grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


6 komentarzy

Masz wiadomość

Nie byłam jeszcze w swoim ogrodzie. Od końca lipca. To długo. Dziś jednak dostałam wiadomość.

-Babciu, babciu- głos Małej Dziewczynki był przejęty. Pojechała z mamą na wieś. Teraz dzwoniła- Mam dla ciebie złą wiadomość.

-Ojej!- też się przejęłam. Myślałam szybko” „Mała jest chora? Jej mama jest chora? Może myszy się zagnieździły. Może dach jest dziurawy? Płytki odpadły? Rośliny zgniły?” Zatrzymałam ten potok wyobrażeń pytaniem- Co się stało, kochanie?

-Nasze słoneczniki! One zemdlały. Chyba chorują i nie dają sobie rady.

ogrodj3

– Umierają, kochanie. Idzie zima.

Oszczędzę Wam dość dlugiej i spokojnej rozmowy o umieraniu kwiatów

Dziecięcy protest przed zmianami. Skoro było tak ładnie… Skoro już było tak dobrze… No ale ja- dorosła- przecież wiem, że czasem to wszystko jest potrzebne: deszcz, zimno, zmiana, a nawet umieranie, żeby żyć. Skąd to zdziwienie? Skąd więc ten częsty bunt? Nie wypada w tym wieku już- jest dziecięcy i nierozsądny.

Słoneczniki zostawią po sobie nasiona (o ile już ich ptaki nie wyjadły)

 

Sens umierania w Nawet jeśli pada


6 komentarzy

Nawet jeśli pada

Ogród powoli umiera. Albo raczej- zamiera. I nie traci przy tym nic ze swego piękna i szlachetności. 

ogrodj

Jesienny ogród jest tak samo piękny w słońcu, jak i w deszczu. Na borówkach amerykańskich pozostały jeszcze jagody, a liście brązowieją, czerwienieją, fioletowieją w zależności od dnia i pogody. Gdyby nie przejmujące zimno, przenikające mnie razem z wiatrem i delikatnymi kropelkami deszczu, mogłabym chodzić po takim ogrodzie godzinami.

Róże we wszystkich stadiach dojrzewania, podnoszące na mój widok obciążone kroplami główki.

ogrodj1

Moje ulubione berberysy.

ogrodj2

I słoneczniki pochylone nad sensem swojego krótkiego życia i powolnego wchodzenia w śmierć- która przecież dla wielu innych roślin nie jest końcem ostatecznym. Wiosną wyrosną w tym samym miejscu.

ogrodj3

To już wszystko dla tych, którzy nie lubią Chestertona, bo teraz zacytuję fragment „Wiekuistego człowieka”:

… życie Jezusa przetoczyło się prędko i prosto jak błyskawica. Było ono nade wszystko dramatyczne; polegało nade wszystko na robieniu czegoś, co było do zrobienia. I  z pewnością nie zostałoby to zrobione, gdyby Jezus chodził po całym świecie, nie robiąc nic poza mówieniem prawdy. Nawet jego zewnętrznych ruchów nie można opisać jako włóczenia się po kraju, bo pomija się przy tym fakt, ze była to konkretna podróż. W tym czasie Jego wędrówka była raczej wypełnieniem mitów, a nie filozofii, była to podróż w konkretnym celu, tak jak wyprawa Jazona po złote runo, albo Herkulesa po złote jabłka Hesperyd. Złotem, którego szukał Chrystus, była śmierć. Najważniejsze, co miał zrobić, to umrzeć. Miał zamiar zrobić także wiele innych rzeczy równie określonych i obiektywnych; moglibyśmy niemal powiedzieć: równie zewnętrznych i materialnych. Ale od pierwszej do ostatniej chwili, najkonkretniejszym faktem Jego życia było to, że miał ponieść śmierć.


2 komentarze

Żywe miasto 2

Czy może się podobać brak porządku? Zauważyłam, że najlepiej posprzątane mieszkania, to te na sprzedaż albo takie, których mieszkańcy rzadko w nich bywają.

Jadę autobusem przez sam środek miasta. Nieduży korek nie bardzo mnie martwi, tu prawie zawsze są korki. Trasa Łazienkowska, hałas, spieszący się ludzie, znowu roboty w okolicy Metra Politechnika… Jesienne drzewa…  I naraz widzę „to”. „To” czyli przechwycony przez mieszkańców kawałek Warszawy. Klomb według ich pomysłu

PlacZbawicela1

 

Niby wygląda chaotycznie, ale…  Z jego (ich) perspektywy Plac Zbawiciela jawi się jako oaza spokoju

PlacZbawiciela2a

 

I nawet szkło i aluminium wydają się cieplejsze. Kocham Warszawę 🙂

PlacZbawiciela3


8 komentarzy

Długie pożegnania

Lubicie? Ja lubię długie pożegnania. Można powiedzieć coś, co było niedopowiedziane, zrobić coś, co zostawiało się „na później”,  czy coś powtórzyć.  Zebrać ostatnie, niespodziewane owoce.  Lubię zwłaszcza długo żegnać się z latem.

sloneczniki4

Gdy po porannej mżawce, zaświeciło słońce, wybrałam się do ogrodu po zioła: tymianek, kocankę włoską (sprzedano mi ją jako curry), lubczyk i cebulkę (jak cebula mimo jesieni jest ciągle niewielka, można mówić do niej pieszczotliwie,  tak jest delikatna w smaku), ogrzane już lekko pomidory, ogórki i paprykę. Po drodze skubnęłam też trzy kwiaty nasturcji (o nasturcji w ogrodzie TUTAJ). Z białego sera półtłustego, ziół, soli i pieprzu ugniecionych razem dzięki dodaniu niewielkiej ilości jogurtu, ulepiłam kulki. Paprykę i ogórek pokroiłam, lekko posoliłam, polałam oliwą. Pomidorów nie musiałam kroić, bo zostały mi tylko te najmniejsze- koraliki (dlaczego?- kto nie wie  TUTAJ). Położyłam nasturcję, która jest jadalna.

Ta sałatka to pożegnanie lata, bo być może ostatni raz w tym roku mogłam zebrać te wszystkie składniki i połączyć je w jedną potrawę.

Mam nadzieję, że słoneczniki, które spotykałam w trakcie dzisiejszych prac ogrodowych, będą się żegnać z latem dłuuugo, bo bardzo je lubięsloneczniki1

Te przez chwilę zastanawiały się, w którą stronę się obrócić, gdy znowu  zaświeciło słońce.

Za to motyle natychmiast skorzystały z okazji

sloneczniki2

Dopiero w tym roku zwróciłam uwagę, jak bardzo są pracowite i jak ich dużo.  A to moja ulubiona rodzina:

sloneczniki3

 

Przyznam, że chora i trochę przez to uwięziona w domu, zapomniałam, jaki ładny może być świat. I jakie radosne są rodziny słoneczników.