grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 Komentarzy

Gdybym była… nauczycielem

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym chabry. Ich kolor działałby na mnie uspokajająco.

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym się otaczać niebieskimi kwiatkami. Ich barwa uspokoiłaby moje stargane nerwy i pomogła zasnąć. Obniżyłaby mi ciśnienie krwi. Pobudziłaby moją wyobraźnię.

chaber1

Gdybym była nauczycielem, robiłabym sobie z chabrów okłady na oczy, „żeby przejrzeć” i ” wreszcie zobaczyć”. Wnosiłabym do pokoju nauczycielskiego płukanki na rozpalone gardła.

Gdybym była nauczycielem, lubiłabym jeździć tam, gdzie chabry, niewytępione chwastobójczymi środkami, rosną w zbożu. Chodziłabym ostrożnie miedzą, tak ostrożnie, by niczego nie zachwiać, niczego nie zniszczyć i przypominałabym sobie, jak to jest być dzieckiem. Może spojrzałabym na świat z dziecięcą ciekawością i radością, podszytą lękiem i przestrachem. Może nie zdeptałabym żadnego kwiatka.

chaber2

Gdybym była nauczycielem, zachwyciłaby mnie skromność chabrów. Może zamiast „zobaczcie, jaka jestem mądra”, zaczęłabym mówić „spójrzcie, jakie to proste”, zamiast „znowu są z tobą kłopoty” – „spróbuj, pomogę ci, a razem damy sobie z tym radę”.Gdybym była nauczycielem, nie miałabym wygórowanego mniemania o sobie i nigdy nie byłabym kuratoryjną gwiazdą. A wtedy może po kilku latach nikt nie pamiętałby mojego nazwiska.

Reklamy


16 Komentarzy

Studniówkowa sukienka

Nie jest łatwo być maturzystką. Nie jest łatwo być mamą maturzystki. Wyobrażam sobie, że nie jest też łatwo uczyć maturzystów.

Z jednej strony podjęcie ważnych w życiu decyzji: jaka uczelnia, jaki kierunek, jaki zawód? Dalsze tygodnie wyczerpującej nauki i żadnej gwarancji, ani teraz, ani w przyszłości. Z drugiej to przecież może być dobry czas: poznawania nowych, ciekawych dróg, podejmowania wyzwań, uczenia się przekraczania siebie, wytyczania granic, czy po prostu wielu przyjemnych przeżyć, które wspomina się całe życie.

sukienka

Dlatego tak krzepiący jest widok sukienki, która trochę wystaje z szafy, czekając na swój występ na studniówce. Kwietne motywy ma, co jest samo w sobie krzepiące zimą, ale… Niezależnie od tego, jak długo się ją wybierało, czy w tym roku były drogie, a może były tańsze i równie ładne, może inna firma oferowała je w niespodziewanie umiarkowanej cenie, może niektóre źle leżały „nie wiadomo dlaczego”, a dobrych było tylko kilka…Ta jedna została wybrana. I najważniejsze jest wbrew pozorom nie „jaka”, „za ile”, „skąd”, ale jaką zostanie wypełniona treścią. Tak, jak inne wybory maturzystki ( o czym myślę z optymizmem i nadzieją, bo wiem, że treść ta piękna jest 🙂


3 Komentarze

Wśród wrzosów o szkole

wrzos1

Spacerowałam po ogrodzie bardzo przeziębiona. Kichająca, ale zachwycona: „ A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety”. Wrzosy przypomniały mi pewną sytuację sprzed kilku dni.  Z. wrócił ze szkoły

– Mam się nauczyć wiersza

– Jakiego?

– Zaraz przyniosę, bo dokładnie nie pamiętam.

Wrócił z podręcznikiem i zaczął czytać. W pokoju zrobiło się cicho, nawet Mała Dziewczynka przerwała zabawę i zaintrygowana.

Kiedy się wypełniły dni

i przyszło zginąć latem,
prosto do nieba czwórkami szli
żołnierze z Westerplatte.

( A lato było piękne tego roku ).

I tak śpiewali: Ach, to nic,
że tak bolały rany,
bo jakże słodko teraz iść
na te niebiańskie polany.

( A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety ).

W Gdańsku staliśmy tak jak mur,
gwiżdżąc na szwabską armatę,
teraz wznosimy się wśród chmur,
żołnierze z Westerplatte.

I ci, co dobry mają wzrok
i słuch, słyszeli pono,
jak dudni w chmurach równy krok
Morskiego Batalionu.

I śpiew słyszano taki: – By
słoneczny czas wyzyskać,
będziemy grzać się w ciepłe dni
na rajskich wrzosowiskach.

Lecz gdy wiatr zimny będzie dął,
i smutek krążył światem,
w środek Warszawy spłyniemy w dół,
żołnierze z Westerplatte.

Zapachniało Gałczyńskim, wrzosami, wojną i łzami

– Też się uczyłam tego wiersza- powiedziała najstarsza córka

– Ja też- przytaknął Mąż i nawet zaczął mówić pierwszą zwrotkę.

– I ja. Choć moja pani nie kazała, nauczyłam się, bo jest piękny- pochwaliła się Krysia zwrotką drugą

– Ja też- uśmiechnęłam się wzruszona, więc wszyscy wiedzieli, że nic mówić teraz nie będę.

– A ja? A ja?-  Mała Dziewczynka poczuła się (jeszcze?) wykluczona- Też będę? Też?

Widziałam, że synowi robi się raźniej. Ucieszył się, że jest częścią wspólnoty, i to międzypokoleniowej! Uważam, że bardzo ważne jest, żeby w kanonie lektur, wierszy do nauczenia, pozostawały niezmienne fragmenty. To niesłychane czytać te same książki, deklamować te wiersze, które mówili kiedyś w dawnej, zapewne dziwacznej, szkole, dziadkowie. One pomagają odnaleźć więź, zachować ją, a czasem nawet -prowadzić rozmowę. Często czytając coś Malej Dziewczynce, przypominam, kto wcześniej poznał ten utwór, kto go polubił, skąd książka wzięła się w rodzinie. Te historie słucha równie chętnie. Dziękuję nauczycielkom ( i nauczycielom), które teraz, gdy często „ nie ma obowiązku znać”, tym bardziej „na pamięć” dbają o zachowanie wspólnoty, więzi, szczególnie wtedy, gdy rodzice, dziadkowie, sami tego nie potrafią, nie mają na to czasu, a być może nie są konieczności jej istnienia świadomi.

wrzos2


7 Komentarzy

1 września. Na wszystko jest sposób

pilka3

 

Mamy trudności z graniem w piłkę, szczególnie gdy gra dotyczy piłki podbijanej, podrzucanej, wybijanej w górę. Trudno, jak się ma „latającego psa”, instynkt podpowiada mu, że taką piłkę należy złapać za wszelką cenę i jak najszybciej przynieść opiekunowi. Ten pies wprawdzie jest także ćwiczony w posłuszeństwie, więc gdy słyszy „zostaw”, czuje dyskomfort, ale instynkt jest silniejszy. U naszego psa w grę wchodzi jeszcze niechęć do robienia nam przykrości i miłość. Taka miłość psia- silna i oczywiście niedojrzała. Ale jednak, choć po psiemu, odpowiedzialna. To ona podpowiada psu, zwykłemu psu, żeby postarać się oprzeć pokusie. Zwierzę biega wokół nas, starających się grać w siatkówkę, chce być posłuszne, więc bierze do pyska patyk: „jak się ma w nim patyk, trudno złapać piłkę”- myśli zapewne, bo skoro samo na to wpadło, musiało przecież pomyśleć. No, ale jednak ten pysk bezwiednie się otwiera i kłapnie, bo pokusa jest zbyt silna. Pies wtedy łapie drugi patyk. Ma dwa i musi się na nich bardziej skupić. Czasem, zamiast piłki, chwyci nawet trzeci. Trzy patyki w mordzie to już nie lada wyczyn. ( Myślę sobie o tym, że mogliby niektórzy ludzie uczyć się od niego walczyć z pokusami, ale o tym kiedy indziej)  Żal nam psa, więc staramy się nie wodzić go na pokuszenie i rzadko gramy w piłkę. Żal  nam jednak też wspólnej, rodzinnej zabawy.

Wreszcie… wpadliśmy na pewien pomysł: nasz pies przecież nie cierpi wody! Zagraliśmy więc w basenie.

I to był świetny pomysł! Na wszystko jest sposób!

pilka

Początek roku szkolnego to początek czegoś zupełnie nowego, nawet w starej szkole. Czyste rubryki w dzienniku (i w nowoczesnym edzienniku też!). Nawet, gdy nauczyciele czy uczniowie są pamiętliwi, można spróbować lepiej, na nowo. Dziś sobie tak myślę optymistycznie, że na wszystko znajdzie się sposób!


3 Komentarze

Dzisiejsza młodzież w szpitalu

Created with Nokia Smart Cam

 

– Najpierw składamy róg do rogu… dokładnie… o taaak. – nauczycielka pokazała, uniosła się z krzesełka, obejrzała kartki dwóch nastolatek- Rozkładamy i potem robimy to samo z rogami przeciwnymi…

Młode dziewczyny, jeszcze rano przekonane, że będą miały wyczekiwane od dawna operacje kolana, zupełnie na czczo, właśnie koło południa dowiedziały się, że nici z ich planów. Trochę podjadły. Wcale się jeszcze nie poprzebierały w piżamy. Za to przedstawiły się sobie i widziałam, że trochę nawet ucieszyły, bo mogły trafić gorzej (na jakiegoś rozpuszczonego bachora, albo psychopatkę!). Ich wzrok mówił- całkiem jest fajna ta rzucona mi przez los ( może pomyślały nawet: „przez Boga”, ale tego pewna nie jestem) towarzyszka niedoli. I wtedy do sali szpitalnej weszła energiczna nauczycielka. Swoją sytuację przedstawiły jej krótko. Nie mogłam w to uwierzyć, bo przecież to „dzisiejsza młodzież”, a ich pierwsze pytanie brzmiało: „No dobra… skoro i tak nic nam dziś nie będą robić, to może jakoś możemy pomóc?” Nie pamiętam, która je zadała, ale obie zgodnie skinęły głową. Chcą zrobić coś fajnego, czyli- dobrego. Widać było, że choć się wcześniej nie znały, rozumieją się. Nauczycielka nie zastanawiała się długo- ” Naprawdę? To porobicie mi główki tulipanów z papieru. Będą na zakończenie roku szkolnego. Bo my mamy tu szkołę, wiecie?”

Created with Nokia Smart Cam

Dziewczyny robiły więc tulipany, zgarniały je do siatki, odkładały na parapet , rozmawiając o głupotach i rzeczach ważnych. Potem rzuciły okiem na   obiad, coś tam tknęły z talerzy ( nic dziwnego, zjadły o wiele za późno śniadanie!) i stwierdziły „No dobra, to idziemy pogadać z tą małą po amputacji nogi” i już ich nie było. Zostało po nich kilka porozrzucanych kolorowych papierków, zapomniany tulipan na rozgrzebanym już łóżku. O zgrozo – szpitalnym! Bo jednak są normalnymi, roztrzepanymi nastolatkami. „Dzisiejszą” młodzieżą…

 

Zdjęcia nie są za bardzo kolorowe. W szpitalu dziecięcym wcale nie jest kolorowo, choćby wszyscy bardzo się starali. Jest dużo łez, cierpienia i bólu.Tym bardziej… tym bardziej są potrzebne tulipany, choćby sztuczne.