grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


7 Komentarzy

Czerwona szałwia

Bardzo cenię szałwię lekarską.  Ale nie tylko lekarską, której rzeczywiście jest u mnie najwięcej, szałwia ozdobna i omszona też rośnie w moim ogrodzie. O tym, kiedy mało (szałwii), to wcale nie jest mało i o tym, kiedy kończy się cierpliwość.

W maju, a konkretnie TU pisałam o ogrodniczej porażce czyli o tym, jak zasadziłam zbyt małe sadzonki szałwii czerwonej zbyt wcześnie i jak przymrozki zimnej Zośki zrobiły z nich niteczki. „Wystarczyło trochę więcej cierpliwości!”- byłam na siebie zła. Rozejrzałam się po klombie i nie widziałam nic. Cała praca wielu tygodni stracona w jedną noc.

Ale niektóre roślinki zmrożone w bezlistne słupki, nie poddały się. Trochę z niedowierzaniem, trochę z niechęcią spoglądałam na nie na następny dzień, za kilka dni, za kilka tygodni. Ozdobą nie były. Obok kwitły poziomki, skrzyły się na granatowo lobelie, a one walczyły. Całe ich istnienie było walką. Ja tylko patrzyłam, bo ani nie mogłam, ani nie potrafiłam im pomóc, a one  nabierały kształtów. Rośliny obok nich odpoczywały po obfitym kwitnieniu, a one następnym nieśmiałym listkiem nabierały kolejnego oddechu. Ile tych sadzonek było? Spośród kilkudziesięciu może dwie, trzy.

Pewnego dnia mąż spojrzał w stronę klombu: „Uważam, że i tak się opłacało. Zobacz, jak się rozrosły!”. I miał rację, bo szałwie, jak już są silne, rozkrzewiają się bardzo mocno. I kwitną bardzo długo, dodając coraz to nowy kwiat. Są dobrze widoczne z daleka.

szalwia3

 

Cierpliwość mnie znowu zawiodła 🙂 „Nic” to nie to samo, co „niewiele”. A „niewiele” to nie to samo, co „mało”.

Tak, jak w życiu, tak jak w wychowaniu dzieci. „Nie zrobiłam żadnych wielkich rzeczy”, nie oznacza „nie zrobiłam nic”, „niewiele do niego dotarło”, nie znaczy „nic w nim nie zostało”, „mało mu przekazałam”. To zależy od rodzaju kwiatu. Czasem wystarczy ta jedna zmrożona niteczka. No… może dwie 🙂  Potrzebny jest tylko czas, dużo czasu i cierpliwości. Cierpliwości, wydawałoby się, bez granic.

Czerwone szałwie z dwóch niteczek:

szalwia2


3 Komentarze

Zamiast nalewki: szałwia

Może i nalewka jest dobra na przeziębienia i smutki. Ale to szałwia lekarska (Salvia officialis L.)  ma nadzwyczajne właściwości.

szalwia1

Szałwia lekarska rośnie w kilku miejscach naszego ogrodu, stanowi piękne tło dla czerwonych róż tuż pod ogrodzeniem, dobrze czuje się obok malw i orlików, ale najmocniej rozkrzewiła się tuż pod gankiem, gdzie siadamy z mężem w letnie wieczory (a nawet noce) z filiżanką herbaty czy kieliszkiem czerwonego wina. U naszych stóp kładzie się psina, która wierna i niezwykle czujna, reaguje na każdy odgłos za płotem, przeskakując nad szałwią i biegnąc bezszelestnie w kierunku ogrodzenia. Poruszona tym roślina, wydziela silny, swoisty zapach. Lubię tę ich współpracę. Zapach szałwi kojarzy mi się z opieką i bezpieczeństwem, nawet jeżeli jest to skojarzenie nazbyt optymistyczne. Może nie tylko ja mam takie skojarzenie?

W „Magii ziół” Andrzeja Skarżyńskiego przeczytałam, że Święta Rodzina w czasie ucieczki do Egiptu musiała szukać schronienia przed siepaczami pod krzewem szałwii właśnie, która nie dość, że Ją ukryła, ale otrząsnęła swoje drobne kwiatki, jak miękki dywan, zapewniając Jej wygodę. Otrzymała za to nadzwyczajną moc niesienia ulgi cierpiącym.

Jan Paweł II w swoim liście skierowanym do rodzin napisał: Pośród tych wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć. A rodzina często jest drogą trudną i wcale nie tak bardzo bezpieczną. Drogą krętą, na którą w czasie burzy spadają ogromne konary mogące zabić nawet najsilniejszego, gdzie czasem błoto jest nie tylko po kostki, ale i po szyję, na której nawet słońce dobrobytu potrafi doprowadzić do raka skóry. Trudno ją przejść nie tylko dlatego, że nie ma czasu na zmówienie modlitwy i bywają załamania duchowe, ale i dlatego, że brakuje pieniędzy na buty, na hotel, by się przespać, na jedzenie, a wokół kręcą się siepacze z obietnicami doborobytu w zamian za głowę. I im więcej przeszkód, tym mniej osób towarzyszy dotkniętej problemami rodzinie, a mijając dzieli się owszem, ale jakimś rzuconym słowem, wstydząc się głębokiej rozmowy o prostych problemach. Dziś jest 16 października, dzień wyboru Papieża Polaka, a także dzień kolejnego dnia synodu o rodzinie, którego przebiegiem wiele osób jest zaniepokojonych i na który wiele innych patrzy z nadzieją. Tym bardziej warto napisać o szałwii. Taka niewielka roślina, a ma działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwskórczowe, kojące, żoładkowe, bakteriobójcze i przeciwpotne. Jest dobrą przyprawą: do ryby, mięs, makaronów ( wystarczy sos z szałwii i masła, żeby makaron stał się pyszną potrawą). Ale dostała te właściwości za to, że towarzyszyła w drodze, a nie tylko pouczała, dała wytchnienie, a nie tylko rzuciła garścią słów, rozścieliła dywan kwiecia, a nie podzieliła się niepotrzebną szmatą. Nie zbudowała szerokiej autostrady do nieba, ale uratowała tu na ziemi- i to Świętą Rodzinę, która choć święta, też znalazła się w tarapatach. I dopiero w ten sposób zasłużyła, by przynosić ulgę w cierpieniach.

szalwia


7 Komentarzy

Trochę czasu

Na wieś dojechaliśmy ciemną nocą… Efekty swoich działań z tamtego tygodnia mogłam więc zobaczyć dopiero rano. Klomb między drzewami wyglądał niby porządnie.

Robert, siąkając nosem (alergia czy przeziębienie?) nieuważnie omiótł go wzrokiem

– Ładnie. Nie było aż tak dużych przymrozków, bo chyba wszystko przetrwało.

– Wszystko – powtórzyłam zrezygnowana- Wszystko oprócz tego, co sadziłam w deszczu.

Tydzień temu przemokłam w ciągu kilku minut, wkopując do ziemi wyhodowane przez siebie sadzonki.  Trochę za małe, trochę za wcześnie. Zostały po nich popalone mrozem niteczki.

– Czerwone szałwie… – przypomniał sobie mąż

– No. Czerwone.

Wiem o zimnych ogrodnikach i zimnej Zośce- świętych wzywanych w Polsce od wieków do obrony przed majowymi przymrozkami. Wiem, że nie jest to głupota, bo zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Obserwatorium Astronomiczne UJ  właśnie w dniach, których są patronami, a więc między 10 a 17 maja prawdopodobieństwo wystąpienia temperatury poniżej 0 stopni wynosi aż 34%.

Wszystko wiem, a jednak… Trochę za małe, trochę za wcześnie. Trochę czasu. Trochę cierpliwości.