grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


9 Komentarzy

Przed premierą

Tak wytrwale szukamy śladów wiosny, tak piękne robimy zdjęcia pojedynczym kwiatuszkom, że możemy przegapić to, co dzieje się naprawdę. A ona jeszcze nie nadeszła. A jest tuż przed premierą.

kruczkowskiego9

Tak jakby ptaki, drzewa, krzewy i kwiaty jeszcze próbowały swe role. Pod wpływem światła jedne rozsiadają się na gałęziach, inne rozwijają kielichy i pokrywają umęczoną zimą trawę i wydaje się, ze ta próba jest generalna, ale gdy tylko zacznie siąpić, a chmury zakryją słońce, wszystko to chowa się… nie wiadomo właściwie gdzie. Za kulisy? „Jeszcze nie”- szepce natura i ostrzega swoje dzieci co mniej odporne na mróz.

kruczkowskiego8

Ludzie też spacerują niechętnie. Tylko w jasne, słoneczne dni.

kruczkowskiego1 kopia

To etap wybierania miejsca do życia. Zastanawiania się.

kruczkowskiego6

kruczkowskiego7

Lada moment wiosna wybuchnie z całą siłą. Kolejny raz o tej samej porze. I niby co to za premiera, co za zaskoczenie, skoro sztuka jest grana od zarania dziejów? I Autor ten sam? Ale nie, po to jest Wielki Post, po to mijają lata. Kolejny raz wyreżyserujemy, zagramy ją  jeszcze inaczej. Niepowtarzalnie. Ta wiosna nie będzie podobna do innych. Niech będzie, może nie tyle piękniejsza, co lepsza.

kruczkowskiego4

 


14 Komentarzy

Z nich zaś największa to

Lubicie świąteczne dekoracje? Ja też. Takie drzewa rosną na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie

krakowskie2a

Te żarówki, lampeczki, świecidełka to bardzo potrzebne ozdoby w mieście, w którym nieczęsto na ulicach, na gałązkach drzew i w parkach leży śnieg. Zwłaszcza, że o tej porze roku większość dnia panuje noc.

Ale to już koniec. W nocy z 1 na 2 lutego ozdoby znikną. 2 lutego jest Święto Ofiarowania Pańskiego i być może zamiast sztucznego światła, wieczorem ulice rozświetlą się płomieniami świec. Ale te już nie będą zapalane „centralnie”, z gromnicami powędrują po mszach świętych do domów zwykli wierni. Będą dłońmi chronić światło, żeby wnieść je do swojego mieszkania, do swojej rodziny. Odbędą się coroczne zapasy z wiatrem, z Diabłem. Znajomi będą „pożyczać” swój płomień i dawać dobre rady… Ale to nie wszędzie, to już coraz rzadziej, bo przecież 2 lutego jest zwykły dzień pracy. Mało tego- może to głupio tę zapaloną świecę takimi szerokimi, .nowoczesnymi ulicami nieść? Może w Warszawie to już tak nie wypada? 😉

Wszystko przemija, na wszystko trzeba znowu czekać, wiele rzeczy jest niewiadomą. Tylko jedno jest na świecie pewne i to wcale nie to, że w przyszłym roku zobaczę świąteczne dekoracje

 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

(1 Kor 12,31-13,13)

 

 


2 Komentarze

Całkiem pogodny dzień

Wszystkich Świętych i Zaduszki spędziliśmy kręcąc się niedaleko domu, w Warszawie, zupełnie nietypowo. Zepsuł się nam samochód, a do tego u córki odnowiła się kontuzja kolana.

Te dwie rzeczy są przykre i nieprzyjemne, aż dziwne, że choć popsuły nam plany, nie zniszczyły dnia. W Warszawie jest dużo grobów i pomników, nie musieliśmy więc ruszać się daleko, żeby zapalić znicze. Co zauważyłam? Zauważyłam , że Święto Wszystkich Świętych było słoneczne i pogodne. Nie spieszyliśmy się, nie staliśmy w korkach.  W pełni słońca wszystko wyglądało radośnie, prosto i jasno, jak życie (nawet to z problemami i kłopotami), nie śmierć.

Zauważyłam, że obudziły się biedronki. Wpadały we włosy, siadały na ubraniu, były wszędzie. Nawet tu:

wszystkich

Pojechaliśmy do parku przy Muzeum Powstania Warszawskiego. W takie dni jeździ się tam nocą i podziwia setki drgających płomyków. W blasku dnia, wygląda to zupełnie inaczej.

Nie było tłumów

wszystkich5

Kwiaty w Parku Róż zastąpił  dywan z suchych liści

wszystkich2

Za każdym murem czaił się przyjaciel

wszystkich4

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie uwiecznić ortezy właśnie w tym miejscu…

wszystkich3

I nie mogłam nie zauważyć, że te wszystkie miejsca pamięci, na które natykaliśmy się w czasie swojej warszawskiej podróży, to miejsca w których triumfuje życie, nie śmierć. Przegląda się w nich nadzieja, nie rozpacz.  Może to wpływ dziennego spojrzenia na świat?

wszystkich6


4 Komentarze

Wierzby, Chopin i Myako Arishima

Zachwycona gapiłam się na wierzby, więc przypomniał mi się i Chopin (zawsze tak mam) i zaraz potem recital Myako Arishima ( a tak mam od bardzo niedawna)

wierzby2

Rozejrzałam się po gmachu Synfonii Varsovii przy Grochowskiej 272.  Kiedyś był tu Instytut Weterynaryjny SGGW serdecznie otwarty dla chorych zwierząt. Pamiętam, jak w środku nocy podjeżdżały taksówki z całej Warszawy z chorymi psami i kotami. Trochę tego dawnego, znajomego zapachu pozostało. Teraz mieści się tu Europejskie Centrum Muzyki, tego wieczora znowu podjeżdżały taksówki, tylko więcej. Było zimno. Na zewnątrz i w środku.

Jednak warto było trochę zmarznąć, bo można było posłuchać na żywo uczestników XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

To był dzień ogłoszenia nazwisk pianistów, którzy przeszli do III etapu. Jeszcze nic nie wiedzieliśmy. Aula była zapchana po brzegi, ale dotarliśmy na tyle wcześnie, że znalazło się jeszcze kilka wolnych miejsc na korytarzu przed, pod ekranem. I co ważniejsze, że przed, pod garderobą, a tam jest zawsze najciekawiej.  Mieliśmy słuchać Japonki i dwóch Polaków. W trakcie pierwszego recitalu, grał wtedy Piotr Nowak, po schodach wbiegła młoda, śliczna dziewczyna. Na długą suknię miała zarzucony ciemny płaszcz. Stanęła przy barierce i słuchała. Była o wyciągnięcie ręki, ale starała się nie rozglądać, nie przyciągać spojrzeń, nie przeszkadzać. Było jej zimno, jak zresztą wszystkim dookoła, wyciągnęła dłonie w kierunku lampy grzejącej i poruszała palcami, rozgrzewając je w cieple płomienia. Przypominała raczej Dziewczynkę z Zapałkami, niż pianistkę. Miyako Arishima? A z drugiej strony… taka ona chyba jest: skromna i delikatna.

TU można zobaczyć, jaka jest gdy nie gra.  

Wkrótce nadszedł i jej czas, weszła na salę, ukłoniła się i usiadła przy fortepianie, a wtedy jakby zapomniała o wszystkim, oprócz mojego, naszego Chopina. Jej twarz spoważniała, ruchy nabrały precyzji i zdecydowania.

chopin

 TU  jak gra.

To był jej Chopin. Dziwiła się, uśmiechała się, odczuwała niepokój razem z nim. Wciągała nas w tę grę, swoją grę Chopina.

I ledwie skończyła już chciała zniknąć, zbiec po szerokich schodach, jak Kopciuszek, nie słynna pianistka. Zatrzymały ją brawa. Uśmiechnęła się nieśmiało i niedowierzająco. Jakby nie wierzyła, że jej się to przydarza. Sceneria- przyznam- była dość niezwykła 😉

chopin3

Katarzyna Popowa-Zydroń specjalne słowa skierowała do tych, którym nie udało się zakwalifikować. Wyraziła nadzieję, że mimo porażki udział w Konkursie Chopinowskim będzie dla nich ważnym doświadczeniem. – Jesteście młodymi i świetnymi artystami. Jeśli prawdziwie kochacie muzykę, a nie tylko sukces, ta nieprzyjemna chwila może się okazać cenna – mówiła.

Jak podkreśliła, „artysta potrzebuje wszystkich doświadczeń. Tych smutnych nawet bardziej”. – Chopin nie był szczęśliwym człowiekiem i jego twórczość nie powstała jako wyraz zadowolenia. Proszę przyjąć werdykt jury i podążać dalej swoją artystyczną drogą, budując swoją osobowość, a sukces niechybnie przyjdzie. Nie trzeba go szukać, on was znajdzie – zakończyła.

https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1529705,Trzech-Polakow-zagra-w-III-etapie-Konkursu-Chopinowskiego-Wybor-byl-bardzo-trudny

Myako Arishima nie zakwalifikowała się do III etapu Konkursu.

wierzby1


4 Komentarze

Zając w wielkim mieście

W Warszawie, niezwyciężonej i niepokornej, jest dużo dzikich miejsc. Takie są Siekierki w pobliżu Sanktuarium.

Tak naprawdę z Trasy Siekierkowskiej wygląda to tak, zwyczajnie:

siekierki2

Wystarczy jednak zejść lub zjechać rowerem na dół (wszędzie są ścieżki rowerowe), a wygląda to tak:

siekierki6

Jest tu kilka (kilka!) pięknych stawów. W ciepłe dni ludzie biegają, jeżdżą spacerują i odpoczywają na ławkach, bądź rozłożonych na trawie kocach.

Górą jadą samochody, za to dołem pomykają zające.

siekierki5

Pracują owady

siekierki4

Czerwienią się liście.

siekierki3

A nad wszystkim czuwa Matka Boża:

siekierki7

Historia Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki Młodzieży


5 Komentarzy

Książka i kwiaty

W Ogrodzie Saskim w Warszawie odbywa się właśnie 4. edycja ogólnopolskiej akcji Narodowe Czytanie, podczas której wśród kwiatów czytamy powieść Bolesława Prusa „Lalka”. Byłam, słuchalam czytalam, oglądałam kwiaty.

czytanie1

Nie wiem, jak dała sobie radę para prezydencka, która rozpoczęła tę ucztę, bo przyjechałam godzinę później. Wszystkie kwiaty w Ogrodzie Saskim już były zasłuchane. Głośniki rozstawiono w kilku jego miejscach. Słońce pięknie świeciło na wrzosy i srebrzyste starce (na starców zresztą też świecilo i na młodzieńców również). Wszyscy byli uśmiechnięci i spokojni, czasem kiwali glową ze zrozumieniem, niekiedy z irytacją (ta Izabela!Lalka!) mrużyli oczy. Tak jest, gdy z lekturą wiążą się wspomnienia, odżywają dawne emocje. Wspólne? Tak niewiele potrzeba, by poczuć radość: ciepły dzień, ogród, krzesło w tlumie lub ławka z dala od niego, jak ktoś jest samotnikiem, dobry tekst, ciut muzyki.

czytanie2

Książka i kwiaty. Nie mogłoby być tak co tydzień? „Lalkę” możecie wziąć do ręki w każdej chwili, a jak wyglądają zasluchane kwiaty w Saskim, możecie tu zobaczyć.

czytanie3

czytanie4

Zaczynamy?

Nareszcie nadszedł dzień wyścigów, pogodny, ale nie gorący; właśnie jak potrzeba. Wokulski zerwał się o piątej i natychmiast pojechał odwiedzić swoją klacz. Przyjęła go dość obojętnie, ale była zdrowa, a pan Miller pełen otuchy.
— Co?… — śmiał się trącając Wokulskiego w ramię. — Palisz się pan, co?… Ocknął się w panu sportsmen!… My, panie, przez cały czas wyścigów jesteśmy w gorączce. Nasz zakładzik o pięćdziesiąt rubli stoi, co?… Jakbym je miał w kieszeni; mógłbyś je pan natychmiast zapłacić.
— Zapłacę z największą przyjemnością — odparł Wokulski i myślał: „Czy klacz wygra?… czy go panna Izabela kiedy pokocha? czy się coś nie stanie?… A jeżeli klacz złamie nogę!…”.
Ranne godziny wlokły mu się, jakby do nich zaprzężono woły. Wokulski na chwilę tylko wpadł do sklepu, przy obiedzie nie mógł jeść, potem poszedł do Saskiego Ogrodu ciągle myśląc: „Czy klacz wygra i czy go panna Izabela pokocha?…”


6 Komentarzy

Posucha

Wakacje się skończyły, ogród podsycha z tęsknoty za mną, Wisła wysycha, choć mieszkam blisko niej. Susza, mało jest powodów do radości.

wisla1a

1 września trochę mnie zaskoczył, bo w tym roku wypadł w środku upalnego lata. Wydawnictwa też są zdziwione, że tym razem to tak wcześnie. Niektórzy mówią, że ta data to dla uczniów i nauczycieli nowe wyzwania ( ucznia mam w domu, dosłownie pod ręką), że to wspaniała podróż w nieznane ( z niewiadomojakim zakończeniem?), przygoda z wiedzą, a o. Emilio w czasie Mszy św. rozpoczynającej rok szkolny wspomniał o wojnie. Nie tej z nieprzyjacielem, bo tego typu bohaterstwa Polaków nie trzeba uczyć. Walkę powinno się wytoczyć swoim słabościom, lenistwu, obawom i lękom. Nic pocieszającego. To praca bez końca, na całe życie. Na szczęście darmowe podręczniki nie dotarly do szkoły na czas i zamiast ślęczeć nad lekcjami, można się tymczasem (czekając bardzo cierpliwie) powłóczyć się nad Wisłą.

wisla0

Być może tak wyschniętą Wisłę w Warszawie obejrzy się tylko raz w życiu? A może- skoro tak się nam ociepli klimat- taka Wisła będzie pokazywana za kilka lat, jako pełna wody? W podręcznikach oczywiście. Ciekawe.

wisla1


8 Komentarzy

Warszawskie tulipany

Najpiękniejsze tulipany na świecie podobno rosną w ogrodzie Keukenhof w Holandii. Tej wiosny dla gości zakwitnie tam ponad 7 milionów cebul, około 800 odmian tulipanów. Kto jednak nie zaplanował sobie podróży, może podziwiać warszawskie tulipany. Nawet nie tracąc (czy nie zyskując ) czasu w ogrodach botanicznych, tylko ot tak, po drodze do pracy, szkoły.

tulipany1

Biało – czerwone rosną przy Parku Skaryszewskim. Gdzieżby indziej, niż przed popiersiem Ignacego Jana Paderewskiego?

tulipany2

Prawda, że podobne ?

tulipany3

Wystarczy nieopodal stanąć w korku ( a zapowiada się następny bieg, więc korki będą), żeby dech w piersiach zaparły takie odmiany

tulipany4

Przypomnieć sobie ulicę Francuską, jej domy z okresu dwudziestolecia międzywojennego i waleczne dzieje

tulipany5

Zachwycić bielutkimi, jak puch

tulipany6

A takie barwne, niewyszukane odmiany tulipanów rosną „byle gdzie”. Między przystankami, na trawnikach

tulipany7

Tworząc kolorowe strumienie

tulipany8

Wystarczy się rozejrzeć. Warto. A jeszcze przecież nie weszliśmy do żadnego parku, zwłaszcza botanicznego. Oglądamy tylko przydrożne tulipany

To kocham w Warszawie.


11 Komentarzy

Żywe miasto 7

Kocham Warszawę. Walentynki w Warszawie były gorące i nie jest to aluzja (a tym bardziej skojarzenie ) do premiery filmu o kilkudziesięciu twarzach kogośtam, czy do seksualnych wyczynów.

Było tak ciepło, że od rana włóczyły się po mieście pary zakochanych, a wieczorem nawet zapłonął most.

My zaczęliśmy dzień od szukania pierwszych oznak walentynek nad Wisłą, na jej prawym dzikim brzegu. Jest tam pięknie.

walentynki

Na plaży  było pusto, a dzikie drogi, udające wąwozy, pełne gałęzi, suchych traw i liści. Zobaczyliśmy też tam ślady po ognisku, ale kompletnie się tym nie przejmowaliśmy.

walentynki1

Staw, mimo gorącego słońca, był jeszcze zamarznięty.

walentynki2

Ale to właśnie na stawie zobaczyliśmy zakochaną parę. Ona nieśmiało kręciła się tuż przy zwalonym pniu, a on co jakiś czas sprawdzał dziobem, jak gruby jest lód. Może udałoby się tu przeżyć? Założyć gniazdo?

walentynki3

Pierwsze oznaki walentynek znalezione i to w dzikiej głuszy, ale takiej pośrodku wielkiego miasta 😉

Można było teraz spokojnie pospacerować i porobić takie tam.

walentynki5 kopia

I takie inne.

walentynki6

I oswoić się z Mostem Siekierkowskim. Musimy się z nim bliżej zaprzyjaźnić, bo inny, którym dotąd jeździliśmy do szkoły, pracy, do mam, spalił się. Nie wiem, z miłości czy z rozpaczy, ale się zapalił…

walentynki7


1 komentarz

Żywe miasto 6

Następny miejski wpis, co nie bardzo dziwi, gdy się wyjrzy przez okno, a jeszcze mniej, gdy dojdą rodzinne kłopoty zdrowotne. „ Trochę kiczowate…” powiedział syn widząc światełka w Wilanowie w sobotę. Zatkało nas. „Dobra, to dziś pójdziemy obejrzeć coś prawdziwego” odpowiedzieliśmy mu dopiero w niedzielę wieczorem Wystawą 19 artystów w 19. Dzielnicy (urzeczeni miejskością). Rozmawialiśmy z NeSpoon. Kocham Warszawę nie sama 🙂

Działając wspólnie 19 artystów ożywia 19. Dzielnicę i zarazem obdarza ją twórczą energią, nadając jej coś z klimatu nieznanego, podskórnego życia miasta. Miasta, w którym mieszka wielu artystów i wielu z nich próbuje łączyć sztukę z zaangażowaniem społecznym, zmieniać miasto i nadawać mu wyraz. Bo przecież jest to wciąż miasto w budowie…-  napisała o twórcach i o Warszawie kurator wystawy Zofia Jabłonowska- Ratajska

Światła i światełka musiały być, bo „znowu było ciemno”. Ale tym razem nie było do nich żadnych zastrzeżeń

19dzielnica1

 

Kwietniki i kwiaty też widzieliśmy, ale nie one były w centrum.

19dzielnica3

Rozmawialiśmy z artystami i coraz szerzej otwierały nam się oczy. Niektóre dzieła nie poruszały nas, inne bardzo nam się podobały (myślę, że jeszcze o nich napiszę), aż wreszcie weszliśmy do galerii NeSpoon:

19dzielnica5a

fot. R. Deresz

 

NeSpoon intuicyjnie odnajduje miejsca, które wymagają jej artystycznej interwencji. Ceramiczną koronką, materiałem zarówno delikatnym, jak trwałym, zalepia, niczym pajęczyną, rany i blizny miejskie. Uwagą obejmuje wszystkich mieszkańców miasta- porcelanowy serwis dla gołębi ustawia w samym centrum, koło Dworca Centralnego, gdzie gromadzi się najwięcej tych bardzo warszawskich ptaków– rozglądałam się zdziwiona (przypominając sobie „Ależ ja widziałam na murze, na mieście te koronki! To ona maluje koronkową bizuterię”). Artystka siedziała na parapecie, uśmiechając się i zachęcając: „proszę dotykać, proszę się rozgościć”, a przecież pracowała nad tym serwisem około pół roku ( przemknęło mi przez głowę „A jak coś się stłucze? Byłoby żal”)

19dzielnica4

fot. R. Deresz

 

 

19dzielnica5portret

fot. R. Deresz

Ale okazuje się, że niekoniecznie. Ta pierwsza zastawa z Dworca Centralnego zniknęła jeszcze tego samego dnia, zabrana pewnie przez bezdomnych. „Widocznie potrzebowali jej bardziej, niż ptaki. Niech im służy i będzie pełna”- skomentowała NeSpoon. Dzielenie się tym, co ma najcenniejsze i przecież najdroższe: swoim talentem, pracowitością i pięknem jest dla niej naturalne. („Czy ja tak potrafię?”) Robi koronki materiałowe. Pokazała nam zdjęcie, a na nim szałas bezdomnego. „To było w  Egipcie”- opowiadała- „W turystycznej miejscowości pełnej pięknych plaż i luksusowych hoteli. Dalej, za hotelami, miejscowi biedacy i bezdomni tworzą szałasy, konstrukcje z parasoli i leżaków. Mieszkają w nich całymi rodzinami, oklejając te domki różnymi szmatami. Ale jeden z szałasów był „uboższy” niż inne, skromniej opatulony. Jeden z tych panów- wspomina NeSpoon- był samotny. Pomyślałam sobie… Zrobię to dla niego. Jakoś się porozumieli, nie znając swoich języków i… NeSpoon uszlachetniła, ozdobiła jego mieszkanie koronkami”

„Serwis dla gołębi” można obejrzeć TU

Zapytana „jak to się zaczęło”, nie zastanawiała się długo. „Zaczęło się od biedronek. Lepiłam je całą zimę, która była dla mnie ciężka. Chciałam, żeby dzieci miały też coś dla siebie w przestrzeni miejskiej.” Na wiosnę 12 kwietnia 2009 roku, jednego dnia biedroneczki pojawiły się na warszawskich murach razem z jedną koronką, zawieszone nisko, na poziomie wzroku dzieci.

Jak to się zaczęło, czyli biedronki możecie obejrzeć TU

– Musimy spotkać się znowu- obiecaliśmy sobie. NeSpoon planuje przed 6 grudnia wystawę dla dzieci, więc pewnie przyjdziemy z Małą Dziewczynką.

– No, to jest wielka rzecz– spojrzeliśmy na siebie wychodząc z galerii. Ogrzani i pokrzepieni. A potem śniłam o koronkach na murze naszego wiejskiego domu i o koronkach na pniach drzew. Biedronki mamy przecież prawdziwe…

19dzielnica6