grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 Komentarze

Biała flaga

Ze współczuciem patrzę na rośliny w ogrodzie. Są zmęczone upałami. Pomimo podlewania, poddają się.

biala1

Na spalonym słońcem trawniku pojawiły się białe krwawniki. Na żółtym, owszem, wyglądają bardzo ozdobnie, ale chyba nie tak to miało być 😉

biala3

Obficie kwitnie tylko jedna róża – biała. Co chwila omdlewa i rozrzuca płatki.

Pięciornik, dalie, petunie i astry…biala4

biala2

biala5

Mój ogród wywiesił białą flagę.

(…)

… dmuchając
w małą fujarkę wyobraźni
wyprowadź
kolory
z czarnej
róży
jak wspomnienie
ze spalonego miasta
fiolet — na truciznę i katedrę
czerwień — na befsztyk i cezara
błękit — na zegar
żółć — na kość i ocean
zieleń — na dziewczynę przemienioną w drzewo
biel — na biel

fragment „Czernej róży” Z. Herberta


2 Komentarze

Jak umierają kwiaty

umieranie2

Umieranie nie zawsze jest piękne. Nawet te drzewa i krzewy, które pysznią się ciepłymi kolorami i tak bardzo teraz zachwycają, po kilkudniowym deszczu staną się tylko oblepionymi burymi kawałkami liści półżywymi pniami, konarami, badylami, patykami. Kwiatom jeszcze trudniej umierać. I nie oszukujmy się, najczęściej nie umierają ładnie.

Balkonowe petunie wyhodowane z małych nasionek, pachnące całe lato, też odchodzą. Pomimo podlewania i pielęgnacji, schną, łamią się, straciły zapach i intensywne kolory. Ale właśnie teraz, na końcu pożółkłych łodyg, ciągle jeszcze zakwitają kwiaty. Z roślinami jest, jak z ludźmi- czasem czując chorobę, cierpienie, koniec odmawiają kwitnienia lub wydają małe, chore owoce, ale czasem żegnają się ze światem hojnie i pięknie, choć same już piękne być nie mogą.


8 Komentarzy

O cierpliwości

petunia

Petun w języku południowoamerykańskich Indian to tytoń. Petunia jest z nim spokrewniona, ale wieczorem, gdy pachnie nią słodko nie tylko cały balkon, ale i duży pokój, jakoś trudno mi w to uwierzyć.

Wczesną wiosną wpadła do mnie Koleżanka z Podwórka

– Spojrzalam na twój balkon i zrobiło mi się bardzo smutno. Musiałam zajrzeć.

Balkon. No tak, okoliczne balkony zdobiły pierwsze kupne sadzonki- głównie bratki i aksamitki, ale także i pelargonie, a nasz… nasz był goły. Koleżanka z Podwórka spojrzała mi glęboko w oczy: brak kwiatów na MOIM balkonie, musiał niepokoić przyjaciół… Dość długo rozmawiałyśmy.

Następnego dnia przejrzałam zawartość portfela, westchnęłam kupując ziemię- ta musi być przecież dobra- i torebki z nasionami. Nasionami petunii.

Razem z Małą Dziewczynką odszukałyśmy pojemniczki i napełniłyśmy je ziemią. Ona robiła palcem dziurkę, ja wsypywałam kilka nasion, ona otulała je jak najstaranniej, potem robiła następną dziurkę, ja wkladałam nasiona, przykrywała je znowu, robiła miejsce dla następnych, ja siałam i tak dalej, aż do końca nasion i aż do końca miejsca na nie… Potem przyszedł czas na podlewanie i czekanie. Na sąsiednich balkonach zrobiło się kolorowo i wesoło, wiatr rwał płatki kwiatów, które kręciły kółka w powietrzu, padaly deszcze, prażyło słońce. My czekaliśmy.

Koleżanka z Podwórka zajrzała jeszcze raz, ale na widok zastawionego doniczkami stołu kuchennego, uśmiechnęla się lekko i słowa nie były już potrzebne.

Po kilku tygodniach (!) przesadzaliśmy na balkon mocne rośliny- oczywiście z Małą Dziewczynką, a nawet z Mężem.

Dziś oszalamiający zapach petunii, które wylewają się ze skrzynek, czuć wieczorem w naszym mieszkaniu a nawet u sąsiadów. Podlewają je deszcze, a słońce karmi promieniami. Pięknieją coraz bardziej. Balkon zresztą też. Koleżanka z Podwórka śmieje się do mnie z daleka. I w jej rodzinie zaszły dobre, długo wyczekiwane, zmiany.

Gdy więc ksiądz grzmiał w czasie niedzielnego kazania o ciąglym. grzesznym braku cierpliwości wśród wiernych zgromadzonych na Mszy Świętej, pomyślalam sobie, że może powinien pogadać z petuniami na moim balkonie. One sporo (u)słyszały.