grand Mader

Świat jest ogrodem, ogród jest światem


13 Komentarzy

Zachować radość fiołka

Macie dość kampanii prezydenckiej? Ja też. Kiedyś malowano trawę na zielono, ja proponuję malowanie…  fiołków. Po co? Fiołek wonny (Viola odorata L.) jest jadalny. Można z niego robić dekoracje i… cukierki.

viola

Fiołek wonny jest byliną, którą sprowadziłam do kącika leśnego w moim ogrodzie. W ciągu trzech lat rozrósł się bardzo i właśnie o tej porze roku kwitnie. Właściwie surowcem zielarskim jest całe ziele fiołka wonnego razem z korzeniami, w którym jest wiolina, wiolatozyd, pochodne delfinidyny (wiolanina), olejek eteryczny, saponiny triterpenowe i śluz. Działa on wykrztuśnie, napotnie, moczopędnie, odkażająco, żółciopędnie i rozkurczowo. Rozrzedza zalegający w drogach oddechowych śluz i tym samym ułatwia jego wydalenie. Oczywiście nie wyrywam kupionej w kilku sklepach, pięknej roślinki, za bardzo mi żal, może to i dobrze, bo przedawkowanie wonnego fiołka powoduje nudności, wymioty i biegunkę. Co innego kilkadziesiąt kwiatów!

Te zrywam króciutko i zamiast zrobić z nich bukiecik, który zaraz zwiędnie, kilka fiołków dodaję do sałatki, a wieczorem…

viola1

A któregoś dnia wieczorem usiadłam z miseczką zerwanych kwiatków i słuchając utyskiwań Teściowej, starałam się zachować młodość i urodę fiołków. Oddzieliłam żółtko jednego jajka kurzego od białka, białko przelałam do filiżanki,wzięłam mały pędzelek, talerzyk, cukiernicę ze zwykłym białym cukrem w kryształkach.

viola2 kopia

Malowałam płatki fiołka ze wszystkich stron bialkiem. Małowałam, słuchając, że starość jest ciężka i samotna, nawet gdy obok są dzieci i wnuki, nawet gdy widzi się je codziennie. Nawet, gdy nic nie boli, bo przecież i wtedy sił nie ma. Nie cieszy nic, bo człowiek sam nie wie, czego chce, zjadłby co innego, niż mu podają. I nikt go nie zrozumie. Co to znaczy sam spacer po ogrodzie? Nic nie cieszy człowieka starego. Czasem ręce mi drgnęły, bo kwiaty fiołka maluśkie, a pomalować je trzeba dokładnie, potem posypać tym cukrem, skrzącym się na nich po wysuszeniu, odlożyć kwiatuszkiem do góry na papier do pieczenia.

viola3

A suszy się je ot tak po prostu: cały dzień zostawiając rozlożone na papierze, potem pół godziny dosuszajac w piekarniku w 50 stopniach. Jedna blacha, potem druga blacha była gotowa, ułożona na stole ogrodowym, który jeszcze stoi w saloniku. Ręce mi jeszcze trochę drżały, ale oczy już uśmiechnęly się na widok fiołków. Zachowam na trochę ich świezość i młodość. Udekoruję nimi tort, deser, będę udawała, że nie widzę, jak dzieci podkradają je z talerzyka i pochrupują nimi, jak słodkimi chipsami. Utyskiwanie ustało, Teściowa zmęczyla się i przysnęła.

Starożytni Grecy wierzyli, że fiołek to kwiat płodności, długowieczności i optymizmu. Warto je pomalować, w przeciwieństwie do kampanijnej trawy, niech ta będzie naturalnie zielona.

Reklamy


6 Komentarzy

Tajemniczy Ogród w Wilanowie

W Wilanowie jest Tajemniczy Ogród zamknięty jeszcze dla zwiedzających. A my tam w niedzielę byliśmy!

wilanow6

„Jechać? Nie jechać? Pada? Nie pada? Będzie padało?” zastanawialiśmy się do południa, bo byliśmy umówieni na wycieczkę „Zioła z królewskiej apteki” organizowaną przez dział edukacji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.

Podjęliśmy jednak wyzwanie i o umówionej godzinie stawiliśmy się na miejscu, pomimo że co chwilę siąpiło. Mała Dziewczynka od razu poczuła się tu dobrze. Barokowe, parterowe ogrody wręcz zachęcają do biegania po alejkach. Od naszej przewodniczki, pani Kasi, usłyszeliśmy, że bratki są nie tylko piękne, jadalne ale i smaczne, za to przycinane w zgrabne stożki cisy, bardzo trujące.

wilanow7

Cis pospolity to gatunek najwcześniej, bo już w 1423 roku, objęty ochroną w Polsce. Groziło mu całkowite wyginięcie, ponieważ jego drewno świetnie nadawało się na łuki. Obejrzeliśmy graby, tulipany i sasanki, stokrotki, ale największą niespodzianką było zwiedzanie Tajemniczego Ogrodu, jeszcze niedostępnego dla gości. Nie ma oficjalnej bramy, więc wpakowaliśmy się tam przez Tajemnicze Wejście.

wilanow

Ogrodnicy z Wilanowa starają się tu odtworzyć dawną część użytkową i ziołową, wykorzystując rośliny i warzywa, które przed wiekami gościły na królewskim stole. Rabaty są podwyższone i panuje tu geometryczny ład. Widać go nawet, gdy alejki są zalane wodą. Dzieci wwąchiwały się w świeże listki, właziły w kałuże, a my cały czas mieliśmy je na oku.

wilanow1

W ogrodzie użytkowym rośnie między innymi: marek kucmerka, słodki i używany do deserów zamiast cukru, waleriana, lubczyk, melisa, anyż i skorzonera zwana wężymordem, bo bezpodstawnie uważano, że pomaga na ukąszenia węży. Skorzonerę traktowano w dawnych czasach, jak zimowe szparagi. Przyglądaliśmy się bulwom topinambura, cykorii, czy jarmużowi.

wilanow4

Natomiast największe wrażenie zrobiło na mnie to, że jadano sobie tak po prostu lilie złotogłowy, obecnie rzadkie i chronione.

wilanow3

Tę ich część.

wilanow2

Przy tym rozmowy o tymianku, oregano, lawendzie i życie stuletnim wydały się banalne, tak jak rozróżnianie bluszczyka kurdybanka od innych kwiatków.

wilanow5

Jedno jest pewne- apteczka i spiżarnia króla Jana III była pełna skarbów.


5 Komentarzy

Skąd wziąć poziomki?

 Na wsiach piegowate dziewczęta rozcierały na buzi jagody poziomki, piegi w cudowny sposób znikały na kilka tygodni – piszą o poziomkach w „Zielniku dla każdego”, o którym już na swoim blogu wspominałam.

W kosmetyce maseczka z owoców poziomki jest zalecana nie tylko dla wiejskich dziewcząt, nie tylko na piegi, ale także dla ogólnej poprawy kondycji każdej skóry. Osoby o cerze suchej roztarte owoce powinny zmieszać z gęstą śmietaną. Ale skąd wziąć poziomki zimą?

Z półki?

Zobaczyłam na półce w pokoju „Trzynasty miesiąc poziomkowy” Krystyny Siesickiej. W „Przydrożnym barku” właściciel tak rozmawia z klientką:

– Co mam podać?

– Naleśniki wegetariańskie z surówką mix.

– Coś do picia?

– Widziałam, że macie panowie koktajl z owoców leśnych, jakie to owoce?

– Jagody, poziomki. Na bazie czarnej porzeczki.

– Poproszę.

(…)

Poziomki, dotarło do niej nagle. O tej porze roku poziomki. Nie widziała nigdzie poziomek zamrażanych w paczkach. Wrócił i przetarł czystą, wilgotną ściereczką blat jej stolika.

– Skąd wy macie poziomki w listopadzie? – zapytała.

– U nas, proszę pani, poziomki serwuje się przez cały rok. Dla naszych poziomek nie ma żadnego listopada, proszę pani. W naszym kalendarzu, proszę pani, jest zawsze trzynasty miesiąc poziomkowy.

Wątpliwości miłej pani były uzasadnione, bo w listopadzie nie dość, że brakuje na krzaczkach owoców, to same liście też nie nadają się do zbiorów, bo wyglądają tak ( nawet przy sprzyjającej pogodzie ).

poziomki1

Książka jest równie apetyczna, jak same poziomki. Nie dowiedziałam się jednak, skąd je wziąć.

Z lodówki ?

Są gdzieś mrożone poziomki, bo wujek google je znajduje. Osobiście nie widziałam, przekładałam jedynie w sklepowych zamrażarkach truskawki, jagody, wiśnie, a nawet maliny. Mamy w ogrodzie kilka krzaczków poziomek, takich właśnie, owocujących od wiosny do jesieni

poziomki2pr

Ale… jakoś nigdy, przenigdy nie udało nam się zamrozić nawet jednej malutkiej poziomki. Bardzo często zjadamy je od razu na miejscu, w ogrodzie, ewentualnie przynosząc do domu Małej Dziewczynce lub babci (prababci), której trudno się schylać. Mrożenie tak smacznych owoców w naszej rodzinie się zdecydowanie nie udaje. Wiem jednak, że na całym świecie, głównie w strefie umiarkowanej, uprawia się dziś około 400 odmian poziomek – od czerwieni, poprzez róż, biel, aż do żółtej. Prawdopodobnie komuś gdzieś trochę zostało…

Jednak z półki?

Z półki w kuchni zdjęłam taki oto słoik.

poziomki4

Nie ma w nim suszonych owoców, mrożonych czy utartych tym bardziej, są za to liście poziomki. Nie mogą równać się ze smakiem owoców. Ale napar posłodzony prawdziwym miodem ( pszczoły zapewne nasze poziomki nie tylko mijały w locie, ale i ich próbowały) popijany w trakcie czytania „Trzynastego miesiąca poziomkowego” powinien pomóc przetrwać do wiosny. Niechże spojrzę: Tom miksował własnie poziomki, rano wyjął je z zamrażarki ( a jednak! – przyp. mój ) i teraz wsypał do trzech koktajli z owoców leśnych, zamówionych przez zaprzyjaźnione ze sobą panie, które chichotały głośno, siedząc przy stoliku w rogu salki, tuż pod reprodukcją „Przyjaciółek” Klimta.

poziomki3

Napar z liści poziomek jest ponadto zalecany na dolegliwości skórne, miażdżycę naczyń, nadciśnienie i kłopoty z nerkami. Wzmacnia po przebyciu ciężkich chorób.


3 Komentarze

Zamiast nalewki: szałwia

Może i nalewka jest dobra na przeziębienia i smutki. Ale to szałwia lekarska (Salvia officialis L.)  ma nadzwyczajne właściwości.

szalwia1

Szałwia lekarska rośnie w kilku miejscach naszego ogrodu, stanowi piękne tło dla czerwonych róż tuż pod ogrodzeniem, dobrze czuje się obok malw i orlików, ale najmocniej rozkrzewiła się tuż pod gankiem, gdzie siadamy z mężem w letnie wieczory (a nawet noce) z filiżanką herbaty czy kieliszkiem czerwonego wina. U naszych stóp kładzie się psina, która wierna i niezwykle czujna, reaguje na każdy odgłos za płotem, przeskakując nad szałwią i biegnąc bezszelestnie w kierunku ogrodzenia. Poruszona tym roślina, wydziela silny, swoisty zapach. Lubię tę ich współpracę. Zapach szałwi kojarzy mi się z opieką i bezpieczeństwem, nawet jeżeli jest to skojarzenie nazbyt optymistyczne. Może nie tylko ja mam takie skojarzenie?

W „Magii ziół” Andrzeja Skarżyńskiego przeczytałam, że Święta Rodzina w czasie ucieczki do Egiptu musiała szukać schronienia przed siepaczami pod krzewem szałwii właśnie, która nie dość, że Ją ukryła, ale otrząsnęła swoje drobne kwiatki, jak miękki dywan, zapewniając Jej wygodę. Otrzymała za to nadzwyczajną moc niesienia ulgi cierpiącym.

Jan Paweł II w swoim liście skierowanym do rodzin napisał: Pośród tych wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć. A rodzina często jest drogą trudną i wcale nie tak bardzo bezpieczną. Drogą krętą, na którą w czasie burzy spadają ogromne konary mogące zabić nawet najsilniejszego, gdzie czasem błoto jest nie tylko po kostki, ale i po szyję, na której nawet słońce dobrobytu potrafi doprowadzić do raka skóry. Trudno ją przejść nie tylko dlatego, że nie ma czasu na zmówienie modlitwy i bywają załamania duchowe, ale i dlatego, że brakuje pieniędzy na buty, na hotel, by się przespać, na jedzenie, a wokół kręcą się siepacze z obietnicami doborobytu w zamian za głowę. I im więcej przeszkód, tym mniej osób towarzyszy dotkniętej problemami rodzinie, a mijając dzieli się owszem, ale jakimś rzuconym słowem, wstydząc się głębokiej rozmowy o prostych problemach. Dziś jest 16 października, dzień wyboru Papieża Polaka, a także dzień kolejnego dnia synodu o rodzinie, którego przebiegiem wiele osób jest zaniepokojonych i na który wiele innych patrzy z nadzieją. Tym bardziej warto napisać o szałwii. Taka niewielka roślina, a ma działanie przeciwzapalne, ściągające, przeciwskórczowe, kojące, żoładkowe, bakteriobójcze i przeciwpotne. Jest dobrą przyprawą: do ryby, mięs, makaronów ( wystarczy sos z szałwii i masła, żeby makaron stał się pyszną potrawą). Ale dostała te właściwości za to, że towarzyszyła w drodze, a nie tylko pouczała, dała wytchnienie, a nie tylko rzuciła garścią słów, rozścieliła dywan kwiecia, a nie podzieliła się niepotrzebną szmatą. Nie zbudowała szerokiej autostrady do nieba, ale uratowała tu na ziemi- i to Świętą Rodzinę, która choć święta, też znalazła się w tarapatach. I dopiero w ten sposób zasłużyła, by przynosić ulgę w cierpieniach.

szalwia


8 Komentarzy

Długie pożegnania

Lubicie? Ja lubię długie pożegnania. Można powiedzieć coś, co było niedopowiedziane, zrobić coś, co zostawiało się „na później”,  czy coś powtórzyć.  Zebrać ostatnie, niespodziewane owoce.  Lubię zwłaszcza długo żegnać się z latem.

sloneczniki4

Gdy po porannej mżawce, zaświeciło słońce, wybrałam się do ogrodu po zioła: tymianek, kocankę włoską (sprzedano mi ją jako curry), lubczyk i cebulkę (jak cebula mimo jesieni jest ciągle niewielka, można mówić do niej pieszczotliwie,  tak jest delikatna w smaku), ogrzane już lekko pomidory, ogórki i paprykę. Po drodze skubnęłam też trzy kwiaty nasturcji (o nasturcji w ogrodzie TUTAJ). Z białego sera półtłustego, ziół, soli i pieprzu ugniecionych razem dzięki dodaniu niewielkiej ilości jogurtu, ulepiłam kulki. Paprykę i ogórek pokroiłam, lekko posoliłam, polałam oliwą. Pomidorów nie musiałam kroić, bo zostały mi tylko te najmniejsze- koraliki (dlaczego?- kto nie wie  TUTAJ). Położyłam nasturcję, która jest jadalna.

Ta sałatka to pożegnanie lata, bo być może ostatni raz w tym roku mogłam zebrać te wszystkie składniki i połączyć je w jedną potrawę.

Mam nadzieję, że słoneczniki, które spotykałam w trakcie dzisiejszych prac ogrodowych, będą się żegnać z latem dłuuugo, bo bardzo je lubięsloneczniki1

Te przez chwilę zastanawiały się, w którą stronę się obrócić, gdy znowu  zaświeciło słońce.

Za to motyle natychmiast skorzystały z okazji

sloneczniki2

Dopiero w tym roku zwróciłam uwagę, jak bardzo są pracowite i jak ich dużo.  A to moja ulubiona rodzina:

sloneczniki3

 

Przyznam, że chora i trochę przez to uwięziona w domu, zapomniałam, jaki ładny może być świat. I jakie radosne są rodziny słoneczników.