grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


1 komentarz

Róże z Naivasha

Kocham kwiaty, kocham róże i często w czasie zimowym spoglądam w kierunku straganów i kwiaciarni, żeby choć chwilę nacieszyć nimi oczy. Skąd biorą się te cięte kwiaty? Dziś opowiem o różach z okolic jeziora Naivasha.

Róża i Anioł 1

Róża i Anioł 1

Pili czerwone wino. Świece rzucały przyjemny blask na ich twarze. Na stole stał bukiet pięknych róż. Było jak w bajce.

– Uwielbiam róże, wiesz o tym?

– Wiem – uśmiechnął się nie niej –  a ja uwielbiam ci je dawać.

Zaczerwieniła się lekko. W delikatnym świetle wyglądała z tym rumieńcem jeszcze piękniej.

– Jak róża – szepnął, a róże w wazonie zrozumiały, że to także dla nich komplement. Może też się zaróżowiły, bo do tej pory nikt tak o nich nie mówił.

– Chciałabym, żeby udała się ta wycieczka… Wiesz, ta w rejony Wielkiego Rowu Afrykańskiego, którą przygotowuję od kilku lat – powiedziała kobieta.  Róże poruszyły się delikatnie: „Znamy to miejsce!”

– To takie dzikie, piękne tereny ! Kratery i pierwotna roślinność !  Marzę od dziecka, żeby tam pojechać… – kontynuowała kobieta. „Byłyśmy tam !” – róże przypomniały sobie plantację, na której przyszły na świat, zapach jeziora Naivasha i palące słońce. Na wysokości 1884 m.n.p.m. rosły ich tysiące. Czy słyszały odgłosy dzikich zwierząt? Nie bardzo. Podobało im się za to piękne afrykańskie niebo, w które mogły bez przeszkód spoglądać, otulające je ciepło i woda. Ciągle były spragnione i picia to akurat miały pod dostatkiem.

– Zauważyłeś kochany, że te róże jakby intensywniej pachną? – kobieta pochyliła się nad bukietem. Miała wesołe, błyszczące oczy, okolone ciepłymi kolorami, usta wilgotne i jeszcze czerwieńsze  od wina, delikatne dłonie, którymi teraz musnęła listek. „  Jest zupełnie inna, niż dziewczyna, która nas pielęgnowała” – przypomniały sobie róże. – „Tamta miała ciemną, szorstką skórę. Wiemy, bo nie nosiła ochronnych rękawic, czasem żaliła się na głos, że dla niej znowu nie starczyło. Nasze miejsce było w końcu rzędów, więc zanim do nas dotarła z opryskiem, była już bardzo zmęczona. Przystawała na chwilę i wycierała dłonią pot z czoła. Jej spierzchnięte usta bardziej potrzebowały wody, niż nasze liście. Ale mimo to uśmiechała się do nas. Uśmiechy chociaż mają podobne” – róże spojrzały na swoją właścicielkę przychylniej.

– Kenia nie jest już taka, jak z książek Joy Adamson, Aniu.

„To pojedyncze kobiety, zupełnie inaczej, niż kwiaty, mają swoje imię. Szkoda, ze nie wiemy, jakie imię dano tamtej dziewczynie” – zmartwiły się róże.

Róża i Anioł 2

Róża i Anioł 2

– Oj, z pewnością poczuję ten klimat. Tam dopiero jest życie ! – krzyknęła Ania

„Tyle w niej entuzjazmu !” – zdziwiły się róże – „Pomimo, iż wypijamy wodę z wazonu !” Tam, nad jeziorem Naivasha widziały, jak bezimienna, czarna dziewczyna każdego dnia dociera do nich coraz później i coraz bardziej zmęczona. Jej brzuch stawał się większy i większy i kiedyś, gdy oparła się o krzew, róże poczuły, że coś się w nim rusza. Usta miała popękane, a oczy przekrwione. Jak zawsze uśmiechała się na ich widok, ale róże czuły, że im większe i bujniejsze rosną, im więcej wody piją, tym mniej jest wody i jakby życia w dziewczynie. Ale może im się tylko tak wydawało? Odczucia są takim niepewnym źródłem wiedzy… Aż któregoś dnia dziewczyna nie przyszła, a róże nie potrafiły przecież o nią nawet zapytać.

Róża i Anioł 3

Róża i Anioł 3

O kwiatach Kenii i o wodzie wirtualnej można przeczytać TU „Kwiaty Kenii” Gabriela Lipska- Badoti

O różach w moim ogrodzie pisałam:

Ostatnie kwiaty

Jesienne róże

Wspólne zdjęcie małżeńskie

Niezaplanowane kwiaty


7 Komentarzy

1 września. Na wszystko jest sposób

pilka3

 

Mamy trudności z graniem w piłkę, szczególnie gdy gra dotyczy piłki podbijanej, podrzucanej, wybijanej w górę. Trudno, jak się ma „latającego psa”, instynkt podpowiada mu, że taką piłkę należy złapać za wszelką cenę i jak najszybciej przynieść opiekunowi. Ten pies wprawdzie jest także ćwiczony w posłuszeństwie, więc gdy słyszy „zostaw”, czuje dyskomfort, ale instynkt jest silniejszy. U naszego psa w grę wchodzi jeszcze niechęć do robienia nam przykrości i miłość. Taka miłość psia- silna i oczywiście niedojrzała. Ale jednak, choć po psiemu, odpowiedzialna. To ona podpowiada psu, zwykłemu psu, żeby postarać się oprzeć pokusie. Zwierzę biega wokół nas, starających się grać w siatkówkę, chce być posłuszne, więc bierze do pyska patyk: „jak się ma w nim patyk, trudno złapać piłkę”- myśli zapewne, bo skoro samo na to wpadło, musiało przecież pomyśleć. No, ale jednak ten pysk bezwiednie się otwiera i kłapnie, bo pokusa jest zbyt silna. Pies wtedy łapie drugi patyk. Ma dwa i musi się na nich bardziej skupić. Czasem, zamiast piłki, chwyci nawet trzeci. Trzy patyki w mordzie to już nie lada wyczyn. ( Myślę sobie o tym, że mogliby niektórzy ludzie uczyć się od niego walczyć z pokusami, ale o tym kiedy indziej)  Żal nam psa, więc staramy się nie wodzić go na pokuszenie i rzadko gramy w piłkę. Żal  nam jednak też wspólnej, rodzinnej zabawy.

Wreszcie… wpadliśmy na pewien pomysł: nasz pies przecież nie cierpi wody! Zagraliśmy więc w basenie.

I to był świetny pomysł! Na wszystko jest sposób!

pilka

Początek roku szkolnego to początek czegoś zupełnie nowego, nawet w starej szkole. Czyste rubryki w dzienniku (i w nowoczesnym edzienniku też!). Nawet, gdy nauczyciele czy uczniowie są pamiętliwi, można spróbować lepiej, na nowo. Dziś sobie tak myślę optymistycznie, że na wszystko znajdzie się sposób!


2 Komentarze

W temacie wody…

W temacie wody trzeba słuchać matek. Nawet, a może szczególnie, młodych.

Zaczęło się wczoraj. Mieliśmy się spotkać na rowerach i hulajnodze ze znajomymi nad jeziorkiem (czyli nad wodą), ale zanim się zebraliśmy, zaczęło mocno padać (to też woda tylko skądinąd). Wyciągnęłam więc z zakamarków pokoju dziecięcego „Takie sobie bajeczki” Kiplinga, które bardzo lubię (w przekładzie Marii Krzeszowskiej i Stanisława Wyrzykowskiego). Jest tam bajka o wielorybie, a ostatnio czytaliśmy o ssakach morskich (wodnych). Mała Dziewczynka zdziwiła się trochę, bo jeszcze tej książki nie znała, ale ufa mi już na tyle, że zgodziła się wysłuchać historii o tym, „w jaki sposób wieloryb nabawił się swego przełyku”. Spodobała jej się, a wyraziła to krótkim, ale konkretnym „Jeszcze raz”, do którego, gdy wymownie spojrzałam, dodała szybko ”Prooooszę”. Tam przeczytałyśmy:

„ Płynął tedy i płynął Wieloryb ze wszystkich swych sił pod pięćdziesiąty stopień północnej szerokości i czterdziesty stopień zachodniej długości, aż pośrodku morza znalazł na tratwie samotnego rozbitka, nie posiadającego nic prócz niebieskich, parcianych spodni, pary szelek (zapamiętaj sobie w szczególności szelki Kochanie Ty moje!) i kozika. Palce jego stóp nurzały się w wodzie. (Mamusia jego pozwoliła mu pluskać się w wodzie, czego inaczej nigdy nie byłby uczynił, był bowiem człowiekiem niesłychanej pomysłowości i obrotności)” Taka to przyjemna lektura, w której sugerują, że dziecko pomysłowość i obrotność wykorzystuje w celu słuchania rodziców, a nie ich okłamywania.

A to właśnie mama Małej Dziewczynki zaproponowała, spoglądając na prognozę pogody na dzień następny (deszcz, znowu woda!): „To może jutro pójdziecie do Centrum Nauki Kopernik?” Bo woda jest fajna, ale jak się ją ma pod kontrolą. A gdzież można się nauczyć lepiej kontrolować wodę, niż tam? Dodała jeszcze od niechcenia: ”Weźcie zapasową bluzkę i spodenki, gdyby Mała Dziewczynka się zalała, eksperymentując z wodą. Zawsze tak robię i mogę się tam całkowicie odprężyć”. Dobrych rad trzeba słuchać. Zwłaszcza rad mamy. Zapakowałyśmy więc dziś do CNK nie tylko picie, kanapki, ale i ubranie, a potem w „Strefie bzzz” mogłam uchodzić za wyrozumiałą i wyluzowaną babcię, która nie tylko pozwala, ale nawet zachęca dziecko do długiego i gorliwego chlapania się w wodzie, sącząc mu do ucha wiedzę, podczas gdy inni opiekunowie syczeli i załamywali ręce nad stanem odzieży swoich pociech. A do tego dziś były prowadzone zajęcia właśnie na temat wody.

Zdecydowanie najwięcej czasu spędziłyśmy dziś w rejonach wilgotnych zarówno w części dla młodszych, jak i starszych.

Created with Nokia Smart Cam

A to zdjęcie zrobiłam po to, żeby pokazać, jak działają parytety i suwak w trakcie mokrej roboty.

Created with Nokia Smart Cam

Po powrocie Mała Dziewczynka podsunęła cioci prosto pod nos „Takie sobie bajeczki” ze słowami :”Tam jest taka śmieszna historia o wielorybie, zaraz ci pokażę”.

Myślę, że po wielokrotnym wysłuchaniu Kiplinga po polsku, głupio byłoby nie  rzucić okiem na oryginał, więc pokazałam go Małe Dziewczynce TUTAJ i bardzo się spodobał