a przez swoją własną (dorosłą) nogę. Okazało się też nieprawdą, że jest jakaś przyjemność, która „się należy”. „Tort?”- zapytałam wczoraj, a ona przez opuchnięte usta (jakiś lek ją uczula!), westchnęła tylko: „Tort przekładamy na później, bo na razie nie mogę go zjeść”. K. jak królewna zatrzaśnięta na zamek choroby.

 

 


3 komentarze

Dzisiejsza młodzież w szpitalu

Created with Nokia Smart Cam

 

– Najpierw składamy róg do rogu… dokładnie… o taaak. – nauczycielka pokazała, uniosła się z krzesełka, obejrzała kartki dwóch nastolatek- Rozkładamy i potem robimy to samo z rogami przeciwnymi…

Młode dziewczyny, jeszcze rano przekonane, że będą miały wyczekiwane od dawna operacje kolana, zupełnie na czczo, właśnie koło południa dowiedziały się, że nici z ich planów. Trochę podjadły. Wcale się jeszcze nie poprzebierały w piżamy. Za to przedstawiły się sobie i widziałam, że trochę nawet ucieszyły, bo mogły trafić gorzej (na jakiegoś rozpuszczonego bachora, albo psychopatkę!). Ich wzrok mówił- całkiem jest fajna ta rzucona mi przez los ( może pomyślały nawet: „przez Boga”, ale tego pewna nie jestem) towarzyszka niedoli. I wtedy do sali szpitalnej weszła energiczna nauczycielka. Swoją sytuację przedstawiły jej krótko. Nie mogłam w to uwierzyć, bo przecież to „dzisiejsza młodzież”, a ich pierwsze pytanie brzmiało: „No dobra… skoro i tak nic nam dziś nie będą robić, to może jakoś możemy pomóc?” Nie pamiętam, która je zadała, ale obie zgodnie skinęły głową. Chcą zrobić coś fajnego, czyli- dobrego. Widać było, że choć się wcześniej nie znały, rozumieją się. Nauczycielka nie zastanawiała się długo- ” Naprawdę? To porobicie mi główki tulipanów z papieru. Będą na zakończenie roku szkolnego. Bo my mamy tu szkołę, wiecie?”

Created with Nokia Smart Cam

Dziewczyny robiły więc tulipany, zgarniały je do siatki, odkładały na parapet , rozmawiając o głupotach i rzeczach ważnych. Potem rzuciły okiem na   obiad, coś tam tknęły z talerzy ( nic dziwnego, zjadły o wiele za późno śniadanie!) i stwierdziły „No dobra, to idziemy pogadać z tą małą po amputacji nogi” i już ich nie było. Zostało po nich kilka porozrzucanych kolorowych papierków, zapomniany tulipan na rozgrzebanym już łóżku. O zgrozo – szpitalnym! Bo jednak są normalnymi, roztrzepanymi nastolatkami. „Dzisiejszą” młodzieżą…

 

Zdjęcia nie są za bardzo kolorowe. W szpitalu dziecięcym wcale nie jest kolorowo, choćby wszyscy bardzo się starali. Jest dużo łez, cierpienia i bólu.Tym bardziej… tym bardziej są potrzebne tulipany, choćby sztuczne.


9 komentarzy

Prawdziwe przyjaciółki

– Spójrz, spójrz- zachwycona pokazałam palcem (a jakże!)  w kierunku płotu. Mąż roześmiał się. Ogromne krzaki dzikiej róży całe pokryły się kwiatami

– Ale żeby właśnie teraz… zwykle kwitną w czerwcu…

roze

 

Pamiętam, że to były pierwsze zasadzone przez nas krzewy. Przyjechały tu razem z berberysami. Ogród miał wyglądać naturalnie, a ja nawet nie marzyłam, że kiedykolwiek wyhoduję ozdobną różę. Za to Rosa rugosa wydawała się w sam raz! Rzeczywiście, przyjęła się nadspodziewanie dobrze w prawie gołym ogrodzie. Spragnione własnych kwiatów małe dziewczynki- tak, moje córki były małe!- biegły co tydzień zaraz po przyjeździe na wieś i niecierpliwie wypatrywały różowych kwiatków. Mamo, a jak będą pachniały? Będą duże? A jak jeden krzak będzie biały? Zadawały mnóstwo pytań, na które trochę bałam się odpowiadać. Naprawdę nie wiedziałam, czy będą wyglądały tak, jak mi obiecano w sklepie. Kamień spadł mi z serca, gdy pierwsze pachnące różyczki pojawiły się już w pierwszym roku, wywołując wybuchy entuzjazmu córeczek. Były piękne.

roze1

 

Za dwa dni K. ta sama, która kiedyś biegała na wyścigi z siostrą, żeby podziwiać każdy kwiatek, będzie miała operację kolana. Pierwszą tak poważną w jej życiu. Oczywiście, wszyscy się trochę martwią i boją. K. uwielbia płatki róż ucierane z cukrem i odrobiną soku z cytryny. Jej młodszy brat Z. właśnie zrywał je wprost z krzaków do koszyczka, oganiając się od pszczół.

– Niektóre już ledwie się trzymają, za tydzień by opadły. Zaniesiesz je K. do szpitala? Słyszałem, że mają jakiś związek, który pomaga dojść do zdrowia.

– Tak, witaminę C i przeciwzapalne flawonoidy.

Skąd wiedziały, że zakwitnąć trzeba właśnie teraz? Prawdziwe przyjaciółki, na które można  liczyć.

rozagnieciona