grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


Dodaj komentarz

Wspomnienie. Prezydent i chłopiec

Wpis o Prezydencie Lechu Kaczyńskim i chłopcu ukazał się tuż po katastrofie smoleńskiej  na fra3.pl. 

prezydentichlopiecTen chłopiec, jak wszyscy inni mali chłopcy miał swoje marzenia. Klocki Lego, gra komputerowa, latający helikopter.

Pytano go, kim chciałby być. Dziwiło go to niezmiernie, bo przecież on już był, miał imię i nazwisko.

Z czasem pojął, czego ma dotyczyć odpowiedź. Najpierw  mówił, że zostanie policjantem, a potem że choćby ochroniarzem… Ale w końcu… w końcu uznał, że najfajniej byłoby zostać prezydentem. Żeby zostać… to jeszcze tak dużo czasu, skoro tak twierdzą rodzice… I wtedy zupełnie niebacznie, zapytany przez księdza w czasie mszy, wymyślił sobie, że chciałby spotkać się z Prezydentem.

Prezydent… nie mógł nic wiedzieć o marzeniu wypowiedzianym publicznie przez małego chłopca. Bo i skąd? Wyobrażam sobie zresztą, że prezydenci, a zwłaszcza ci, którzy swoją funkcję pojmują jak służbę, z czasem zapominają o tym, że są Niezmiernie Ważnymi Osobami w Państwie, Pełniącymi Zaszczytne Obowiązki. I że samym zaszczytem jest ich poznać. Obmyślają strategie, podejmują decyzje, analizują porażki, a najrzadziej to świętują sukcesy.

Być może więc to zwykły przypadek, że o marzeniu chłopca się dowiedział.

Było to po kanonizacji Zygmunta Szczęsnego Felińskiego w Rzymie. W czasie uroczystego obiadu siostra zakonna rozmawiała z Prezydentem o tym wielkim dla Polaków wydarzeniu. Pamiętała też ciągle o chłopcu. Sama widziała, jak spokojnie i dzielnie zachowywał się podczas kanonizacyjnej mszy i słyszała, jak niezwykłe kiedyś wyraził życzenie, rozbawiając tym cały kościół! 🙂

I wtedy… okazało się, że gdy się jest w jednym miejscu i w jednym czasie niektóre marzenia łatwo jest spełnić.

Łatwo poprosić małego gościa do stołu. Nic prostszego niż ośmielić go słowami i uśmiechem… Zabawnie jest odpowiedzieć na wiele drobiazgowych pytań.

Przypomnieć sobie o swoich pragnieniach. Roześmiać się na myśl o swoim dzieciństwie.

Zatrzymać się.

Niezależnie od funkcji ma się imię, nazwisko, ciągle jest się sobą.

Jedną, jedyną, niepowtarzalną Osobą.

Takiego Prezydenta zapamięta już na zawsze chłopiec.

Pewnie dlatego, gdy 10 kwietnia 2010 spojrzał na włączony rano telewizor wyszeptał tylko „Tak nie można, to był przecież mój Prezydent”.


2 komentarze

Zbyt wcześnie

Gdy kwiat uschnie, zanim się rozwinie, zawsze pytam: „ Dlaczego ?” To jest dobre pytanie. Żonkile z supermarketu nie rozwinęły się do końca, bo zbyt długo leżały bez wody. 

uschle1

Córka wzięła je z półki i przyniosła do domu. Obcięłyśmy im końcówki, wsadziłyśmy do wody. Przedłużyłyśmy im życie tylko chwilę. Jeszcze przez trzy dni cieszyły nasze oczy. Miałyśmy nadzieję, że może jednak, że może się rozwiną, ale większość nie zdążyła.

Św. Zygmunt Szczęsny Feliński napisał:” Budowaliśmy z Apostołami przybytek na Taborze i wołaliśmy : dobrze nam tu być! A Pan wiedzie nas na Kalwarię.” Trumna z ciałem Mateusza, jego rodzice, bracia, babcia, przyjaciele i księża stali pod dużym napisem „ Ludzie spod krzyża” (tytuł cyklu z Gościa Niedzielnego wisi w bardzo widocznym miejscu kościoła , niedaleko ołtarza). Ten napis właściwie wystarczał za wszystkie słowa, a pomimo to słów padło bardzo dużo. Były dobre, wspierające, starały się żyjącym dać nadzieję. Człowiek to nie kwiat i jego życie nie kończy się wtedy, gdy umarł, nawet gdy umarł przedwcześnie. Jest Coś więcej… Święty napisał: „Pamiętajcie, że męka i śmierć trwają trzy dni tylko, a Zmartwychwstanie trwa na wieki”. Męka i strata boli.

uschle

Tylko pytanie „ dlaczego?”, „dlaczego właśnie on”, nie padło. Nie znajdziemy odpowiedzi.


2 komentarze

Odliczanie 1

Świec 4, kalendarza adwentowego ciągle nie ma i nie będzie. Przygotowywanie potraw: w toku. Tęsknota za Świętami Bożego Narodzenia: ogromna.

rodzina2

Nie jest wesoło, jest momentami nerwowo 🙂 Ale bardzo się staramy. Najbardziej pies, który szczekał nawet na choinkę, a potem zadowolony z siebie wskoczył na świeżo wypraną kapę, świeżo ubłoconymi łapami…

Nie wiemy jeszcze, czego zapomnieliśmy oprócz kalendarza adwentowego, ale pamiętam taki rok… 2012

Bezradnie miotałam się po domu, zaglądając w miejsca, które wcześniej sprzątałam. Niepotrzebnie, bo zapomnianego Opłatka tam z pewnością nie było…

Najstarsza prawdopodobnie już była chora, jak się pakowała i wyjeżdżała do nas na wieś. W czasie Wigilii, wiedzieliśmy to już na pewno ( trzydzieści dziewięć mówiło samo za siebie!), a ona informowała nas tylko, czego zapomniała zabrać. Nieważne, nieważne – odpowiadaliśmy. Tak nam się wydawało, dopóki nie wpadła do kuchni ze łzami w oczach ( z temperatury, czy przejęcia?) mówiąc” Nie zabrałam Opłatka!”. Jakichś drobiazgów, jednego prezentu, przez chwilę prądu, potem zdrowia i cierpliwości już brakowało w naszym domu, przecież wcześniej wiedziałam, że brak jest także częścią Świąt Bożego Narodzenia. Ale Opłatka żeby nie było? (Nieważnie – rzucił ktoś, ale jakoś bez przekonania)

Za późno, żeby pojechać na plebanię.

Bezradnie miotałam się po domu, zaglądając w miejsca, które wcześniej sprzątałam. Niepotrzebnie, bo zapomnianego Opłatka tam z pewnością nie było… Spojrzałam jeszcze na półkę ze starymi rachunkami. Na samym wierzchu leżała tam biała, czyściutka koperta. Dotknęłam jej i ze środka wypadł wizerunek Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: uśmiechnięta, spokojna twarz, życzenia z 2010 roku i … Opłatek Wigilijny, lekko ułamany z jednej strony. Życzenia od Świętego, który opiekuje się naszą rodziną. To ci niespodzianka! Chciał z nami tego dnia być! Wiedział, ze nie będzie prosto.

Bo potem było już było tak… normalnie. Nie wiem, jak u pastuszków kiedyś dawno, ale u nas były i uśmiechy, i łzy, i radość, i ogromny ból. Jak to u ludzi, którzy szukają wciąż Boga, trochę po omacku obijając się w ciemnościach, może tylko w tę Noc wyraźniej widząc światełko. A Opłatek się znalazł – między kartkami Resnicka. Tym mocniej się upewniłam, że Zygmunt Szczęsny chciał przy nas w tę Wigilijną Noc być.

Tekst ukazał się TU

Niech nad Wami i nami czuwają dziś Wasi Święci 🙂 I jeszcze coś:

rodzina3


2 komentarze

Różaniec tylko rano

rozaniec

fot. M. Deresz

Rano wskakuje na łóżko pies. To właściwie jedyny moment, gdy może się na nie wepchnąć, bo już za pół godziny, po spacerze, jest brudny i taki już zostaje do końca dnia. Wkłada mi swój duży łeb pod rękę, czasem piśnie, poliże ją, a gdy nie zareaguję, podrzuca ją, sam się głaszcząc. Zawsze mnie to rozbawia i… budzi. Wstaję po omacku. Rozczochrana, pognieciona, półślepa (im później poszło się spać, tym trudnej otworzyć oczy). No ale nigdzie się nie spóźniam.

Na różaniec mam tylko rano czas. Potem mógłby się nie zmieścić. Ma być przecież nie „zamiast” jakiejś modlitwy czy zajęcia, tylko dodatkowo. Bo nie do wiary- włączyłam się do „żywego różańca”! Co więcej, właściwie stworzyłyśmy grupę. Grupa to jest dobra nazwa, bo mamy nawet support w postaci modlitwy protestantki. I to działa!

Odmawiając „swoją  dziesiątkę” staram się przypomnieć sobie słowa Pisma Świętego: „Wielki znak ukazał się na niebie, Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap12,1) a potem wpadają mi w oczy słowa św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: „Usiłujmy naśladować Maryję w niezrównanych Jej cnotach… Nie zapominajmy tylko, że usposobienie to w czynach objawiać się winno, a nie w marzeniach”. Tak…

 

TUTAJ można znaleźć rozmowę na temat, dlaczego dzieci nudzi  „klepanie zdrowasiek”