grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


2 Komentarze

Całkiem pogodny dzień

Wszystkich Świętych i Zaduszki spędziliśmy kręcąc się niedaleko domu, w Warszawie, zupełnie nietypowo. Zepsuł się nam samochód, a do tego u córki odnowiła się kontuzja kolana.

Te dwie rzeczy są przykre i nieprzyjemne, aż dziwne, że choć popsuły nam plany, nie zniszczyły dnia. W Warszawie jest dużo grobów i pomników, nie musieliśmy więc ruszać się daleko, żeby zapalić znicze. Co zauważyłam? Zauważyłam , że Święto Wszystkich Świętych było słoneczne i pogodne. Nie spieszyliśmy się, nie staliśmy w korkach.  W pełni słońca wszystko wyglądało radośnie, prosto i jasno, jak życie (nawet to z problemami i kłopotami), nie śmierć.

Zauważyłam, że obudziły się biedronki. Wpadały we włosy, siadały na ubraniu, były wszędzie. Nawet tu:

wszystkich

Pojechaliśmy do parku przy Muzeum Powstania Warszawskiego. W takie dni jeździ się tam nocą i podziwia setki drgających płomyków. W blasku dnia, wygląda to zupełnie inaczej.

Nie było tłumów

wszystkich5

Kwiaty w Parku Róż zastąpił  dywan z suchych liści

wszystkich2

Za każdym murem czaił się przyjaciel

wszystkich4

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie uwiecznić ortezy właśnie w tym miejscu…

wszystkich3

I nie mogłam nie zauważyć, że te wszystkie miejsca pamięci, na które natykaliśmy się w czasie swojej warszawskiej podróży, to miejsca w których triumfuje życie, nie śmierć. Przegląda się w nich nadzieja, nie rozpacz.  Może to wpływ dziennego spojrzenia na świat?

wszystkich6


6 Komentarzy

Posucha

Wakacje się skończyły, ogród podsycha z tęsknoty za mną, Wisła wysycha, choć mieszkam blisko niej. Susza, mało jest powodów do radości.

wisla1a

1 września trochę mnie zaskoczył, bo w tym roku wypadł w środku upalnego lata. Wydawnictwa też są zdziwione, że tym razem to tak wcześnie. Niektórzy mówią, że ta data to dla uczniów i nauczycieli nowe wyzwania ( ucznia mam w domu, dosłownie pod ręką), że to wspaniała podróż w nieznane ( z niewiadomojakim zakończeniem?), przygoda z wiedzą, a o. Emilio w czasie Mszy św. rozpoczynającej rok szkolny wspomniał o wojnie. Nie tej z nieprzyjacielem, bo tego typu bohaterstwa Polaków nie trzeba uczyć. Walkę powinno się wytoczyć swoim słabościom, lenistwu, obawom i lękom. Nic pocieszającego. To praca bez końca, na całe życie. Na szczęście darmowe podręczniki nie dotarly do szkoły na czas i zamiast ślęczeć nad lekcjami, można się tymczasem (czekając bardzo cierpliwie) powłóczyć się nad Wisłą.

wisla0

Być może tak wyschniętą Wisłę w Warszawie obejrzy się tylko raz w życiu? A może- skoro tak się nam ociepli klimat- taka Wisła będzie pokazywana za kilka lat, jako pełna wody? W podręcznikach oczywiście. Ciekawe.

wisla1


8 Komentarzy

Warszawskie tulipany

Najpiękniejsze tulipany na świecie podobno rosną w ogrodzie Keukenhof w Holandii. Tej wiosny dla gości zakwitnie tam ponad 7 milionów cebul, około 800 odmian tulipanów. Kto jednak nie zaplanował sobie podróży, może podziwiać warszawskie tulipany. Nawet nie tracąc (czy nie zyskując ) czasu w ogrodach botanicznych, tylko ot tak, po drodze do pracy, szkoły.

tulipany1

Biało – czerwone rosną przy Parku Skaryszewskim. Gdzieżby indziej, niż przed popiersiem Ignacego Jana Paderewskiego?

tulipany2

Prawda, że podobne ?

tulipany3

Wystarczy nieopodal stanąć w korku ( a zapowiada się następny bieg, więc korki będą), żeby dech w piersiach zaparły takie odmiany

tulipany4

Przypomnieć sobie ulicę Francuską, jej domy z okresu dwudziestolecia międzywojennego i waleczne dzieje

tulipany5

Zachwycić bielutkimi, jak puch

tulipany6

A takie barwne, niewyszukane odmiany tulipanów rosną „byle gdzie”. Między przystankami, na trawnikach

tulipany7

Tworząc kolorowe strumienie

tulipany8

Wystarczy się rozejrzeć. Warto. A jeszcze przecież nie weszliśmy do żadnego parku, zwłaszcza botanicznego. Oglądamy tylko przydrożne tulipany

To kocham w Warszawie.


4 Komentarze

1 marca

1 marca to Dzień „Żołnierzy Wyklętych”. Emil August Fieldorf „Nil” był bojownikiem o niepodległość Polski, generałem brygady Wojska Polskiego. 16 kwietnia 1952 został skazany przez władze komunistyczne, po sfingowanym procesie, na karę śmierci przez powieszenie. Miejsce jego pochówku miało pozostać nieznane, a on sam zapomniany. 

W roku 2010 odsłonięto jego pomnik w Warszawie przy ulicy jego imienia. Obejrzeć go mogą nieliczni, bo od strony ulicy i drogi zasłaniają go ekrany dźwiękochłonne. Trzeba odwiedzić go specjalnie. Może to dobrze? Z pewnością na to zasługuje

Tak napisałam o tym wydarzeniu:

NilSkazany na śmierć w pięćdziesiątym drugim roku, powieszony dwudziestego czwartego lutego pięćdziesiątego trzeciego roku o godzinie 15.00 – Arcybiskup Hoser zawiesił głos – Powieszony w Godzinie Miłosierdzia ! Powieszony w godzinie, kiedy Jezus umierał na Krzyżu. To była cena wierności.

W świątyni zrobiło się zupełnie cicho.

Dzieci widząc łzy wzruszenia w oczach rodziców, chwilowo przerwały szeptanie, pojękiwanie i wspinaczkę po nogach.

Umilkły czyjeś kroki na niewykończonej posadzce.

A więc powieszono Go w Godzinie Miłosierdzia!

Generała brygady Wojska Polskiego, dowódcę Kedywu Armii Krajowej, zastępcę komendanta głównego AK! Generała Nila. Został zamordowany w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Pochowany gdziekolwiek, niewiadomogdzie, nigdzie – żeby nie pozostal ślad.

Ale te ślady pozostały. Najpierw tylko w pamięci najmężniejszych. Stopniowo dowiadywali się inni. Pojawiły się ich owoce. Symboliczny grób. Klepsydra w Kwaterze na Łączce. Jednostka Wojsk Specjalnych “ Nil” w Krakowie. Sztandar. Popiersie. Tablica pamiątkowa. Order Orła Białego.

A teraz ten pomnik nieopodal budowanego Sanktuarium Ojca Pio w Warszawie.

Stali przed nim Arcybiskup z Burmistrzem. Wokół delegacje kombatantów AK, współnoty parafii, organizacje społeczne, wojskowa orkiestra.

Wierni.

Mało znanych nazwisk, żadnych popularnych polityków. Celebrytom się nie chciało.

Wierność znowu nie jest w modzie.

Teraz z pewnością cieszy się, że razem z Łazarzem jest na łonie Abrahama, który jest synonimem bliskości Boga, mieszka wraz z Bogiem. – mówił Arcybiskup.

Otaczaliśmy pomnik szczelnie zasłonięty od strony jezdni ekranami. Wstydliwie ukryty przed wzrokiem przejeżdżających. Pierwsze – nie drażnić!

On jest po stronie Łazarza, nie po stronie bogacza.

Tłum zwiesił głowy.

To był zaszczyt stać w tym odpustowym tłumie, Panie Generale.

Przy ulicy Fieldorfa 1.

Tekst „Zasłonić Nila” ukazał się też TU

Pomimo starań proboszcza parafii ekrany zasłaniające pomnik nie zostały do tej pory usunięte


11 Komentarzy

Żywe miasto 7

Kocham Warszawę. Walentynki w Warszawie były gorące i nie jest to aluzja (a tym bardziej skojarzenie ) do premiery filmu o kilkudziesięciu twarzach kogośtam, czy do seksualnych wyczynów.

Było tak ciepło, że od rana włóczyły się po mieście pary zakochanych, a wieczorem nawet zapłonął most.

My zaczęliśmy dzień od szukania pierwszych oznak walentynek nad Wisłą, na jej prawym dzikim brzegu. Jest tam pięknie.

walentynki

Na plaży  było pusto, a dzikie drogi, udające wąwozy, pełne gałęzi, suchych traw i liści. Zobaczyliśmy też tam ślady po ognisku, ale kompletnie się tym nie przejmowaliśmy.

walentynki1

Staw, mimo gorącego słońca, był jeszcze zamarznięty.

walentynki2

Ale to właśnie na stawie zobaczyliśmy zakochaną parę. Ona nieśmiało kręciła się tuż przy zwalonym pniu, a on co jakiś czas sprawdzał dziobem, jak gruby jest lód. Może udałoby się tu przeżyć? Założyć gniazdo?

walentynki3

Pierwsze oznaki walentynek znalezione i to w dzikiej głuszy, ale takiej pośrodku wielkiego miasta 😉

Można było teraz spokojnie pospacerować i porobić takie tam.

walentynki5 kopia

I takie inne.

walentynki6

I oswoić się z Mostem Siekierkowskim. Musimy się z nim bliżej zaprzyjaźnić, bo inny, którym dotąd jeździliśmy do szkoły, pracy, do mam, spalił się. Nie wiem, z miłości czy z rozpaczy, ale się zapalił…

walentynki7


3 Komentarze

Czekanie 9

W tym Adwencie niewiele okoliczności sprzyjało wspólnemu pieczeniu pierniczków. Tradycja, tradycją, ale… chorzy w rodzinie, ale… trudno się zebrać, ale… próbne testy szóstoklasisty i próbne matury…

Myślicie, że łatwo ozdabiać pierniczki, jak głowa rozgorączkowana, albo nawet okropnie zajęta myśleniem o zadaniu z matmy, interpretacji Baczyńskiego? Niełatwo. A gdy już się wszyscy zebraliśmy, to jeszcze w czasie następnego odcinka „Ojca Mateusza” 😀 No nic.

– Melanio, poproszę o ilość składników! – poprosiłam 😉 Córka zajrzała do sporej wielkości komórki – zauważyłam, że znowu do łask wracają duże, jak za dawnych czasów – i zaczęła dyktować:

500 g cukru
350 g mąki żytniej
350g mąki pszennej

100g miodu
10g sody oczyszczonej/proszek do pieczenia zgodnie z proporcjami z opakowania
Przyprawa do piernika do smaku.
3 jaja

Miód lekko podgrzać, ubic z jajami, cukrem, przyprawa. Wymieszać z mąką i sodą. Wyrabiać ręką, aż będzie się lekko lepić, ale nie zostawiać kawałków na dłoni. W razie co dosypywać mąki ale po równo każdego rodzaju. Schłodzić w lodówce, urwać część, wycinać pierniki, a przez ten czas resztę ciasta trzymać w lodówce. Piec w temperaturze 180 stopni, jakieś 10 min.

Tak się zaczęło. My z Małą Dziewczynką, ubrawszy się uprzednio w nasze fartuszki, nasypywałyśmy, dosypywałyśmy i przesypywałyśmy. O tak.

piern1

Ktoś pobiegł przez ten czas po „Dzieci z Bullerbyn”, żeby przeczytać fragment o pieczeniu pierników, jak co roku. Ciasto było już prawie gotowe

piern2

Błogosławiony czas czekania, kiedy dekorowanie pierniczków jest tak samo ważne, jak napisanie próbnej matury.

piern4

Śmiem twierdzić, że to pozwala nam nie zwariować 🙂 Bucik tegorocznej maturzystki:

piern3


6 Komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1


1 komentarz

Żywe miasto 6

Następny miejski wpis, co nie bardzo dziwi, gdy się wyjrzy przez okno, a jeszcze mniej, gdy dojdą rodzinne kłopoty zdrowotne. „ Trochę kiczowate…” powiedział syn widząc światełka w Wilanowie w sobotę. Zatkało nas. „Dobra, to dziś pójdziemy obejrzeć coś prawdziwego” odpowiedzieliśmy mu dopiero w niedzielę wieczorem Wystawą 19 artystów w 19. Dzielnicy (urzeczeni miejskością). Rozmawialiśmy z NeSpoon. Kocham Warszawę nie sama 🙂

Działając wspólnie 19 artystów ożywia 19. Dzielnicę i zarazem obdarza ją twórczą energią, nadając jej coś z klimatu nieznanego, podskórnego życia miasta. Miasta, w którym mieszka wielu artystów i wielu z nich próbuje łączyć sztukę z zaangażowaniem społecznym, zmieniać miasto i nadawać mu wyraz. Bo przecież jest to wciąż miasto w budowie…-  napisała o twórcach i o Warszawie kurator wystawy Zofia Jabłonowska- Ratajska

Światła i światełka musiały być, bo „znowu było ciemno”. Ale tym razem nie było do nich żadnych zastrzeżeń

19dzielnica1

 

Kwietniki i kwiaty też widzieliśmy, ale nie one były w centrum.

19dzielnica3

Rozmawialiśmy z artystami i coraz szerzej otwierały nam się oczy. Niektóre dzieła nie poruszały nas, inne bardzo nam się podobały (myślę, że jeszcze o nich napiszę), aż wreszcie weszliśmy do galerii NeSpoon:

19dzielnica5a

fot. R. Deresz

 

NeSpoon intuicyjnie odnajduje miejsca, które wymagają jej artystycznej interwencji. Ceramiczną koronką, materiałem zarówno delikatnym, jak trwałym, zalepia, niczym pajęczyną, rany i blizny miejskie. Uwagą obejmuje wszystkich mieszkańców miasta- porcelanowy serwis dla gołębi ustawia w samym centrum, koło Dworca Centralnego, gdzie gromadzi się najwięcej tych bardzo warszawskich ptaków– rozglądałam się zdziwiona (przypominając sobie „Ależ ja widziałam na murze, na mieście te koronki! To ona maluje koronkową bizuterię”). Artystka siedziała na parapecie, uśmiechając się i zachęcając: „proszę dotykać, proszę się rozgościć”, a przecież pracowała nad tym serwisem około pół roku ( przemknęło mi przez głowę „A jak coś się stłucze? Byłoby żal”)

19dzielnica4

fot. R. Deresz

 

 

19dzielnica5portret

fot. R. Deresz

Ale okazuje się, że niekoniecznie. Ta pierwsza zastawa z Dworca Centralnego zniknęła jeszcze tego samego dnia, zabrana pewnie przez bezdomnych. „Widocznie potrzebowali jej bardziej, niż ptaki. Niech im służy i będzie pełna”- skomentowała NeSpoon. Dzielenie się tym, co ma najcenniejsze i przecież najdroższe: swoim talentem, pracowitością i pięknem jest dla niej naturalne. („Czy ja tak potrafię?”) Robi koronki materiałowe. Pokazała nam zdjęcie, a na nim szałas bezdomnego. „To było w  Egipcie”- opowiadała- „W turystycznej miejscowości pełnej pięknych plaż i luksusowych hoteli. Dalej, za hotelami, miejscowi biedacy i bezdomni tworzą szałasy, konstrukcje z parasoli i leżaków. Mieszkają w nich całymi rodzinami, oklejając te domki różnymi szmatami. Ale jeden z szałasów był „uboższy” niż inne, skromniej opatulony. Jeden z tych panów- wspomina NeSpoon- był samotny. Pomyślałam sobie… Zrobię to dla niego. Jakoś się porozumieli, nie znając swoich języków i… NeSpoon uszlachetniła, ozdobiła jego mieszkanie koronkami”

„Serwis dla gołębi” można obejrzeć TU

Zapytana „jak to się zaczęło”, nie zastanawiała się długo. „Zaczęło się od biedronek. Lepiłam je całą zimę, która była dla mnie ciężka. Chciałam, żeby dzieci miały też coś dla siebie w przestrzeni miejskiej.” Na wiosnę 12 kwietnia 2009 roku, jednego dnia biedroneczki pojawiły się na warszawskich murach razem z jedną koronką, zawieszone nisko, na poziomie wzroku dzieci.

Jak to się zaczęło, czyli biedronki możecie obejrzeć TU

– Musimy spotkać się znowu- obiecaliśmy sobie. NeSpoon planuje przed 6 grudnia wystawę dla dzieci, więc pewnie przyjdziemy z Małą Dziewczynką.

– No, to jest wielka rzecz– spojrzeliśmy na siebie wychodząc z galerii. Ogrzani i pokrzepieni. A potem śniłam o koronkach na murze naszego wiejskiego domu i o koronkach na pniach drzew. Biedronki mamy przecież prawdziwe…

19dzielnica6


4 Komentarze

Żywe miasto 5

Kocham Warszawę. To miasto jest tak niepokorne, że ma nawet swoje sposoby na jesienne, wilgotne, zimne listopadowe wieczory. Wydaje się, że wtedy ogrody nie mogą niczym zaskoczyć, zabłysnąć 😉 Ani ogrody, ani parki. Pojechaliśmy jednak do Wilanowa.

Zwykle ogród nie był czynny „po nocy”, bo co można by było robić w listopadzie, po ciemku w parku w Wilanowie? Obejrzeć Pałac i wrócić z takim zdjęciem:

wilanow1

 

Dzisiaj jednak zabłysnął i wpadliśmy w prawdziwy Labirynt Światła 🙂

– Trochę kiczowato – rozejrzał się syn – A jednak bardzo ładnie i kolorowo. I zaraz zniknął w pierwszym świetlnym tunelu.

wilanow2

fot. R. Deresz

 

W ogrodzie przy Oranżerii weszliśmy przez bramę w świat kształtów rozświetlonych ok. 150 tys. kolorowych lampek rozmieszczonych na powierzchni ponad 1000 mkw.

 

Wilanow3

fot. R. Deresz

 

Podziwialiśmy ogromną filiżankę, imbryk, figury szachowe, karty, kapelusze… Między zabawkami biegała panna młoda w szerokiej, długiej sukni, za nią mąż i fotograf, co wyglądało jeszcze bardziej bajkowo. Czasem decydowała się na zdjęcie obok którejś z figur, wtedy wszyscy przechodzący stawali, jak zaczarowani. Czy chciałabym mieć tu sesję ślubną? Jednak nie – pomyślałam – Ale może podchodzę do tego zbyt tradycyjnie, zbyt poważnie?

wilanow4

fot. R. Deresz

 

Przedostawałam się tunelami w świetlnych żywopłotach i zaglądałam przez okrągłe okna do innych świetlnych światów. Obok kicały dzieci, a ojcowie zbierali się w grupki politykując (o wyborach). W końcu oświetlone, czy nie oświetlone mało poważnymi lampeczkami, ale godne tego miejsce. Królewskie. Wilanów.

wilanow5

fot. R. Deresz

 

Grzybków nie tknęłam, nie ma głupich. Wiem, czym to się może skończyć… a raczej czym się skończyło w „Alicji w krainie czarów”. Do dziur nie wpadałam.

wilanowduzy4

Jeszcze tylko ostatnie zdjęcie i… obiecaliśmy sobie, że tu wrócimy. Zdjęć mamy mnóstwo! Ogrzaliśmy się i trochę rozweseliliśmy. Od 6 grudnia będą oświetlone nowe kształty w Wilanowie

Wilanow

fot. R. Deresz

 

Kto ma dość siedzenia w fotelu z kocykiem i herbatką malinową, dzieci mu nie wytrzymują w domu w długie, ciemne wieczory:

Labirynt Światła w Wilanowie informacje TU

Ekspozycja czynna jest codziennie w godz. 16.00–21.00 do 15 marca 2015 r. Ostatnie wejście jest możliwe o godz. 20.30.

 

 


19 Komentarzy

W lesie

O liczeniu w lesie. Możecie się na mnie złościć, bo na zewnątrz rozgrywają się ważne dla Polski i Warszawy sprawy w związku z wyborami samorządowymi, a ja zamiast je komentować, idę z Małą Dziewczynką na wycieczkę, ale… W związku z tym, że nikt nie może (nie potrafi?) do tej pory policzyć głosów, koniecznie chciałam poćwiczyć tę  umiejętność z wnuczką, zanim znajdziemy się z nią w prawdziwym lesie…

Zaczęło się od kaszlu. Mała Dziewczynka otworzyła posłusznie buzię, żeby wypić zalecaną porcję syropku

– On jest taki troszkę niesmaczny, wiesz?- skrzywiła się. Cały dzisiejszy dzień- nie tylko w związku z tym, że głosy wyborców nie mogły być przez awarię systemu porządnie zliczone- zapowiadał się „troszkę niesmaczny”, nieudany. Szaro, buro, ponuro i mokro, a w dodatku ten kaszel…

– Wiesz co? Chodźmy na wycieczkę!- zaproponowałam

– Gdzie?- ucieszyła się Mała Dziewczynka

– Do lasu!

– Przecież nie mogę! Pada, zobacz!

– Więc las przyjdzie do nas!

Na początek włączyłam śpiewy leśnych ptaków, które są TU i wszystkim przydadzą się dziś dla odprężenia. Zostawiłyśmy muzykę w dużym pokoju, a same poszłyśmy do dziecinnego, spakować plecak. Do niego : drugie śniadanie, soczek, kilka garnuszków (małych, ale bardzo solidnych), latarkę, świecę i zapałki (pamiętając, że dziecko plus zapałki równa się pożar), dwie książeczki o zwierzętach, zielony papier kolorowy, nożyczki, serwetki, małe sztućce, kilka kartek z kolorowankami, grę (kto ją jeszcze pamięta?)- „Grzybobranie”, koce i kapę. I co tam jeszcze lubicie mieć na wycieczkach. Do pokoju, w którym zawitał las, miałyśmy daleką drogę. Z plecakiem i wypadającymi z rąk rzeczami (komórkę, komórkę babciu wieź), łatwo nie było, zwłaszcza że musiałyśmy najpierw obejść wszystkie kąty domu. Przysiadłyśmy na moim łóżku i poczytałyśmy dla rozgrzewki bajkę Ezopa „Osioł w skórze lwa”… Gdy wreszcie osiągnęłyśmy duży pokój, tfu, centrum lasu, ustawiłyśmy krzesła wokół dywanu. Rozejrzałyśmy się… No, drzewa to trzeba było sobie samemu „zrobić”. I do tego miałyśmy papier kolorowy i nożyczki, przecież!

las1

 

Drzewa rosły, plecak został wypakowany, przyszła pora na rozstawienie namiotu, który udawały zaczepione na oparciach krzeseł koce. Ledwie schowałyśmy się w nim, gdy przyszedł… wilk

las2

Próbowałyśmy odstraszyć go latarką, ale był nią wyraźnie zainteresowany. A ile było przy tym radości! Po kryjomu przed nim bawiłyśmy się trochę w memo i pokolorowałyśmy jeża i liście. Uciekł dopiero wtedy, gdy rozpaliłyśmy ognisko (świecę!), którego jak wiadomo boją się wszystkie dzikie zwierzęta. Przystąpiłyśmy więc do spałaszowania pysznego jogurtu i ugotowania czegoś w sam raz na drugie śniadanie

lsa2

 

Przydało się wszystko: i serwetki, i naczynka, i świeca… W takim lesie śniadanie dużo bardziej nam smakowało. Potem starałyśmy się znaleźć metodą ciepło- zimno szyszki pochowane w różnych dziwnych miejscach (uważnie je licząc i przeliczając). Śpiewałyśmy piosenki- niestety, nie umiem grać na domowych instrumentach, więc wspomogłam się znowu youtubem TU

No i ostatnia atrakcja: „Grzybobranie”. Poczciwa, stara gra, którą mamy w wydaniu Granny. Rzucanie kostką, liczenie punktów, kroków, zbieranie i wrzucanie do koszyków grzybów. a potem podliczanie, porównywanie i ogłaszanie zwycięzcy, czyli robienie tego, z czym komisja wyborcza jest… w lesie, poszło nam świetnie. Po powrocie do kuchni, ugotowałyśmy krupnik!