grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


14 Komentarzy

Z nich zaś największa to

Lubicie świąteczne dekoracje? Ja też. Takie drzewa rosną na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie

krakowskie2a

Te żarówki, lampeczki, świecidełka to bardzo potrzebne ozdoby w mieście, w którym nieczęsto na ulicach, na gałązkach drzew i w parkach leży śnieg. Zwłaszcza, że o tej porze roku większość dnia panuje noc.

Ale to już koniec. W nocy z 1 na 2 lutego ozdoby znikną. 2 lutego jest Święto Ofiarowania Pańskiego i być może zamiast sztucznego światła, wieczorem ulice rozświetlą się płomieniami świec. Ale te już nie będą zapalane „centralnie”, z gromnicami powędrują po mszach świętych do domów zwykli wierni. Będą dłońmi chronić światło, żeby wnieść je do swojego mieszkania, do swojej rodziny. Odbędą się coroczne zapasy z wiatrem, z Diabłem. Znajomi będą „pożyczać” swój płomień i dawać dobre rady… Ale to nie wszędzie, to już coraz rzadziej, bo przecież 2 lutego jest zwykły dzień pracy. Mało tego- może to głupio tę zapaloną świecę takimi szerokimi, .nowoczesnymi ulicami nieść? Może w Warszawie to już tak nie wypada? 😉

Wszystko przemija, na wszystko trzeba znowu czekać, wiele rzeczy jest niewiadomą. Tylko jedno jest na świecie pewne i to wcale nie to, że w przyszłym roku zobaczę świąteczne dekoracje

 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

(1 Kor 12,31-13,13)

 

 

Reklamy


7 Komentarzy

Porządek rzeczy

Przez wiele lat przygotowywałam potrawy wigilijne w półmroku i tłumaczyłam sobie to tym, że „taki mamy klimat”. Ale nie dziś

swieta

Dziś termometr zewnętrzny wskazuje plus (plus!) siedemnaście stopni Celsjusza, wieje wiatr, trawa ma ciągle mniej więcej zielony kolor, a w dzień nie trzeba zapalać lampek i światełek, żeby było jasno. Świeci słońce. Anormalnie jest. Znowu coś się zgubiło, czegoś nie ma, a po coś specjalnie trzeba jechać. I żeby nie wiem, ile miłości w sobie mieć, zawsze jest jej dla kogoś za mało. Czyli jednak normalnie.

To jest taki dzień, kiedy mam wrażenie, że wszystko jest po coś, bo jeżeli coś się kończy, to żeby coś się zaczęło, a gdy coś się gubi, tym więcej udaje się odnaleźć i jak coś się daje, to przecież i coś się otrzymuje.

Przepis na piernik, którym dziś pachnie w całym domu, znalazłam w jakimś czasopiśmie dawno temu. Spodobał mi się, ponieważ pisano w nim, jak skarmelizować samemu biały cukier na patelni. Upiekłam wtedy dwa takie pierniki – jeden do domu, drugi na wigilię szkolną. Po Świętach Bożego Narodzenia zadzwoniła do mnie Jola, mama koleżanki córki z klasy z prośbą: „Kasi tak bardzo smakował ten piernik, choć zwykle nie jada ciast. Proszę, daj mi przepis.” Chętnie go przekazałam.  Rok później przed Świętami zaczęłam szukać przepisu. Wyobraźcie sobie, zginął. Może go ktoś wyrzucił, może wsadziłam go między karty książki? Zapowiadało się, że nie będzie takiego smacznego świątecznego piernika! Trudno, przepadł jak kamień w wodę. I wtedy przypomniała mi się Jola. Zadzwoniłam do niej, a ona nawet się ucieszyła. Miała przepis i miała okazję, żeby pochwalić córkę: „Kasia go właśnie upiekła, wyobraź sobie. Mam pod ręką nawet.”

O,5 kg mąki pszennej , 20 dkg miodu, 1 szklanka cukru , 4 jajka , 20 dkg masła ,
łyżka smalcu , przyprawa do piernika średnia, łyżka sody oczyszczonej , szklanka bakali.
 
Mąkę wymieszać z sodą i przyprawą, dodać do utartej margaryny z cukrem (0.75 szklanki) i żółtkami.
 Dodać miód i karmel(na gorącej patelni mocno zrumienić 3 łyżki cukru, dodać wodę i zagotować), 
dodać bakalie, łyżkę smalcu i wymieszać na jednolitą masę. Na końcu dodać pianę ubitą na sztywno i delikatnie połączyć. 
Ciasto przełożyć do podłużnej blaszki, wyścielonej papierem do pieczenia.
 Piec ok.60 minut w 180 stopniach. Zimny piernik oblać polewą. 

 

W tym roku syn ozdobił piernik nie tylko śnieżynkami cukrowymi, ale i fiołkami w cukrze 🙂

Dużo radości, spokoju i miłości w Święta Bożego Narodzenia!

A i trawa może pozostać wiecznie zielona

 


2 Komentarze

Po kawałku

Zanim podzielimy się opłatkiem, zanim będziemy jeść wigilijne potrawy, dzielimy się pracą, czyli o ciężkiej materii

pierniki1

Przez fejsbuk przebiegają rysunki przedświąteczne, moją uwagę przykuł jeden z nich, chętnie podawany sobie przez kobiety: o pani domu, która  robi zakupy, prasuje, sprząta, kroi, piecze, zmywa w samotności, a potem gdy pojawia się świętująca rodzina, pada prawie zemdlona na fotel. Komentarzem było pytanie :”Gotowa na Święta?” czy coś podobnego. Nie udostępniłam go, nie podałam dalej i co więcej- nie rozbawił mnie wcale. Uwielbiam Święta, kocham swój dom i rodzinę, lubię być chwalona, ale od samego początku przyjęłam zasadę, ze przed Świętami nie będę „się krzyżować”. Co to oznacza- no właśnie to, że mnie takie rysunki nie dotyczą. Przygotowania do Świat Bożego Narodzenia trwają u nas w domu calutki Adwent. Są mniej lub bardziej szczegółowe- w zależności od składu osób przy wigilijnym stole, ich zdolności i możliwości. Ale zawsze ważniejsze dla mnie, niż bycie perfekcyjną panią domu, było tworzenie wspólnoty, rodziny. Każdy więc w przygotowania do Świąt ma swój wkład. Na początku my z jedyną wtedy jeszcze córeczką sprzątałyśmy, piekłyśmy pierniki, robiłyśmy ozdoby solne.

pierniki2

Razem z mężem robiliśmy zakupy, ja myłam okna, on wieszał zasłony. Z czasem okna myliśmy oboje. Ostatnio tylko on. Goście, którzy przychodzili na wigilię przynosili jedną lub dwie wypieszczone potrawy. Bywały spory o dekorację wigilijnego stołu. Najczęściej zachodził spór interpretacyjny na temat-co to znaczy „posprzątane w pokoju”. Wigilia jest jednak rodzinna, wspólna, to jest nasze wspólne Dzieło od samego początku. Potem dochodziły następne dzieci, następni goście, kogoś ubywało, ale każdy, najmniejszy i najstarszy człowiek miał w czasie Adwentu coś do zrobienia. Tak się przyjęło. Słyszałam niekiedy:”Co to za pomoc małego dziecka, które ozdoby na pierniki obślinia, mąkę rozsypuje, a jak sprząta, trzeba za nim wycierać plamy wody z podłogi”, albo wręcz „już lepiej niech mi nie pomaga” i „za taką pomoc dziękuję”. Albo, że co to za pomoc, gdy ktoś wprawdzie przyniesie potrawę, ale się potem każe chwalić się za to przez cały wieczór. Ale to z takiego zjadającego cukierki maleństwa wyrasta potem dziewczyna, która robi przepiękne ozdoby, albo chłopak, który świetnie wałkuje ciasto i wie, co to jest pieczenie. Cała rodzina, która dorastając, dorasta do odpowiedzialności za poszczególne części, kawałki materialnych przygotowań do Świąt i … życia.

pierniki0

Czas mija, a te wspólne, dobre przeżycia, a nawet kłótnie pozostają w pamięci. Tworzą tę atmosferę, która pozwala przypomnieć o Cudzie Narodzin kolejny raz.

A robienie pierniczków wygląda tak mieliśmy nowych uczestników tej zabawy w tym roku.

A tak wygląda ubieranie  choinki


6 Komentarzy

Czekanie 6

Dawno, dawno temu, ale w tym samym kraju, z tymi samymi lasami, górami, kiedy jeszcze nie było mejli i fejsbuka, Adwent to był czas, gdy chętniej zaglądało się do skrzynki pocztowej. Tam czekały kartki, koperty. I nie były to reklamy, ani niezapłacone rachunki, ale życzenia świąteczne 😉

kartki

Koniecznie kupne, obficie ozdobione, mogły być grające (hendmejdy nie były wtedy cenione, takie czasy). Wypisane za to ręcznie. Samo spojrzenie na znajome pismo, wzruszało. Często, gdy ktoś mieszkał daleko, dołączał do nich list. Z kilku zdań przeczytanych raz na kilka miesięcy, wnioskowało się o tym, jak mu „tam” jest, czy naprawdę tęskni, czy się go jeszcze kiedyś zobaczy. Od razu było widać, kiedy życzenia są zdawkowe, a kiedy płyną z serca. Czasem z koperty wypadło zdjęcie i to było wielkie szczęście!  Pokazywało się je całej rodzinie! Wkładało do albumu, albo oprawiało w ramkę i stawiało na regale z książkami. Aparatów fotograficznych było mało, zdjęcia się rzadko robiło, wywoływać je trzeba było u fotografa. Prywatności też nie było. Prywatności chronił nie zdrowy rozsądek, ale cenzura. Wiadomo było, że jak list z Zachodu, jeszcze ktoś będzie go czytał. Niekiedy dochodził pokreślony, niekiedy wcale, gdy tych wymazań byłoby zbyt wiele. Listy pisało się więc osobistym szyfrem, niezrozumiałym dla cenzora, za to odbieranym przez rodzinę i przyjaciół. Dawno, dawno temu to było. Przypomniało mi się, gdy dzieci robiły własnoręcznie kartki na Święta Bożego Narodzenia. Już je stopniowo rozsyłamy, bo jak zauważyła Kasia, czasu jest nie tylko dużo, ale i mało, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z Pocztą.  Może ktoś rozpozna swoją?

kartki2kartki1


8 Komentarzy

Czekanie 5

Adwent długo trwa. Można się pogubić.

kartka

Nie, to nie jest tak, że dostaliśmy już aż tyle życzeń z okazji Bożego Narodzenia w tym roku.

Na razie to tylko Mała Dziewczynka wyjęła ze skrzynki dwie kartki od przyjaciół. Dziś robiliśmy własne, adresowaliśmy te dokończone i w poszukiwaniu adresu do kuzynów z Australii, otworzyłam szufladę. Leżały tam życzenia z ubiegłych lat i … szukając… porządkując… przekładając, zaczęłam je czytać. Niektóre z nich są od blisko mieszkających, ale dawno niewidzianych znajomych, innych ciągle mamy w zasięgu ręki, są i takie, które przyszły z daleka. I… takie, na widok których ściska mi się serce. Te starsze, piękne ( na przykład: Kochani, Radosne Święta kiedy Maluśki Jezus puka do serc, niech rozpalą na nowo miłość do Boga, który przysłał nam Zbawiciela, miłość do naszych Bliźnich! Niech Wasze świadectwo będzie światłem) zakończone są: życzy rodzina C. czy życzy cała rodzina M. , życzą F , ale po jakimś czasie podpisuje je już jedna, opuszczona osoba, dodając imiona dzieci. Te są smutne…

Adwent tak długo trwa. Wspólna, małżeńska droga jest czasem tak trudna i pokręcona. Czekanie się dłuży i czasem, jak te psy, rozrabiamy. Proszę, nie pogubmy się już bardziej w tym Adwencie…