grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


4 Komentarze

Między

Między czym, a czym? Kiedy zostało zrobione to zdjęcie? Późną jesienią? Wczesną wiosną? W zimę?

miedzy

Cały ten czas, gdy ziemia nie tyle odpoczywa, co leży niby martwa, jest prawie nie do odróżnienia. Dla tej rośliny. Bo niebo i gwiazdy co chwilę coś zmieniają. Ludzie dostosowują do tego ubrania. Czasem śnieg popada. Można pewnego dnia poddać się, stanąć zmarwiałym, zastygnąć w bezruchu, a potem zdrewnieć i tak już pozostać przez wiele miesięcy czy lat. Jednak dobrze jest zawalczyć o powrót do życia. Wiosna nadchodzi, wczesna Wielkanoc.


11 Komentarzy

Zbieranie ozdób

Zima zdecydowanie zbierała się do odejścia. „Ja tam bym na ich miejscu wolała dłuższy karnawał”- myślała o dziwnych decyzjach ludzi

-„I lubiłabym chrzęst lodu pod butami. Uwielbiałabym bitwy na śnieżki… Sanki… Ale cóż… skoro oni wolą zbierać śmieci i zaschłe psie kupy z trawników, ich sprawa.”

Pomogła rozebrać choinki i dekoracje świąteczne, zamieść kurze, zaśpiewała ostatnią kolędę, pogapiła się na walentynkowe serduszka, pogłaskała sarnę, przytuliła zająca.

Dziś definitywnie wyjeżdża! Jeszcze suszyła przed lustrem świeżo umyte włosy, jasna i pachnąca, kiedy… spojrzała do góry i… zobaczyła zapomnianą ozdobę. Srebrne gwiazdki śniegu oblepiały uschłe patyczki… otulały gałązki…

ozdoby1

„Wystarczy!”- zima machnęła ręką i poprawiła ciepłym powietrzem z suszarki.

ozdoby4

Jeszcze się pogapię, nim to wszystko zniknie. Być może na rok.

ozdoby2


12 Komentarzy

Single czyli pojedynczy

W połowie lutego wszyscy spoglądają tylko na zakochanych, rozmawiają o małżeństwach i parach. A przecież nie wszystkie rośliny w ogrodzie sadzimy w grupach. Nie wszystkie w grupach pozostaną.

single

Niektóre rosną pojedynczo. W połowie lutego wyglądają dość samotnie. Szczególnie na tle śnieżnej bieli, pozbawione kolorów. Ale pojedynczy to niekoniecznie to samo samotny. Single nie musi być zgorzkniały. Ani nie musi egoistycznie używać życia. Nawet jedna gałązka ziela ( zadbanego!) może poprawić smak potrawy. Pomaga usunąć dolegliwości chorobowe. Jest niezastąpiona, choć tak niepozornie wygląda w śniegu.

Pojedynczy krzew często stoi w ogrodzie samotnie, bo ma stanowić mocny akcent, cieszyć oczy. Nie jest smutny i zgorzkniały, tryska kolorami i radością. Jest piękny i zadbany i to nie to samo, co myślący tylko o sobie. A nie chodzi nawet o to, że zdobi, więc się na coś przydaje, jak ta duża azalia u mnie na wsi.

single1

To prawda, jest tak śliczna, że do jej kwiatów ciągną owady, ale nie tyle podziwiać ją i się na nią napatrzeć, ale nasycić nią i najeść. Ona je karmi. W jej cieniu rośnie trawa i drobne kwiatki, które nie wytrzymałyby palącego letniego słońca. Bo w ogrodzie, a przypuszczam, ze skoro w ogrodzie to i w życiu, singiel to nie musi być egoistyczny samotnik, częściej jest jak rosnąca pojedynczo roślina.

Wyjątkowa. Kochana, godna miłości taka, jaką jest.

Tak, wiem, trzeba zwiększyć dzietność i ilość małżeństw, ale nie mogłam się powstrzymać

Dla pojedynczych mam słowa Jana Pawła II

Nie przyjmujcie za miłość niczego, w czym nie ma prawdy, ani za prawdę niczego, w czym nie ma miłości.


14 Komentarzy

Półświatło

Rosnąć w rowie to niby nie to samo, co na eksponowanym klombie. Jest tu jednak zacisznie i dość bezpiecznie. Nikt nie zwraca uwagi na rowy, więc można rozrosnąć się, że ho ho.

Chyba, że dziś. Znaczy- dziś ktoś zwrócił uwagę. Drogą szli ci, co zawsze wracają tędy o 12.00

– Półcień, półcień, Januszu- poprawił Ten w Zielonej Czapce kolegę.

– Półświatło- nie dal się zbić z tropu Ten Drugi- Tak jak ta trawka ma!- pokazał na mnie, rosnącą w rowie. Ciut się skuliłam, bo a nuż przyjdzie im do głowy mnie zrywać?- Przecież tu nie ma mowy o półcieniu! Wszędzie dookoła jasność. Widzisz?

polswiatlo

Ten w Zielonej czapce oderwał wzrok od smartfona, też na mnie spojrzał, a potem dookoła.

– Jest słońce i co? Tu jest półcień.

-Jaki półcień? Aż daje po oczach, takie światło nawet do tego rowu bije. To jest półświatło! – upierał się- To jest jak… jak… jakby dookoła ciebie wszyscy wiedzieli o czymś, śmiali się z jakiegoś suchara, a jedynie ty stoisz i nic nie rozumiesz. W takim świetle, które ciebie akurat nie obejmuje. Półświetle. Zaraz wszystko zrozumiesz, ale to za chwilę. Tym się różni półcień od półświatła, Januszu.

Ten w Zielonej Czapce wzruszył ramionami. I poszli dalej. Nawet mnie nie kopnęli. Dobrze. Ja sobie poczekam jeszcze chwilę na to Światło. Skoro wszędzie już jest, skoro aż bije po oczach, zaraz ogrzeje mnie całą.


7 Komentarzy

Urodziny, ale nie moje

Dziś są urodziny czarodzieja.

Co to jest? Organizatorzy piszą

W piątek 23 stycznia Konstanty Ildefons Gałczyński – gdziekolwiek teraz jest – kończy 110 lat. Przytulmy tego dnia Jego poezję, przypomnijmy o niej sobie i światu, uczcijmy razem urodziny największego z Czarodziejów!

Przepiszmy jeden z wierszy Mistrza i podarujmy mu nowe życie:

– przeczytajmy go komuś na głos
– włóżmy komuś ukradkiem do koszyka na zakupy
– przyklejmy do muru obok przystanku
– schowajmy do koperty i wyślijmy komuś, komu potrzebne są słowa
– przymocujmy go do klamki czyichś drzwi, albo wsuńmy między drzwi a framugę
– zwińmy w rulon i przywiążmy wstążką do poręczy w centrum handlowym
– przetłumaczmy fragment na któryś ze znanych nam języków
– zostawmy na ławce w parku, na dworcu, na szkolnym korytarzu

… zróbmy to, do czego nas natchnie chwila.

https://www.facebook.com/events/421603464653493/

Mam nadzieję, że Konstanty Ildefons Gałczyński patrzy na nas z Nieba i to, co wybrałam na tyle mu się spodobało, że śmieje się ze mną serdecznie.

czarodziej

Zima z wypisów szkolnych 

Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów?
Dyć oczywiście pan wojewoda;
módl się, dziecino, z całą krainą –
niech Bóg mu siły doda;
śnieżku naprószył, śnieżek poruszył
dobry pan wojewoda.

A któż na szybach maluje kwiaty,
czy mróz, czy mróz, dziecino?
Nie, to rączuchną dla ciebie, żabuchno,
starosta ze starościną;
srebrzyste prążki, listki, gałązki
dla ciebie, dziwna dziecino.

A któż te śliczne zawiesił sople
za oknem u okapu?
Czy może także mróz niedobry
swą fantastyczną łapą?
Nie, moje złoto, to referenci,
podkierownicy, nadasystenci
nocą nie spali, hurra! wołali,
sople poprzyklejali.

Hej, tam w Warszawie jest pan minister
siwy i taki miły,
przez okno rzuca spojrzenia bystre,
bo chce, by dla ciebie były
zimą sopelki, śniegi i lody:
wszystkie zimowe wygody.

Jeżeli tedy sanki usłyszycz
i dzwonki ich tajemnicze,
wiedz: to minister w skupionej ciszy
nacisnął taki guziczek,
że gwiazdki dzwonią i gwiazdki lśnią
nad miastem i nad wsią.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1936


4 Komentarze

Porozmawiajmy zza płotu

– Porozmawiajmy- poprosił cicho Chłopiec. – Tak zza płotu?- Dziewczyna się wahała – -Jaki to płot? To zaledwie siatka druciana jest- rozbroił ją śmiechem.

plot

Siatka to może była wczoraj. Dziś wszystko pokryła szadź i cały ogród wyglądał, jak zaczarowany. Siatka też…

-… zamieniła się w ażurowy mur- dokończyła swoją myśl Dziewczyna

– Zaraz ten mur rozwalę- Chłopak zatrząsł ogrodzeniem.  Delikatny pył uniósł się w powietrzu wraz z cichutkim

-Nieeee rób tego. Tak było pięknie!

I głośnym

– Aluś! Do domu!

To krzyczała mama Dziewczyny. Ta tylko obejrzała się przestraszona i już jej nie było. Trzasnęły drzwi…

Chłopak zapatrzył się przez dziurę w „murze”. Ogród był najpiękniejszy bez dwóch zdań. Te uformowane krzewy, małe rośliny nawet późną jesienią wyglądały interesująco. Teraz były jak z bajki.Gałązki zamrożone kryształkami lodu, zalśniły w słońcu. Nie mógł się powstrzymać, dotknął łodyżki. Znów to samo. Troszkę pyłu w powietrzu i znika cała ta magia. Ten dom… on też jest inny. Najpiękniejszy… Być może w środku stoją te same lodowe rośliny, co na dworze, może jest tam pokój, który nazywają salonem, a mama Dziewczyny  przechadza się po nim w białym swetrze ( jego mama tylko prychała widząc ubrania w tak niepraktycznym kolorze!). Może jedzą na kolację ośmiorniczki… Chłopak uderzył czubkiem buta w płot. Lemingi!

Na razie wiedział jedno. Ich rodzice pokłócili się na śmierć i życie na tematy polityczne w czasie pewnego Sylwestra i … i skończyły się nawet wspólne zabawy w szkole. Mogli sobie pogadać najwyżej na fejsie, czy w trakcie gier. Znalazł wszystkie, w które Dziewczyna grała w sieci. No ale nie grała zbyt często, bo rodzice „dawkowali” jej internet. „Chyba jestem anarchistą. Nie cierpię polityki. Wyjadę stąd! – tym razem nim pomyślał, kopnął kamyk. Już odwracał się i od tego pięknego ogrodu, koronkowej siatki, gdy… Otworzyły się drzwi domu!

– O. Michał!- zawołała mama Dziewczyny- Chodź, chodź, zapraszam. Przecież rozmawialiście!

Kilka minut później siedział w ich domu, w takim zwyczajnym, dużym, miłym pokoju. Przed sobą miał kawał ciasta drożdżowego. Z piekarni, za kilka złotych. Pyszne, kupowali takie samo. Mama Dziewczyny kręciła się po pokoju w czerwonym, zwyczajnym sweterku. Czasem siadała na kanapie (kanapę to mieli rzeczywiście ładną) z komórką i z zapałem coś pisała

– Kłoci się! Wiesz, o przyszłość Polski- szepnęła Dziewczyna.Miał powiedzieć, że jego mama też tak ma… ale ona chyba się nabijała. Zmilczał – Babcia mówi, że ona świat ratuje- zachichotała- A ciebie wpuściła, bo wiesz, wczoraj oglądałyśmy „Chłopca w pasiastej piżamie”  i skojarzyło jej się z tym filmem, jak nas zobaczyła po dwóch stronach siatki.

-„Chłopiec w pasiastej…”? Coś słyszałem, ale nie widziałem… Dobry?

plot2


11 Komentarzy

Tak szczęśliwy!

Jestem szczęśliwa! Tak szczęśliwa, jak ten pies!

szczescie

On jest bardzo szczęśliwy! To mój pies, więc widzę w jakim jest nastroju. Ja też jestem szczęśliwa. Wcale nie bez powodu. Z powodu. To znaczy- mam swoje powody, bo z niczego to i pies nie potrafi się cieszyć. Cieszę się, bo jest dużo, dużo słońca. I dużo czystego i pięknego śniegu.

szczescie1

Bo jest zima. Bo można napalić w kominku.Bo Mała Dziewczynka przyszła rano na moje kolana. Bo rozmraża się mięso na pyszne kotlety. Jestem szczęśliwa z tego powodu, że można upiec ciasto . Z powodu gorącej herbaty, która czeka na stole.

szczescie2

Bo przestały mi marznąć nogi. Bo spotkałam sąsiadkę. Bo nie spaceruję sama. Bo wchodzimy w las.

Bo świat jest piękny!

 

Co taki pies robi latem? TU

Pies czeka TU

Pies i na wszystko jest sposób TU


Dodaj komentarz

Przełamanie

Przyznam, że ostatnio więcej czasu spędzam w domu, niż w ogrodzie. Nie znaczy to jednak, że ogród mi zobojętniał.

swieta

Są przecież rośliny, które  przełamują barierę: oleandry wnosi się do domu na zimę, żeby latem znowu je wystawić do ogrodu (nasz się w trakcie kolejnej migracji niestety zbuntował), do pokojów trafiają nawet cale drzewa iglaste, nazywane na ten czas choinką. Pod gankiem pyszni się ostrokrzew i stara się choćby na chwilę zajrzeć przez okno do środka.

I ludzie się przełamują

Ale nie tylko opłatkiem.

Spotykają się ludzie o różnych poglądach, ale przecież pełni dobrej woli. Tak, jak wczoraj w czasie debaty, na której byłam:  minister rządu PO Michał Królikowski i minister rządu PiS Marcin Warchoł  rozmawiali rzeczowo i przyjaźnie o projekcie ustawy, przełamując opinię o zacietrzewieniu elit.

Tak działo się od zawsze, gdy spotykali się ludzie dobrzy.

Ksiądz prof. Tadeusz Guz tak mówi w „Rozmowach niedokończonych”  o świętym Maksymilianie Kolbe: „Niemniej, pomimo że ma bardzo krytyczny stosunek do doktryny protestanckiej, to jednak odwiedza pastora Kreza w Dorpacie i prosi go o literaturę do omówienia protestantyzmu jako doktryny, a szczególnie chodziło mu o słowa Jezusa wypowiedziane do Piotra, z Ewangelii według św. Mateusza, rozdz. 16 wers. 18, o ustanowieniu urzędu Piotrowego pod Cezareą Filipową. Po dłuższej dyskusji z tym pastorem protestanckim wzbudził wątpliwość w myśl pastora, który poprosił o modlitwę w jego intencji. Proszę zobaczyć, nawet protestanci, którzy zetknęli się z Maksymilianem, i to pastorzy protestanccy, którzy wyznają zasadniczo inną religię, proszą św. Maksymiliana o modlitwę w ich intencji. Tak samo ten Żyd, który dopomógł św. Maksymilianowi i podarował mu świecę, żeby miał więcej światła. Ten aspekt modlitwy, który rodzi się sercu św. Maksymiliana, potwierdza, jak drogim jest mu ten człowiek! Pewien Japończyk, profesor protestant, tłumaczył w początkowych miesiącach „Rycerza Niepokalanej” na język japoński, a drugi Japończyk, też profesor uniwersytetu i też protestant, nawet mieszkał w klasztorze u braci franciszkanów w Nagasaki i pomagał na tyle, na ile pozwalały mu jego obowiązki”

 

Na świecie szaleją burze, śnieżyce, niekiedy jest szaro i brudno, ktoś się boi, ktoś komuś ze strachu mówi przykre słowa, zamarzają od nich nawet rośliny. Ale są miejsca, są pokoje, sale, miasta… w których ludzie przełamują się i skupiają się na porozumieniu i zrobieniu wspólnie czegoś dobrego.Rozmawiają. Pomagają sobie. Tworzą przyjazny świat dla siebie i roślin (bo to w końcu blog o ogrodach jest).


4 Komentarze

Cukier puder na ulicach

Dzisiejszy śnieg, na który wszyscy czekali wiele tygodni, to nie jest taki normalny, poważny śnieg. Zaledwie przyprószył ulice, jak cukier puder, przez sitko.

puder1

Gdy wracam z kościoła śnieg wydaje delikatne skrzyp, skrzyp z każdym moim krokiem. Niechcący zgniatam go butami. Widać wtedy zarys kostki. Ulice są niezamiecione, ale po prawdzie to nie bardzo jest co zamiatać, tak tego śniegu mało. Boję się potrącić jakąkolwiek roślinę, bo też zbyt delikatnie są posypane. Tym zimnym cukrem pudrem. Kiedyś dotykałam takiego śniegu językiem, żeby sprawdzić, czy to już na pewno on. Teraz tak nie robię, ale może przez to właśnie mam głupie skojarzenia.

puder

Skrzyp, skrzyp- odzywa się kreda przy pisaniu liter na drzwiach.

Myślę wtedy, że królewskim ciastem w tym roku nie będzie tort, ani piernik, ale sypka babka piaskowa z rodzynkami, migdałami, przyprószona cukrem pudrem. Jak śniegiem. Skoro śnieg może być cukrem, to i cukier może być śniegiem. W środku królewskiego ciasta zawsze umieszczamy ceramiczną figurkę osiołka, której wylosowanie wraz z kawałkiem ciasta, daje zwycięzcy tytuł króla. Realną władzę, która jest służbą i przywilejem organizowania, przedstawiania pomysłów na karnawał.

Cukier puder- jest, jasne, pachnące migdałami ciasto- jest, nowa korona- przygotowana. Czekamy tylko jeszcze na dzieci, które dojeżdżają z krótkich ferii, a chcą zdążyć i na wybór i na koronację.

puder2

 

O Trzech Królach w tamtym roku TU

Powrót migdałowego króla TU (ten tekst jest z 2011 roku i napisałam w nim o marzeniu: Może znowu nadejdzie dobry czas – czas na mszę świętą i czas na radosne pieczenie szczodraków, migdałowych tortów a przy stole zasiądzie migdałowy król. A ono się spełniło 🙂


4 Komentarze

Śnieg na stole

U nas śnieg w Boże Narodzenie był tylko na stole. I to sztuczny.

swieta1

W ogrodzie kwitną kwiaty i rośnie trawa. Kwiaty, o dziwo, śnieżnobiałe.

swieta2

Jak ja nie lubiłam kiedyś kompotu z suszu! Jedna z babć stawiała go w dzbankach na wigilijnym stole. Do picia nie było nic więcej, więc nie piłam cały wieczór, tak bardzo go nie lubiłam. Śledzie nie bardzo mi pasowały, były za ostre. Pierogów, żadnych pierogów, nawet słodkich, a co dopiero z kapustą i grzybami, nie tknęłam. Ze smażonego karpia mogłam zjeść panierkę. Lubiłam zupę grzybową, ale i tak mniej, niż zwykłą ogórkową. Potrawy wigilijne nie były dla mnie. Moja siostra cioteczna w trakcie kolacji. gdy inni zajęci byli kolędami i tradycyjnymi świątecznymi kłótniami, zwijała ze stołu resztki opłatka, które zjadałyśmy gdzieś w kącie. To było coś dobrego!

Zastanawiające, że gdy przygotowywałam zaraz po ślubie pierwszą Wigilię we własnym, a właściwie wynajętym, mieszkaniu, we własnej malutkiej rodzinie i kuchni, pomyślałam właśnie o zapachu kompotu z suszu. Gotowałam go, doprawiałam, próbowałam i… okazało się, że go lubię. Jest dobry na swój sposób.

Od tamtej pory gotuję, a raczej gotujemy rodzinnie, już przez kilka dni przed wigilijną nocą te dziwne potrawy, których nie jemy w ciągu roku: kompot, karpie w galarecie, kapustę z grochem, uszka, makaron z bakaliami, kutię, dwie zupy, pierniczki i ciasta… Próbujemy potem po kawałeczku, a dzieci tradycyjnie się krzywią na większość z nich. Właściwie na wszystkie oprócz zup, uszek, pierników i ciast 🙂 Jedli je nasi dziadkowie, część dań została zmodyfikowana, bo ta niezmienna wieczerza wigilijna, zmienia się jednak tak, jak nasza rodzina, wzbogacając o nowe elementy i potrawy. Przybywa osób, a wraz z nimi, dań i kolęd.

swieta3

Po co ten cały wysiłek, trochę irracjonalny? Dla tradycji? Może chcemy trochę cofnąć czas, może po prostu pamiętać, a może z tęsknoty za dobrem, miłością, której ciągle za mało i prostotą myśli, stać się znowu dziećmi? Zacząć od nowa, lepiej żyć.