grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 komentarzy

Nie poddawaj się nigdy

Nie poddawaj się nigdy. Ogród przecież tylko zasypia! Ale ludzie?

list2

Ogród powoli umierał. Przycinałam róże. Mąż skopywał jakąś grządkę.

Rozejrzałam się.

Z części kwiatów pozostały tylko patyki. Nikt nie domyśliłby się, jak piękne były jeszcze kilka tygodni temu. Teraz trzeba było je usunąć. Nie zostanie po nich nawet ślad. Nie widać też, gdzie są powsadzane cebulki. Być może chodzę po krokusach. One tam są!

Wszyscy umierają, także ci cudownie uzdrowieni – przypomniało mi się to, co powiedziała   dr Wanda Półtawska.

list4

Ogród zamiera, jak co roku, przez kilka miesięcy będzie wyglądał zupełnie inaczej. Będzie się wydawało, że nic już nigdy nie zakwitnie, że liście nie tylko nigdy się nie zazielenią,   ale ich nie będzie wcale, a drzewa i krzewy nie wydadzą owoców. Jednak tam, w ukryciu, wydarzają się, będą się działy wielkie rzeczy.

Już to wiemy, więc zamiast płakać nad roślinami, które nie umarły, ale zaledwie śpią, zabezpieczamy je, otulamy i porządkujemy teren wokół nich.

Wiemy, że one się odrodzą, zmartwychwstaną. Przygotowujemy do tego cały ogród,     cały nasz świat.

Nie poddawaj się nigdy!- szepnęłam do kwiatka.- Nawet o tym nie wiesz, ale to tylko chwila.


2 komentarze

Zbyt wcześnie

Gdy kwiat uschnie, zanim się rozwinie, zawsze pytam: „ Dlaczego ?” To jest dobre pytanie. Żonkile z supermarketu nie rozwinęły się do końca, bo zbyt długo leżały bez wody. 

uschle1

Córka wzięła je z półki i przyniosła do domu. Obcięłyśmy im końcówki, wsadziłyśmy do wody. Przedłużyłyśmy im życie tylko chwilę. Jeszcze przez trzy dni cieszyły nasze oczy. Miałyśmy nadzieję, że może jednak, że może się rozwiną, ale większość nie zdążyła.

Św. Zygmunt Szczęsny Feliński napisał:” Budowaliśmy z Apostołami przybytek na Taborze i wołaliśmy : dobrze nam tu być! A Pan wiedzie nas na Kalwarię.” Trumna z ciałem Mateusza, jego rodzice, bracia, babcia, przyjaciele i księża stali pod dużym napisem „ Ludzie spod krzyża” (tytuł cyklu z Gościa Niedzielnego wisi w bardzo widocznym miejscu kościoła , niedaleko ołtarza). Ten napis właściwie wystarczał za wszystkie słowa, a pomimo to słów padło bardzo dużo. Były dobre, wspierające, starały się żyjącym dać nadzieję. Człowiek to nie kwiat i jego życie nie kończy się wtedy, gdy umarł, nawet gdy umarł przedwcześnie. Jest Coś więcej… Święty napisał: „Pamiętajcie, że męka i śmierć trwają trzy dni tylko, a Zmartwychwstanie trwa na wieki”. Męka i strata boli.

uschle

Tylko pytanie „ dlaczego?”, „dlaczego właśnie on”, nie padło. Nie znajdziemy odpowiedzi.


2 komentarze

Przygotowanie

roze1Jak długo powinno trwać przygotowanie do śmierci, dobrej śmierci?

Na konferencji „Śmierci nie należy się bać. Do śmierci trzeba się przygotować”  Wanda Półtawska powiedziała:  Naucza filozof Karol Wojtyła w swoim personalizmie, że człowiek staje się taki, jak jego czyny, że jakość czynów przechodzi na sprawcę. I co więcej, za te czyny – w Liście do Rodzin pisze – będziecie odpowiadać! Czyny wasze, was sądzić będą. Nie to, co czujesz, nie to, co sądzisz, lecz to, czego dokonujesz!

 

Czy więc Chrystus jest sędzią? Twoje własne uczynki będą cię sądzić w świetle prawdy, którą znasz. Własne uczynki będą sądzić ojców i matki, synów i córki. Każdy z nas będzie sądzony z przykazań, również z tych, które wspomnieliśmy w tym Liście: z czwartego, piątego, szóstego i dziewiątego. Każdy z nas będzie sądzony przede wszystkim z miłości, która stanowi istotę i syntezę przykazań. „O zmierzchu życia sądzeni będziemy z miłości” — napisał św. Jan od Krzyża

Jan Paweł II „List do rodzin”

Tu  „Profesor traci czas” zamieszczone w „Oknie na cztery strony świata” na wiara.pl

Czyli dlaczego czasem warto być okradzionym? Jakoś tak mi się skojarzyło z tymi czynami matczynymi i wychowaniem.


2 komentarze

Sarenka i pies. Przeciw cierpieniu.

sarenka1

 

Wczoraj była sielanka. Żniwa udały się nadzwyczajnie. Klęska urodzaju, choć zwana „klęską” jest lepsza od dzielenia się biedą.  Kombajny i ciągniki jeździły po polach, ludzie pracowali uśmiechnięci, spacerowały  bociany, wybierając dla siebie co smakowitsze kąski. Dzieciaki chlapały się w wodzie i wodą, wykorzystując każdą chwilę, żeby się ochłodzić.

Zabawa i radość jednych czasem oznacza dla innych początek końca. Choćby bezpiecznego schronienia.

sarenka2

Z. który dziś rano wyszedł z psem na spacer, usłyszał, jak coś woła żałośnie. Wydawało mu się, że to zagubiony młody kociak. Pospieszył na ratunek. Trochę martwił się tylko, jaka będzie reakcja psa. Dużych kotów nie lubi, zwłaszcza, gdy panoszą się nam po podwórku. Ale maleństwo?

sarenka3

To, co zobaczył, jednak zupełnie go przerosło. Mała ranna sarenka, leżała w polu. Pochylił się i pogłaskał ją. Piszczała. Ze strachu czy bólu? Widział krew. Pobiegł więc po pomoc, bo trudno było ocenić mu jej stan, zwłaszcza, że nie chciał jej dodawać bólu, nieumiejętnie dotykając. Jednak pies, nasz pasterski, dobry pies, już wiedział. Obwąchał maleństwo i starannie, delikatnie zaczął wylizywać jej łebek: „Nie mogę ci pomóc”- mówiły jego zmartwione, brązowe oczy – „Ale nie bój się, zaraz koniec, a jestem przy tobie”. Sarenka nie znała dotąd takich psów. Zaczęła się uspokajać.

sarenka4

Nie można było jej pomóc. Kombajn poranił ją tak mocno, że zdychała.

Staliśmy bezradni i smutni, patrząc na troskę psiny i gasnące oczy lizanego zwierzątka.

Chciałabym, żeby ta historia miała inne zakończenie. Chciałabym, żeby była dalszym ciągiem wczorajszej sielanki. Ciepłą opowieścią o uratowanej sarence. Letnią przygodą. Radosną wakacyjną lekcją przyrody. Chciałabym oszczędzić dzieciom patrzenia na cierpienie. Wszystkim cierpień oszczędzić bym chciała. I łez. Ale tak się nie da. Dziś jedynie mogłam przytulić, wytrzeć je i potwierdzić „Nic nie mogliśmy już zrobić. Tylko współczuć i być.” Jak ta psina.

 

Zdjęcia sarenki robił Z. który przypuszczał raczej, że jest świadkiem rodzącej się przyjaźni, niż gasnącego  życia.