grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


11 komentarzy

Torba, teczka, jesień

W jednej łapie torba z zakupami, drugiej- teczka z dokumentami, na szyi zawieszony aparat. Znacie to? Oczywiście, że znacie. Więc posłuchajcie…

jesien

Nie widziałam mojego ogrodu od dawna. Bardzo dawna. Nie wiem, jak wygląda. Nie ja zbierałam wyhodowane przeze mnie owoce. Mało tego- w naszym miejskim mieszkaniu remontują właśnie balkony. Trzeba więc było usunąć z nich skrzynki, doniczki i donice z kwiatami i ziołami.

jesien1

Pozbawiona własnych roślin, wgapiam się w cudze. Dostaję zupełnie za darmo widok kwiatów pielęgnowanych cudzą ręką. A nawet zupełnie bezpańskich. Wcisną się wszędzie.

jesien2

I w ten sposób z torbą, teczką, aparatem fotograficznym zauważyłam dziś, że mamy jesień. Jest. I to jaka ładna!

jesien3


2 komentarze

Po kawałku

Zanim podzielimy się opłatkiem, zanim będziemy jeść wigilijne potrawy, dzielimy się pracą, czyli o ciężkiej materii

pierniki1

Przez fejsbuk przebiegają rysunki przedświąteczne, moją uwagę przykuł jeden z nich, chętnie podawany sobie przez kobiety: o pani domu, która  robi zakupy, prasuje, sprząta, kroi, piecze, zmywa w samotności, a potem gdy pojawia się świętująca rodzina, pada prawie zemdlona na fotel. Komentarzem było pytanie :”Gotowa na Święta?” czy coś podobnego. Nie udostępniłam go, nie podałam dalej i co więcej- nie rozbawił mnie wcale. Uwielbiam Święta, kocham swój dom i rodzinę, lubię być chwalona, ale od samego początku przyjęłam zasadę, ze przed Świętami nie będę „się krzyżować”. Co to oznacza- no właśnie to, że mnie takie rysunki nie dotyczą. Przygotowania do Świat Bożego Narodzenia trwają u nas w domu calutki Adwent. Są mniej lub bardziej szczegółowe- w zależności od składu osób przy wigilijnym stole, ich zdolności i możliwości. Ale zawsze ważniejsze dla mnie, niż bycie perfekcyjną panią domu, było tworzenie wspólnoty, rodziny. Każdy więc w przygotowania do Świąt ma swój wkład. Na początku my z jedyną wtedy jeszcze córeczką sprzątałyśmy, piekłyśmy pierniki, robiłyśmy ozdoby solne.

pierniki2

Razem z mężem robiliśmy zakupy, ja myłam okna, on wieszał zasłony. Z czasem okna myliśmy oboje. Ostatnio tylko on. Goście, którzy przychodzili na wigilię przynosili jedną lub dwie wypieszczone potrawy. Bywały spory o dekorację wigilijnego stołu. Najczęściej zachodził spór interpretacyjny na temat-co to znaczy „posprzątane w pokoju”. Wigilia jest jednak rodzinna, wspólna, to jest nasze wspólne Dzieło od samego początku. Potem dochodziły następne dzieci, następni goście, kogoś ubywało, ale każdy, najmniejszy i najstarszy człowiek miał w czasie Adwentu coś do zrobienia. Tak się przyjęło. Słyszałam niekiedy:”Co to za pomoc małego dziecka, które ozdoby na pierniki obślinia, mąkę rozsypuje, a jak sprząta, trzeba za nim wycierać plamy wody z podłogi”, albo wręcz „już lepiej niech mi nie pomaga” i „za taką pomoc dziękuję”. Albo, że co to za pomoc, gdy ktoś wprawdzie przyniesie potrawę, ale się potem każe chwalić się za to przez cały wieczór. Ale to z takiego zjadającego cukierki maleństwa wyrasta potem dziewczyna, która robi przepiękne ozdoby, albo chłopak, który świetnie wałkuje ciasto i wie, co to jest pieczenie. Cała rodzina, która dorastając, dorasta do odpowiedzialności za poszczególne części, kawałki materialnych przygotowań do Świąt i … życia.

pierniki0

Czas mija, a te wspólne, dobre przeżycia, a nawet kłótnie pozostają w pamięci. Tworzą tę atmosferę, która pozwala przypomnieć o Cudzie Narodzin kolejny raz.

A robienie pierniczków wygląda tak mieliśmy nowych uczestników tej zabawy w tym roku.

A tak wygląda ubieranie  choinki


6 komentarzy

Wspólne zdjęcie małżeńskie

(o prawie starym małżeństwie)

Szłam sobie spokojniutko przez ogród, żeby coś podlać w jego leśnej części, czy zerwać, już nawet nie pamiętam, bo nagle to przestało być ważne. Przystanęłam zachwycona. Na różanym, pachnącym kwiatku usiadł owad, sam kraśnik pięcioplamek, jak się później dowiedziałam. Nie żebym wcześniej nie widziała tego kraśnika w innych okolicznościach, ale razem wyglądali… pięknie. Niby z innego świata, ale dopasowani idealnie. Cudowna para.

Szybko pobiegłam po aparat, być może nawet w pośpiechu rzuciłam gdzieś kubełek, albo rękawice ogrodowe (ale to się stało tak mało ważne, że nie pamiętam) modląc się, żeby motyl nie odleciał. Kraśnik nie jest płochliwy, nigdzie się mu nie spieszyło, więc tkwił na miejscu. Ustawiałam się, układałam i cyknęłam parę takich fotek:

przyjaciele1a

Jak się człowiek spieszy… Jak nie ma nikogo w pobliżu… Można oczywiście potem nad zdjęciem popracować i zrobić z niego mniej więcej takie, albo trochę lepsze:

przyjaciele1

Zadowolona jednak nie byłam.

– Robert, Robert możesz przyjść? Szybko?- zawołałam, ale nie za głośno, bo kraśnik wciąż zalecał się do róży, a ja nie wiedziałam, co go może przestraszyć. Nieczęsto wzywam męża nadaremno i to tak tajemniczym tonem, więc zjawił się natychmiast i… stanął jak wryty. Też mu się spodobała ta para. Niewiele musiałam mówić. Tyle że… odebrał mi aparat!

– Chcesz je mieć?

– Ale ja sama! – protestowałam tylko chwilę, bo przecież liczyło się TO ZDJĘCIE, a nie to, które z nas je zrobi

Pytanie było retoryczne, bo mąż jednocześnie zakomenderował

– Delikatnie, powoli odchyl różę. Nie ma chwili do stracenia. Być może nie ma.

Kończył mówić, a ja już wystawiałam mu zwierzynę „do strzału”.

 

Niedawno obchodziliśmy 27. rocznicę małżeństwa. Dostaliśmy mnóstwo życzeń, a nawet piękny prezent od dzieci. Wśród śmiechu i uścisków, padały pytania: „Jak to jest być starym małżeństwem?”, „Jak to zrobiliście?” i „ Na czym to polega?” Wydaje mi się, że stare małżeństwo nie jest wtedy, kiedy dwoje ludzi potrafi wspólnie milczeć, albo czytać sobie nawzajem książki- to robiliśmy przed ślubem, ani nawet gdy małżonkowie dogadują się, żeby spać pod osobnymi kołdrami- bo wtedy bylibyśmy starzy już od pierwszego dnia po ślubie, czy wtedy gdy pocałunki stają się krótkie i zdawkowe – to może zakończyć całkiem krótki związek.

Stare małżeństwo, które przetrwało ze sobą mimo zmian, burz, suszy i powodzi, klęski głodu i urodzaju, to jest takie, dla którego „wspólne zdjęcie” to nie fotografia główki przy główce, ale to:

przyjaciele

czyli wspólna praca. Co ciekawe, ono wygląda tak bez żadnych poprawek. Kraśnik wcale się nas nie bał. A tak po ludzku: to nie do ogarnięcia, to łaska sakramentu musi być, przyjaciele wiedzą, o czym piszę.