grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 komentarzy

Zdziczała róża

Miała kwiatki kwitnące przez całe lato obłędnie pachnące, różowe, pełne, choć drobne.

I nagle zdziczała.

roza1

Miała witać gości i pozdrawiać osoby przechodzące drogą, gdy nas nie ma. Albo gdy jesteśmy w domu. Albo gdy wychodzimy na spacer. Albo gdy pracujemy w innej części ogrodu.

Pies biegał do niej i wypatrywał z tamtego kąta znajomych. Albo koty. Albo zaganiane krowy. Albo przeklinających młodzieńców. Albo dzieci. Albo nas.

Najczęściej  patrzył i lekko machał ogonem. Ale i piszczał. Czy nawet głośno szczekał. Warczał, gdy uważał to za konieczne.

roza

Wydawało się, że się zaprzyjaźnili. Róża i Pies. Ale któregoś roku róża zdziczała. „Zostaw mnie tu, nie wyrzucaj. Będę kwitła krócej, ale obficie…”-poprosiła. „Nie wykopuj jej! I te kwiatki ma jakby normalniejsze i kwitnie, kiedy trzeba i przede wszystkim tak nie śmie… tfu nie pachnie aż tak mocno! Nienawidziłem tego smrodu, który was tak zachwycał!”- przekonywał pies.

Jak się domyślacie, róża, zaprzyjaźniona z psem, została.

roza2

Inne o różach

Tylko róża

Środa Popielcowa

Róże z Naivasha

Ostatnia róża

Jesienne róże

Prawdziwe przyjaciółki


Dodaj komentarz

Znaki

Domek z szufladkami, czyli Kalendarz Adwentowy, codziennie wędruje na stół, staje tuż obok Wieńca Adwentowego.

roza

Zapalone są już dwie świece. Nad kalendarzem pochylają się dwie dziecięce główki. Stop. Jedna główka to już duża głowa i  to młodzieżowa głowa. Trzeciego dziecka, dorosłego dziecka, często brakuje przy otwieraniu szufladek. Dziś też. Bardzo, bardzo chciało, chciała ten kalendarz adwentowy wspólnie otwierać. Ale to ma zajęcia, to korepetycje, to spotkania ze znajomymi… Ale wie, że kalendarz jest i gdy na niego spojrzy późnym wieczorem, robi jej się cieplej…

Dziś najmniejsze paluszki otwierają szufladkę, wygrzebują z niej kartkę z tekstem. Na ten tekst właśnie najmłodsze dziecko czeka najbardziej niecierpliwie. Ono trochę zna opisaną historię, ale jakby ciągle nie jest pewne, czy zna ją dobrze i czy dobrze pamięta jej zakońćzenie.  W tym roku Bożym Narodzeniu rozmawiają… Pingwinki. Pomyślałam, że jeżeli o trudnych rzeczach będą opowiadać zabawne zwierzątka, pięciolatce łatwiej będzie się słuchało. Mała dziewczynka przekazuje kartkę z następnym, dwunastym już (to już 12 dni Adwentu! Tak!) fragmentem opowieści adwentowej, młodemu wujkowi. Wyjmuje cukierki, jeden wkłada do buzi i słucha:

„- Abraham miał dzieci. Jego synem był Izaak. Posłuchajcie, co przydarzyło się w brzuchu żony Izaaka, gdy była w ciąży-  zaproponowała Pingwinka Krysia

Rebeka, żona Izaaka, stała się brzemienna. A gdy walczyły z sobą dzieci w jej łonie, pomyślała: «Jeśli tak bywa, to czemu mnie się to przytrafia?» Poszła więc zapytać o to Pana, a Pan jej powiedział: 
«Dwa narody są w twym łonie, 
dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; 
jeden będzie silniejszy od drugiego, 
starszy będzie sługą młodszego». 
 Kiedy nadszedł czas porodu, okazało się, że w łonie jej były bliźnięta.  I wyszedł pierwszy syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem; nazwano go więc Ezaw. Zaraz potem ukazał się brat jego, trzymający Ezawa za piętę; dano mu przeto imię Jakub.

– Ale śmiesznie. Biły się ze sobą w brzuszku mamy- zaczęła śmiać się Pingwinka Wiktusia.”

Ale śmiesznie. Trzeba zapytać ciocię, czy jej bliźniaki się biły w brzuszku.- rozbawiła się i Mała Dziewczynka. Taka to historia o prawdziwym życiu.

Inne kalendarze adwentowe z naszego domu TU

 


6 komentarzy

Nawet jeśli pada

Ogród powoli umiera. Albo raczej- zamiera. I nie traci przy tym nic ze swego piękna i szlachetności. 

ogrodj

Jesienny ogród jest tak samo piękny w słońcu, jak i w deszczu. Na borówkach amerykańskich pozostały jeszcze jagody, a liście brązowieją, czerwienieją, fioletowieją w zależności od dnia i pogody. Gdyby nie przejmujące zimno, przenikające mnie razem z wiatrem i delikatnymi kropelkami deszczu, mogłabym chodzić po takim ogrodzie godzinami.

Róże we wszystkich stadiach dojrzewania, podnoszące na mój widok obciążone kroplami główki.

ogrodj1

Moje ulubione berberysy.

ogrodj2

I słoneczniki pochylone nad sensem swojego krótkiego życia i powolnego wchodzenia w śmierć- która przecież dla wielu innych roślin nie jest końcem ostatecznym. Wiosną wyrosną w tym samym miejscu.

ogrodj3

To już wszystko dla tych, którzy nie lubią Chestertona, bo teraz zacytuję fragment „Wiekuistego człowieka”:

… życie Jezusa przetoczyło się prędko i prosto jak błyskawica. Było ono nade wszystko dramatyczne; polegało nade wszystko na robieniu czegoś, co było do zrobienia. I  z pewnością nie zostałoby to zrobione, gdyby Jezus chodził po całym świecie, nie robiąc nic poza mówieniem prawdy. Nawet jego zewnętrznych ruchów nie można opisać jako włóczenia się po kraju, bo pomija się przy tym fakt, ze była to konkretna podróż. W tym czasie Jego wędrówka była raczej wypełnieniem mitów, a nie filozofii, była to podróż w konkretnym celu, tak jak wyprawa Jazona po złote runo, albo Herkulesa po złote jabłka Hesperyd. Złotem, którego szukał Chrystus, była śmierć. Najważniejsze, co miał zrobić, to umrzeć. Miał zamiar zrobić także wiele innych rzeczy równie określonych i obiektywnych; moglibyśmy niemal powiedzieć: równie zewnętrznych i materialnych. Ale od pierwszej do ostatniej chwili, najkonkretniejszym faktem Jego życia było to, że miał ponieść śmierć.


4 komentarze

Tylko róża

Dziś tylko róża, bo jestem w szoku po wyrywaniu ósemki. 

roza

Tylko róża, ale jaka! Gdy ją zobaczyłam na straganie ogrodniczym, nie bacząc na to, że będę musiała ją tachać dwa przystanki do domu, zaraz ją kupiłam. Jest tak piękna, że z pewnością zrobiłby to natychmiast ktoś inny. Od razu wręczyłam ją mężowi na urodziny, więc drogę od drzwi do kuchni pokonała w innych ramionach. Był lekko zaskoczony, bo na ogół nie wracam do domu z donicami. Od tej pory róża z nami jest i kwitnie sobie ogrodzie całe, caluśkie lato.

A jakby ktoś chciał więcej o różach to zapraszam:

Płatki róż na Dzień Mamy

Niezaplanowane kwiaty

Wspólne zdjęcie małżeńskie

Jesienne róże

Ostatnie kwiaty

Róża i Anioł

Róże z Naivasha


4 komentarze

Biała flaga

Ze współczuciem patrzę na rośliny w ogrodzie. Są zmęczone upałami. Pomimo podlewania, poddają się.

biala1

Na spalonym słońcem trawniku pojawiły się białe krwawniki. Na żółtym, owszem, wyglądają bardzo ozdobnie, ale chyba nie tak to miało być 😉

biala3

Obficie kwitnie tylko jedna róża – biała. Co chwila omdlewa i rozrzuca płatki.

Pięciornik, dalie, petunie i astry…biala4

biala2

biala5

Mój ogród wywiesił białą flagę.

(…)

… dmuchając
w małą fujarkę wyobraźni
wyprowadź
kolory
z czarnej
róży
jak wspomnienie
ze spalonego miasta
fiolet — na truciznę i katedrę
czerwień — na befsztyk i cezara
błękit — na zegar
żółć — na kość i ocean
zieleń — na dziewczynę przemienioną w drzewo
biel — na biel

fragment „Czernej róży” Z. Herberta


5 komentarzy

Płatki róż na Dzień Mamy

Środek nocy, a ja siedzę nad serduszkami z kruchych ciastek. Dla mamy. Ten rok obfituje w serduszka: na mnie czekają zrobione z płatków róż.

– Mamo? – córka zauważyła, że kwiatków fiołków zrobiło się już bardzo mało – Mamo, czy myślisz, że płatki róż w cukrze będą równie dobre, ja te fiołkowe?

dzienmamy1

– Niedużo ryzykujemy- roześmiałam się, bo róże strzegące naszego ogrodu kwitną równie pięknie, jak w tamtym roku. Robiliśmy wtedy płatki róż ucierane z cukrem, co opisałam TU. Myślę, że także dzięki nim Krysia szybciej wróciła do formy po operacji kolana. Właśnie. Już biegła w stronę zaróżowionych krzaków, żeby wprowadzić swój pomysł w czyn. Szybko nazbierała górę płatków. Umyła je, osuszyła na ściereczce.

dzienmamy2

Potem pojedynczo „kąpała” w białku kurzego jajka i obsypywała cukrem. Wsadziła do piekarnika i suszyła w temperaturze 40 stopni około godziny.

dzienmamy3

– One wyglądają jak serduszka. Będą w sam raz na Dzień Mamy- ucieszyła się. Trochę wyglądają jak z „Frozen”


1 komentarz

Róże z Naivasha

Kocham kwiaty, kocham róże i często w czasie zimowym spoglądam w kierunku straganów i kwiaciarni, żeby choć chwilę nacieszyć nimi oczy. Skąd biorą się te cięte kwiaty? Dziś opowiem o różach z okolic jeziora Naivasha.

Róża i Anioł 1

Róża i Anioł 1

Pili czerwone wino. Świece rzucały przyjemny blask na ich twarze. Na stole stał bukiet pięknych róż. Było jak w bajce.

– Uwielbiam róże, wiesz o tym?

– Wiem – uśmiechnął się nie niej –  a ja uwielbiam ci je dawać.

Zaczerwieniła się lekko. W delikatnym świetle wyglądała z tym rumieńcem jeszcze piękniej.

– Jak róża – szepnął, a róże w wazonie zrozumiały, że to także dla nich komplement. Może też się zaróżowiły, bo do tej pory nikt tak o nich nie mówił.

– Chciałabym, żeby udała się ta wycieczka… Wiesz, ta w rejony Wielkiego Rowu Afrykańskiego, którą przygotowuję od kilku lat – powiedziała kobieta.  Róże poruszyły się delikatnie: „Znamy to miejsce!”

– To takie dzikie, piękne tereny ! Kratery i pierwotna roślinność !  Marzę od dziecka, żeby tam pojechać… – kontynuowała kobieta. „Byłyśmy tam !” – róże przypomniały sobie plantację, na której przyszły na świat, zapach jeziora Naivasha i palące słońce. Na wysokości 1884 m.n.p.m. rosły ich tysiące. Czy słyszały odgłosy dzikich zwierząt? Nie bardzo. Podobało im się za to piękne afrykańskie niebo, w które mogły bez przeszkód spoglądać, otulające je ciepło i woda. Ciągle były spragnione i picia to akurat miały pod dostatkiem.

– Zauważyłeś kochany, że te róże jakby intensywniej pachną? – kobieta pochyliła się nad bukietem. Miała wesołe, błyszczące oczy, okolone ciepłymi kolorami, usta wilgotne i jeszcze czerwieńsze  od wina, delikatne dłonie, którymi teraz musnęła listek. „  Jest zupełnie inna, niż dziewczyna, która nas pielęgnowała” – przypomniały sobie róże. – „Tamta miała ciemną, szorstką skórę. Wiemy, bo nie nosiła ochronnych rękawic, czasem żaliła się na głos, że dla niej znowu nie starczyło. Nasze miejsce było w końcu rzędów, więc zanim do nas dotarła z opryskiem, była już bardzo zmęczona. Przystawała na chwilę i wycierała dłonią pot z czoła. Jej spierzchnięte usta bardziej potrzebowały wody, niż nasze liście. Ale mimo to uśmiechała się do nas. Uśmiechy chociaż mają podobne” – róże spojrzały na swoją właścicielkę przychylniej.

– Kenia nie jest już taka, jak z książek Joy Adamson, Aniu.

„To pojedyncze kobiety, zupełnie inaczej, niż kwiaty, mają swoje imię. Szkoda, ze nie wiemy, jakie imię dano tamtej dziewczynie” – zmartwiły się róże.

Róża i Anioł 2

Róża i Anioł 2

– Oj, z pewnością poczuję ten klimat. Tam dopiero jest życie ! – krzyknęła Ania

„Tyle w niej entuzjazmu !” – zdziwiły się róże – „Pomimo, iż wypijamy wodę z wazonu !” Tam, nad jeziorem Naivasha widziały, jak bezimienna, czarna dziewczyna każdego dnia dociera do nich coraz później i coraz bardziej zmęczona. Jej brzuch stawał się większy i większy i kiedyś, gdy oparła się o krzew, róże poczuły, że coś się w nim rusza. Usta miała popękane, a oczy przekrwione. Jak zawsze uśmiechała się na ich widok, ale róże czuły, że im większe i bujniejsze rosną, im więcej wody piją, tym mniej jest wody i jakby życia w dziewczynie. Ale może im się tylko tak wydawało? Odczucia są takim niepewnym źródłem wiedzy… Aż któregoś dnia dziewczyna nie przyszła, a róże nie potrafiły przecież o nią nawet zapytać.

Róża i Anioł 3

Róża i Anioł 3

O kwiatach Kenii i o wodzie wirtualnej można przeczytać TU „Kwiaty Kenii” Gabriela Lipska- Badoti

O różach w moim ogrodzie pisałam:

Ostatnie kwiaty

Jesienne róże

Wspólne zdjęcie małżeńskie

Niezaplanowane kwiaty