grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


2 komentarze

Całkiem pogodny dzień

Wszystkich Świętych i Zaduszki spędziliśmy kręcąc się niedaleko domu, w Warszawie, zupełnie nietypowo. Zepsuł się nam samochód, a do tego u córki odnowiła się kontuzja kolana.

Te dwie rzeczy są przykre i nieprzyjemne, aż dziwne, że choć popsuły nam plany, nie zniszczyły dnia. W Warszawie jest dużo grobów i pomników, nie musieliśmy więc ruszać się daleko, żeby zapalić znicze. Co zauważyłam? Zauważyłam , że Święto Wszystkich Świętych było słoneczne i pogodne. Nie spieszyliśmy się, nie staliśmy w korkach.  W pełni słońca wszystko wyglądało radośnie, prosto i jasno, jak życie (nawet to z problemami i kłopotami), nie śmierć.

Zauważyłam, że obudziły się biedronki. Wpadały we włosy, siadały na ubraniu, były wszędzie. Nawet tu:

wszystkich

Pojechaliśmy do parku przy Muzeum Powstania Warszawskiego. W takie dni jeździ się tam nocą i podziwia setki drgających płomyków. W blasku dnia, wygląda to zupełnie inaczej.

Nie było tłumów

wszystkich5

Kwiaty w Parku Róż zastąpił  dywan z suchych liści

wszystkich2

Za każdym murem czaił się przyjaciel

wszystkich4

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie uwiecznić ortezy właśnie w tym miejscu…

wszystkich3

I nie mogłam nie zauważyć, że te wszystkie miejsca pamięci, na które natykaliśmy się w czasie swojej warszawskiej podróży, to miejsca w których triumfuje życie, nie śmierć. Przegląda się w nich nadzieja, nie rozpacz.  Może to wpływ dziennego spojrzenia na świat?

wszystkich6


6 komentarzy

Posucha

Wakacje się skończyły, ogród podsycha z tęsknoty za mną, Wisła wysycha, choć mieszkam blisko niej. Susza, mało jest powodów do radości.

wisla1a

1 września trochę mnie zaskoczył, bo w tym roku wypadł w środku upalnego lata. Wydawnictwa też są zdziwione, że tym razem to tak wcześnie. Niektórzy mówią, że ta data to dla uczniów i nauczycieli nowe wyzwania ( ucznia mam w domu, dosłownie pod ręką), że to wspaniała podróż w nieznane ( z niewiadomojakim zakończeniem?), przygoda z wiedzą, a o. Emilio w czasie Mszy św. rozpoczynającej rok szkolny wspomniał o wojnie. Nie tej z nieprzyjacielem, bo tego typu bohaterstwa Polaków nie trzeba uczyć. Walkę powinno się wytoczyć swoim słabościom, lenistwu, obawom i lękom. Nic pocieszającego. To praca bez końca, na całe życie. Na szczęście darmowe podręczniki nie dotarly do szkoły na czas i zamiast ślęczeć nad lekcjami, można się tymczasem (czekając bardzo cierpliwie) powłóczyć się nad Wisłą.

wisla0

Być może tak wyschniętą Wisłę w Warszawie obejrzy się tylko raz w życiu? A może- skoro tak się nam ociepli klimat- taka Wisła będzie pokazywana za kilka lat, jako pełna wody? W podręcznikach oczywiście. Ciekawe.

wisla1


8 komentarzy

Warszawskie tulipany

Najpiękniejsze tulipany na świecie podobno rosną w ogrodzie Keukenhof w Holandii. Tej wiosny dla gości zakwitnie tam ponad 7 milionów cebul, około 800 odmian tulipanów. Kto jednak nie zaplanował sobie podróży, może podziwiać warszawskie tulipany. Nawet nie tracąc (czy nie zyskując ) czasu w ogrodach botanicznych, tylko ot tak, po drodze do pracy, szkoły.

tulipany1

Biało – czerwone rosną przy Parku Skaryszewskim. Gdzieżby indziej, niż przed popiersiem Ignacego Jana Paderewskiego?

tulipany2

Prawda, że podobne ?

tulipany3

Wystarczy nieopodal stanąć w korku ( a zapowiada się następny bieg, więc korki będą), żeby dech w piersiach zaparły takie odmiany

tulipany4

Przypomnieć sobie ulicę Francuską, jej domy z okresu dwudziestolecia międzywojennego i waleczne dzieje

tulipany5

Zachwycić bielutkimi, jak puch

tulipany6

A takie barwne, niewyszukane odmiany tulipanów rosną „byle gdzie”. Między przystankami, na trawnikach

tulipany7

Tworząc kolorowe strumienie

tulipany8

Wystarczy się rozejrzeć. Warto. A jeszcze przecież nie weszliśmy do żadnego parku, zwłaszcza botanicznego. Oglądamy tylko przydrożne tulipany

To kocham w Warszawie.


4 komentarze

1 marca

1 marca to Dzień „Żołnierzy Wyklętych”. Emil August Fieldorf „Nil” był bojownikiem o niepodległość Polski, generałem brygady Wojska Polskiego. 16 kwietnia 1952 został skazany przez władze komunistyczne, po sfingowanym procesie, na karę śmierci przez powieszenie. Miejsce jego pochówku miało pozostać nieznane, a on sam zapomniany. 

W roku 2010 odsłonięto jego pomnik w Warszawie przy ulicy jego imienia. Obejrzeć go mogą nieliczni, bo od strony ulicy i drogi zasłaniają go ekrany dźwiękochłonne. Trzeba odwiedzić go specjalnie. Może to dobrze? Z pewnością na to zasługuje

Tak napisałam o tym wydarzeniu:

NilSkazany na śmierć w pięćdziesiątym drugim roku, powieszony dwudziestego czwartego lutego pięćdziesiątego trzeciego roku o godzinie 15.00 – Arcybiskup Hoser zawiesił głos – Powieszony w Godzinie Miłosierdzia ! Powieszony w godzinie, kiedy Jezus umierał na Krzyżu. To była cena wierności.

W świątyni zrobiło się zupełnie cicho.

Dzieci widząc łzy wzruszenia w oczach rodziców, chwilowo przerwały szeptanie, pojękiwanie i wspinaczkę po nogach.

Umilkły czyjeś kroki na niewykończonej posadzce.

A więc powieszono Go w Godzinie Miłosierdzia!

Generała brygady Wojska Polskiego, dowódcę Kedywu Armii Krajowej, zastępcę komendanta głównego AK! Generała Nila. Został zamordowany w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Pochowany gdziekolwiek, niewiadomogdzie, nigdzie – żeby nie pozostal ślad.

Ale te ślady pozostały. Najpierw tylko w pamięci najmężniejszych. Stopniowo dowiadywali się inni. Pojawiły się ich owoce. Symboliczny grób. Klepsydra w Kwaterze na Łączce. Jednostka Wojsk Specjalnych “ Nil” w Krakowie. Sztandar. Popiersie. Tablica pamiątkowa. Order Orła Białego.

A teraz ten pomnik nieopodal budowanego Sanktuarium Ojca Pio w Warszawie.

Stali przed nim Arcybiskup z Burmistrzem. Wokół delegacje kombatantów AK, współnoty parafii, organizacje społeczne, wojskowa orkiestra.

Wierni.

Mało znanych nazwisk, żadnych popularnych polityków. Celebrytom się nie chciało.

Wierność znowu nie jest w modzie.

Teraz z pewnością cieszy się, że razem z Łazarzem jest na łonie Abrahama, który jest synonimem bliskości Boga, mieszka wraz z Bogiem. – mówił Arcybiskup.

Otaczaliśmy pomnik szczelnie zasłonięty od strony jezdni ekranami. Wstydliwie ukryty przed wzrokiem przejeżdżających. Pierwsze – nie drażnić!

On jest po stronie Łazarza, nie po stronie bogacza.

Tłum zwiesił głowy.

To był zaszczyt stać w tym odpustowym tłumie, Panie Generale.

Przy ulicy Fieldorfa 1.

Tekst „Zasłonić Nila” ukazał się też TU

Pomimo starań proboszcza parafii ekrany zasłaniające pomnik nie zostały do tej pory usunięte


11 komentarzy

Żywe miasto 7

Kocham Warszawę. Walentynki w Warszawie były gorące i nie jest to aluzja (a tym bardziej skojarzenie ) do premiery filmu o kilkudziesięciu twarzach kogośtam, czy do seksualnych wyczynów.

Było tak ciepło, że od rana włóczyły się po mieście pary zakochanych, a wieczorem nawet zapłonął most.

My zaczęliśmy dzień od szukania pierwszych oznak walentynek nad Wisłą, na jej prawym dzikim brzegu. Jest tam pięknie.

walentynki

Na plaży  było pusto, a dzikie drogi, udające wąwozy, pełne gałęzi, suchych traw i liści. Zobaczyliśmy też tam ślady po ognisku, ale kompletnie się tym nie przejmowaliśmy.

walentynki1

Staw, mimo gorącego słońca, był jeszcze zamarznięty.

walentynki2

Ale to właśnie na stawie zobaczyliśmy zakochaną parę. Ona nieśmiało kręciła się tuż przy zwalonym pniu, a on co jakiś czas sprawdzał dziobem, jak gruby jest lód. Może udałoby się tu przeżyć? Założyć gniazdo?

walentynki3

Pierwsze oznaki walentynek znalezione i to w dzikiej głuszy, ale takiej pośrodku wielkiego miasta 😉

Można było teraz spokojnie pospacerować i porobić takie tam.

walentynki5 kopia

I takie inne.

walentynki6

I oswoić się z Mostem Siekierkowskim. Musimy się z nim bliżej zaprzyjaźnić, bo inny, którym dotąd jeździliśmy do szkoły, pracy, do mam, spalił się. Nie wiem, z miłości czy z rozpaczy, ale się zapalił…

walentynki7


3 komentarze

Czekanie 9

W tym Adwencie niewiele okoliczności sprzyjało wspólnemu pieczeniu pierniczków. Tradycja, tradycją, ale… chorzy w rodzinie, ale… trudno się zebrać, ale… próbne testy szóstoklasisty i próbne matury…

Myślicie, że łatwo ozdabiać pierniczki, jak głowa rozgorączkowana, albo nawet okropnie zajęta myśleniem o zadaniu z matmy, interpretacji Baczyńskiego? Niełatwo. A gdy już się wszyscy zebraliśmy, to jeszcze w czasie następnego odcinka „Ojca Mateusza” 😀 No nic.

– Melanio, poproszę o ilość składników! – poprosiłam 😉 Córka zajrzała do sporej wielkości komórki – zauważyłam, że znowu do łask wracają duże, jak za dawnych czasów – i zaczęła dyktować:

500 g cukru
350 g mąki żytniej
350g mąki pszennej

100g miodu
10g sody oczyszczonej/proszek do pieczenia zgodnie z proporcjami z opakowania
Przyprawa do piernika do smaku.
3 jaja

Miód lekko podgrzać, ubic z jajami, cukrem, przyprawa. Wymieszać z mąką i sodą. Wyrabiać ręką, aż będzie się lekko lepić, ale nie zostawiać kawałków na dłoni. W razie co dosypywać mąki ale po równo każdego rodzaju. Schłodzić w lodówce, urwać część, wycinać pierniki, a przez ten czas resztę ciasta trzymać w lodówce. Piec w temperaturze 180 stopni, jakieś 10 min.

Tak się zaczęło. My z Małą Dziewczynką, ubrawszy się uprzednio w nasze fartuszki, nasypywałyśmy, dosypywałyśmy i przesypywałyśmy. O tak.

piern1

Ktoś pobiegł przez ten czas po „Dzieci z Bullerbyn”, żeby przeczytać fragment o pieczeniu pierników, jak co roku. Ciasto było już prawie gotowe

piern2

Błogosławiony czas czekania, kiedy dekorowanie pierniczków jest tak samo ważne, jak napisanie próbnej matury.

piern4

Śmiem twierdzić, że to pozwala nam nie zwariować 🙂 Bucik tegorocznej maturzystki:

piern3


6 komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1