grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


8 komentarzy

Dziecko w ogrodzie

 Sam ogród, nawet nie zastawiony dodatkowymi zabawkami, jest dla dziecka miejscem dobrym do przeżycia wielkiej przygody. O ile dorosły potrafi i chce być jego przewodnikiem.

W ogrodzie można zawiesić huśtawki, zbudować piaskownice, domki, zjeżdżalnie i baseniki. To z pewnością upraszcza zabawę. Tak bawią się wszyscy. Ale jeżeli wniesiemy do niego farby, zwyczajne kamienie mogą okazać się strzegącymi klomby mruczącymi kotami lub walecznymi żołnierzami. W dodatku rozlana przypadkiem woda nie narobi szkód, pochlapana farbą trawa, wygląda dużo zabawniej, niż dywan, a ręce można natychniast spłukać ogrodowym wężem.

Dobrze potem jest zrobić z patyka i sznurka wędkę, nalać wodę do pojemnika i chlapać nią bez opamiętania na wszyskie strony.

Makowe panienki lubią zabawę w chowanego, a szukając ich łatwiej nauczyć się liczyć!

Gdzież podziała się pierwsza?

dzieciecy2

Jest tu:

dzieciecy3

Pod płotem stanęły jeszcze dwie:

dzieciecy4

W czasie długiego wspólnego podlewania roślin jest czas, by porozmawiać o tym, jak się odżywiają, jeżeli nie zrobiliśmy tego wiosną ( TU napisałam o wiosennych sadzonkach).

Ważne jest, żeby dorosły uświadomił dziecko, że nie wszystkie rośliny są przyjazne i bezpieczne. Niektóre, jak pokrzywa mogą tylko oparzyć, ale inne są mocno trujące tak, jak tojad, konwalie, cis, zawilce. Warto się do takiej lekcji dobrze przygotować. Można oczywiście oznaczyć je czerwonymi tabliczkami, ale dobrze jest nauczyć nie tylko, w którym miejscu rosną w naszym ogrodzie, ale i zasady: jemy tylko to, co dobrze znamy i pod nadzorem osoby dorosłej.

Świat w ogrodzie jest kolorowy i wesoły. Kwiaty mają różne barwy, zachwycają dziwnymi i niespotykanymi ich połączeniami. Przyciągają motyle, pszczoły, bąki, chrabąszcze. Wokół nich w ziemi uwijają się mrówki ( tych najwięcej jest pod kamieniami), dżdżownice. Spod nóg umykają mniejsze lub większe żaby.

Liście mają różne kształty i fakturę. TU pisałam o czyśćcu wełnistym, którego liście są włochate i miękkie.

Dla odmiany dynia nie dość, że swobodnie rozlożona na trawniku może wyglądać jak ogromna gąsienica, jej wielkie liście są szorstkie i lekko drapiące. Warto się im przyglądać, dotykać, porównywać.

dzieciecy1

Nie tylko róże, fiołki czy petunie, ale i zioła i iglaki pachną oszłamiająco. W samym ziołowym kącie można spędzić sporo czasu. Warto zaobserwować, że nie tylko podlane, ale i dotknięte, wydzielają aromatyczne olejki eteryczne.

Dziecko może wybrać swoje ulubione kwiaty, zakładać grządki, pomagać w ich pielęgnowaniu, wyrywaniu chwastów, można mu kupić małe, kolorowe narzędzia, ale i tak najważniejsze są rękawiczki ochronne, ponieważ skóra dziecka jest szczególnie wrażliwa. A jeżeli wieczorem poczytacie „Rwetes w ogrodzie” Svena Norqvista, następnego dnia być może maluch spróbuje zasadzić… klopsika 🙂


5 komentarzy

To nie pora ostatnia

Zabawy z Małą Dziewczynką nie zawsze są edukacyjne i rozwijające. Zwłaszcza, gdy chorych dziewczynek jest więcej. Zwłaszcza, gdy chore są same dziewczynki. Wtedy zabawy są tylko, aż i po prostu wesołe.

ciemnosci

Marzy nam się, żeby już były już Święta. A może nawet koniec maja i koniec kłopotów. A tu za kilka ciepłych i słonecznych dni, trzeba odpokutować takimi, gdy za oknem ciemno i ponuro, a i w środku choróbsko i smutek.

Na to dobre są… malowanki. Niekoniecznie na kartonie z bloku rysunkowego.

ciemnosci0

I dobre słowa, a słowa świętego to już szczególnie

”Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która cię stworzyła, to wiesz także, że w twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu „pory roku”: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo” Jan Paweł II

Jest ciemno i ponuro, to prawda, ale przecież… niechby i przez łzy… widać nadzieję 🙂

ciemnosci1


4 komentarze

Dziewczyńskie zabawy

Mała Dziewczynka kończy dziś cztery lata. Oczywiście jej ulubionym zajęciem jest zabawa.

urodzinu_zabawa

Zabawa w Maryję:

Dzieciątko, pieluszka, w którą jest owinięte Dzieciątko, koń na biegunach udający osiołka, w tle „Uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyniii żar…”

– Józefie – z braku innego mężczyzny pod ręką Mała Dziewczynka tak zwraca się do mnie – zbuduj nam namiot, żebyśmy schronili się w tę noc.

Zauroczona jej prośbą, rzucam się w kierunku koca, krzeseł i buduję pośrodku salonu tymczasowe schronienie dla Świętej Rodziny. Maryja wchodzi do środka, usiłuje się zagospodarować, ale po chwili zaniepokojona wystawia główkę:

– A gdzie, Józefie, no gdzie jest mój żłób ?!

 

Zabawa w babcię

Łóżko w sypialni dziadków, poduszeczka babci, różaniec i Biblia dla dzieci oraz na dokładkę pies na dywaniku. Mała Dziewczynka siedzi wygodnie oparta o poduszkę, na nosie ma okulary (przeciwsłoneczne, bo jedynie takie wynegocjowała), uważnie czyta Biblię, różaniec odłożyła już na stolik lub jeszcze go nie wzięła do ręki

– Właśnie się modlę, zalaz przyjdę – wyjaśnia z uśmiechem ( prawdziwa babcia!) zaglądającej do pokoju osobie.

 

Zabawa w mamę

Laptop, zapisane kartki. Komórka, torebka (a raczej „toreba”). Kartki wysypują się aż z toreby. Mała Dziewczynka zapisuje kolejną białą powierzchnię wykresami. Uderza paluszkami w klawiaturę.

– Placuję, placuję – mruczy sobie pod nosem. Odbiera telefon – Zalaz. Tak, oczywiście, kończę – gestykuluje swobodnie – Oddzwonię później. Będę zajęta.Teraz wychodzę z córecką. Tak, z Wikusią, tak.

 

Zabawa w ciocię

Książki z zakresu biologii rozłożone dookoła. Szczotka do włosów. Lśniące loki. Mała Dziewczynka jeszcze wygładza spódniczkę. Potem otwiera podręcznik. Uważnie przegląda kolejne ilustracje

– O… o.  Zobacz, komórki. One się nazywają… Naskólek, popatrz, a potem… warstwa siateczkowata. A potem są… Kika! Jak się nazywają?

W ciocię bawić się jednak najtrudniej!

Wbrew pozorom to nie  zabawa w gotowanie jest typowo dziewczyńska 😀


19 komentarzy

W lesie

O liczeniu w lesie. Możecie się na mnie złościć, bo na zewnątrz rozgrywają się ważne dla Polski i Warszawy sprawy w związku z wyborami samorządowymi, a ja zamiast je komentować, idę z Małą Dziewczynką na wycieczkę, ale… W związku z tym, że nikt nie może (nie potrafi?) do tej pory policzyć głosów, koniecznie chciałam poćwiczyć tę  umiejętność z wnuczką, zanim znajdziemy się z nią w prawdziwym lesie…

Zaczęło się od kaszlu. Mała Dziewczynka otworzyła posłusznie buzię, żeby wypić zalecaną porcję syropku

– On jest taki troszkę niesmaczny, wiesz?- skrzywiła się. Cały dzisiejszy dzień- nie tylko w związku z tym, że głosy wyborców nie mogły być przez awarię systemu porządnie zliczone- zapowiadał się „troszkę niesmaczny”, nieudany. Szaro, buro, ponuro i mokro, a w dodatku ten kaszel…

– Wiesz co? Chodźmy na wycieczkę!- zaproponowałam

– Gdzie?- ucieszyła się Mała Dziewczynka

– Do lasu!

– Przecież nie mogę! Pada, zobacz!

– Więc las przyjdzie do nas!

Na początek włączyłam śpiewy leśnych ptaków, które są TU i wszystkim przydadzą się dziś dla odprężenia. Zostawiłyśmy muzykę w dużym pokoju, a same poszłyśmy do dziecinnego, spakować plecak. Do niego : drugie śniadanie, soczek, kilka garnuszków (małych, ale bardzo solidnych), latarkę, świecę i zapałki (pamiętając, że dziecko plus zapałki równa się pożar), dwie książeczki o zwierzętach, zielony papier kolorowy, nożyczki, serwetki, małe sztućce, kilka kartek z kolorowankami, grę (kto ją jeszcze pamięta?)- „Grzybobranie”, koce i kapę. I co tam jeszcze lubicie mieć na wycieczkach. Do pokoju, w którym zawitał las, miałyśmy daleką drogę. Z plecakiem i wypadającymi z rąk rzeczami (komórkę, komórkę babciu wieź), łatwo nie było, zwłaszcza że musiałyśmy najpierw obejść wszystkie kąty domu. Przysiadłyśmy na moim łóżku i poczytałyśmy dla rozgrzewki bajkę Ezopa „Osioł w skórze lwa”… Gdy wreszcie osiągnęłyśmy duży pokój, tfu, centrum lasu, ustawiłyśmy krzesła wokół dywanu. Rozejrzałyśmy się… No, drzewa to trzeba było sobie samemu „zrobić”. I do tego miałyśmy papier kolorowy i nożyczki, przecież!

las1

 

Drzewa rosły, plecak został wypakowany, przyszła pora na rozstawienie namiotu, który udawały zaczepione na oparciach krzeseł koce. Ledwie schowałyśmy się w nim, gdy przyszedł… wilk

las2

Próbowałyśmy odstraszyć go latarką, ale był nią wyraźnie zainteresowany. A ile było przy tym radości! Po kryjomu przed nim bawiłyśmy się trochę w memo i pokolorowałyśmy jeża i liście. Uciekł dopiero wtedy, gdy rozpaliłyśmy ognisko (świecę!), którego jak wiadomo boją się wszystkie dzikie zwierzęta. Przystąpiłyśmy więc do spałaszowania pysznego jogurtu i ugotowania czegoś w sam raz na drugie śniadanie

lsa2

 

Przydało się wszystko: i serwetki, i naczynka, i świeca… W takim lesie śniadanie dużo bardziej nam smakowało. Potem starałyśmy się znaleźć metodą ciepło- zimno szyszki pochowane w różnych dziwnych miejscach (uważnie je licząc i przeliczając). Śpiewałyśmy piosenki- niestety, nie umiem grać na domowych instrumentach, więc wspomogłam się znowu youtubem TU

No i ostatnia atrakcja: „Grzybobranie”. Poczciwa, stara gra, którą mamy w wydaniu Granny. Rzucanie kostką, liczenie punktów, kroków, zbieranie i wrzucanie do koszyków grzybów. a potem podliczanie, porównywanie i ogłaszanie zwycięzcy, czyli robienie tego, z czym komisja wyborcza jest… w lesie, poszło nam świetnie. Po powrocie do kuchni, ugotowałyśmy krupnik!


5 komentarzy

Jesienne zabawy

Jesienne zabawy w domu i ogrodzie są bardzo przyjemne. Jesienne zabawy to porządkowanie, grabienie, przycinanie i bajeczny odpoczynek. Oczywiście z Małą Dziewczynką.

Cały ogród jest żółty, czerwony, brązowy. Bronią się jeszcze pojedyncze kwiatki w innym kolorze, tworząc na tym tle plamy piękna. Liście  trzeba zebrać w sterty, rzucając się nimi trochę i trochę w nie (te sterty), podnosząc, podziwiając.

Potem palenie, wkładanie do środka ziemniaków, szukanie już upieczonych,  z czarną skórką, smakujących jak nigdy. Lubię zapach jesieni, liści, dymu.

liscie1

Porządki w ogrodzie też lubię, choć zawsze jestem potem zziębnięta i zmęczona. Ale co tam… można odpocząć na hamaku, na którym leży koc.  Z liści oczywiście

lisciehamak2

Przez chwilę nie myśleć o tym, że i to trzeba będzie posprzątać. Składanie hamaka i koca  zostawić na później. Zabrać ze sobą dary jesieni, które jakiegoś pochmurnego  dnia, gdy deszcz i wiatr zatrzyma Małą Dziewczynkę w domu, pomogą uruchomić wyobraźnię. Z szuflady wyjmie się wtedy korki od butelek, plastelinę i kolorowy papier. Czasem trzeba przetrząsnąć i trzy szuflady, zwłaszcza, gdy są trzy biurka.

liscie3 A Mała Dziewczynka chętnie wymyśli bajkę o mamie owcy i jej córeczce, zagubionych w lesie (trzeba je wyciąć i  zrobić drzewa z zakrętki, plasteliny, szyszek i liści). Ta rodzina  po wielu trudach znajdzie się na przyjaznej, pełnej kwiatów łące (łąkę świetnie udaje zielony papier kolorowy, a kwiaty się rysuje bądź wycina). Trochę się popasie, rozmawiając ze sobą o przedszkolu, paniach, siostrach i koleżankach. Potem zobaczy duże jezioro (do tego wystarczy niebieski papier).  Ale przecież owieczki nie przepłyną same tak głębokiej wody! I wtedy, gdy wydaje się już, że nigdy nie wrócą do domu, babcia przypomni sobie o formie do babeczki, która dobrze udaje łódkę.

liscie4

A potem to już jest prosto i bezpiecznie. Po drugiej stronie głębokiego jeziora, czeka na nie mama Małej Dziewczynki i pies. Zrobi się je z kasztanów i wykałaczek, ozdabiając plasteliną. Łatwizna 😉

Jesienna zabawa z Małą Dziewczynką na cały dzień…

liscie5


2 komentarze

W temacie wody…

W temacie wody trzeba słuchać matek. Nawet, a może szczególnie, młodych.

Zaczęło się wczoraj. Mieliśmy się spotkać na rowerach i hulajnodze ze znajomymi nad jeziorkiem (czyli nad wodą), ale zanim się zebraliśmy, zaczęło mocno padać (to też woda tylko skądinąd). Wyciągnęłam więc z zakamarków pokoju dziecięcego „Takie sobie bajeczki” Kiplinga, które bardzo lubię (w przekładzie Marii Krzeszowskiej i Stanisława Wyrzykowskiego). Jest tam bajka o wielorybie, a ostatnio czytaliśmy o ssakach morskich (wodnych). Mała Dziewczynka zdziwiła się trochę, bo jeszcze tej książki nie znała, ale ufa mi już na tyle, że zgodziła się wysłuchać historii o tym, „w jaki sposób wieloryb nabawił się swego przełyku”. Spodobała jej się, a wyraziła to krótkim, ale konkretnym „Jeszcze raz”, do którego, gdy wymownie spojrzałam, dodała szybko ”Prooooszę”. Tam przeczytałyśmy:

„ Płynął tedy i płynął Wieloryb ze wszystkich swych sił pod pięćdziesiąty stopień północnej szerokości i czterdziesty stopień zachodniej długości, aż pośrodku morza znalazł na tratwie samotnego rozbitka, nie posiadającego nic prócz niebieskich, parcianych spodni, pary szelek (zapamiętaj sobie w szczególności szelki Kochanie Ty moje!) i kozika. Palce jego stóp nurzały się w wodzie. (Mamusia jego pozwoliła mu pluskać się w wodzie, czego inaczej nigdy nie byłby uczynił, był bowiem człowiekiem niesłychanej pomysłowości i obrotności)” Taka to przyjemna lektura, w której sugerują, że dziecko pomysłowość i obrotność wykorzystuje w celu słuchania rodziców, a nie ich okłamywania.

A to właśnie mama Małej Dziewczynki zaproponowała, spoglądając na prognozę pogody na dzień następny (deszcz, znowu woda!): „To może jutro pójdziecie do Centrum Nauki Kopernik?” Bo woda jest fajna, ale jak się ją ma pod kontrolą. A gdzież można się nauczyć lepiej kontrolować wodę, niż tam? Dodała jeszcze od niechcenia: ”Weźcie zapasową bluzkę i spodenki, gdyby Mała Dziewczynka się zalała, eksperymentując z wodą. Zawsze tak robię i mogę się tam całkowicie odprężyć”. Dobrych rad trzeba słuchać. Zwłaszcza rad mamy. Zapakowałyśmy więc dziś do CNK nie tylko picie, kanapki, ale i ubranie, a potem w „Strefie bzzz” mogłam uchodzić za wyrozumiałą i wyluzowaną babcię, która nie tylko pozwala, ale nawet zachęca dziecko do długiego i gorliwego chlapania się w wodzie, sącząc mu do ucha wiedzę, podczas gdy inni opiekunowie syczeli i załamywali ręce nad stanem odzieży swoich pociech. A do tego dziś były prowadzone zajęcia właśnie na temat wody.

Zdecydowanie najwięcej czasu spędziłyśmy dziś w rejonach wilgotnych zarówno w części dla młodszych, jak i starszych.

Created with Nokia Smart Cam

A to zdjęcie zrobiłam po to, żeby pokazać, jak działają parytety i suwak w trakcie mokrej roboty.

Created with Nokia Smart Cam

Po powrocie Mała Dziewczynka podsunęła cioci prosto pod nos „Takie sobie bajeczki” ze słowami :”Tam jest taka śmieszna historia o wielorybie, zaraz ci pokażę”.

Myślę, że po wielokrotnym wysłuchaniu Kiplinga po polsku, głupio byłoby nie  rzucić okiem na oryginał, więc pokazałam go Małe Dziewczynce TUTAJ i bardzo się spodobał

 


1 komentarz

Niedaleko padło…

jabłko od jabłoni. Czy jaka matka, taka córka. Albo jeszcze coś tam. Popołudnie w ogrodzie: krokodyl pozostal w basenie, odpoczywajac po głośnych szaleństwach, konik na popasie, a Mała Dziewczynka z mamusią zabrały się do ZADANEK

wogrodzie

Wyglądało na tyle interesująco, że  postanowil im towarzyszyć… pies. Border collie to rasa, która uchodzi za jedną z najinteligentniejszych, ale żeby aż tak?

ogrod2 kopia