grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


Dodaj komentarz

Prawie orły

 Czy orlik to mały orzeł? I czy trzeba być orłem, żeby być lubianym?

orliki

Nazwa orlika Aquilegia nawiązuje do budowy jego kwiatu, który ma długą ostrogę przypominającą szpon orła (czyli ma pazur 🙂  Poza tym orlik to dobrze ułożona bylina z rodziny jaskrowatych, chętnie rozsiewająca się sama z nasion, niezbyt pospolita, choć daje sobie radę także w górach. Lubi miejsca półcieniste i w moim ogrodzie to tam najmocniej kwitnie i najłatwiej się rozmnaża. Orlik choć z pozoru jest delikatny i wrażliwy, dzielnie radzi sobie z chorobami, tylko lekko uginają go nieszczęścia. Niby skromny, ale potrafi  odurzyć.

orliki1

Uwaga! Rozmawia z każdym, nie tylko ze swoimi i nie tylko z motylami i trzmielami!

orliki4

Młodym orłem to on nie jest, ale wystarczy mi, że jest repelentem. Nawet jeżeli odstraszy ( a to nie obietnica wyborcza, to fakt !) jedynie ślimaki, które pustoszą mi ogród zżerając sałatę, truskawki i kwiaty , już tylko za to bardzo go lubię.


14 komentarzy

Zawilce

Czego życzył mi kuzyn Czarek i o spacerze po ogrodzie. Znaleźliśmy zawilce !

zawilce1

Roztoczyłam przed kuzynem Czarkiem wspaniały obraz spaceru wiejską drogą, potem przez las aż do ulubionej sąsiedniej miejscowości z kapliczką. Nie pozazdrościł

– Jeżeli myślisz, że spacer przez wieś to dobry pomysł, to ja wam życzę, żebyście wrócili zdrowi i nie za bardzo oblani. Wodą.

O, niech to ! Zapomniałam, ze ten poniedziałek jest nie tylko częścią obchodzenia Świąt Wielkiej Nocy i częścią króciutkich ferii, ale i Lanym Poniedziałkiem ! Spacer po drodze wiejskiej odpadał ! Zbyt zimno na oblewanie się kubłami zimnej wody. Przezornie zatrzymaliśmy się w ogródku. A tam kwitną zawilce ! O zawilcach cztery wiosny temu pisałam tak:

Wzięliśmy gościniec dla zaprzyjaźnionych mrówek… Tym razem do torebki trafiła resztka bezy i już można było wyruszać w drogę.

Weszliśmy w las, a tam…

Jak mogłam zapomnieć?

Droga usłana kwiatami, jak co roku o tej porze!

Natychmiast przypomniało mi się jedno z opowiadań Ewy Szelburg – Zarębiny. Czytałam je wszystkim moim dzieciom… A było o tym, że Wielkanocne dzwony, które witają Zmartwychwstałego, budzą też rośliny. Spod ziemi wychylają wtedy główki zawilce. Ścielą się na bezlistnych, suchych gałązkach, których pełno w całym lesie. Skromne, białe kwiatuszki chronią poranione i obolałe stopy naszego Pana. Chcą oszczędzić Mu dodatkowego bólu. A ja?

Zamyśliłam się.

– Z. czekaj! Pamiętasz to piękne opowiadanie?

– Mamo, pamiętam! – poczułam jego niecierpliwą łapkę w swojej – Chodźmy, mrówki czekają na prezent Wielkanocny. Ciekawe, jak sobie dają radę…

Anemone nemorosa L. swoją nazwę zawdziecza greckiemu słowu anemos, które oznacza wiatr. Jest „różą wiatrową, „wietrznikiem” z powodu swojej nietrwałości – zerwany zachowuje świeżość najwyżej dwa dni- i możliwej samopylności, gdy w pobliżu nie ma owadów. Zawilce same chronią się przed zrywaniem – są trujące i piekące i trzeba na nie uważać, choć dawniej były używane w medycynie ludowej, a teraz w homeopatii. Najpiękniej kwitną na terenie starych, wiekowych kompleksów leśnych.

Oprócz zawilców znaleźliśmy też biedronkę 🙂

zawilce2


7 komentarzy

Przy przebiśniegu

Jednego dnia pracowaliśmy, a potem nawet polegiwaliśmy na karimatach w ogrodzie, grzejąc się w cieple wiosennego słońca, drugiego nad ranem obserwowaliśmy przez okno śnieżycę, która pokryła trawę i młode listki. Ale o przebiśniegi mogliśmy być spokojni.

przebisnieg

Przebiśnieg (Galanthus nivalis L. ) da sobie radę nawet, gdy wiosenna temperatura niebezpiecznie spada i pada śnieg. To kwiat przedwiośnia. Śnieżyczka przebiśnieg jest jedną z tych roślin, których cebulki sadzi się późnym latem lub jesienią po to, żeby cieszyć się jej kwitnięciem właśnie na wiosnę. Moje kwiatki siedzą w jednym miejscu już do trzech lat i nie są wykopywane. Miejsce jest półcieniste, wilgotne z niezbyt urodzajną glebą, ale zadbane, bo cały czas coś tam rośnie. Trochę zapominam o przebiśniegach, a one po cichutku rozmnażają się latem, żeby potem zaskoczyć mnie, wychylając delikatne łebki spod śniegu.  Zwabiają wtedy do ogrodu pierwsze owady, dostarczając im pyłku. Nie dziwię się, że podobno gdy Ewa i Adam pierwszej zimy po wypędzeniu z raju zobaczyli  przebiśnieg, wokół którego krążyła osa czy inny bąk, poczuli ulgę i nadzieję. Może też rozłożyli się przy nim, ciesząc się promieniami słońca i życiem, które obserwowali. Może Adam przy tym drobnym kwiatku pierwszy raz od dawna usłyszał śmiech Ewy? Nie zrywali go. Ale…  nawet gdy zerwał go dla Ewy, ona potraktowała go raczej jako ozdobę, niż pokarm, bo by się nim zatruła. Zbyt drogo zapłacili za wiedzę, że niektóre owoce (i kwiaty) są zakazane, by popełnić zaraz następny błąd.

Po długim czasie nauczyliśmy się korzystać z właściwości leczniczych przebiśniegu, który wprawdzie jest toksyczny w samoleczeniu, ale w mikroskopijnych dawkach w przemyśle farmaceutycznym wykorzystywany jest m. in. w leczeniu uszkodzeń nerwów obwodowych, zakłóceń w przewodzeniu bodźców, nerwobóli, porażeń po udarze mózgu, paraliżu, chorobie Heinego- Medina. Daje nadzieję chorym.

przebisnieg1


3 komentarze

O śpioszku

spioszki1

 

– Babciuuuu, co to za kwiaty?- zapytała mała Mader (można by napisać- wtedy jeszcze little Mader)

Szczupła, siwa kobieta układała biały bukiecik i związywała go sznureczkiem. Chwilę się zastanowiła, bo przypuszczała, że odpowiedź pociągnie za sobą następne pytania, a w głębi duszy uważała, że babcie nie są jakimiś encyklopediami, żeby zaspokajać dziecięcą ciekawość. No ale… rodzice wychowywali tę małą inaczej, trudno

– Śpioszki- podniosła wzrok i westchnęła. Mała (Mader) aż kipiała z ciekawości.

– To ich prawdziwa nazwa? Naprawdę?-

Babcia lekko wzruszyła ramionami. No chyba, że nie hmmm… żartuje (?), babcie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku nie zniżały się do takiego poziomu. Nawet nie otworzyła ust- jeżeli mówi, to przecież „naprawdę”!

– Dlaczego? Ale dlaczego „śpioszki”?

– Bo lubią dużo spać, jak ty. Dużo za dużo.

 

Śpioszek, śpioch, czyli śniedek baldaszkowaty Ornithogalum umbellatum  rzeczywiście śpi dużo. Stara się przespać brzydką pogodę i w ogóle dużą część życia. Jego kwiaty budzą się tak późno, jak Mader, gdy była dziewczynką, czyli najchętniej koło 11.00 w południe, tyle tylko, że wcześniej niż ona zasypiają, więc mogła obserwować, jak zamykają się białe, drobniutkie kwiatki. Miałam już napisać, że nie trzeba uważać na dzieci, gdy zasadzi się go w ogrodzie. Ale niestety- pomyłka! Choć bywa składnikiem leków kardiologicznych, zjedzenie jakiejkolwiek jego części może wywołać kłopoty z sercem. Tak zwykle bywa- coś, co w małej ilości pozwala zachować dobrą formę i zdrowie, w nadmiarze- szkodzi. Nie tylko jedzenie (śpiocha), ale samo bycie prawdziwym śpiochem też.

spioszkiblog


1 komentarz

Jad w ludzkich rękach

O niebezpiecznym tojadzie pisałam już w „Oknie na cztery strony świata”. Jednak specjalnie dla Dominika postanowiłam opowiedzieć o nim jeszcze raz.

 

Pewnego lata zniknął razem z Krzewem Mojżesza z mojego ogrodu. Padało wtedy tak bardzo, że woda zniszczyła korzenie wielu roślin. Dyskretny, wyniosły tojad zwabiał do ogrodu trzmiele. Lubiłam jego szafirowe kwiaty, a jednak nie mam odwagi zaprosić go ponownie.

Wielu osobom wydaje się, że rośliny stanowią zaledwie tło dla prawdziwego życia. Ciche i spokojne, są przesadzane z miejsca na miejsce wprawną ręką. Nie stawiają oporu, gdy ogrodnik je zrywa, suszy i wreszcie – gdy ich używa. I ta pozwalała się używać do ludzkich celów. Uległy tojad zwany mordownikiem niejednokrotnie zmienił losy świata. To nim otruto Arystotelesa. Tą niepozorną rośliną nacierano ostrza strzał i mieczy, dodawano do potraw możnowładców. Drżeli przed nim najmężniejsi.

Sam tojad, jak to roślina, miał niewiele do powiedzenia. Za wyjątkiem tego jednego, jedynego razu: według starych przekazów ulitował się nad Matką Największego z Panów tego świata. Swoimi niebieskimi płatkami otulił stopy Maryi, gdy ta w czasie ucieczki do Egiptu zdarła buciki. Obronił Ją przed ukąszeniami skorpionów i węży. Dioskurydes, autor 5- tomowego De Materia Medica, twierdził, że żadne zioło, nie jest na nie równie skuteczne, jak mordownik. Nazwano go od tamtej pory Pantofelkami Matki Boskiej. Bo jad (także jad słów!) nie musi zabijać, może jedynie bronić- jak to się stało tamtej nocy- tego, co dla człowieka najważniejsze.

 

Skromne i nieufne

4 komentarze

konwaliamader

 

Konwalie. Wiosną podobno pachniały nimi pokoje papieskie Jana Pawła II i jego prywatna kaplica. Skromne, dzikie. Pomimo, że kupiłam sadzonki w sklepie ogrodniczym, umiejscowiłam je w przyjaznym kąciku leśnym- blisko fiołków i wrzośćców, w cieniu sosny, podeszły do tego miejsca bardzo nieufnie. Podobno dzikie, ale zadomawiały się kilka lat. W tym roku zdecydowały się naprawdę obficie zakwitnąć. Niby takie skromne, a ich zapach roznosi się na cały pokój. Piękny zapach. Niby takie skromne- więc kto by pomyślał, że są śmiertelnie trujące! Zdarzało się, że małe dzieci po wypiciu wody z wazonu, czy wsadzeniu sobie do buzi kilku jagód- bardzo chorowały…  Są tak nieufne, że trzymają nas na dystans.