grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


Dodaj komentarz

Króciutko, bo sprzątam

Postanowiłam, znowu lekko przeziębiona, zamiast maszerować i/lub protestować, przygotowywać Święta.

Nie dam sobie odebrać tego powolnego zanurzania się w ich smaki, zapachy, atmosferę, która wcale nie jest „magiczna”, trzeba ją przygotować. Słowa ubrać w czyny.

Oto fragment domu wiejskiego, który udało mi się uporządkować 🙂

polityka


8 komentarzy

Odliczanie tęsknotą 3

Zapalone świece w wieńcu adwentowym: 4, ostatnie szufladki z kalendarzu adwentowym. Tęsknota za Świętami Bożego Narodzenia: duża. O niedokładnych porządkach.

biedronki1

Mąż właśnie zabierał się do mycia kolejnego okna… „Kochanieeee! Musisz to zobaczyć!”- dobiegło do mnie wołanie. W czasie sprzątania zawsze tak jest – oburzyłam się po cichu – Kochanieeee! Marzenaaaa! – z jednej strony, Mamoooo! Mammmmuuuuśśś! Gdzie to położyć?- z drugiej. I jeszcze doszło: Babsiaaaa! Babsioo!!!  (zawołanie godne córki kobiety, która w ogólniaku uczestniczyła w akcji Ratujmy wołacz 😀

Zeszłam, bo za każdym razem to są sprawy niecierpiące zwłoki 😀 

I okazało się, że niepotrzebnie mamrotałam pod nosem. Chciał mi pokazać śpiące biedronki! One się schroniły w ramie okna. Uznały, że to bezpieczne miejsce. Spodziewały się u nas obrony przed zimnem, przed mrozem! Mąż umył kawałek okna, sprawdził, czy nie zgniecie maleństw, zrobił zdjęcie i zamknął okno. Niech śpią 🙂  I w ten sposób nie wszystko będzie przed Świętami czyste i wypolerowane. W ten sposób przyjęliśmy do domu małych uchodźców. Ważniejsze jest, żeby nie skrzywdzić, niż żeby było, jak u innych. Też macie jakieś nieposprzątane kąty?


2 komentarze

Po – sprzątanie

Zanim się zacznie coś nowego, zanim się rozpocznie nowy rozdział. Nie ma rady: trzeba posprzątać. I to dosłownie. Nawet kalendarz adwentowy 🙂

sprzatanie kopia

„Niezależnie, co się stanie z tym domem, muszę go posprzątać”- powiedziała dziś do mnie przez telefon Przyjaciółka, Być może opuści miejsce, które było jej domem przez kilkadziesiąt lat, które urządzała, które pokochała, o które dbała. Przyszłość jest niepewna. Być może tak będzie lepiej, może to źle. Dziś wie tylko jedno: trzeba w nim zrobić porządki, jeszcze zanim się cokolwiek zdecyduje. Dosłownie i realnie.

Tak samo z ogrodem, kwiatami na balkonie. Zima jest końcem, ale żeby nie była jedynie końcem, ale i początkiem czegoś nowego (czy lepszego? kto wie?), trzeba wyciąć stare, suche łodygi, gałązki, kwiaty (choć tak bajecznie wyglądają, zwłaszcza, gdy ma się w pamięci, jakie były piękne), zebrać i przechować resztę nasion, opatulić, co delikatne, przenieść do domu, co z pewnością na dworze zamarznie na śmierć. Zrobić miejsce na coś nowego. Niepewnego.

sprzatanie1

Działać, pomimo tej niepewności efektów, czasem wbrew sobie.

I w tym roku robię kalendarz adwentowy. W gotowym domku z szufladami kupionym kiedyś w Ikei, są na każdy dzień cytaty z Biblii, słodycze lub jakieś inne niespodzianki.   Kilka lat temu na fra3.pl TU pisałam o nim tak

 

– Pójdziecie po kalendarz adwentowy? Trzeba go umyć. Jest pewnie zakurzony.

– Jasne, jasne! – zerwali się razem.

Kiedyś za kalendarz robił karton z wypisanymi kolejnymi dniami i krepina, z której składałam woreczki z niespodziankami i prezentami. Gotowy domek z szufladkami kupiliśmy niedawno.

– Oczyściliście? – zadałam pytanie kontrolne, wchodząc do pokoju.

Nie usłyszeli, siedzieli na dywanie, dziwnie zgodni. Siostra i brat. Ona wycierała ściereczką dach, on otwierał szufladki.

– Może coś zostało?

Zostało. Z jednej wyjął karteczkę z fragmentem z Pisma św.

– W tamtym roku było o zwierzętach w Biblii?

– No.

– A to? Cukierek!

– Tak, pamiętasz, że M. czasem nie wstawała z nami. Zostawialiśmy wtedy dla niej niespodzianki i o tej zapomniała. – Najstarsza rzeczywiście była wtedy w ostatnich miesiącach ciąży i czasem nie dawała rady zwlekać się skoro świt, zwłaszcza gdy zajęcia zaczynały się później. Nie było jeszcze Małej Dziewczynki na świecie. Ale teraz…

– Ciekawe, czy M. przygotuje jej kalendarz?

– No coś ty! Malutka jeszcze jest!

– Nie będzie miała żadnego? – Najmłodszy nie mógł uwierzyć.

– Jest coś jeszcze?

– Żelek?- postanowił spróbować. – Ale twardy!

– Nie jedz! Zatrujesz się! Wytrzyj lepiej resztę porządnie. – zleciła Średnia, przeglądając dalej poprzedni Adwent.

Za chwilę szufladki zapełnią się nowymi Słowami, zadaniami, słodyczami a nawet… kredkami dla Małej Dziewczynki.

Od tamtej pory, tamtego wpisy upłynęły trzy lata. Małej Dziewczynce jej kalendarz przygotowuje mamusia. Nie przeszkadza jej to zaglądać ciekawie do naszego… Centralnego. Bo śmiem twierdzić, że tu już nie chodzi o słodkie (lub niesłodkie) niespodzianki, a nawet konkretną treść cytatów, ale o codzienne zbieranie się  na chwilkę wokół Tajemnicy, o tę ociupinkę Miłości, która wylewa się  na nas, o ten wspólny moment, który w Wigilię rozrośnie się w długie godziny oczekiwania na Cud Narodzin. O Obietnicę. O to, że porządkach jest sens.

sprzatanie2

W tym roku nasz kalendarz adwentowy ma być o Dziecku i dzieciach 🙂


2 komentarze

Zamiast nalewki, ciąg dalszy

– Małe działania zmieniają świat, tak?- zapytała córka, a ja przytaknęłam, zastanawiając się, czy to zauważyła, bo miałam maskę od inhalatora na twarzy. Może zresztą przytaknięcie nie było jej  potrzebne.

– Sushi jest małe? – kontynuowała monolog jeszcze przez chwilę, a ja nie mogłam się odezwać, bo powiedziałabym jej- „Tak, małe, ale dużo kosztuje”. Nie zatrzymywana więc wzięła Małą (!) Dziewczynkę za rękę, przyniosły brakujące składniki i zaczęły pracę w kuchni, oganiając się od pomocników.

maledzialania

fot. M. Deresz- Oszer

 

Dużo małego sushi dość zaskakująco znalazło się na stole w porze kolacji w smutny wieczór, w który nikt inny nie miałby pary zrobić czegokolwiek. Między atakami kaszlu pojawiały się zachwyty. I od tego momentu jakby rozpoczął się proces zdrowienia?

Żeby jednak nie było tak słodziutko, wkrótce:

– To ja może zaraz zajmę się butami? I w ogóle przedpokojem, bo jakoś zrobiło się ich sporo, a między nimi kładzie się pies i zostawia sierść…- zadeklarowałam się pokrzepiona na duchu i ciele („małe działania„, sama pisałam, że są równie dobre, zwłaszcza skoro nie ma siły na większe.)

– Eee… może bardziej zajmij się górą waszych rzeczy do prasowania, bo być może leży w niej mój brązowy sweter, który gdzieś się zapodział. A wiesz… nie chcę wam grzebać  w waszym prasowaniu- zgasiła mnie córka

– Ależ grzeb, grzeb sobie do woli, na zdrowie- pozwoliłam- Przekop sobie nawet tę górę. Spojrzałyśmy na siebie i wybuchnęłyśmy śmiechem.

A ponieważ dziś jest niedziela i do tego odpust w mojej parafii, wielkie słowa św. o. Pio o małych, żmudnych i pozornie nieważnych staraniach:

Tymi słowami mędrzec wysławił dzielną niewiastę: Wyciąga ręce po kądziel, jej palce chwytają wrzeciono (Prz 31, 19). Chętnie powiem wam coś na temat tych słów. Waszą kądzielą są wasze pragnienia i dlatego każdego dnia starajcie się uprząść chociaż trochę. Nitka po nitce realizujcie skutecznie swe plany, a nie zaczynajcie ciągle od początku. Uważajcie następnie, abyście się nie spieszyły, ponieważ w takim przypadku poplątałybyście wszystko i wrzeciono by się zatrzymało. Idźcie więc ciągle do przodu, a chociaż pójdziecie powoli, to odbędziecie jednak wielką podróż (Epist. III, s. 564)

 


7 komentarzy

Sprzątanie

Będzie bez zdjęcia „przed” i „po”, bo to nie jest tak, jak z hodowaniem kwiatków i moglibyście nie zauważyć różnicy. Sama czasem nie widzę. Synafio, dziś było tak:

 

– Dobra, wyjdź już, wyjdź- mówię do Malej Dziewczynki- bo sobie bose stopy od tej podłogi ubrudzisz. A mówię to nerwowym tonem. W dłoni trzymam miskę psią, więc zwierzak zbliża się zaintrygowany

– Aaale.. – Mała patrzy na podłogę- ona nie jest wcale brudna…- u nas w domu każdy musi dyskutować. Pod wpływem mojego wzroku jednak rezygnuje.

– A ty? Co się gapisz?- pytam psa niezbyt uprzejmie- jak mozna bylo tak zabrudzic miski?- ten cofa się, wypychajac cielskiem Małą Dziewczynkę.

 

Wkraczam do łazienki. Dziewczyny malują się

– Podłoga w kuchni jest tak brudna, że w nocy się do niej przylepiłam. A miałam potworny ból głowy. Czy wam to nie przeszkadza?- sięgam po mopa.

– Że ty się przylepiłaś?- żartuje M.

– Że sie coś rozlało- zawieszam głos bohatersko- Muszę się wam do czegoś przyznać. Jestem dziś ogromnie rozdrażniona. Wszystko mnie denerwuje. Nie wy konkretnie, tylko wszystko- brudna podłoga, gorąco, krzyki. Dawno się tak nie czułam, taka wściekła.

– Ty tak masz ze trzy razy w miesiącu- M. otwarcie sę śmieje na widok mojego zdziwienia- A przed miesiączką to ze trzy dni.

Tak to wyglada po wielu latach komunikowania córkom swoich emocji i poziomu zmęczenia. Podłogę zmyłam. Oczywiście nie dlatego, że była brudna. Bo mnie drażniła.